magikusgieurs

magikusgieurs ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

18.06.2020 12:10
odpowiedz
magikusgieurs
1

Wiem że jest już po czasie, ale mogę chociaż spróbować
Zdradzą. Wszyscy zdradzą. Uciekną przy pierwszej okazji. Nie miał co do tego żadnych wątpliwośći.
Pierwszy podszedł bardzo młody, dobrze zbudowany nord, ogłaszając że woli umrzeć w walce niż zgnić w więzieniu. Nazywał się Hrokvil Niedźwiedzia Łapa. Biedak. Bardzo mało wiedział.
Drugi wystąpił argonian. Niski, brunatna skóra. Miał jeden kręcony róg, drugi był odcięty przy samej nasadzie.
- Jestem Seeish. Idę - głos miał cichy i piskliwy.
Jednak chyba wolał żeby uciekli przy pierwszej lepszej okacji. Grimes próbował unikać stereotypów, ale wtedy czuł już jego pazury na szyi. Zaczął żałować swojego świetnego planu, ale było już za późno.
- Jaka nagroda? - ktoś odezwał się z tłumu
- Wolność
- Dzisiejsza wolność dla khajita nic nie warta - odpowodział ten sam, kobiecy głos z mocnym akcentem. Jego właścicielką była szczupła khajitka opierająca się o ścianę.
- Wszystko co znajdziecie podczas wyprawy - jeśli powrócicie z tym żywi, dodał w myślach.
Kobieta zastanawiała się przez sekundę. Ale porucznik zauważył ten błysk w oku khajitki. Bardzo łatwo ich przekupić skarbami których pewnie nigdy nie zobaczą.
- Hicko, idziemy - zwróciła się do swojego kumpla siedzącego na ławce.
Hicko wstał i okazało się że był on potężnie zbudowanym redguardem, wyższym od porucznika Angra o dobrą stopę. Wyglądał jabky nie wygiął dotąd krat tylko z grzeczności. I choć bardzo silny, wydawał się raczej tępawy. Musiał być czymś w rodzaju ochroniarza kocicy.
Reszta więźniów albo spała, oglądała zamieszanie albo wogóle je zignorowała.
- Dobrze, jeśli nikt...
- Jeszcza ja, ja - do krat doczłapał się staruszek. Porucznik wcześniej nawet go nie zauważył - Idę z wami!
Powiedzieć o nim że wyglądał słabo to nic nie powiedzieć. Dziadzina był skulony, kościsty i ogólnie wyglądający jakby miał się rozlecieć na wietrze.
- Człowieku, odpuść sobie
- Panie, spędziłem całe życie jako biedak i przybłęda. Pozwól mi chociaż umrzeć z honorem.
- Jak takie twoje życzenie... tylko nie spowolniaj wyprawy - Grimesowi zrobiło się żal starca. Ale jeśli jego wolą jest umrzeć w cierpieniu, to kimże jest Grimes żeby się z to wolą kłócić.
I o to stała przed nim grupa Pięciu Komapanów. Smarkacz, niepokojąca gadzina, chciwy kot, tępy olbrzym i staruszek z jedną nogą w grobie. Mogło być lepiej. Ale mogło być też gorzej. Chyba.
- Strażnik, otwórz cele
Może byli fałszywi zdrajcami, głupcami, zbrodniarzami. A może nie. Nie miało to dużego znaczenie. Grimes nie planował dłuższej znajomości z nimi. Jeszcze nikt nie wrócił z Blackreach.
***
Wszystko zaczęło się trzy miesiące temu, kiedy w ruinach jednej z dwemerskich fortec jakiś badacz odkrył korytarz wiodącu głęboko podziemię. Dwemerski miasta słyneły z zawiłych korytarzy i tajnych przejść, ale ten był wyjątkowo długi, a po jakimś czasie zaczął się zmieniać w serię jaskiń. Podobno znalazł on tam legendarne dwemerski podziemne miasto, Blackreach. Badacz odkrył tam wiele klejnotów i cennych metali. A przynajmniej tak uważał, bo kiedy wrócił do miasta był kompletnie oszalały i ledwo mógł złożyć sensowne zdanie. Bełkotał coś o końcu świata i czarnych znakach. Po jakimś czasie znaleziono go martwego. Przed śmiercią węglem narysował na swojej klatce piersiowej czarny krzyż. A później wbił w niego sztylet.
Od tego momentu było coraz gorzej. Co poniektórzy “poszukiwacze skarbów” zachęceni wizjami bogactwa wyruszyli na podróż do podziemi. Żaden nie powrócił. Nie duża strata, głupcy zawsze będą głupcami, powtarzał Grimes. Dużo większym problemem stały się “czarne znaki”. Po mieście bowiem zaczęły się na murach i ścianach pojawiać czarne krzyże. Czasami udało się łapać ludzi na gorącym uczynku kiedy je rysowali, ale ci nawet na torturach wypierali się żeby kiedykolwiek takie krzyże tworzyli. A później zaczęły się zniknięcia. W całym mieście zaczęto ludzie przestawali z dnia na dzień istnieć, jakby rozpływali się we mgle. Nie było żadnego domysłu kto zaginie kolejny. Znikali biedacy, wojownicy, urzędnicy jak i kapłani. Przed zaginięciem podobno nie wykazywali żadnych oznak, ale często później w ich pokojach znajdowano całe ściany w znakach. I każdy wiedział, że przyczana tego szaleństwa musi leżeć w Blackreach.
***
Od samego początku wszyscy wiedzieli o co chodzi. Nikt nie zamierzał darować im życia za trywialne zadanie. Wiedzieli że chodzi o wyprawe wgłąb ziemi.
Przed tym jednak Grimes musiał ich uzbroić. Nord i reguard wzięli ciężkie zbroje i miecze ze zbrojowni. Shamari, bo tak nazywała się khajitka, wybrała lekką skórzaną zbroję, nóż i krótki łuk. Argonian Seeish wziął tylko sztylet, bo uznał że zbroja tylko by mu przeszkadzała w skradaniu się. Ta uwaga sprawiła że Grimes coraz bardziej był przerażony jaszczurką. Jedyny problem był ze starcem, na którym każda zbroja wisiała. W końcu udało się znaleźć leciutki kaftan i króciutki miecz które ten mógł udźwignąć.
Później Angra wziął ich wszystkich do tawerny żeby mogli się najeść i wyspać. Zdradził im też plan wyprawy. Nie był on jednak skomplikowany, brzmiał “iść do Blackreach i sprawdzić o co chodzi”. Grimes nie miał pojęcia czego ma się spodziewać.
- Co się w tym mieście do cholery dzieje?! - prawie wykrzyczał załamany porucznik.
Następny dzień zaczął się kolejną okropną inforamcją. Hrokvila znaleziono martwego w jego pokoju. Jego klatka była przebita, a wcześniej przekreślona węglem. Nie było widać żadnych śladów walki, młodzian leżał na łóżku jakby zrobiono to w jego śnie. Grimes wypytał reszte więźniów czy cokolwiek słyszeli lub widzieli, ale każdy zaprzyczył. Później obejrzał ich bronie, żadna nie miała śladów zabójstwa. Nie byłby to jednak problem wykraść się, zabić, a później wyczyścić swoje ostrze. Szczególnie jeśli ten ktoś lubił się skradać, pomyślał Grimes spoglądając w stronę Seeisha.
Porucznik jednak nie mógł już anulować swoich planów, więc jedyne co mógł to wyruszyć ze swoją “drużyną” w stronę dwemerskiego miasta. Gdy jednak przekraczali bramę, usłyszał kroki i znajomy głos wołający za nim.
- Poruczniku, słyszałem że brakuje Panu jednej osoby. Stanowczo nalegam żeby mnie Pan zabrał – powiedział zsapany sierżant Gutrim – Wybrałemnajlepszego mojego chłopa, Jochela, żeby zajął moje miejce. Zna go pan, on jest świetny człowiekiem, mądry jak sowa. Napewno utrzyma w ryzach...
- Cicho, już dobrze sierżańcie
Grimes nie chciał narażać Gutrima, był on jego jedynym prawdzim przyjacielem w tym cholernym mieście. Spojrzał jednak po reszcie swoich kompanów i uznał że dobrze by było mieć przy sobie kogoś kto nie jest kompletną tajemnicą. Jego poostura i umiejętności walki były też miłym dodatkiem.
Dobra sierżańcie, mam nadzieje że jesteście spakowani bo wyruszamy
Mam wszystko przy sobie porucznku! - z radością oznajmił Gutrim
I tak o to po ciężkim początku, cała szóstka wyruszyła. Tak właśnie się zaczeła się okropna misja, która miała się skończyć w samym sercu Blackreach.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl