Czar prysł.
Fifa to dla wielu graczy miłość słodko, gorzka, ale tegoroczna edycja rozczarowuje wyjątkowo boleśnie. Gdyby EA było restauracją otrzymalibyśmy w niej wpół surowe mięso z obietnicą dopieczenia go w miarę jedzenia. EA to restauracja, która nie szanuje swoich klientów, ale kocha ich portfele i zrobi wszystko, by wysupłać z nich każdy banknot.
Tymczasem po wielkich obietnicach otrzymaliśmy niedopracowany produkt z zepsutym trybem kariery i gameplayem. Zresztą to i tak lekki ujęcie, bo Fifa głośno obwieszczała zmiany w tym trybie. Jak okazało się daremnie, bo większość nie działa. Nadal mamy idiotyczne terminarze i topowe drużyny, które biją się o utrzymanie w lidze.
Jeśli chodzi o gameplay, nie mogę uwierzyć jak coś co dobrze działało w Fife 19 zostało tak boleśnie zepsute rok później. Mamy tutaj cały wachlarz zaniedbań. Nieasekurujący obrońcy (nawet jeśli są wzywani), pomocnicy, którzy wracają spacerkiem za kontramim przeciwnika, dziwny system morale, przeciwników, którzy na wysokich poziomach trudności kleją akcje na kosmicznym poziomie...
No i jest jeszcze handicap (oczywiście, którego oficjalnie nie ma...). No, a jeśli macie wrażenie, że Wasi gracze ruszają się jak muchy w smole, to pewnie to Wasz niski skill...
Po co to wszystko? Cóż, EA na trybie FUT zarabia 800 mln $ rocznie, a żaden dobry gracz nie wyda w tym trybie centa, jeśli będzie mu wszystko działać. Po kupieniu nowego gracza, drużyna na jakiś czas przyspieszy, kilka wygranych utwierdzi nas, że dokonaliśmy niezłego wyboru. Potem, gdy znów nasi gracze nie będą mogli wykonać celnego podania proces powtórzymy, a drużyna znów zacznie grać - biznes się kręci.
W każdym razie po Fifie 19, która nie irytowała - EA wraca do korzeni i znów denerwuje jak skurczybyk. W tej restauracji już nie zjem. Przynajmniej zostaje satysfakcja, że tym razem gracze ocenili ją boleśnie szczerze. Satysfakcja oczywiście wyimaginowana, bo Fifa ocenę graczy ma po prostu gdzieś. To w końcu jedyna restauracja w okolicy i musicie tu jeść...