Nie dziwię się, że 2048 jest częściej ogrywany niż oryginał, skoro jest darmowy, a oryginał kosztuje 6 zł. Rzeczywiście smutne by było gdyby obie były darmowe (albo podobnie płatne), a jakiś klon stałby się bardziej popularny od pierwowzoru, ale tak... to zupełnie inna bajka.
Zgadzam się również z komentarzami, że grafika w grach nie jest najważniejsza, że ważniejszy jest gameplay. Nie widzę natomiast związku pomiędzy stwierdzeniem "gameplay>grafika" a "grafika na zwiastunie =/= grafika w grze. Dla mnie problem pojawia się właśnie wtedy kiedy wydawcy oszukują nas prezentując grafikę, która później nie ukazuje się w samej grze - moim zdaniem takie coś trzeba bardzo mocno piętnować i nie ma tu miejsca na tłumaczenia - nikt przecież im nie każe prezentować gry z jakimiś kosmicznymi efektami, żeby potem tłumaczyć się "ojej, no chcieliśmy ale komputery/konsole tego nie udźwigną" - to nich albo pokazują coś czego są pewni, że to pójdzie, a potem co najwyżej to poprawiają jeśli okaże się, że mają zapas mocy, albo - jeśli w ten sposób nie są w stanie - to niech nie pokazują gameplayów 2 lata przed premierą gry - czy to jakiś odgórny przymus? Chyba nie... Strasznie to wkurzające. Jeśli to pomaga budować hype i chcą to zrobić - ok, mogą, tylko wtedy niech będzie to gwarancja, że prezentowana gra po wydaniu będzie mniej WIĘCEJ taką jaką pokazują (może się zmienić na lepsze oczywiście) - jeśli nie są w stanie to tego osiągnąć - niech nie tworzą hype'u... Przecież to jakaś paranoja.
Ale to tak samo jak z wypuszczaniem niedopracowanych/nie działających gier - wszyscy psioczą na SimCity, Battlefielda, Batmana i tak dalej i tak dalej (coraz więcej ostatnio) a kolejne rekordy sprzedaży i tak padają. Mój znajomy - wielki fan Batmana - co się nawściekał na Origins (notabene dalej mu nie działa multi - non stop go wywala (pół roku po premierze...) to już jego będzie na zawsze, w siwych włosach, a po zapowiedzi nowego i tak powiedział, że pewnie od razu zamówi w preorderze. No zgroza, ludzie ogarnijcie się.
I tak tak - teraz możemy sobie ponarzekać na kłamiące trailery, a potem i tak wyjdzie kolejna gra np. EA (nie wiem czemu taki przykład mi przyszedł do głowy jako pierwszy :P), wszyscy przymkną oko na kłamstwa, "bo przecież gra i tak jest bardzo dobra" (to chyba jednak nie EA). I zobaczy to Ubisoft i pomyśli sobie "ej kurde, co jest? Oni robią fake trailery - w ten sposób buduja hype i podbijają sprzedaż, a ludzie potem sie i tak nie czepiają? (=w wynikach sprzedaży) Dlaczego my mamy być stratni nie robiąc hypu?" i idzie dyrektywa do zespołu pracującego nad nowym Assasinem (czy czymkolwiek innym) że mają zrobić to samo. A potem to widzą kolejni i kolejni. I tak będziemy kroczek po kroczku, niezauważalnie, się przesuwać - każdy będzie dokładał coraz więcej ponad fakty do trailerów kolejnych gier (=> Prawo Webera-Fechnera) aż w końcu wylądujemy w papce z reklam Gillette, albo Axe.
No własnie, z drugiej strony to się dzieje wszędzie - reklamy w TV jakichkolwiek produktów to przecież taka sama jedna wielka papka. Kupisz Axe - będzie się za Tobą uganiała gromada dziewczyn, kupisz Ariel - upierzesz niewypieralne plamy z wina, kupisz te jeansy - będziesz tak sensowny/seksowna jak ta modelka, kupisz Audi - Twoja poniedziałkowa podróż do pracy stanie się iście eterycznym doznaniem... i tak dalej i tak dalej. Sranie w banie. To wszystko to są bardziej przerysowane lub bardziej zakamuflowane kłamstwa i drobne marketingowe manipulacje, które weszły również do gier. Czuje taki smutek kiedy sobie myślę, że w cenach produktów opłacam te wszystkie milionowe kampanie zaprojektowane tylko na to żeby robić mi wodę z mózgu ... Gdzie i kiedy były te piękne czasy kiedy reklama miała za zadanie po prostu poinformować Cię, że jest taki produkt, którym możesz być zainteresowany. Cenne, bo inaczej mógłbyś w ogóle nie wiedzieć o jego istnieniu. Boje się, że causalizacja branży gier wprowadza do niej także coraz głupszych konsumentów... (widzę po swoich znajomych, którzy jakoś ostatnio hurtowo kupują konsole poprzedniej generacji, bo tanie i gry do tego "jakieś tam, podobno dobre" - a są to ludzie nie za bardzo interesujący się grami, a nawet jak interesujący, to mają mniej czasu niż pieniędzy na kupienie gry w ciemno (i w ten sposób psują rynek dranie jedne... <= bo to idealne miejsce na działania marketingowe) i właśnie wszystko może zmierzać w kierunku tego co opisałem wyżej... nie wiem czy można się jakoś przeciwstawić.
Suma Sumarum - apeluje.
Do wszelkich growych redaktorów - szykanujcie wszelkie marketingowe szachrajstwa i manipulacje producentów i wydawców - w trosce o bezpieczeństwo swoje, graczy, oraz pozostałych wydawców.
Do graczy - o przemyślane zakupy i wytrwałość w postanowieniach (ja dalej nie mam SimCity na znak prostestu, chociaż na początku aż mnie skręcało :P ale to musi być duży ruch, bo co po tym, że 100 osób nie kupi nowego CoDa, jak milion kupi...)
Do marketingowców - idźcie do diabła.
Pozdrawiam.
P.S. Szacunek dla CDRed za przełożenie Wiedźmina - jeśli miał wyjść niedopracowany, to tylko pogratulować - zrobili to czego nie zrobi EA i wielu innych, bo "o Boże Boże" stracimy jesień / stracimy Boże narodzenie / stracimy Wiosnę, a na wakacjach przecież nie możemy nic wydawać, bo się nie sprzeda" o rany rany, jak jesteście tak nieudolni, to albo rezygnujcie z idealnych terminów premier, albo przestańcie skąpić i zatrudnijcie więcej ludzi. Proste. A nie róbicie sobie kpiny z graczy, którzy płacą Wam najwięcej (w dniach premiery) - a tym bardziej, ze bądźmy szczerzy ostatnio te seriowe gry prawie się od siebie nie różnią - czasem nie rozumiem jak z działającej poprzedniki, po tak małych zmianach może wyjść coś tak niedziałającego (*magic level over 9000*). Jeszcze raz raz wielkie brawo dla CD Red za szacunek do graczy.
Chcemy więcej muzyki!!
Fajnie gadacie, dobrze sie słucha, lubię te rozkminy. :) Mimo, że nie zawsze moje klimaty (choć czasem wręcz właśnie moje) to straszną frajdę sprawia mi zerkanie na YT i porónwywanie tego co mówicie ze swoimi wrażeniami - ciekawą muzykę wybieracie.
Co do koncertów to polecam Wam chłopaki post-rocka. Nie wiem czy lubicie/słuchacie, ale serio nawet jeśli lubicie 'tylko trochę" to i tak się wybierzcie konieczne! Przestrzeń i energia tej muzyki w przynajmniej średnio nagłośnionym klubie po prostu wgniata i pochłania (jest to jeden z niewielu gatunków muzyki który w zasadzie pod prawie każdym względem lepiej brzmi na żywo niż na albumach - z reguły jest to coś za coś). Jeśli lubicie muzykę definiowaną przez emocje to właśnie tam! Nie wiem może nasze Tides From Nebula wpadnie kiedyś do Krakowa, może pg.lost znowu, albo poszukajcie czegoś w tym stylu. :) (jeśli jeszcze na takich koncertach nie bywaliście :P)