Powiem wam tak - skoro Geralt ma dwa miecze, to czemu nie może mieć dwóch kobiet? Już spieszę z wytłumaczeniem:
Yennefer jest jak miecz stalowy - z meteorytu, który jest nie z tej ziemi - tak jak ona. Chłodna, niczym Okruch Lodu. Biada temu, komu wpadnie w oko, lub wbije się w serce.
Triss jest jak miecz srebrny - piękna ruda srebra. Choć z tej ziemi, jest magiczna, dając poczucie bezpieczeństwa i oparcia. Jest "swoja". Jest kochana.
Dlatego czasem Geralt sięga za plecy, po stalową klingę, albo po pochwę (wink wink) miecza srebrnego u boku Płotki. To w jego rękach zostaje wybór.
Zachowuję neutralność, niczym Kovir. Mieć wybór, a nie mieć wyboru, to już dwa wybory - cytując klasyka.
Bywajcie!

Ja bym wziął 10 Salarian (prezentuje ich na zdjęciu). Dlaczego? Bo w kupie siła. Liczę na druzgocące zwycięstwo.
Nowy rok jest dobry, żeby coś zmienić,
Bo jakże inaczej - to sobie samemu najlepiej ściemnić,
Że dobry będę i częściej stan gry zapiszę,
Że nie będę grał w Warcrafcie już nigdy Liszem,
Że w końcu przejdę bez kodów tę misję z Wieprzem,
Że skilla w CSie poprawię totalnie na lepsze!
Że wiele fermentu srebrnym mieczem przysporzę,
Jak Imleritha na najtrudniejszym poziomie przychę*ożę!
Że odkurzę komputer z całego brudu,
Że oczyszczę myszkę z męskiego trudu,
Że wymienię w końcu tę klawiaturę,
Że nie będę skipował za kumpla turę,
A co najważniejsze - nie będę grał sam,
Nie zachowywał się jak ostatni cham,
I że nie będę fraszek opowiadał,
maxeroo, maxeroo, Ty c**** jak to kumpel mawiał.