Budzę się. Nie poznaję tego miejsca. Dookoła mnie groby, a nade mną spowija się kamień biały jak widmo. Żyję, a powinienem umrzeć już dawno. Żyję umierając, Coś mnie tu przywiodło. Może chęć zrobienia czegoś, może pozbycie się klątwy. Klątwy która odciska swe piętno od wieków. Klątwy która każe Ci nieustannie żyć. Zwą to klątwą nieumarłych. Ten kto znajdzie się w jej szponach na zawsze będzie żył w spirali życia i śmierci. Zresztą, nigdy nie widziałem kogokolwiek kto nie był przeklęty. Normalność. Nic nie dało rady, egzorcyzmy, magowie, nikt. W końcu wszyscy się z tym pogodzili. Nawet stary król... Stracił duszę dla tej sprawy. Dusze... W tym świecie nie mają żadnej wartości. Abo wręcz przeciwnie - mają większą niż kiedykolwiek. To waluta. To handel wymienny. Nieważne czy jesteś obtartą moczymordą czy wielkim wojownikiem. Skończysz jak kupka latających światełek które jakiś dumny wojownik znajdzie i zachowa dla siebie. A ty? Ty w końcu staniesz się Pustym. Monstrem które zrobi wszystko aby znów poczuć choć skrawek duszy w swoim ciele. Kto wie, może szuka swojej pierwotnej... A potem i tak stajesz się popiołem, na którym ktoś wbije miecz i rozpali płomień. Jedyna rzecz która uspokaja nieumarłych. Coś co ich wskrzesza. Przypadek... Heh. Nikt nie chce tego tłumaczyć, i nikt nie próbuje. Sprawdzam ręką czy obok mnie jest moja dumna klinga, a na plecach czuję twarde okucia tarczy. Nawet nie wiem skąd je mam. Dotykam się mimowolnie po zbroi szukając Butelki z Estusem, jedynym specyfikiem który jest w stanie leczyć rany przeklętych. Heh co za ironia - po co nieumarły ma się leczyć. Po to aby nie stać się pustym i nie tracić zdobytych dusz. Dziwne jest to że jakimś cudem te dusze chcą jakby wrócić do nas. Płoną zielonym ogniem który pulsuje gdzieś w plamie krwi pozostawionym na polu walki. Chcą wrócić, ale szansę masz tylko jedną. Potem znikają... Przepadają bezpowrotnie gdzieś. Gdzie? Nikt nie wie. A przynajmniej nikt tego nie zdążył powiedzieć. Wstaję z grobu, rozglądam się raz jeszcze. Kolejne splugawione miejsce. Kolejne spaczone przez klątwę. Pora rozpocząć podróż. Podróż do nikąd...
Oczywiście że moją ukochaną premierą tego miesiąca (Ba, roku!) jest Dark Souls III. Świetny, soczysty klimat dark fantasty wylewający się z ekranu. Wymagająca rozrywka, która każe uczyć Ci się na własnych błędach. Design lokacji, przeciwników, bossów, który po prostu niszczy swoim mrokiem i tajemniczością. Delikatne usprawnienia, które są w stanie ciekawie urozmaicić rozrywkę. No i moment w którym stracisz ponad 60000 dusz bo poczułeś się zbyt pewnie i eksplorowałeś dalej. Praise The Sun!
Mój wybór pada na Batman: Arkham Knight. Jestem ciekawy koncepcji Rocksteady na temat Batmobilu, oraz jak rzemieślnicy poprzednich części przedstawią fabułę z (pod)tytułową postacią i Strachem na Wróble w roli głównej.