Zgadzam się z panem, panie Dariuszu, że jest to zła recenzja w sensie ogólnym. Nie zgadzam się jednak z sugerowaniem, że pan Araszkiewicz musi cokolwiek zmieniać, nabywać wiedzy teoretycznej, itp. Wydaje mi się, że to, co zostało przez pana pominięte, to charakter oraz grupa docelowa odbiorców jego recenzji. Tutaj odbiorcy są nastawieni właśnie na opinię fana, zaznajomionego z uniwersum, który powie, co jego subiektywnym zdaniem w filmie było dobre, tudzież "fajne", a co było złe. To po stronie odbiorcy leży kwestia wyszukiwania takich recenzji, które poruszą temat w sposób, jaki go interesuje. Gdybym więc był zainteresowany podejściem, jakiego panu brakuje, to wybrałbym inne źródło. Ponieważ jednak jestem laikiem i nie zamierzam przestać nim być, to nie interesuje mnie jakie konkretnie elementy w filmie zostały zrobione źle, wraz z uzasadnieniem i odesłaniem do przykładów wzorcowych. Poza obszarem moich zainteresowań leży to, jaki zostały użyty plan, jakie techniki montażu i cała reszta. Dlatego oglądam recenzję tutaj - bo interesuje mnie, czy bitwy są wystarczająco epickie. Dlatego recenzja 'Arasza' jest moim zdaniem dobra - mówi mi, jako graczowi i fanowi Warcrafta, co w tym filmie jest faktycznie Warcraftowe i jak się przy nim będę bawił, nie męcząc mojej ignorancji w zakresie sztuki tworzenia filmów. :)
@BŁOND_07 Zgadzam się z tym co napisałeś. Patrząc na to z tej strony, faktycznie można zauważyć w tamtej recenzji trend "ja chcę się przyczepić". Może nie powiedziałbym zaraz, że dał dupy, ale na pewno zgodzę się z faktem, że niektóre rzeczy nosiły znamiona znalezionych na siłę.
"A chyba produkt recenzuje się w takiej formie, jaki gracze dostaną w dniu premiery"
Nie - produkt recenzuje się w dokładnie takiej formie, w jakiej do recenzji dostarczony został.
Pomijany często jest fakt, że twórcy gier nadużywają specyfiki gier, tudzież oprogramowania w ogóle i pozwalają sobie na sprzedaż produktów wybrakowanych, fabrycznie wadliwych, bo jak w niemal żadnym innym przypadku mogą go poprawić później. To jest dopiero skandaliczny proceder, a nie to, że recenzent recenzuje to, co dostał. Normalnie produktu, który w dniu zakupu nie działa tak jak powinien, to produkt, który nadaje się do zwrotu. To specyfika tej branży i brak stosownych regulacji prawnych pozwala na to, że dostajemy takie bzdury jak patche w dniu premiery i jeszcze każe nam się wierzyć, że tak być musi, bo zły wydawca nie pozwolił dopracować gry w terminie.
Uważam, że recenzja UV'a była dobra, bo było w niej napisane wszystko to, co być powinno. UV teraz, mając przed sobą to, co miał, dał taką a nie inną ocenę. To recenzja Skyrima była być może nienajlepsza. To ewentualnie wtedy UV popełnił błąd. To tamtej grze nie należało się 10/10, chociaż na moment, w którym pisał tamtą recenzję uważał inaczej. W rozumowaniu "skoro dał X 10, to Y też musi dać 10, jeśli jest równie dobry lub lepszy" tkwi paranoja. To znaczy, że UV musiałby teraz wstecz zmienić ocenę Skyrima sprzed kilku lat, bo inaczej on sam nie mógłby teraz dawać grom niższych ocen. UV się zmienił. Gry się zmieniły. Tamto 10 u tego samego recenzenta, to dziś na pewno nie byłoby 10.
Wielkim problemem tych ocen jest uwzględnianie dość drażliwych kwestii technicznych. Jakimś pomysłem mogło by być wydzielenie tej części osobno. Wtedy osobno ocena samej gry w oderwaniu od jakości jej funkcjonowania, a osobno optymalizacja na wszystkich docelowych platformach. Wtedy, dokładnie tak jak UV napisał w recenzji, Wiedźmin dostał by 10/10. Za to optymalizacja, którą zagraniczne serwisy z lubością nieprzytomnych amatorów lubią pomijać, dostałaby odpowiednio mniej. Tak samo byłoby z nowym Batmanem - ocena gry w oderwaniu od jej funkcjonowania byłaby dobra, lub bardzo dobra, tudzież wysoka lub bardzo wysoka, jeśli wolicie takie wartościowanie. Za to jej optymalizacja na PC byłaby niedostateczna, poniżej krytyki lub coś podobnego jasno stwierdzającego, że na tej platformie w większości przypadków nie da się grać.
Wychowałem się na ocenach gier, które były ostre. Jak coś dostawało 8/10 to znaczyło, że jest bardzo dobrą grą, 9 to była gra wybitna, 10 to arcydzieło, coś co wyznaczy nowe wzorce gatunkowe. Gry dobre dostawały 7 a średnie 6, czasem 5. Oceny jeszcze niższe oznaczały, że w zasadzie ciężko zrozumieć co twórcy chcieli osiągnąć bo gra jest słaba. Taki system lubiłem, taki chciałbym znowu widzieć. :)
Jeszcze jedna rzecz - lubię dobre, rzetelne recenzje. Jeśli jestem w stanie z nich wyczytać wszystko to, co mnie osobiście interesuje, to mogę sobie spokojnie przewartościować ocenę recenzenta. Dlatego dla mnie Skyrim nigdy nie był 10 ;)
Od dawna wiadomo o problemie braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Czytając niektóre komentarze można zauważyć, że pojawił się nowy - słuchania ze zrozumieniem.
Recenzja UV jest bardzo dobra. Komplet informacji dla ludzi, których interesują informacje i którzy umieją je interpretować. Przykra sprawa, że podczas gdy on zrobił to dobrze, to pretensje są do niego, a nie do autorów materiałów o Skyrim, DA:I, itd. Pisane recenzje na GOLu straciły wiele swojej wartości właśnie wtedy, gdy aspekt techniczny w ocenach zaczął być pomijany z tłumaczeniem "bo przecież to poprawią". Gry powinny być dopracowane w momencie premiery. Kupując dowolną inną rzecz nie chcę jej od razu oddawać na gwarancji, czy być zmuszonym do wykonywania mnóstwa dodatkowych czynności nie opisanych w instrukcji, zanim będę w stanie jej komfortowo użyć. W szczególności czekać na to, aż będę mógł.
Trudno zrozumieć, dlaczego ta recenzja odbierana jest tak negatywnie, skoro wyraźnie słychać w niej, że Wiedźmin to kawał fantastycznej gry i jasne stwierdzenia, że po wyeliminowaniu błędów technicznych mocny kandydat do 10. Po jej wysłuchaniu nadal wierzę, że warto tę grę kupić. Dla mnie ocena na ten dzień jak najbardziej sprawiedliwa i rzetelna.
Poza tematem - skąd tak wiele opinii o poziomie dziennikarstwa na GOLu? Rozumiem, że komentarze pochodzą od dyplomowanych ekspertów z tej dziedziny? Tylko skąd te błędy interpunkcyjne, konstrukcyjne i inne ... ?
hmm, jak to trzeba sie nameczyc z worldshiftem?
dimensity to samo
to sa w ogole produkcje niszowe, to nie sa gry, ktore w dniu pojawienia sie osiagaja 5000 seedow i bog_wie_ile leecherow
co do stalkera to rzeczywiscie, choc sa juz jakies "not scene releases"
zreszta to, jak szybko zlamia zabezpiecznia w RA3 nie ma najmniejszego znaczenia - ci co nie chca i tak nie kupia i poczekaja na pirata, ci co chca sprawdzic przed kupnem podobnie, za to nikt z nich nie pogra multi az kupi
powiem wam szczerze ze razi mnie postawa developerow gier:
"piractwo jest be i w ogole powinniscie se rece poucinac ze gracie w gry ktorych nie kupiliscie"
nie ma sprawy, tylko dlaczego nie moge sprawdzic produktu przed nabyciem, dlaczego np. nie mozna kupic gry i zwrocic jej w ciagu 48h BO MI SIE NIE PODOBA? moze nawet nie kupic ale sciagnac jakas okrojona wersje czy cos (rozbudowane demo, or something, samo demo jest raczej zwykle za krotkie zeby cokolwiek dalo sie ocenic, jezeli w ogole jest ... )
mialbym wywalac ciezko zarobione pieniadze na kilkanascie godzin zabawy, ktora moze sie w ogole nie okazac zabawa dla mnie? i co mam potem zrobic z czyms takim? czemu to ja mam sie potem uzerac ze sprzedaz takiej kopii, w dodatku po zanizonej cenie? i piec instalek? co to w ogole ma byc? nie mowiac juz o tym ze wielu wydawcow naciska develeporow przez co wypuszczaja gry niedorobione, w ktore dopiero po 5-tym patchu mozna pograc - jakos sie wtedy nie martwia ile to pieniazkow stracili przez taka akcje
nie znaczy to, ze pochwalam piractwo, ale jest ono wypadkowa nierozsadnego podejscia do ustalania cen za gry oraz braku promocji typu try before you buy - na rynku takiego np. oprogramowania dla firm (tak wiem, ze to inna bajka, chodzi jednak o samo podejscie do potencjalnego nabywcy) cos takiego byloby nie do pomyslenia, zeby nie pokazac uzytkownikowi produktu na zywo - a tu, dotajesz troche recenzji (pisanych w roznych warunkach i przez roznych ludzi - nie zawsze obiektywnie, nie zawsze uczciwie), zrecznie przygotowanych filmikow, demo z mapa na 15 minut, juz nie mowiac o tym ze na pudelku w sklepie trzy screeny na krzyz i szczatkowe info o ograniczeniach jakie na Ciebie nakladaja
mogliby tez pomyslec o sprzedazy modularnej - zwlaszcza w takich grach, chcesz sama kampanie SP + tutorial -> nie ma sprawy kosztuje np. połowe czy cos, drugi modul za druga polowe
draug_xiii - źle mnie chyba zrozumiałeś, ale mniejsza o to. Dobra koniec chrzanienie, bo marnuje czas, którego nikt mi nie zwróci.
Nie no, Raziel, teraz to mnie rozbawiłeś. Bezpodstawne? Bo co? Przecież to są opinie oceniające to co zostało pokazane i wynika z nich, że gracze proszą by w reszcie lokacji takich rzeczy nie było. Proste jak konstrukcja cepa. Nie rozumiem dlaczego mielibyśmy czekać aż pokażą połowę gry, skoro wtedy te opinie staną się przede wszystkim bezcelowe bo już będzie za późno na zmiany. Zastanów się chłopie. Przecież o to właśnie chodzi, Blizzard pokazuje co ma, my mówimy co na ten temat myślimy. Dlaczego mielibyśmy bezkrytycznie siedzieć i czekać? Bo co, bo to Blizzard?
Ja się częściowo zgadzam z Razielem. Częściowo bo mówię o mroczności DII - na zewnątrz wcale nie było mrocznie, było po prostu pobojowisko. Natomiast w lochach było.
Ja naprawdę nie rozumiem tego o czym niektórzy mówią - nie przejmować się, bo gra jest we wczesnej fazie produkcji. Co z tego, skoro kłócimy się o coś co jest ZAŁOŻENIEM do dalszej produkcji? Jeżeli mają coś zmienić to teraz, bo potem będzie ich to kosztowało kolejny rok pracy. Naprawdę, Blizzard Blizzardem ale to nie są nadludzie, też mogą się mylić. Z drugiej strony daje im to pewne możliwości urozmaicenia, którego w DII nie było. Jednak faktem jest, że pewne rzeczy wyglądają jakby przegięli - po co takie wielkie zbroje, skąd te sztuczne dziwne światła, nie mówię, że zaraz ma być ciemno jak w dupie - tylko to co jest niech ma sens. Do krajobrazów zewnętrznych nie mam pretensji, w końcu z tego co rozumiem tym razem nie gonimy Diablo więc dlaczego miałoby słońce nie zaświecić. Podejrzewam i spodziewam się, że dalej w las będzie coraz mniej słonecznie. Natomiast totalnym nieporozumieniem są warcraftowe kształty elementów otoczenia. Normalnie jak się na te ich pomysły patrze, to się okaże, że przy głównym złym znajdziemy pluszowego misia jako talizman. ;]
W większości mają racje i dlatego podpisałem. Mnie osobiście rzuciło się w oczy to, jak kolorowo wyglądał świat w trailerze. Zewnętrzny to rozumiem, ale lochy? No i kształty przedmiotów w otoczeniu i tym podobne rzeczy - WoW, a przecież DIII to nie powinna raczej być kreskówka :/ Naprawdę, jak na moje oko, to wygląda bajkowo, a bajką przecież nie jest. Więc tak, jestem za tym, żeby Bliz nieco to podrasował, choć niekoniecznie doprowadzając do całkowitej ciemności jak na fanowskich conceptach. Nie zmienia to faktu, że gra tak siak czy szmak będzie pewnie świetna, aczkolwiek przyjemniej jeszcze by się grało, jakby posągi gargulców przestały się śmiać ;]
buahahaha, jak sie patrze na te wypowiedzi tutaj to po prostu nie mogę, się nie śmiać. Powiem wam szczerze, najważniejsza rzecz jaką powinni wam wprowadzić do the sims do egzaminy ze znajomości ojczystego języka. Czytać to, co niektórzy tutaj usiłowali napisać to jest po prostu mordęga. Co do gry to nie będę się wypowiadał, bo od czasu podstawki sims I nie grałem w żadne następne simsy. Po prostu zraziłem się jakoś wtedy, a poza tym wolę nie tracić czasu na wirtualne pseudo-życie i iść z kolegami na prawdziwe piwo, wychodząc z bloku, bez loadingów :P
Natomiast co do tego, że dodatków będzie ogrom, a potem pewnie i sims IV to możecie być pewni. Tak długo jak tylko się to będzie opłacać. To nie zależy przecież od tego jak autorzy by chcieli tą grę zrobić. To zależy tylko i wyłącznie od tego ile by chcieli na tym zarobić. A lepiej jest zrobić wybrakowaną podstawkę i sprzedać ją raz, a potem sprzedawać kupę dodatków, które i tak pewnie już od dawna mają gotowe.
Zapomniałem o podsumowaniu.
Prawdę mówiąc częściowo zgadzam się z autorem, że nomenklatura ta jest dość nieszczęśliwa, bo jednak kRPG i pRPG to inne "bajki". Tylko, że w tym miejscu dochodzę do wniosku, że taka została użyta i taka się przyjęła, bo x lat temu ktoś miał podobny problem - jak to nazwać. No i wyszło mu, że podobieństwo między jednym i drugim jest na tyle duże (myśląc o mechanice i założeniach), że można by użyć tego samego terminu, no i tak zostało.
Widzę, że przypadkiem zapoczątkowałem dyskusję, której zaczynać nie zamierzałem. Jak dla mnie panowie - słuszny jest ten sposób mistrzowania, który odpowiada danym graczom. Tyle.
Mówiąc o chaosie i masakrze trochę przekoloryzowałem, chodziło mi o to, że jak zawsze i we wszystkim potrzebny jest zdrowy balans.
Temat tu był inny, czyli czy komputerowe RPG (dla uproszczenia później kRPG, papierowe - pRPG) zasługują na to RPG w nazwie czy nie. Cóż, ja tylko pytam, jeśli nie to, to co i przede wszystkim po co? Czy nie lepiej byłoby gdyby jasno zostało powiedziane - gdy mowa o kRPG to pod tym terminem rozumiemy gry spełniające listę tych wszystkich warunków jakie wrzuciłem w poprzednim poście. Jeśli nie ma tych rzeczy, to mówimy o innym gatunku i tyle. Dodatkowo gra jest połączeniem gry RPG z czymś tam tylko i wyłącznie wtedy, gdy zawiera wszystkie elementy jednego i drugiego, jak nie to mówimy, że zawiera elementy jednego i/lub drugiego albo, że to inny, tak powstały, gatunek gier. Przykład - każdy H&S zawiera elementy RPG, ale RPG nie jest. Jest czymś innym, bo inne założenia tym grom przyświecają.
Autor artykułu napisał, że w komputerowych RPG nie ma miejsca na jakiekolwiek odgrywanie ról. Także, że rozwój postaci sprowadza się do tego by efektowniej zabijać. Hmm, a w papierowych RPG do czego się sprowadza? No dobra, mogą być postacie marne w zabijaniu, które specjalizują się w czymś innym, a to w rozbrajaniu pułapek, a to w budowaniu mostów, że sobie pozwolę zacytować. Problem w tym, że pamiętam takie kRPG, nawet te oparte na D&D (sic!), w których trzeba było mieć takiego np. złodzieja, który przecież w zabijaniu, zwłaszcza przy wyższych poziomach, był mizerny, ale był w teamie potrzebny, bo siepacze nigdzie by nie doszli, albo doszli by poważnie ranni, bo trzeba było po drodze pułapki rozbroić. Więc jednak nie tylko bij, zabij.
Nie ma odgrywania ról - moim zdaniem jest, tylko strasznie mocno uproszczone, bo technologia na nic innego nie pozwala (jeszcze długo pozwalać nie będzie, nie powiem, że nigdy, bo nie jestem prorokiem, ale póki co wydaje się to niemożliwe). Przecież mogę być zły, mogę być dobry, mogę udawać ze mnie nic nie obchodzi. Pytanie jak bardzo to się odciśnie na rozgrywce i reakcjach "świata" na moje poczynania.
Zresztą, dla mnie w domyśle od początku tkwiło w terminie RPG użytym w odniesieniu do gry komputerowej, że to tylko próba odwzorowania jakiegoś systemu, a nie wierne odwzorowanie. Dlatego nóż mi sie w kieszeni nie otwierał ;]
Swoją drogą - jaka jest tak naprawdę różnica między kRPG a pRPG? Moim zdaniem tylko jedna tak naprawdę - mnogość wyborów jest większa w pRPG. W obronie kRPG można powiedzieć jedną ważną rzecz - gdyby autorzy nawet spróbowali zaimplementować do gry każdą ścieżkę jaką wymyślą to mają poważny problem. Gdzie to wszystko pomieścić? Jak ograniczyć czas ładowania się lokacji w takiej grze? Przecież nikt nie będzie czekał półtorej godziny, bo gra będzie musiała sobie policzyć jak powinna wyglądać teraz dana lokacja, kto się w niej znajdzie a kto nie, co będzie miał do powiedzenia a co nie, jakie skrypty, jakie możliwości itd. Wyobrażacie sobie? Bo ja nie. Pomijam w ogóle problem taki, że niby kto by miał nad tym myśleć i probować przewidzieć wszystkie możliwe ścieżki. Chyba tylko Bóg dałby radę, ale on gier nie robi;] No ew. jeszcze Chuck Norris, ale on teraz nie ma czasu ;]
Popieram zaritha. Dla mnie ta nomenklatura ma sens. RPG - i od razu wiem o co chodzi, jeżeli mowa o grze komputerowej, podobnie w przypadku tzw. papierówki. Natomiast RPG to ma być RPG, czyli składa się na taką nazwę pewna lista cech, nie wiem czy dam rade wymienić teraz wszystkie ale sprobuję:
fabuła - powinna być w miarę rozbudowana, ciężko mi teraz nadać myślom obraz w słowach, ale chodzi mi głównie o takie przykłady jak baldurs gate czy wspomniany vampire (choć nie musi być tak dobra, co twórcom wyjdzie zadecyduje o tym jak dobrym RPG będzie, a nie czy RPG w ogóle). Musi też być właściwie "podawana". Najlepszym przykładem jak tego nie robić są ostatnie gry z gatunku hack & slash (np. loki)
rozwój postaci - logicznym jest że powinien być ciekawy i rozbudowany, przydałoby się też, żeby cechy nie wpływające na walkę miały jakiś widoczny wpływ na rozgrywkę.
interakcja - czyli to co jak dla mnie powinno odróżniać RPG od wspomnianych h&s - wybory, bo przecież mogę zrobić tego sidequesta, mogę nie, ale co ważniejsze zwykle mogę go zrobić na kilka sposobów, czasami nawet nie uciekając się w ogóle do zabijania
rozsądne przydzielanie doświadczenia - akurat często strasznie kulejący aspekt gier RPG, ale dobrze by było, żeby gra umożliwiała otrzymywania porównywalnych ilości doświadczenia czy bonusów za ścieżkę bez zabijania jak i z zabijaniem. Podobnie jeśli idzie o zabijanie "nieistotnych" NPC i okradanie ich czy tym podobne sprawy - choć to także sprawa gracza, czy gra tak, żeby zachować jakąś logikę w prowadzeniu postaci, czy też szuka niedopatrzeń autorów po to tylko aby "nahapać" przedmiotów/PD/złota/whatever.
Jeżeli gier posiadających to wszystko nie nazywać RPG, to jak? Action Adventure? Przecież to praktycznie synonim h&s, a z całym szacunkiem, ale jak dla mnie wrzucanie tych gier do jednego worka to pomysł chybiony. Znam ludzi, którzy nie cierpią h&s a w RPG chętnie by pograli.
Tak naprawdę jak dla mnie nie ważne jest jak dużą wolność mi dają autorzy - jeśli fabuła jest wystarczająco dobra, to mogą mi dać praktycznie zerową, bo gra wciągnie mnie tak, że będzie mnie obchodziło co też dalej się wydarzy i dodatkowo co też ciekawego będzie mogła zrobić moja postać - jak z dobrą książką.
Powiedzmy sobie jasno, że nie sposób przewidzieć wszystkiego co gracze będą chcieli zrobić - zresztą każdy kto grał w papierowe RPG wie co się dzieje, kiedy MG zaczyna tracić kontrolę nad graczami - chaos i masakra ;]