Odwrócił się, a jego oczom ukazała się jakby znajoma postać stojąca przy kracie więziennej. Nie mógł jednak skojarzyć, kim jest owy mężczyzna, gdyż jedynym źródłem światła była pochodnia trzymana przez jednego ze strażników stojących przy wejściu.
- Imię - wtrącił Grimes poważnym głosem, jednocześnie przerywając szum wśród innych więźniów i spoglądając na ciemną sylwetkę.
- Postać podniosła lekko głowę jednocześnie uśmiechając się delikatnie. - Ty nigdy nie nauczysz się manier, braciszku.
Więźniowie zaczęli patrzeć po sobie, zaś Angra sparaliżowało i tylko przez lekko uchylone usta wyszeptał.
- Nie jesteś moim bratem, tylko parszywym zdrajcą. To cud, że jeszcze nie wykonano na tobie wyroku.
Grimes spojrzał po reszcie osadzonych - nikt? Macie okazję wyjść na wolność i nikt się nie zgłosi?
Porucznik ruszył wzdłuż szeregów patrzących na niego spode łba morderców, czarodziejów i wojowników, gdzie każdy czymś zawinił. W końcu jednak zatrzymał się przy największym z nich. Były wojownik, Nord, Jego broda sięgała mu prawie do pasa, zaś szeroka, postrzępiona płachta zakrywała prawie całą jego twarz pokiereszowaną przez ranę po walce z niedźwiedziem.
- Ty - wskazał na wojownika, sprawce ówczesnego ludobójstwa w jego rodzinnej wiosce - nie chcesz wyjść na wolność?
Arnor spojrzał na niego i cichym głosem odpowiedział - Nie jesteśmy idiotami. Wszyscy wiemy, że chcecie nas wysłać na misję samobójczą. W innym wypadku nie prosilibyście nas o pomoc a sami byście ruszyli te swoje grube dupy - splunął pod nogi Grimsa.
- Widzę, że nikogo innego nie przekonam - zły podszedł pod Bothvara, jego byłego brata i zapisał jego imię w podręcznym zeszycie. Następnie z wielką mocą zamknął zeszyt, spojrzał na jego przyszłego towarzysza i rzekł:
- A tylko spróbuj zdradzić, dopilnuję wtedy, byś przed śmiercią cierpiał męki. Zwrócił się w stronę strażników i wyszedł trzaskając drzwiami z wielkim impetem.