Cały koncert z pewnością będzie piękny. Utwór, bez którego go sobie nawet nie chcę wyobrazić to symfoniczna wersja kołysanki Zeldy z Ocarina of Time na N64.
Chyba właśnie w momencie gdy Link po przedarciu się przez labirynt strażników pierwszy raz spotyka księżniczkę był chwilą, w której moja 9-cio letnia wtedy osóbka zakochała się na zawsze w tej serii (i platonicznie w głównym bohaterze :).
Choć moje zainteresowania ewoluowały ogólnie w fantastykę i gry komputerowe, bardzo chętnie powracam do Zeldy na N64. Jak na swoje czasy te gry (OoT & MM) były wspaniale zrealizowane. Piękna muzyka, grafika na miarę możliwości tamtego sprzętu, a przede wszystkim ciekawa fabuła i postaci stworzyły niesamowity klimat, który wciąż mile wspominam. Grałam w różne gry, ale chyba nic nie zastąpi uczucia ukończenia swojego pierwszego „poważniejszego” tytułu. Dla mnie to właśnie The Legend of Zelda: Ocarina of Time