Bukary, ja w przeciwieństwie do niektórych tutaj, plujących jadem, pełnych nienawiści, którzy rozładowują swoje negatywne emocje tutaj, jestem świadom tego, że ktoś może mieć inne zdanie ode mnie i ja je szanuję. Nie wystawiłem 0/10(o ile w ogóle można), bo świat przedstawiony robi wrażenie i ja to doceniam. Jednak to tylko połowa gry, dlatego taka a nie inna ocena. Nie nazywam ludzi grających w to debilami.
Jednak mam nadzieję, że moja opinia pomoże komuś w wyborze, bo o tyle, o ile system walki to kwestia subiektywna, to błędy, glitche, konieczność nudnego levelowania i inne rzeczy które skrytykowałem, to już kwestia obiektywna, a oceny i recenzje jakoś nie do końca to uwzględniają. Z mojej strony to była tylko rzetelna informacja. Śmiesznie czyta się recenzje i opinie osób, które gnoiły Unity, które nie było wcale gorsze technicznie od Origins(w obie gry grałem od razu po premierze na Xbox One). Ani pod względem bugów, ani pod względem płynności. Może po prostu oczekiwania się zmniejszyły.
Jeśli Tobie gra się podoba, to okej. Nie zamierzam Cie zniechęcać do niej tym co napisałem :D
Owszem, zapoznałem się bardzo dobrze. Z tymże to o czym Ty mówisz, to właściwie QTE, polegające na reakcji na podświetlenie miecza przeciwnika, które również wymaga odpowiednich statystyk nabitych usypiającymi misjami pobocznymi :D Ja pisałem o systemie walki.
Ta gra i jej recenzja to dla mnie kolejny dowód, by nie sugerować się recenzjami na GOLu. Było do przewidzenia, że skoro ktoś sypie dużo kasy na za reklamę, swego czasu, z każdych targów było pierdyliard filmów, newsów i innych bzdur z tej gry, to skończy się to rekomendacją i wysoką oceną w serwisie :D Było do przewidzenia. Niemniej, grałem we wszystkie części assassyna. Byłem i właściwie wciąż jestem fanem uniwersum. Po słabym Syndicate, byłem do tej gry nastawiony sceptycznie, ale jednak recenzja przekonała mnie by dać jej szansę. Gra już sprzedana(na szczęście jako posiadacz wersji konsolowej mogłem pozwolić sobie na ten luksus) i żałuję każdej złotówki, której jestem stratny. Zaraz będzie, że jestem hejterem. Nim ktoś wystawi minus, to niech przeczyta co mam do powiedzenia. Wątek fabularny ukończyłem. Grze daje 5/10. Klimat świata przedstawionego potrafi urzec, ale to właściwie jedyny plus tej gry. Ewentualnie, można pochwalić jeszcze fabułę, mimo, że bardzo prosta i oklepana, to jest spójna. Na tym koniec plusów.
Wszystko co było dobre w tej serii, zostało spieprzone. Począwszy od wspinaczki, poprzez walkę, na systemie rozwoju kończąc. Przymknijmy oko na wspinaczkę, przejdźmy do walki. Tragedia. W przypadku prostszych przeciwników, polega to na napieprzaniu w przyciski, ewentualnie naciśnięciu w odpowiednim momencie przycisku "kontraataku". Śmiesznie się robi w przypadku przeciwników trudniejszych. Jak pojawi się goryl z tarczą wielkości naszego bohatera(a takich tutaj jest cała masa), to robi się zabawnie wyglądające fikołki, byleby tylko dostać się za jego plecy i tam naciskać przyciski na padzie.
System rozwoju... Cała gra opiera się na levelowaniu. Tak jak w gównianej Tibii zabijało się szczury, by mieć wyższy level, tak tutaj zmuszani jesteśmy wykonywać MISJE POBOCZNE, by zdobywać wyższy poziom. Tak, POBOCZNE, nawet autorzy gry tak je nazwali. Moim zdaniem określenie to nie pasuje do tego schematu. Ma to jednak logiczne wyjaśnienie. Misje poboczne są STRASZNIE NUDNE, niektóre wręcz usypiające, sprowadzają się do tego samego, a ich tło fabularne(nie licząc kilku wyjątków) jest marne, ani trochę nie przyciąga uwagi. Stąd podpięcie ich pod "misje główne" brzydko by wyglądało "na papierze".
System rozwoju prowadzi do paradoksu, który jeszcze bardziej zabija tą serię. Mianowicie? Jeśli przeciwnik ma od nas wyższy level, to mimo, że nie ma hełmu na głowie i jest naszej postury, to nie odczuje w ogóle... UWAGA. Strzału z łuku w głowę. Mało? Zachodząc go od tyłu z ukrytym nożem jesteśmy w stanie zadać mu lekkie obrażenia, w żadnym razie go zabić. Nie mówię już o karykaturalnych "gorylach" z gigant tarczami, którzy nawet będąc na niższym poziomie od nas, są w stanie jednym ciosem nas zabić, a sami nie reagują na nasze działania.
Nie wspomnę nawet o "bossach", z którymi trzeba walczyć jak ze słoniami, mają pasek zdrowia oparty na 10 częściach składowych(podczas gdy nasz składa się z trzech), a nasz cios lekko narusza 1/10 jednego z nich :D Porównanie ze słoniami jest uzasadnione, bo z takowym też przyjdzie nam walczyć. Z tymże tam jego przewaga jest uzasadniona :D
Zmuszanie do walki. Walka, jak już pisałem, jest tragiczna, a jesteśmy do niej nieustannie zmuszani. W wielu sytuacjach nie da się jej uniknąć. Zresztą jaką frajdę daje skradanie, gdzie z ukrycia wielu osób nie jesteśmy w stanie zabić STRZAŁEM Z ŁUKU W GŁOWĘ. Główny filar tej serii właśnie upadł. Poprzednie odsłony starały się cały czas dawać wybór między skradaniem a walką, a skradanie miało często uzasadnioną przewagę nad walką.
"Dron", a właściwie latający sobie ptak, którego wystarczy "odpalić" po komendzie "znajdź". Całe poszukiwania polegają na ruszaniu gałką w kierunku strzałki, które się pokazują. Innymi słowy, nie trzeba szukać przeciwnika, ukrytego skarbu, czegokolwiek. Dron znajduje wszystko. Już pomijam brak logicznego uzasadnienia faktu, że ptaszek sobie lata, widzi wszystko i nam to w sposób nadprzyrodzony przekazuje. To tylko gra. Jednak strasznie przez to okaleczona, staje się po prostu zbyt prosta.
Masa błędów. Nikt o tym nie wspomina, a śmieszne, bo Pan UV czepiał się wielu gier pod kątem bugów, a tutaj jakoś był bardzo tolerancyjny. Pomijam już fakt, że ANI RAZU nie zdarzyło mi się, by wpadając wielbłądem w ścianę, jego głowa w nią nie wniknęła. Śmiesznie wygląda też "taranowanie" ludzi. Przebijanie tekstur, wpadanie jednej w drugą, czy brak kolizji postaci, które po prostu przesuwają się a nie odskakują. Jest jednak o wiele zabawniej. Była na przykład misja, gdzie kolesia musiałem wynieść z jakiegoś fortu. Jedyna droga wiodła przez okupowaną strażą bramę. No to mówię sobie - ta gra jest tak zaorana błędami, że pobiegnę z nim dachem. No przecież nie zeskoczę prawda? No to tego rannego kolesia zrzuciłem z wysokości wieżowca. Najpierw była animacja jak spada, po czym wrócił na dach, całym ciałem wisząc w powietrzu, na dachu została tylko jego głowa. Wziąłem go więc i rzuciłem jeszcze raz. Spadł. Ja skoczyłem za nim. Tym sposobem wyniosłem go niezauważenie z fortu. Nic mu oczywiście nie było po tym upadku. Jeśli to recenzenci mają na myśli mówiąc, że jest kilka rozwiązań, to zaiste - duża swoboda! Nawet w Mafii 3 nie spotkałem tyle "glitchy" ile tutaj, a nie sądziłem że to możliwe :D
Płynność gry na Xboxie One i PS4 jest tragiczna. 30 klatek to to w ogóle nie widziało, a spadki poniżej 28 to norma, szczególnie w miastach
Podsumowując - jest to bardzo słaba, zabugowana gra, która stara się być oryginalna i nie być "assassin's creedem". No i nie jest, z tym że żadna zmiana nie wyszła na dobre. Gra jest totalnie nudna, polega na nabijaniu leveli i komicznych walkach z bossami, którzy są niemal immortal, nawet jeśli mamy taki sam level jak oni :D Fabuła jest schematyczna, prosta jak budowa cepa, ale można jej mniej zarzucić niż wszystkim pozostałym elementom.
Grę dostałem odpłatnie, kupiłem za zarobione pieniądze, a recenzowałem w domu, po grze na moim Xboxie, nie w hotelu w Paryżu :D Hejterem nie jestem, grałem we wszystkie poprzednie części tej serii. W kolejną raczej nie zagram, bo kierunek w którym zaczyna zmierzać ją w moich oczach skreślił.
Nie mogę edytować, więc dopiszę tutaj. Wiesz jak kończą zazwyczaj ci, którym studia się podobają? :D Robią doktorat i nie mając pomysłu na siebie, zostają jako asystenci na uczelni :D Jeden z naszych laborantów powiedział wprost, że ci, którzy są dobrzy i mają potencjał w zawodzie, to w tym zawodzie pracują, a nie zostają uczyć całek :D
jak słucham ten lament dosłownie wszystkich moich kolegów i nielicznych koleżanek
Nie sądzę, że to są Twoi koledzy. Skoro traktujesz ich z góry, a siebie uważasz za zajebistego, bo masz 5 z matmy na studiach :D Jestem przekonany, że kolegów to Ty masz niewielu i pewnie zasłużenie. Skończyłem informatykę na prestiżowej uczelni w naszym kraju :D Te studia to najgorszy okres w moim życiu. Ojej, nie podobał mi się kierunek? Może byłem za głupi? No to akurat tak się składa, że jestem programistą i zarabiam 9k na miesiąc. A wiesz gdzie się nauczyłem programować? W domu. A wiesz gdzie sprawdzałem swoją wiedzę? Np. na spoju.
Teraz przejdźmy do "dlaczego studenci nie cieszą się ze studiów"?
Wiesz co mi dała uczelnia? Gówno. Tyle mi dała. W życiu nie ściągałem. To, że są tacy, którzy jadą na ściągach, to jest osobny temat, bo wszędzie tacy są. Tylko, że akurat ci co ściągają, to nie są "ci, co płaczą, że nie mogą znaleźć pracy". Najczęściej to cwaniacy, którzy po studiach ustawiają się lepiej niż ci co nigdy nie kombinowali. To Polska, ten kraj jest stworzony dla kombinatorów :D To, że są też debile, to inna bajka, ale u mnie takich już nie było po pierwszym semestrze :D Ze 120 osób zostało 35 bodaj.
Te gówna, matematyki dyskretne, analizy I, II, algorytmy i struktury danych(tak, nawet ten przedmiot, który z definicji powinien być ciekawy i informatyczny, polegał na uczeniu się przestarzałych gówien, które nie mają żadnego zastosowania w dzisiejszym świecie. No i na deser definicje z Cormena) to mi uszami wychodziły. W pracy nie ma to żadnego zastosowania. ŻADNEGO. A wiesz jak moje laboratorium programowania wyglądały? Hmm, nie wiem. Trzeba było zrobić 5 zadań, robiłem je po 15 minutach i wychodziłem z zajęć. I tak dobrze, że zaczynaliśmy od Ansi C, a nie jak poprzedni rocznik od Pascala :D Ktoś tutaj błysnął i napisał:
A potem płacz, że pracy nie ma.
Potem pisze taki janusz jeden z drugim co to na ściągach całe studiach przeleciał, a pracę inżynierską kupił, że w IT praca się kończy, bo go nie chcą przyjąć na programistę i płacić 10k za pisanie pętli for(nawet tego nie ogarniają).
Za napisanie pętli for... A co więcej na tych studiach było, jeśli mowa o programistycznych zagadnieniach? No nie wiem. Za to wiem co to jest Zasada Indukcji Zupełnej, bo męczyli nas takimi gównami. Wiem co to kongruencje i inne gówna :D Takim syfem sobie głowę zaśmieciłem.
A wiesz, autorze tematu, jak wyglądała moja rozmowa o pracę? Dostałem logiczne zagadki do rozwiązania(ani trochę matematyki tam nie było), musiałem napisać kody programów, z czego najprostszy to była silnia(byle rekurencyjnie, razem z wyjaśnieniem krok po kroku jak to działa). I wiesz co? Nie pytali nawet czy studia skończyłem, przez co zacząłem żałować jak jasna cholera, że zmarnowałem 5 lat swojego życia, gdy mogłem już pracować w zawodzie i cieszyć się młodością zamiast uczyć się matematycznego ścierwa :D
Jak wspomniałem, była to prestiżowa uczelnia, studia dzienne, informatyka :D Nie podobało mi się tam właściwie NIC. I niech nikt nie pisze, że miałem pecha. System ECTS i sylabusów jest jednolity(wszak ma to umożliwiać migracje między uczelniami, w tym international :D). Programy nauczania się nie różnią.
Mało o życiu wiesz, jeśli dziwi Cie fakt, że studenci nie cieszą się, ze swoich studiów. Tobie zaś gratuluje, że jesteś zadowolony :D