Współcześni gracze TO SĄ idioci. Więc jak inaczej mają być traktowani?
Taka już kolej rzeczy, że jak coś się staje masowe, to jest skierowane do idiotów i taki też poziom reprezentuje. Dlatego np. najlepsze gry powstawały w czasach, gdy bardziej od słupków w excelu liczyła się wizja i ambicja twórców, w czasach zanim gaming stał się rozrywką masową, tj. kiedy bardziej stanowił formę realizowania czyichś pasji, a nie jeden ze sposobów skutecznego drenażu portfeli idiotów. Pieniądze i kreatywność nie idą ze sobą w parze. Albo się coś robi od serca, albo dla kasy. Nic odkrywczego, tak samo jest przecież z filmami, muzyką i wszystkim innym.
[link]

Serio ktoś w ogóle zwraca uwagę na te wszystkie bezwartościowe oceny i "recenzje" od graczy? Tak trudno niektórym zrozumieć, że większość ludzi to idioci (również na tym forum) i zawsze jak będą mieli coś oceniać to 3/4 opinii będzie spolaryzowanym rynsztokiem?
Nie ważne czy pozwoli im się oceniać grę (czy cokolwiek) po zakupie, przejściu jej czy po prostu bez ograniczeń - zawsze dostaniemy taki sam syf, bo na takim poziomie po prostu są ludzie. Świata nie zmienicie, zamiast z tym walczyć lepiej zapewnić w jakiś sposób odpowiednie filtrowanie tych wartościowych opinii (ale nie poprzez głosowanie ogółu, bo to da taki sam efekt wojenek na spolaryzowane głosy, tyle że pod recenzjami zamiast gier). Bez tego nie ma znaczenia czy czytamy recenzje na Steamie, Metacriticu, Filmwebie czy gdziekolwiek, i tak trzeba kopać w morzu syfu 0/10 vs 10/10.
Obok przykład pierwszych lepszych ocen z dwóch różnych platform dla przeciętnej gry 6/10 (zdaniem Steam i Metacritic). W jaki sposób te "recenzje" mają mnie do czegokolwiek przekonać? W jaki sposób mają mi coś powiedzieć o samej grze? Po co to w ogóle coś takiego pisać? Po co to w ogóle coś takiego czytać?
Teoretycznie remedium na to wszystko powinny być porządne recenzje zaufanych serwisów i recenzentów, ale w dobie sypania kasą przez wielkie korpo za pozytywne oceny swoich produktów oraz zatrudniania przez pomniejsze redakcyjki rozmaitych dziennikarskich miernot (w branży filmowej zwanych "krytykami") z przerostem ego, tworzących takie same wypociny jak większość ich czytelników, sposób ten też się nie sprawdza.
Wniosek jest taki, że najlepiej więc samemu wszystko sprawdzać. Kiedyś były wersje demonstracyjne, dzisiaj substytutem tego może być co najwyżej obejrzenie gry na YT i dopiero ewentualna decyzja o zakupie.