Podchodziłem do tytułu trzy razy. Wymęczyłem się niemiłosiernie, a szkoda bo pierwsza część trylogii mnie pochłonęła. Ta odsłona momentami świetna, ale w przewadze była nudna. Paititi było nieprzyjemną lokalizacją, jakaś taka bez ducha, dobrze bawiłem się w San Juan bo lokalizacja była miłą odskocznią od Ukrytego Miasta. Sterownie upośledzone, miałem wrażenie że nie mam kontroli nad tym postacią przy szybkich walkach np. z Unuratu. Słowem zakończenia - dobrze było sprawdzić tytuł, niedobrze, że tak wynudził.
Błędy we wstępie:
„Digital Foundry podsumowała poruszyła”, „wychodzę ograniczenia”.
Dawno gra mnie tak nie wciągnęła. Czułem się jak gówniarz gdy po raz kolejny odpalałem dzień za dniem ten tytuł. Zbieram szczękę z ziemi i oddaje pokłon twórcom bo to co oni zrobili zasługuje na puchar. Brawo!
Lubię Londyn i klimat tamtych (wiktoriańskich) czasów dlatego udało mi się ukończyć linię fabularną i zahaczyć o kilka pobocznych questów bez efektu znudzenia. Pojawiły się ciekawe opcje gamplayowe w formie wyrzutni linki do wspinaczki czy strzałki z trucizną, które działają na człowieka jak i na pobliskie paleniska. Podział opowieści z perspektywy dwóch osób (rodzeństwo) również przyczynia się do tego, że w tę grę gra się z zainteresowaniem. Tytuł naprawdę godny ogrania.
Wingefors w sumie brzmi jak Vilgefortz, obaj cwane i nieustępliwe lisy.
Poza tym fajny tekst. Przyjemnie się czytało.
Specjalnie założyłem konto, żeby skomentować to wydarzenie. To jest przecudowna wiadomość, że powstanie remake tego tytułu! Jako małolat żyłem z nadzieją na drugą część XIII. Może remake to nie sequel ale przypomnienie sobie tak świetnego tytułu będzie zaszczytem.