Wiele było, w których chciałem rozładować agresję na padzie czy na klawiaturze, ale najtrudniejszy moment kojarzy mi się z Wieżą Wyzwań z Mortal Kombat 9. Ma się jeden pasek zdrowia, a do pokonania czterech potężnych przeciwników: Gyro, Kintaro, Millene i Shao Khan'a. Grałem przeważnie Smok'iem ale gdy już przegrywałem kilkunasty raz sięgnąłem bo innych bohaterów, ale z każdym uzyskiwałem podobny rezultat, lub gorszy tzn. zabijałem co najwyżej Gyro i Kintaro może kilka razy Millene(ale bardzo rzadko). I w tych momentach mój poziom frustracji sięgał zenitu, ale to co się stało później jeszcze bardziej mnie wnerwiło, samo przegrywanie nie było o tyle wredne co ten fakt. Okazało się, że gdy umrze się wystarczającą ilość razy z ręki przeciwnika to przy następnym monstrum do pokonania będzie się już odnawiał pasek. Tylko, że gdy widziałem w poprzednich razach, że już w połowie wyzwania mam 1/3 hp to dawałem retry i tak w kółko no a przez powtarzanie nie odnawiało się te życie. I zniechęcony, agresywny i zniszczony psychicznie wyczytałem, w necie, że trzeba ginąć, żeby się to zdrowie odnawiało. Dzięki temu przeszedłem to wyzwanie w jakieś 20 min tracąc wcześniej kilka godzin na tragiczną walkę z tym gorylami.
Polska firmo ukochana ty wojenne marki masz,
Strzelaniem już od rana, magazynkiem witasz nas,
Strzelaniem już od rana, magazynkiem witasz nas,
Ci żołnierze tu walczyli by istaniał Combat Zone,
A byśmy poza Cse'm mieli co w domu grać,
A byśmy poza Cse'm mieli co w domu grać,
Na koniec pieśni tej,
Stwierdzę, że jest polska armia hej.