Niełatwo opowiedzieć historię w 2000 znakach. Też się podzielę.
Widziałem ich, występujących z morza, w ludzkie skóry odzianych diabłów. Brudnych, wielkich. Były ich dziesiątki, a wśród nich kobiety. Gdy postawili nogi na suchym brzegu, poczęli się rozglądać, skrzeczeć między sobą, rżeć z zachwytu, dziko wrzeszczeć i tupać tak strasznie, i z taką radością, jakby pierwszy raz wyrwali się z bezdennych głębin, i stanęli na twardym gruncie. Bo może tak rzeczywiści było, że zbrzydło im jedzenie ryb i postanowili zapolować na nową zwierzynę. Lecz odrzucili zwierzęcą ofiarność. Powiem wam. Zapragnęli ludzkiej krwi i mięsa ludzi.
Nim zdążyliśmy się przygotować, odpowiednio stanąć przed nimi, rzucili się na naszych i wbili klin w pierwsze szeregi. Rąbali z taką dzikością i siłę mieli taką nadludzką, że tarcze pękały nam na piersiach. Atakowali, zaraz byli wszędzie. Myślałem o ucieczce. Wiatr ciął po oczach. Wrzask zewsząd. Okrążali nas. Słyszałem żałosne jęki żelaza i pluski krwi. Chciałem uciekać. Piorun uderzył w wodę, w morze, które już wrzało ze złości. Było po ich stronie. Widziałem wyrwane wnętrzności, ręce odpadłe i ścięte głowy. Nasza dzielność przed nami umierała, ale ja jeszcze powstrzymywałem się przed tchórzostwem. Modliłem się do Chrystusa, błagałem o ratunek, ale tego dnia nie spoglądał na nas z niebios, odwrócił wzrok, zawiedziony naszą słabością.
Był wśród nich taki, co się wyróżniał, miał dwa topory, walczył z przodu z kilkoma, a jednego przeciął w pół. Wokół niego jakby orszak złożony z kilku dzikusów, patrzących na jego ruchy, pilnujących go. Przewodził im, zalśniło mi w głowie. Gdybym tylko mógł ruszyć na niego i nie bać się tak…
Choć stałem z tyłu, jeszcze bezpieczny, rozstępowało się przede mną krwawe morze. A za nim potężny wróg, z którym jeszcze nigdy się nie mierzyliśmy. Liczny i groźny. Zabiłem jednego, a za nim wyrosło dwóch większych. Spychali nas. Patrzyłem na ich oszalałe oczy, ale nic w nich nie dostrzegłem. To już nie byli ludzie.
Wtedy uciekłem, a wraz ze mną zerwało się kilku. Nie gonili nas. Bo po co. Wyśmiewali głośno, stercząc na tej przeklętej plaży. A wśród nich ten jeden, z dwoma toporami.
Byłem dowódcą, ale zhańbiłem się.
Uciekłem, żeby was przestrzec i opowiedzieć o tym, czego byłem świadkiem. Jak straszni są.
Ale musimy się przygotować. Zabezpieczyć domy, naostrzyć broń, odesłać kobiety. Bo oni nadchodzą i nie będzie więcej ucieczki.
Gdzieś można przeczytać, zobaczyć pracę innych uczestników? Jestem dość ciekawy ich pomysłowości