Ino tu nie chodzi o żadną wodę, ani o żadne "czołki", a o czas po prostu. Twój czołk będzie ciągle taki sam, ale będzie się z czasem zmieniał. Nabierzesz doświadczenia w graniu tym konkretnym czołkiem, Twoja załoga zmieni się na lepsze, przez co będzie grało się łatwiej.
Swoją drogą, mając 33k bitew na swoim całkiem niezłym koncie... założyłem drugie ;-) Chcę wyeliminować wszystkie grzeszki pierworodne i wykorzystać swoje doświadczenie. Bawię się doskonale ;-)
Pije Pan pewnie do powiedzenia przypisywanemu Heraklitowi z Efezu, a wkurza mnie to na maksa, bo potwierdza wszechobecne nieuctwo i ignorancję. Szczególnie co do tego powiedzenia, które jest ciągle interpretowane z błędem poznawczym.
Heraklit nigdy nie powiedział, że nie można wejść dwa razy do tego samego "czołgu". I owszem, jak najbardziej można. Ino to już nie będzie ten sam "czołg", bo wszystko płynie.
W jego mniemaniu rzeka będzie ciągle ta sama, z nazwy. Możesz wejść do Wisły, to ciągle będzie Wisła. Możesz do niej wchodzić ile razy sobie zapragniesz, to ciągle będzie Wisła. Woda płynie. Woda w Wiśle płynie. Czyli wejdziesz do Wisły, ale już nie do tej samej wody. Czyli nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, ale tylko dlatego, że rzeka się zmienia.
Czemu? Bo wcale nie jest tak łatwo zostawić wieloletnie konto, klan i znajomych. AW nie oferuje zbyt wiele nowego, jest zretuszowanym klonem WOTa. Perspektywa ponownego zdobywania doświadczenia, w bądź co bądź, dosyć podobnym tytule, jest po prostu zniechęcająca. WOT tworzy społeczność i dlatego ta gra jest (i raczej pozostanie), jeszcze długo na pierwszym miejscu jeżeli chodzi o gry "czołgowe". Co nie zmienia faktu, że nie jest grą idealną. Podobne rozważania snuć można na temat WoWa, który skutecznie odpiera zalew innych gier tego typu. Obydwa tytuły są prekursorami, dlatego zebrały pierwszą falę fanów sieciowej rozgrywki.
"Czy wprowadzenie usprawnień i współczesnych maszyn bojowych spowodowałoby, że powstałaby w ten sposób czołgowa gra marzeń? Święty Graal wszystkich miłośników pojazdów pancernych?"
Ta gra już istnieje, a jest nią WOT pozbawiony amunicji premium w bitwach losowych. Całe to "balansowanie rozgrywki", które polega na przejściowym buffie-debuffie określonych rodzajów czołgów, jest szukaniem igły w przysłowiowym stogu siana. Problem polega na tym, że szukają w niewłaściwym stogu, z czego oczywiście świetnie zdają sobie sprawę. Tymczasem igła wbita jest w tyłki graczy, a na imię jej "golden ammo", które to skutecznie zabija wspomniany wyżej balans.
W żadnej innej grze online nie czułem się aż tak robiony w konia. Grę zdeinstalowałem i pogrywam sobie trochę w Armored Warfare.
Poważne uwagi? Przecież to jest skandal. Przykładem mogą być źle przetłumaczone bonusy odnoszące się do kolejnych odkryć. Dowiadujemy się, że dostaniemy bonus doświadczenia.. Ale w sumie z cholerę nie wiadomo do czego. Można się w tym zorientować po przełączeniu na wersję angielską.
@michal2010
"c) dyplomacja bardzo uboga. Jedyna rzecz ktora dziala w dyplomacji i to bardzo dobrze - moze nawet najlepiej w historii to sojusze i ciekawe rozwiazania zakladania poczatkowych zalozen wojny. Sojusznik blyskawicznie wysyla swoja flote na wojne i co ciekawe - u mnie ta flota sojusznicza lata za moja."
Ta.. Sojusze.. Przykład pierwszy z rzędu.
Dawno, dawno temu. Za siedmioma galaktykami, za siedmioma mgławicami, był sobie sojusz. Sojusz ten składał się z 3 członków. Jeden z członków sojuszu postanowił zaprosić kolejnego. Odbyło się głosowanie, fanfary dla nowego sojusznika, ale niestety - dzień później postanowił opuścić nasze grono. Jeden z członków sojuszu postanowił zaprosić go ponownie. Odbyło się głosowanie. I tak w kółeczko. Raz dawałem TAK, raz NIE. W sumie zaproszeń było z 50 pod rząd. Nie muszę chyba pisać, że się porządnie wnerwiłem.
Co do tej latającej floty. Owszem, lata. Cokolwiek głupiego wymyślisz (stoisz sobie z dala od konfliktu), stoi wiernie za Tobą. W sumie to nie zawsze, bo miałem coś takiego, że 1/4 floty mojego największego sojusznika latała za mną. Podczas gdy 3/4 stało sobie w jednym z moich systemów (w mojej przestrzeni nie było żadnej wrogiej floty, nic kompletnie się nie działo), co mnie po prostu zniechęciło. Nie miałem pojęcia co z tym fantem zrobić, bo bez tej części floty nie mogłem przejąć kontroli nad konfliktem. Gdyby to cholerstwo się gdziekolwiek ruszyło, to poleciałbym za nim, ciągnąc za sobą resztę. Ale nie, no po co...
Bieda Panie.
Dosyć prosto. Zastosują przelicznik Veteran Ranks na Champion Points. Każda veteran ranga = 10 cp. Każda postać na vet 16 będzie przeliczona na lvl 50 + 160 cp. Każdy "mobek"... Tak samo.
Jest sporo więcej zmian, a ogólnie idzie to w dobrym kierunku.
Ostatnia gra, którą kupiłem w fazie przed premierą, czy tuż po premierze. Gry w większości wydaje się dziś w wersji beta, produkty niedopracowane, które wymagają mniejszego, czy też większego szlifu.
Gra nie jest zła. Będzie dobrym punktem wyjścia do czegoś większego, bardziej przemyślanego, co wystarczy na długie godziny wyśmienitej zabawy. Wierzę w twórców, ponieważ nie zawodzą mnie w kolejnych swoich produkcjach.
Póki co - nie warto.
Przeczytałem większość dostępnych materiałów i obejrzałem większość dostępnych filmów, które są udostępnione na wielu różnych stronach internetowych.
Szczególnie ciekawe są wywiady z Seanem Murrayem, który wygląda na fajnego, szczerego gościa.
Osobiście uważam, że stosowne będzie tu odniesienie do jednego z atrybutów zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy. Dostaniemy pisankę. Piękną, kolorową, mającą nawet artystyczne zacięcie, ale będzie to po prostu wydmuszka. Można się poruszać po jej powierzchni, odkrywać nowe wzory, a środek ciągle pozostanie pusty.
Część graczy będzie zachwycona, ale większość się srodze rozczaruje. I nie jest to wcale wina twórców. Świetny pomysł i genialna realizacja - czapki z głów. Wina leży po stronie samych graczy i bazujących na ich zainteresowaniu serwisach. "Hype" jest coraz większy, a wyjdą z tego Wielkanocne jaja i kubeł zimnej wody na rozpalone głowy (lany poniedziałek ;-) ).
Ktoś znalazł w babcinej szafie stary, dobry przepis. Przyrządził po nowemu, podając w nowoczesnym stylu. Danie smakuje wybornie, ale zachwycą się nim prawdziwi znawcy kulinariów. Amatorzy "sieciówek" danie znajdą ciężkostrawnym...
Kiedyś, dosyć już dawno temu, rozgrywałem partię planszówki. Była to jedna z napoleońskich bitew, przeniesiona do gry zawierającej podzieloną na heksy mapę, żetony, kostki i cieniutką książeczkę zasad. W początkowej fazie udało mi się przeprowadzić oskrzydlający atak kawalerii, który zmierzał prosto na ustawione na wzgórzu baterie artylerii. Powodzenie szarży zawierało się w rzucie prostą kostką wartości 2-6 (im więcej, tym lepiej). Gdy dochodziło do rzutów na atak kawalerii losowałem bez przerwy 1, co po chyba trzech turach skończyło się rozstrzelaniem mojej jazdy kartaczami. Strategiczny zamysł zakończył się taktyczną porażką. To tyle na temat losowości gry, która jest czymś normalnym. Kolejną przyprawą dania.
Bardzo entuzjastyczna recenzja, a później (taktyczne), wycofanie się rakiem na inne pozycje.
Piszesz, że coś wypełnia pustkę pomiędzy grami ambitnymi (zbyt ambitnymi), a tymi mającymi ambicję w wyciąganiu kasy. Super.
Gry, tak jak wcześniej muzyka, w mniejszym stopniu film, zmierzają do tzw. "mainstreamu". Mainstream to gówniana papka dla wszystkich, stworzona, by zaspokoić płytkie ambicje, chwilowe oderwanie się od rzeczywistości. Nie pozostawiająca żadnych wrażeń, dająca ułudę fajnego spędzenia czasu.
Konkluzja - mam się cieszyć z tego, że jest okazja babrać się w kolejnym g... . Sry, ale wolę zaszyć się w niszy.
Grę kompletnie odradzam, szczególnie grającym na "singlu", a pewnie jest ich większość.
Dlaczego?
1. SI w tej grze nie istnieje. Wystarczy nie odkrywać żadnych lądów, aby nawet w trybie "hard" (jakoś inaczej się to zwie, nie ważne), nie mieć żadnych przeciwników. Jak to działa? Odkrywasz inne wyspy i znajdujesz tam komputerowych oponentów. Nawiązujesz z nimi relacje. Jeżeli nie odkrywasz, to nie nie nawiązujesz. Nie ważne, że nad Twoją wyspą latają tych oponentów samoloty, a wokół wyspy pływa rój okrętów, oni Cię nie widzą :-)
2. Gra jest do bólu liniowa. Na startowej wyspie masz zwykle te same surowce. Ok, możesz popłynąć dalej i zacząć gdzie indziej, ale to jest trudne.
3. Gra jest do bólu liniowa :-) Startując zawsze, ale to zawsze, musisz rozbudować wszystko w określonej kolejności, bo gra Cię zje. Jeżeli zaczniesz kombinować, to szybko znajdziesz się w sytuacji bez wyjścia. Musisz grać, jak to zaplanowano.
4. Komputerowi przeciwnicy są "podrasowani". W momencie startu gry dysponują technologiami, o których możesz pomarzyć.
Cezareusz - przeinstalowywanie Win przy każdym problemie jest po prostu śmieszne. Swój Win 7 postawiłem 5 lat temu i działa wszystko. Ok, mam już, pomimo dbania o system, syf niezły, niedługo przeniosę się na Win 10, ale kompletnie nie rozumiem, jak można "ratować" się w ten sposób. Chyba by mnie szlag trafił, gdybym musiał instalować wszystkie stery i oprogramowanie.