Gra jeszcze nie wyszła, a już hype wokół niej męczy. Rockstar ma ogromny potencjał, ale uniwersum GTA coraz mniej. Schemat „od ulicznego zera do gangstera” trąci już odgrzewanym kotletem, jak kolejne części Szybkich i wściekłych. Zamiast tego mogliby rozwijać RDR 3 albo stworzyć nowe uniwersum z większym potencjałem narracyjnym. Ale nie o jakość tu chodzi tylko o monetyzację. GTA Online zarabia miliardy i dopóki piątka generuje zyski, nie ma sensu jej ubijać. Dlatego premiera szóstki jest tak odsuwana w czasie... to czysta kalkulacja biznesowa, a nie praca nad „najdokładniejszą grą w historii”. Skoro deweloper i tak zarabia gigantyczne pieniądze na trybie online, żądanie za grę rekordowych ponad 100$ i rozbijanie premiery na kilka lat, na kilka platform, by sprzedawać ten sam produkt kilkukrotnie, a potem ciągnąć jeszcze pieniądze z mikrotransakcji i paywalla w trybie online (w postaci shark cardsów na model pay to skip sto godzin grindu), jest nieuczciwe wobec graczy. To traktowanie odbiorcy jak frajera, którego da się „rżnąć” na kasę.