...Od razu zauważyłem pierwszych RUS-ów. Adrenalina pozwoliła mi na wykonanie kilku szybkich i celnych serii z mojego F2000, z pewnością ratując życie tym, którzy byli mniej uważni. Po lewej w oknie błysnął mi laser. Padłem na ziemie, dając wcześniej ostrym krzykiem taki sam znak wszystkim w około. Pierwszy w kolumnie nie zdążył i zbryzgał drugiego swoimi wnętrznościami. To niesamowite, pomyślałem... jak często oglądałem taki widok, tak często powodował on u mnie odruchowe odwrócenie wzroku. Chwyciłem za M320 wiszący pod lufą mojego karabinu i wystrzeliłem granat w jedno z okien, w którym wcześniej widziałem laser. Wiedziałem, że trafiłem w odpowiednie. Świadczyły o tym nieziemskie okrzyki agonii spadających przeciwników, skazanych już na pewną śmierć pod gruzami. Nie chciałem na to patrzeć. Pobiegłem dalej i znalazłem się razem z ocalałymi na placu. Jeden padł na ziemie z bordową plamą na udzie, inny zwymiotował. Punkt był nasz. Ale to nie był koniec. Czekało na nas jeszcze więcej wrażeń tego popołudnia. Dowódca wykrzyczał hasło dające znak do rozpoczęcia kolejnego etapu szturmu. Brzmiało ono "Battlefield 3".
- Trójka! Naprzód! - Krzyknął dowódca jednostki. Nie wiem jak to się stało, że nie usłyszałem komend dla dwóch poprzednich drużyn szturmowych. Świadomość, że nadszedł czas na mnie i moich kumpli z ekipy sprawiła, że serce przestało mi bić, a żołądek wykręcił się na drugą stronę. Zaczęliśmy biec. T-90'ka przejeżdżająca obok opluła nas gryzącym w gardło pyłem. Słońce raziło i smażyło niemiłosiernie. Marzyłem już, aby to wszystko się skończyło. Chciałem wrócić do domu. Odgłos pierwszych strzałów wyrwał mnie z kolejnego zamyślenia. Kilku pierwszych na samym przodzie padło twarzami w piach jak manekiny. Odruchowo upewniłem się, że mam przy pasie bandaże. Basowy odgłos wybuchającej kilka metrów nieopodal rakiety prawie rozerwał mi bębenki. - Jeszcze tylko kilka metrów i będzie gdzie się schować - pomyślałem. Zanim dobiegłem ujrzałem jeszcze kilka gryzących już piach trupów. Po poświęceniu kilku oddechów na opanowanie mdłości nadszedł czas na prawdziwe działanie. Pierwszy punkt zbiórki znajdował się ok150 metrów dalej. Prosta droga, parę płotków, jedno skrzyżowanie i mały placyk... nic prostszego. Pierwszych trzech moich pobiegło. Przekroczyłem róg razem z nimi. Od razu zauważyłem pierwszych RUS-ów. Adrenalina pozwoliła mi na wykonanie kilku szybkich i celnych serii z mojego F2000, z pewnością ratując życie tym, którzy byli mniej uważni. Po lewej w oknie błysnął mi laser. Padłem na ziemie, dając wcześniej ostrym krzykiem taki sam znak wszystkim w około. Pierwszy w kolumnie nie zdążył i zbryzgał drugiego swoimi wnętrznościami. To niesamowite, pomyślałem... jak często oglądałem taki widok, tak często powodował on u mnie odruchowe odwrócenie wzroku. Chwyciłem za M320 wiszący pod lufą mojego karabinu i wystrzeliłem granat w jedno z okien, w którym wcześniej widziałem laser. Wiedziałem, że trafiłem w odpowiednie. Świadczyły o tym nieziemskie okrzyki agonii spadających przeciwników, skazanych już na pewną śmierć pod gruzami. Nie chciałem na to patrzeć. Pobiegłem dalej i znalazłem się razem z ocalałymi na placu. Jeden padł na ziemie z bordową plamą na udzie, inny zwymiotował. Punkt był nasz. Ale to nie był koniec. Czekało na nas jeszcze więcej wrażeń tego popołudnia. Dowódca wykrzyczał hasło dające znak do rozpoczęcia kolejnego etapu szturmu. Brzmiało ono "Battlefield 3".