Ponury grudniowy dzień. Rok 2020 nie oszczędza i nie zna litości, przekonałeś się o tym aż za dobrze. Jednak tym razem przesadził - Twoje starannie malowane bombki pękają jedna po drugiej, tuż przed ukończeniem dzieła życia. Przy pierwszej wydawało się, że był to przypadek, ot, położona za blisko krawędzi stołu, zdarza się. Druga wzbudziła już więcej podejrzeń, jednak dopiero przy trzeciej uznałeś, że coś jest na rzeczy. "Hmmm... zaraza..." mruknąłeś pod nosem, cytując starego znajomego. Odkąd nadrabia czas z córką nie widzicie się tak często jak kiedyś.
Myślisz jak przełamać zła passę i wtem przypominasz sobie o starej, profesjonalnej pomocy przy sytuacjach beznadziejnych - Lemmingi. Te małe stworzonka, niczym świąteczne elfy, pracując dzień i noc, tworzyły drogę do wyjścia z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji, z niebywałą precyzją (czasem aż za nadto), postępując według wytycznych - niewątpliwie mają fach w rękach. Chwytasz telefon, wybierasz numer. Po trzech sygnałach ktoś odbiera, szybko mówisz o co chodzi, jakby od tego zależało Twoje życie. "Wo ho!" słyszysz w odpowiedzi, po czym rozmowa się kończy. W przeciągu pięciu minut masz u siebie w mieszkaniu całą armię robotników (jakoś znaleźli drogę do Ciebie, mimo to, iż nie podałeś adresu). Nie minęło kolejnych dziesięć minut, a bombki pomalowane według przedstawionego przez Ciebie szkicu. Ponad to postawiły i udekorowały choinkę, miło z ich strony. Po wszystkim wyszły bez słowa zostawiając niemal idealny porządek. "Jedno stłuczone okno się nie liczy, widać instrukcje nie były dla któregoś przypadku zbyt jasne" myślisz siadając w fotelu i podziwiając dzieło tych małych stworzonek. A może by tak spróbować pomalować jeszcze choć jedną...