Młodzieniec, który wystąpił z tłumu był całkowitym przeciwieństwem Grimesa- chudy i niski. Nie wyglądał on na specjalnie silnego. Poruszał się niezwykle cicho i co zadziwiające, niebywale szybko. Sądząc po wciąż przyzwoitym stanie jego ubioru, musiał trafić tu niedawno. Jednak coś nie pasowało do jego ogólnej postaci. Jego dolna część twarzy jak i jego lewa ręka były zasłonięte. Powodu ich zasłonięcia łatwo można było się domyślić patrząc na lewą część twarzy delikwenta- była ona poparzona. Jakimś cudem jednak, oczy mężczyzny były w komplecie i sprawne.
-Nazywam się Ravelin Vargras-powiedział Młodzieniec
-Po przyjrzeniu się twoje budowie mogą łatwo stwierdzić, iż nie byłbyś zbytnio przydatny podczas wyprawy.
W pomieszczeniu rozległy się pomruki i potakiwania.
-Naprawdę tak uważasz?
-Tak, ale jesteś jednym, na tyle odważnym, albo na tyle głupim, żeby zgłosić się na misję ze mną nie wiedząc, dokąd się nawet wybieram. Przyznaj. Nie jesteś stąd.
-To prawda. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego nikt nie zgłosił. Przecież lepiej wybrać, choć trochę więcej życia, niż natychmiastową śmierć.
-No trudno. Skoro tego nie rozumiesz, to może i lepiej. W każdym razie, nim wtajemniczę cię w szczegóły wyprawy muszę poznać twoje możliwości.
Kiedy wychodzili zaczepił ich sierżant Gutrim:
-A jednak. Jakiś idiota, prócz mnie i mych podopiecznych zdecydował się dołączyć do twojej szalonej wyprawy.
-Jak widzisz. Ale powodem jego przyłączenia się do mnie jest jego niewiedza. W każdym razie idę sprawdzić, jaki może być z niego pożytek. Chcesz się przyłączyć Gutrim?
-Patrząc na jego posturę można pomyśleć, że jest słabeuszem. Jednak zatrzymanie go i uwięzienie zajęło nam prawie tydzień.
Rozmawiając wydostali się na świeże powietrze. Owiał ich zimny wiatr. Angra odwrócił się do młodzieńca z zamiarem poproszenia go o demonstrację swych umiejętności, lecz nie było go tam. Gutrim skwitował to zrezygnowanym spojrzeniem.
-Mówiłem ci, że to zły pomysł.
Wtedy odezwał się Ravelin, który wykorzystując chwile nieuwagi Angry i sierżanta znalazł się na dachu budynku naprzeciwko.
-Spokojnie. Mam swój honor i dotrzymuję danego słowa. Nie zamierzam uciekać. A jeżeli chodzi wam o zobaczenie moich umiejętności to właśnie je ujrzeliście. To jak? Co tak niebezpiecznego może być w tej wyprawie, żeby nawet skazańcy nie chcieli się na nią zgłosić?