Jakby normalny laptop, nic nadzwyczajnego,
Jednak skrywa coś w sobie zabójczo dobrego.
110% mocy „pudełko” to chowa,
Zabawa na pewno będzie odjazdowa.
MSI – producent zadba o klienta,
Dobry sprzęt wrzuci nie tylko od święta.
Od święta? Do czego?
No nie mów, że nie wiesz – do grania kolego!!!
Procesor tak wydajny jak Price i przyjaciele,
Nic go nie pokona, nie trzeba mu wiele.
GeForce Nvidia tak ostry obraz nam tu daje,
Jak Assasyńskie ostrza w Weneckim upale.
Do tego ma całe 2 giga pamięci,
Coś czuję, że Templariuszy wszystkich tam prześwięci.
RAM-u tyle, niczym wojsk na wojennej ziemi,
Lub lotników War Thunder w powietrznej przestrzeni.
Do tego…
Pamięć ogromna, aż terabajt cały,
Daje do zapełnienia ogromne obszary.
Tak duże przestrzenie jak pola uprawne,
W Farming Symulator pod zboża i trawę.
Jednak…
Jak dobry to sprzęt przekonam się Ja,
Dopiero gdy odpalę w nim PC-GTA.
Najbardziej oczekiwaną przeze mnie grą w Maju 2014 jest Watch Dogs. Nie ukrywam - jestem wielkim fanem gier z otwartym światem jak wszystkim znane gry z serii Grand Theft Auto, czy produkcję własnie Ubisoft'u - Assassin's Creed. ta firma już pokazała na co ją stać i jestem pewien że w ich nowej produkcji nas nie zawiodą. Wyczekuję tej gry jak mało której, ponieważ nie gustuje w MMO itp. a dobre sandboxy, TPP, TPS są mniejszością (a są moimi ulubionymi XD). No cóż, mam nadzieję, że będę mógł pograć w najnowszą produkcję Montrealskiego Ubisoft'u i pobiegać z telefonem po mieście mieszając trochę w jego strukturach. No i oczywiście mam nadzieję, że GRY ONLINE mi w tym pomoże. ((interesuje mnie wersja na PS4))
Komiks dla Gry-Online.pl
Nowy Jork 4 lipca godz: 21:45.
W samym centrum miasta zgromadziło się wielu ludzi którzy wesoło rozmawiając i wymachując narodowymi flagami zebrali się aby razem świętować ten wielki dla Stanów dzień: Dzień niepodległości kraju. Peter Parker trzymający się gdzieś w środkowej części zebranej grupy z lekkim uśmiechem obserwował otoczenie i śledził spokojnie następujące wydarzenia.
- Już od dawna nie było tak spokojnie - myślał.
- Może ludzie nauczyli się, że Nowy Jork znalazł sobie swojego obrońcę, który poradzi sobie z każdym przestępcą.
Takie myśli i szczypta zarozumialstwa zaprzątały głowę Petera, gdy nagle w powietrze wzleciało kilka fajerwerków które rozświetlając niebo wzbudziły wrzawę i aplauz tłumu. Krótka dezorientacja przez zachwyt i po chwili skupienie wszystkich oczu na podwyższeniu z przodu gdzie miał pojawić się przewodnik dzisiejszej uroczystości.
Jednak zamiast tego w jednej chwili rozległ się huk i zamiast elegancika w garniturze pojawił się dziwnie i bardzo niestandardowo wyglądający… ktoś. Niezbyt wysoki (około 160 cm) ubrany w podarte łachmany z chustą owiniętą w około szyi jakby chciał coś ukryć (może jakąś ranę) i z małym kapeluszem na głowie. Oprócz tego wzrok przyciągała szeroko rozpostarta pierś i stalowe przedramię zamiast zwyczajnej ręki. Przy odrobinie szczęścia można dostrzec też stalowe wzmocnienia czaszki pod wyjątkowo brzydko poszarpaną i odrażającą twarzą, która prawdopodobnie uległa kiedyś dużej deformacji. W stalowej ręce widniało wysoko uniesione i zapewnie już martwe ciało tegoż elegancika w garniturze. Był on niesiony jak jakiś robak: trzymany kurczowo jedną ręką za ubranie na plecach. Bezwładnie zwisała jego głowa i ręce. Zaraz po tej osobie na podest wkroczyło jeszcze dwóch innych facetów którzy dosiadali metalowych cudów techniki. Były to dwa wielkie roboty: wysokie na około trzy metry i wyposażone w najróżniejsze gadżety. Zauważyć można było małe rakiety, karabinki, miotacze ognia czy też wiele hydraulicznych udogodnień zapewniających swobodę ruchu i niebywałe możliwości.
Po ukazaniu się tej straszliwie wyglądającej trójki wśród tłumu rozpoczęły się nerwowe szmery, pojedyncze krzyki i wieeelkie poruszenie. Zapanował strach który przypieczętował obraz martwego człowieka w rękach nieznajomego oprawcy. Peter dokładnie przyglądając się całej sytuacji wykręcał głowę aby jak najlepiej widzieć i dowiedzieć się z czym tym razem się musi zmierzyć. Już wiedział, że jest potrzebny i za chwilę będzie musiał wkroczyć do akcji. Nagle… całą gwarę uciszył donośny głos najniższego terrorysty i stojącego pośrodku terrorysty, który zapewne dowodził:
- Witajcie Nowy Jorku w dniu waszej niepodległości!!!
To mówiąc rzucił martwą osobę na bruk przed tłumem do której po chwili doskoczyli inni obywatele, którzy próbowali pomóc poszkodowanemu. Nieznajomy kontynuował:
- Obchodzicie dzień niepodległości a nie potraficie się obronić przed takimi trzema jak my? Co z wami? Co z Tobą Ameryko?
Słychać po tym było tylko ciszę…
- Gdzie moje maniery? Jesteśmy… efektem waszych eksperymentów.. Tak! Niestety nie wszystkie brudy i zbrodnie jakich się dopuściliście zostały zagrzebane i zapomniane, bo jeszcze są tacy jak my! Ja i moi współpracownicy – wtem wskazał dwóch facetów, którzy stali jak jego ochraniarze po lewej i prawej stronie.
– Pracowaliśmy nad najnowszą bronią dla Stanów zjednoczonych w tajnym laboratorium na północy. W ośrodku były prowadzone też inne badania, między innymi z radioaktywnym uranem. Po nieszczęśliwym wypadku i wybuchu jednego z zestawów doświadczalnych powstało tak wielkie promieniowanie, że nas: waszych najbardziej oddanych pracowników uznaliście za zmarłych i burząc laboratorium pogrzebaliście nas żywcem. Hmmm… jednak nie każdy odbiera to promieniowanie tak samo. Jak widać MY ŻYJEMY!!! – krzycząc to zaśmiał się złowieszczo.
-Teraz przekonacie się jak to jest gdy kraj z was zrezygnuje. Zniszczymy was wszystkich, a rozpoczniemy właśnie tu – w Nowym Jorku.
To mówiąc wskazał na szczyt Empire State Building. Można było zauważyć tam coś wielkości dużego kartonu, co świeciło przenikliwym zielonym światłem.
- Oto dzieło naszych rąk. Największa broń jaką widział świat!!! – krzyczał.
Po tych słowach wśród tłumu nie było już Petera, który znów zwinnie i niespostrzeżenie zniknął. Wydaje się to już normą, ale tym razem była to dosłownie chwila gdy nad głowami mieszkańców pojawił się mknący na pajęczynie SpiderMan, który co chwilka wystrzeliwał kolejną porcję sieci w sąsiedni budynek i bardzo szybko i zwinnie przemieszczał się pomiędzy nimi.
„Hmm… albo się już przyzwyczaiłem, albo to się robi coraz prostsze” – myślał przebrany za człowieka pająka Peter zmierzając wprost do celu. Ludzie wskazywali palcami człowieka, który przesuwał się na pajęczej sieci i z lekkim uśmiechem mówili do siebie: „To SpiderMan”. Peter będąc już niebywale blisko uwiadomił sobie, ze przestępcy nic nie robią aby go powstrzymać i nagle… BUM! Niebywale mocne uderzenie w SpiderMana wytrąciło go z rytmu i na chwilę stracił on przytomność. Spadając bezwładnie z bardzo dużej wysokości kilkukrotnie odbił się od wystających zdobień budynków lekko zwalniając, aż na samym dole uderzył w zaparkowaną na poboczu taksówkę, w której wyleciały wszystkie szyby a dach wgniótł się to wnętrza auta. Nieprzytomny po uderzeniu Peter leżał na rozbitym samochodzie i zanim ktokolwiek zdołał doskoczyć do niego i sprawdzić jego stan, jeden z blaszanych osiłków chwycił go i przełożył przez ramię po czym podszedł do swoich towarzyszy. Wtem ich przywódca przemówił spoglądając na Nowojorskiego bohatera:
- Żałosne… no cóż, to by było na tyle. Hahaha… wróćcie do domów i pożegnajcie się z najbliższymi, bo wasz koniec już blisko.
Po tych słowach drugi z jego pomocników zabrał go na ramię i obydwa roboty mocno odbijając się od ziemi wyskoczyły w powietrze jednym susem przeskakując kilka wieżowców. Śród ludzi zapanowała panika.
Kilka godzin później…
Parker budzi się i pierwszym obrazem jaki spostrzega jest jasne światło… lecz jest ono bardzo małe wśród wszechobecnie rozległej ciemności. Powoli kręcąc głową i rozglądając się uświadomił sobie, że owo światło to lekko uchylone okno i jest ich więcej, a on sam znajduje się w jakiejś starej i opuszczonej już hali towarowej. Za oknem było jasno i widać było dużo ptaków… zapewne mew, co wskazywałoby, ze znajdują się gdzieś w dokach. Pod ścianą stary, niewielki dźwig, kilka kontenerów, jakieś paczki.. odkryte instalacje z kablami biegnącymi po ścianach, niestarannie wykonany dach z wieloma przeciekami, który był wsparty na kilkunastu drewnianych belkach.
Powoli SpiderMan uświadamiał sobie co się wczoraj stało i bardzo był ciekawy jak do tego doszło. Próbując się ruszyć zorientował się, że znajduje się w twardo zaciśniętym uścisku jednego z robotów, w którym aktualnie nie ma jego operatora. Próbował się wykręcić i wyślizgnąć ze stalowej łapy ale na próżno.
- Długo byłeś nieprzytomny, naprawdę długo – usłyszał.
- Już myślałem.. baa MIAŁEM NADZIEJĘ, że moje pole siłowe było dla Ciebie zabójcze.
Po tych słowach SpiderMan podniósł głowę spoglądając na mówcę i powoli łącząc wszystkie wypadki. Mówca kontynuował:
- Tak, pole siłowe. Nie mogę uwierzyć, ze byłeś tak naiwny myśląc, że od tak wskażę Ci to, na co tak długo pracowałem… żałosne… Wiesz, nie wiem po co to wszystko robisz? Po co pomagasz tym wszystkim ludziom. Są oni ofiarami systemu, ale jeszcze o tym nie wiedzą. Ja przekonałem się o tym na własnej skórze i każdy… DOSŁOWNIE każdy z nich na moim miejscu postąpiłby tak samo. A ty co z tego masz, że znów uratujesz miasto i dasz im kolejny dzień złudnej nadziei na dobrą przyszłość. A no i nie ma żądnej bomby, to tylko podpucha. Wiesz.. dam Ci szansę. Przyłącz się do mnie i razem zmieńmy tą chorą rzeczywistość na coś lepszego.. Na coś, gdzie możemy sami decydować o przyszłości. Co ty na to?
Tym pytaniem kończąc spojrzał z lekkim uśmiechem w stronę SpierMana wyciągając do niego rękę. Przebrany Peter Parker odpowiedział na te słowa:
- Dlaczego mam na sobie mój strój? Nie chcesz wiedzieć kim jestem?
- Nie takie było pytanie, ale nie…. nie chcę wiedzieć bo zgadzając się sam się ujawnisz, bo co tu ukrywać, a odmawiając mi i tak Cię zabiję – i to bez żadnego zastanowienia kim jesteś. No więc? - zapytał ponownie już z wyraźnym grymasem i złością wypisaną na twarzy.
- Propozycja jest bardzo ciekawa, ale nie podobają mi się twoje poglądy… chcesz zniszczyć Amerykę za to, że się nie liczyła z Tobą jak z człowiekiem? Rozumiem, ale za to odpowiedzialnych jest kilka osób, a nie milionowa społeczność. Oni nie zawinili, a muszą ponieść karę? I jeszcze zabiłeś niewinną osobę. Muszę Ci odmówić i jeszcze jedno… sam też nie spełnisz swojej wizji. – odpowiedział Peter składając ręce do walki.
- No dobrze, więc zginiesz, a ja zabiję Cię osobiście. Będzie to dla mnie ogromna przyjemność zabić kogoś, kto namieszał już tylu ludziom w ich planach. – to mówiąc wskazał ręką jednemu ze swoich pomocników na robota, nakazując użycie go. Ten uruchomił maszynę i klikając jakieś przyciski jeszcze bardziej zacisnął stalową dłoń wokół tułowia bohatera. Ten wydał straszliwy okrzyk bólu, po czym więzy się rozwolniły a SpiderMan upadł na ziemię. Zanim zdążył się zorientować, że nie może stanąć na nogach, z powodu chwilowego braku dopływu krwi do kończyn otrzymał trzy uderzenia: dwa lżejsze z lewej – normalnej, ludzkiej ręki i jedno powalające go na kilka metrów dalej ze stalowego ramienia. Wstał z trudem i otrząsnął się a po chwili już mógł w pełni walczyć. Strzelił siecią w jedną z drewnianych belek pod dachem i przelatując nad głową swojego oprawcy drugą ręką wycelował w niego drugą strugę sieci, która na moment go zatrzymała. Wykonał kilka energicznych ruchów i zatrzymał się pod dachem na jednej z krokwi. Wtedy spostrzegł, że z dwóch stron ogromnej Sali ruszyły na niego sterowane blaszaki, które to na zmiany strzelały w niego to rakietami, to kulami ognia i ciągle zbliżały się w jego kierunku. Do tego w sali rozlegał się donośny i złowieszczy głos przywódcy szajki, który niespostrzeżenie zniknął z pola widzenia.
- Hahaha.. nie dasz sobie z nimi rady. To cuda techniki, które stworzyłem i którym nie dasz rady. Tym razem polegniesz SpiderMan’ie.
„Szybko, myśl Peter MYŚL… są ze stali, nie pokonam ich swoją siecią. Co pokona stal? Myśl, myśl…” – tak rozmyślając SpiderMan wystrzelił strugę sieci w jeden z rogów hali gdzie stał dźwig i przyciągnął się do niego robiąc uniki przed pociskami i przelatując nisko nad głową jednego z stalowych osiłków. Po tym ponownie zmienił miejsce i jeszcze raz, ciągle myśląc nad rozwiązaniem, a w Sali słychać było przeraźliwy, złowieszczy śmiech.
„Stal, metal i… i prąd – no jasne” – w duchu uśmiechnął się i po kolejnym skoku Peter zatrzymał się przed skrzynką od napięcia i zawołał:
- Tu, no chodzcie!!!
Po tym pierwszy z nich, zachowując się zupełnie bezrozumnie, próbując go uderzyć trafił w ową skrzynkę i zesztywniały stanął w iskrach a później w płomieniach. Drugi natomiast zatrzymał się nie popełniając tego samego błędu i stojąc za martwym już kolegą zaczął rozglądajac się w około gdy nagle pojawił się człowiek pająk pędzący na sieci po obwodzie koła i mocnym kopnięciem wepchnął drugiego blaszaka na to samo miejsce co pierwszego, a tym samym wykluczył z gry obydwu przeciwników posługując się zwykłym prądem. Po tym słychać było głośne „Nieee, zabiłeś ich!!!!” i trzask drzwi. Peter już wiedział, że musi dogonić uciekiniera, który już w tym Momocie jest gdzieś na zewnątrz. Wystrzelił sieć w okno i wydostając się prze nie wdrapał się na dach wypatrując uciekającego przestępcę. Był on kilkadziesiąt metrów przed nim, na otwartym placu z kontenerami poustawianymi w około. Biegł on dość wolno, ponieważ nie pozwalał mu duży ciężar, jaki stanowiło żelazne przedramię i zapewne jego ruchy były krępowane przez stalowe wzmocnienia ciała, jakie posiadał. Nagle… nie wiadomo skąd otrzymał on ogromnie mocne uderzenie, które powaliło go na ziemię i spowodowało utratę największego atutu – metalowego ramienia. Nie wytrzymało ono uderzenia i w najzwyklejszy sposób odczepiło się. Oszołomiony przestępca leżał na ziemi a przed nim, nie wiadomo skąd pojawił się Człowiek pająk i podpierając się rękoma po bokach powiedział:
- I co, chyba jednak twoje wynalazki zawiodły, co? Wcale te twoje wynalazki nie były takie super. Szalony inżynier techniki nie miał już siły walczyć i poddał się, obiecując jeszcze swoją zemstę, gdy tylko uda mu się oswobodzić. Peter pozbył się stalowej ręki wyrzucając ją daleko do wody, do zatoki w której byli i nikt jej już nie widział, a przestępcę zabrał ze sobą na wysoki wieżowiec i tam przykuł go do jednej z rur na samym końcu gzymsu. Po tym zawiadomił jeszcze służby porządkowe o miejscu, gdzie znajduje się przestępca i jednocześnie morderca urzędnika, oraz gdzie można znaleźć kryjówkę i pozostałości po blaszanych złomach. Jedyne co musiał jeszcze zrobić to spojrzeć na przepiękną panoramę miasta i rzucić się w dół. Leciał wzdłuż ogromnego budynku aż do ostatniej chwili, ratując swoje życie poprzez wystrzelenie sieci tuż nad ziemią i dalej mógł już tylko mknąć wśród gwaru i hałasu ulic. Jakie myśli chodziły mu teraz po głowie? Może zastanawiał się co może go jeszcze spotkać w walce z nieładem i przestępczością, a może rozmyślał gdzie jest i co robi jego ukochana? To wie już tylko on sam.
No ale co mi z tego wszystkiego jak nic nie wiadomo o PC. Niech dadzą jakąś nowinkę o PC'towej wersji to się ucieszę :D
Mój głos mimo wszystko wędruje do Tom Clancy's Splinter Cell: Blacklist. Świetna pozycja i kolejna kontynuacja naprawdę udanej serii gier. Jestem fanem serii i grywałem już w poprzednie części. Bardzo podobają mi sie nowości w tej części oraz usprawnienia. Dobrze zrobiona gra skradankowa to wszystko czego oczekuję :) Myślę, że jest to pozycja, która w lipcowym wydaniu zasługuje na pierwsze miejsce.

Zgłoszenie pracy. Nie mam żadnych umiejętności w grafice komputerowej ale postanowiłem spróbować :D Zdjęcie!