Cieszę się, że nadal ktoś pamięta o Lionheart. Moja gierka dzieciństwa, która przeszedłem tysiące razy, prawie zawsze postać robiłem w inny sposób. Ostatnio zacząłem ją przechodzić ponownie. Gierka ma swoje wady, bugi w sklepie, w walce (szybkość ataku). Ale trudności bym do wad nie wrzucał. Dla mnie jest to zaleta.
Brak wskaźników na mapie to nie jest wada, dlaczego mam mieć podane wszystko na tacy. To się sprowadzi do tego że dialogi będą skipowane a przechodzenie gry niczym zoombie od wskaźnika do wskaźnika. Jakiś wysiłek intelektualny musi być. Ta gra jest prosta jak budowa cepa. Wszystkie informacje są w dialogach, czasem trzeba jednak pomyśleć żeby móc skojarzyć lokalizację.
Co do questów w kanałach się zgodzę. Tam jest zbyt dużo chodzenia i to jest chyba jedyna męcząca część gry. Reszta jest przyjemna.
Lionheart zawsze mnie pozytywnie zaskakuje np kilka dni temu zawalilem kryta 90+ dmga grając pod pięści. No ale gierka sama w sobie jest surowa. Źle zrobisz postać czyli bez przemyślenia wydasz punkty to gierka będzie się mścić i zmusi do grania w sposób jak opisał autor tego tekstu.
O tej gierce można pisać i pisać. Nie znam ludzi którzy w to jeszcze grają oprócz mnie i wujka z którym często pykalem multiplayer. A na multi silnik gry wciąga swój najlepszy towar i respi się duuuzo potworków do zbicia :D
Pozdrawiam