@Azerath
Wysoko ucywilizowany powiadasz? Które kraje masz konretnie na myśl i co według Ciebie ten termin oznacza? Że są od nas lepsi, bo ich kraje mają więcej pieniędzy? Nie wiem w ogóle co taki argument wnosi do jakże już bezsensownej dyskusji o wyższości jednej gry nad drugą (jakby chociaż ilość sprzedanych kopii była takim wyznacznikiem...), których to gier nie ma nawet za bardzo jak ze sobą porónać: różny target, inne założenia, inny gatunek, inne platformy docelowe itd. Ogarnijcie się ludzie i przestańcie pluć jadem; jak tak macie narzekać to wyjdźcie gdzieś na spacer, grilla zróbcie - piękna pogoda jest, a wy czas na przegadywanki marnujecie...
Najnowszej płyty Mansona słucham już bodajże od pięciu dni i po początkowym, lekkim, rozczarowaniu muszę przyznać, że Born Villain jako całość jest po prostu dobry, i nic więcej. Jest oczywiście dużo lepiej w porównaniu do dwóch poprzednich "uzewnętrznień" Warnera, lecz nie jest to jednak ten poziom co stare płyty. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że wcale nie chcę dostać więcej tego samego co za dawnych lat (chociaż w sumie...), gdyż czuję, że taki zarzut może się względem mej nieznaczącej opinii pojawić.
Wracając do sedna: w moim odczuciu (!) kilka piosenek z nowego krążka zbyt długo się rozkręca (Gardener, The Flowers of Evil) i większości jednak brakuje charakterystycznego dla Mansona dramatyzmu i tej nieskrępowanej wściekłości. Szczególnie słychać to w warstwie instrumentalnej - gdzie podziały się te niesamowite, ostre gitary (sama końcówka No Reflection i dla porównania posłuchajcie sobie np. Cake and Sodomy z Portrait of an American Family)? Jest to moje jedyne zastrzeżenie co do wykonania utworów; oprócz tego Manson drze się całkiem nieźle, a cała reszta jest dobra, lub bardzo dobra (ale tak zawsze w tej grupie bywało).
1. Hey, Cruel World - naprawdę solidny kawałek, z całej płyty chyba najbardziej podobny do wczesnych dokonań artysty.
2. No Reflection - mam nieodparte wrażenie, że wersja Radio Edit jest jednak lepsza, być może dlatego, że ta miejscami trochę się rozwleka. Pomijając ten fakt piosenka wpadająca w ucho, wydaje mi się jednak, że po początkowych zachwytach ludzie o niej zapomną (obym się mylił).
3. Pistol Whipped - nie rozumiem zachwytu wokół tego utworu. Zanim się tak naprawdę zacznie mija dobra minuta (cały utwór trwa 4:10), potem jest niesamowicie monotonna i powiedziałbym bezbarwna. Szkoda, gdyż jest to jedyny na tej płycie eksperyment Mansona.
4. Overneath the Path of Misery – nagranie krążące w internecie już od dłuższego czasu. Według mnie również trochę za bardzo się rozwleka, jednak poza tym całkiem udane.
5. Slo-Mo-Tion – klimatycznie najbliżej do płyty Mechanical Animals. Kto polubił krążek z 98 najprawdopodobniej polubi i tę piosenkę. Brakuje jej jednak (z braku możności wymyślenia polskiego odpowiednika) impactu, wydaje mi się, że z biegiem produkcji zgubił się autorowi pomysł na ten utwór.
6. The Gardener – jak już wspomniałem długo się rozkręca, lecz gdy dotrwamy do refrenu jest naprawdę solidnym kawałkiem. Styl bardzo podobny jak ten w The High End of Low, ale wydaje się nieco bardziej dopracowany.
7. The Flowers of Evil – jak wyżej, również długo się rozkręca (chciałbym pominąć fakt, że zaczyna się tak naprawdę po pierwszej minucie, ale… ten tego…). Powiedziałbym, że niemal w każdym aspekcie podobna do The Gardener, lecz wcześniejszy utwór jednakże bardziej przypadł mi do gustu.
8. Children of Cain – w tym momencie płyta przy pierwszym przesłuchaniu zaczęła mi się naprawdę podobać. Czuć tu (według mej skromnej opinii) zagubiony gdzieś wcześniej dramatyzm. Również w klimatach THEoL jednak zdecydowanie lepiej.
9. Disengaged – styl z THEoL doprowadzony do perfekcji, jest w końcu ostrzej, nieco bardziej dramatycznie i w końcu nie dłuży się tak jak zdecydowana większość poprzednich piosenek.
10. Lay Dawn Your Goddam Arms – mam nadzieję, że przyszłe wolne kawałki Mansona będą przypominać to dokonanie. Nie potrafię powiedzieć czemu, ale mi się podoba.
11. Murderers are Getting Prettier Every Day – najszybszy (chyba) utwór w tym zestawieniu dzięki czemu otrzymuje ode mnie dodatkowe punkty. NAJLEPSZY twór Warnera tego roku, agresywny, dramatyczny, powalają na kolana gitary i niesamowity wokal. Mam nadzieję na więcej takich w przyszłości.
12. Born Villain – pomimo klimatycznego i zwiastującego bardziej refleksyjny kawałek początku jestem rozczarowany. Po czterech świetnych kawałkach myślałem, że będzie tylko lepiej, lecz zostałem zawiedziony. Monotonia, a przez to wkradająca się nuda, i całkiem niezła końcówka wydaje mi się wskazywać na to, iż zmarnowany został potencjał tytułowej piosenki. Mam nadzieję, że to z mojej strony coś nie gra i z czasem dorosnę do tego utworu, na razie najsłabszy, obok Pistol Whipped, kawałek.
13. Breaking the Same Old Ground – jest spokojnie, i zdecydowanie lepiej niż poprzednio…
14. You’re so Vain – zdecydowanie łagodniejsza piosenka, idealna na koniec by się odprężyć, niesamowicie wpadająca w ucho, ogólnie dobra, aczkolwiek ortodoksyjnym fanom wczesnego Mansona raczej się nie spodoba (tak jak i najprawdopodobniej cała płyta).
Podsumowując, przydałoby się nieco więcej szybszych i ostrzejszych kawałków jednak jest naprawdę nieźle, zdecydowanie lepiej niż w 2009, lecz chciałbym usłyszeć od tego wykonawcy coś bardziej szalonego (jak np. Dope Hat, Doll-Dagga Buzz-Buzz Ziggety-Zag, The Dope Show, Dogma), ostrzejszego (Death Song, Astonishing Panorama of the Endtimes, The Beautiful People, Long Hard Long Out of Hell, Mister Superstar) i ponurego (The Nobodies, Tourniquet, Evidence, Great Big White World, czy znany wszystkim cover Sweet Dreams).
Jeszcze raz zaznaczam, że była to moja subiektywna opinia i nikt nie musi się z nią zgadzać. Jeśli ktoś ma jakieś zastrzeżenia, wątpliwości, pytania, lub po prostu odmienne zdanie zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam,
mathus92
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że wszystko co zostanie napisane to moja subiektywna opinia i nikt nie musi się z nią zgadzać.
Jeszcze jedna rzecz zanim przejdę do tematu: dla osób zainteresowanych tematem anime i mangi polecam stronę:
http://myanimelist.net - naprawdę dobry sposób na ogarnięcie tego wszystkiego co już się widziało i ogromna baza tytułów wraz z recenzjami; niestety w języku angielskim,
http://myanimelist.net/profile/Roen92 - mój profil, jeżeli ktoś jest zainteresowany (w co wątpię...).
Naruto - jeden z tych tasiemców, do których przymierzałem się już kilkakrotnie jednak żaden, dosłownie żaden, nie potrafił mnie niczym zainteresować (inne tytuły to np. "One Piece", "Gintama", "Bleach", "D.Gray-man", "Detective Conan" i pewnie coś by się jeszcze znalazło, jednak w tej chwili pamięć mnie niestety zawodzi). Do jego głównych wad zaliczyłbym na pewno schematyczność, infantylność, wymienione wcześniej "zbyt szybkie zdobywanie nowych mocy", ogólną nieskładność historii i, także wymienione już wcześniej, fillery psujące szczątkową radość z oglądania.
Główny bohater jest niestety bardzo typowym archetypem występującym w niemal każdym shounenie - niezbyt rozgarnięty, aczkolwiek zazwyczaj próbujący postępować prawie, pseudo charyzmatyczny, z reguły także obdarzony jakąś nadnaturalną super mocą, której nie ma nikt inny (dziewięcioogoniasty lis) oraz obarczony kompleksami lub problemami z przeszłości. Jak widać Naruto spełnia każdy warunek... Nie twierdzę, że postać wykreowana na takim archetypie nie może być ciekawa, ale w przypadku tego anime nie jest ona naprawdę w żaden sposób zaskakująca, a sam początek pierwszej serii nastawił (przynajmniej mnie) negatywnie do głównego protagonisty.
Sam wątek główny jawi się może i ciekawie, jednakże (jak już wcześniej zaznaczyłem) jest on nieskładny, ma naprawdę nierówne tempo i występujące w ogromnych ilościach fillery (wyjątkowo idiotyczne zresztą) zaburzają odbiór całości. Największą bolączką jest oczekiwanie na rozwiązanie poszczególnych części historii, które twórcy niesamowicie odwlekają w czasie, co jest po prostu frustrujące i dla przeciętnego odbiorcy wręcz męczące.
Jeśli chodzi o typowe shouneny, to zainteresowało mnie tylko "Shakugan no Shana", chociaż też wcale nie jest powalające, oraz "Fate/stay night", które cierpi tylko ze względu na osobę głównego bohatera i jego prequel: "Fate/zero", gdzie fabuła jest zdecydowanie dojrzalsza, a główni bohaterowie nie tak czarno-biali.
Osobom preferującym coś głębszego mógłbym za to polecić:
- "Casshern Sins" - naprawdę ślimacze tempo rozwoju akcji, ale skłania do refleksji,
- "Darker than Black: Kuro no Keiyakusha" - jeden z klasyków, bardziej nastawiony na akcję jednak zdecydowanie "mroczniejszy",
- "Ergo Proxy" - chyba już wymieniany w temacie; dużo dobrej akcji, skłaniający do przemyśleń, sam początek naprawdę buduje napięcie,
- "Neon Genesis Evangelion" - kolejny klasyk, anime niestety jeszcze nie oglądałem, ale manga i filmy to naprawdę kawał solidnej roboty,
- "Tengen Toppa Gurren Lagann" - parodia wszelkiej maści shounenów, i to bardzo udana parodia, po obejrzeniu której wymienione przeze mnie wady "Naruto" powinny stać się dla większości oczywiste.
@Mr.Jingles
Jak już ktoś napisał jest to utwór z creditsów z pierwszego Mass Effecta, więc jest to w pewien sposób ukłon w stronę fanów serii. Jeżeli chodzi o samą piosenkę - jest ona uważana w pewnych kręgach za jeden z lepszych utworów przygrywających nam po ukończeniu gry, nawiasem mówiąc, ja także podzielam to zdanie. Mam nadzieję, że przesłuchanie całości zmieni twoje podejście do tego kawałka:
http://www.youtube.com/watch?v=gISlB1IdUjI
Wracając do tematu: filmik naprawdę bardzo dobry, mówiąc szczerze, jedna z najlepszych zapowiedzi jakie ostatnio widziałem. Jest bardzo klimatyczny i przypominający jedne z najbardziej emocjonujących fragmentów dwóch pierwszych części. Cieszy też bardzo wykorzystanie ścieżki dźwiękowej z poprzednich produkcji - to naprawdę przywołuje wspomnienia i sprawia, że jako oddany fan serii już poprostu nie mogę się doczekać nadchodzącej trójeczki. Ciekaw jestem tylko jak ja zalicze studia grając wieczorami w najnowszego Mass Effecta...
Cykl bardzo obiecujący, mam nadzieję ujrzeć w niedługiej przyszłości jego następną edycję.
Ze swojej strony chciałbym tylko polecić dwie niedługie, aczkolwiek (wg mnie) niezwykle ciekawe historie:
- "Piaseczniki" George R.R. Martin,
- "Numer" Marcin Wolski.
Dziękuję za opowiedzenie fabuły jednego ze śledztw, teraz czekam na pozostałą część gry...
Z tego co zauważyłem, wielu ludzi próbuje bronić proste gry możliwością zmiany poziomu trudności, tylko czemu niby poprzez wybranie gry na poziomie hard, hardcore, czy nawet insane, zwykle nie zmienia się nic prócz wytrzymałości sterowanej przez nas postaci bądź naszych oponentów? Twórcy w utrudnieniu nam rozgrywki uciekają się tylko i wyłącznie do tanich sztuczek, przez co gra nie sprawia nam więcej przyjemności tylko coraz bardziej irytuje. Przykładem jest choćby Mass Effect II, gdzie po przejściu jednej misji na normalnym poziomie trudności i na insane nie zauważyłem, by przeciwnicy stosowali jakieś bardziej wymyślne taktyki. Ci, którzy na normalu stali za przeszkodami, na najwyższym poziomie trudności dalej nie raczyli ruszyć się z miejsca, zaś ci, którzy parli naprzód nie zważając na wystrzeliwane w ich strony tony ołowiu, po zmianie trudności dalej szarżowali w moją stronę nic sobie nie robiąc z ostrzału. Jedyne co się zmieniło to ilość magazynków jaką musiałem zużyć na ubicie jednego oponenta.
Następnym przykładem jest seria Call of Duty, gdzie na najwyższym poziomie trudności sensowne staje się jedynie biegnięcie cały czas naprzód, tak, aby uruchomić kolejne skrypty i zatrzymać fale niekończących się grup wrogich żołnierzy... O miniętych po drodze oponentów praktycznie nie musimy się już wtedy martwić, bowiem nasi kompani zabiją ich wszystkich; ciekawe tylko dlaczego nie potrafili tego zrobić zanim dobiegliśmy pod okopy przeciwnika... W grach tej serii zamiast wzmacniać przeciwników (jak w ME2), gra, wraz z ustawianiem coraz wyższego poziomu trudności, coraz bardziej osłabia nas, graczy. Wtedy giniemy już od jednej zbłąkanej kuli, nie można, tj. na easy, przyjąć na klatę całego magazynka. Szkoda tylko, że wszyscy przeciwnicy strzelają praktycznie tylko i wyłącznie do nas, wypatrując naszego dzielnego żołdaka, przekradającego się przez gęste zarośla jakieś 200 matrów dalej, za to kompletnie ignorując stojących tuż przed nimi naszych kompanów sterowanych przez komputer...
Kolejne sztuczki bardzo często stosowane przez twórców to ograniczenie amunicji, czy czasu na wykonanie danego zadania; przyprawianie oponentów o siódmy zmysł pozwalający wyczuć gracza gdziekolwiek by nie był; zwiększenie ilości przeciwników, czy innego rodzaju przeszkadzajek; ograniczanie asortymentu posiadanego przez postać gracza potrzebnego do wykonania zadania, itp.
Dlaczego więc twórcy ograniczają się praktycznie tylko i wyłącznie do, czasem horendalnego wręcz, polegającego najczęściej na zmianie HP, wzmacniania przeciwników, czy osłabiania gracza? Można przecieć uczynić naszych przeciwników trochę inteligentniejszymi, umiejącymi zastosować bardziej zaawansowane taktyki, przybliżyć ich zachowanie do realistycznego, zamiast czynić z nich nadludzi.
Sam postępującej prostocie w grach mówię stanowcze "NIE!". Można zauważyć tendencje zbliżania się gier do bycia interaktywnymi filmami, w których po naciśnięciu, najlepiej w QTE xD, odpowiedniego przycisku będzie można oglądnąć dalszą część. Szkoda, bo właśnie osiągnięcie czegoś trudnego sprawia w końcowym rozrachunku niebywałą przyjemność. Nie twierdzę, że gry powinny być nie do przejścia dla przeciętnego zjadacza chleba, ale na pewno nie powinny iść w jeszcze większe upraszczanie rozgrywki...
Co tyczy się długości - jeżeli gra jest faktycznie dobra, przyjemna w odbiorze i posiada przemyślaną fabułę, to im dłuższa tym lepsza! Wyjątkiem są całkowite gnioty, które przeciętny gracz zwykle chce jak najszybciej ukończyć (bądź nie kończyć wcale) i uwolnić się od horroru grania w nie.
Tyle ode mnie, Ave!
Do wszystkich, którzy mają problem z połączeniem, czyli takie okienko gdzie cały czas pisze "connecting.". Znalezione na oficjalnym forum EA, niecałe 5 min roboty...
1. Uruchamiamy jakikolwiek edytor tekstu jako administrator, inaczej nie damy rady zapisać w danym formacie pliku.
2. Otwieramy plik "host" znajdujący się w folderze "c:windows/system32/drivers/etc"
3. Wymazujemy z adresów dopisek "ea".
Oto przykład jak wygląda błędny adres adres:
"gosgvaprod-qos01.ea.com"
Po poprawieniu powinniśmy uzyskać coś takiego:
"gosgvaprod-qos01.com"
4. Po poprawieniu wszystkich linków zapisujemy naciskając "Ctrl" + "s".
Teraz powinno działać, miłej zabawy.
Jak coś gram jako @Roen, możecie dodać do przyjaciół, popykamy trochę ;]
@szczepanabc - też miałem ten problem, znalezione na oficjalnym forum EA:
"OK i figured out how to fix the connection screen bug..
go to start-all programs-accessories-right click on notepad and run as admin
in notepad click file open then go to c:windows/system32/drivers/etc
then view all files in the drop down select hosts then delete the "ea" out of the lines
(make sure you are opening the hosts file not the notepad file that is named hosts if you have one i did)
this way works when just opening the file in notepad did not."
Sprawdzone i działa.