Szkoda, że ograniczenie do Lola, bo oczywistym wyborem byłby Johnny Cage. Z samego League of Legends na pewno pierwsi na myśl przychodzą królowie publiczności - Sett i Draven, ale ich metody są dość brutalne, a i gaża pewnie niemała. Każdy zresztą wie, że porządna impreza powinna mieć dwóch gospodarzy. Idealnie nadadzą się więc Nunu i Willump. W tych czasach nękanych globalnym ociepleniem mroźny yeti zadbałby o śnieg i związane z nim atrakcje, jak żonglerka czy bitwa na śnieżki. Chętne dzieci mogłyby również wskoczyć mu na plecy i przez chwilę poczuć się jak Nunu. Pocieszny chłopak zaś dla równowagi ogrzewałby śnieżną atmosferę grą na flecie i żartami godnymi wujka przy wigilijnym stole. Bez wątpienia wprowadziliby wśród publiczności atmosferę przyjaźni i szczęścia. A i płacić im nie trzeba zbyt wiele- potraktują to jako przygodę.
Myślę, że do przemówienia bałwanom do rozsądku potrzebny jest ktoś o sercu zimnym jak lód, krótko dowódca mówiąc musi być ulepiony z tej samej gliny (czy też śniegu), co jego podwładni. Do tego opisu idealnie pasuje najchłodniejszy sk...syn, jakiego znają gry video, czyli Zoran Lazarević z Uncharted 2. Oczywiście słynął on z dość okrutnych metod i luźnej interpretacji przepisów konwencji genewskiej, więc wiele bałwanów mogłoby zginąć z ręki nieusatysfakcjonowanego wodza, a i procesy o zbrodnie wojenne ścieliłyby się gęsto. Jednak jak on sam twierdził, każde zwycięstwo ma swoją cenę. Jak już przy cenie, to koszty jego usług byłyby relatywnie niewysokie. Z jakiegoś powodu przyjmuje on płatności w żywicy (pasjonat bursztynu?), a i sam fakt uczestniczenia w wojnie jest dla niego nie lada gratką. Poza tym wynajęcie grajków to umilania mu czasu serbskimi pieśniami narodowymi, np. "Tamo Daleko" powinno ostatecznie przekonać go do współpracy.