Po ograniu kampanii i operacji w multi muszę stwierdzić, że jest lepiej niż mi się na początku wydawało. Szczególnie multi w coopie jakoś wyjątkowo u mnie zakoczyło. Przypomina mi to wymieszanie Helldivers 2 z Darktidem, które potrafi wygenerować naprawdę epickie starcia i last standy, szczególnie na wyższych poziomach trudności.
Kampania to jakies 6-10 godzin łaskotania fanów uniwersum WH40k różnymi pierdółkami i smaczkami. Jeśli Gears of War komuś się podobało, to tutaj też się będzie dobrze bawił, bo za wyjątkiem mechaniki chowania się za zasłonami, gra jest w swoim schemacie bardzo podobna. Biegamy od areny do areny i naparzamy wszystko co się rusza i nie krzyczy "za imperatora" z tymże tutaj premiuje sie bardziej agresywny styl gry. Wiadomo - w GoW graliśmy lamusami, którzy musieli się chować za zasłonami żeby przetrwać starcie a tutaj gramy Space Marinem i to zasłony chowają się za nami, zeby przetrwać;)
Gra robiona jest z myślą o coopie, i widać to doskonale w misjach gdzie trzeba coś ochraniać przed zniszczeniem. Na botach nie ma co polegać i trzeba być czasem w 2 miejscach na raz i jeszcze odganiać od siebie wrogów. Po treningu da się to zrobić ale dużo przyjeminej jest w multi. Single to dla mnie takie 8/10 (dodaje jeden punkcik za świetne przedstawienie uniwersum, które lubie) ale multi to już spokojnie mocne 9/10.
Takiej kontynuacji Space Marine oczekwiałem i liczę na jeszcze więcej tego samego w przyszłości, bo zwyczajnie brakuje mi takich gier, gdzie chodzi o zwykłą, staroszkolną rozwałkę bez "przekazów" innych ideologicznych pierdół.
Nie no jak przeszedłeś grę na ANIOLE to musisz być wyjatkowym twardzilolem robiolony
Pierwsze pare misji za mną i z rzeczy które mi się od razu rzuciły w oczy ( a w zasadzie w uszy), to muzyka. W porównaniu do jedynki to jest jakieś tam rzępolenie, które całkowicie ginie w tle wystrzałów i wybuchów. Brzmi to jak ścieżka dzwiekowa z filmów klasy B. Szkoda. Coś co mogło by jeszcze bardziej spotęgować Warhammerowski klimat, jest niestety w tej grze całkowicie nijakiei raczej żaden patch już tego nie zmieni.
Czuje też, że płynność walki mocno kuleje przez to, że nie można odzyskiwać zdrowia przez finishery tak jak było w pierwszej części. Ewidetnie twórcy poszli w kierunku grania w coopie i chyba nie ma co samemu bawić się w wyższe poziomy trudności niż normalny, bo to zakrawa o masochizm. Tutaj mam nadzieję, że jednak twórcy coś pozmieniają w jakimś updacie.
Nie jest zle ale mogło być dużo lepiej. Zobaczymy jak w to będzie się grało w multi.
Dlaczego miałbym się powstrzymywać od komentarzy?
Nie no nie martw się. Żartowałem. Każdy może robić co mu się podoba. Ja mogę sobie poobśmiewać nieliczną grupę kobiet -turbo feministek - wraz z ich armią przydupasów, którzy świat widzą zero jedynkowo, czyli "kto nie jest z nami jest naszym wrogiem" i Ty oczywiście też możesz sobie komentować kogo chcesz, kiedy chcesz i jak chcesz.
Moment. Jeśli można robić co się chce, to nie powinieneś mieć problemu. Mimo to jak piszesz zamierzasz olać kolejne hobby z powodu zmian - czyli wbrew temu co piszesz MASZ PROBLEM.
Jesteś absolutnie pewien, że nie potrzebujesz jakiegoś terapeuty?
Moment - jesli nie pisałem do Ciebie, a najwyrazniej nie wiesz do czego się odniosłem, to czy nie powinienes powstrzymać się od komentarzy? To "kolega" pisał wcześniej , że jak wydadzą nowe modele żeńskich Custodes to forma zarobi bo kolekcjonerzy to kupią. Kolekcjonerzy tak samo kupią zwykłych Custodes. Bez cycuszków. I firma nie bedzie musiała się tłumaczyć reszcie fanów, którzy mają ból dupy o babeczki w tej frakcji. I jeszcze pozniej pisze o tym jak to mozna sobie robic co się chce, malować jak się chce. Troche to takie niespójne. Jak by jednak podszyte jakąś agendą:D
Bo zarobia na tym wiecej niz straca na kolesiu co Ma wyjątkową alergię na kobiece wojowniczki. I tyle cipsonie. A teraz myk do lekarza
Przyznnaj się - zajrzysz pierwszej Custodiance pod pancerzyk i podotykasz plastikowych cycuszków? Bo ty to taki wariacik-skandalista jesteś:D
"Ale to problem z toba a nie GW. A jak potrzebujesz psychoterapeuty idz do lekarza, za darmo porad ci nie bede dawal."
Żaden problem. Star Wars olałem a jarałem się tym od dzieciństwa więc WH40 k też oleje jak już pozostaną tylko Karyny w pacyrzach.
Ass - wiedziałem że wjedziesz z Demonetkami ale chodzi mi o odpowiedniki Space Marine w spódnicach czyli upadłych Sisters of Batttle. Demonetki raczej nie kojarzę żeby w lore miały określoną płeć. A co do reszty to wracamy do mojego pierwotnego pytania - skoro można sobie z figurkami robić co się podoba, to po co robić babskie Custodes? Przecież można nie mieszać w lore, wydać nowe figurki nazwane Custodes i niech tam sobie fani robią co chcą z nimi.
A AOS mnie nie interesuje bo to oficjalnie różne systemy.
Hayabusa - to jest forum o grach więc jest to jedyne miejsce do marudzenia o takich sprawach. Jak bym marudził na forum szydełkowania albo piłki nożnej to by to sensu nie miało;)
To nie tak, że mnie jakoś specjalnie dupa boli z powodu tego co się dzieje. Widze już od dawna zmiany jakie GW wprowadza żeby się podlizać aktywistom i wiem, że prędziej czy później będzie to kolejny Star Wars. Czyli takie coś dla wszystkich i jednocześnie dla nikogo.
I nie wydaje mi się że jestem w większości bo większość - tak ja słusznie wcześniej zauważył Pan Ass - kupi co tam im się w pudełko wrzuci. Mam wyjątkową alergię na kobiece wojowniczki z racji tego, że przez wiele lat musiałem przyglądać się prawdziwym "wojowniczkom" w mundurach i zwyczajnie łatwiej mi jest uwierzyć w Latającego w kosmosie Angrona, niż w kobiete - wojownika kopiącą dupy facetom - wojownikom;)
No niestety ale aktywiści muszą obrzygać swoimi mądrościami wszystko co trafia do mainstreamu. Nawet głupie figurki postaci z fikcyjnego świata fantasy. Oczywiście interesują ich tylko te figurki, które są po dobrej stronie mocy, bo po stronie Chaosu to figurek kobiet czy murzynów tak łatwo nie znajdziesz. Pewnie dlatego, że taka Sister of Battle Nurglea przypominała by za bardzo feministyczną aktywistkę. A murzyn Chaosu to już by 2 wojnę secesyjną w USA wywołał. A przecież Black Legion aż się o to prosi. Abbadon z Afro? Kto tego nie kupi:D
Moim zdaniem z tego co wymieniłeś to Rouge Trader i Darktide mają na pewno najwięcej zawartości i potencjał na jak najdłuższą zabawę.
Rouge Trader jest już połatany w stopniu wystarczającym do grania bez obaw o zwiechy. Podstawowa gra bez korzystania z podpowiedzi starczy na ok 100-120h. Z wad wymienił bym takie:.
-Jeśli się coś spieprzy przy konfiguracji druzyny,to większość starć będzie się niemiłosiernie dłużyć, bo prawie zawsze walczy się z kilkukrotną przewagą przeciwnika;
-Jest dużo tekstu po angielsku i bez voice actingu;
- Masa umiejętności do wyboru po uzyskaniu nowego poziomu. W połączeniu ze stosunkowo szybkim systemem levelowania dosyć łatwo się w tym wszystkim pogubić.
-Brak interakcji z otoczeniem jaki mamy w grach Larian. Nie przesuniesz sobie skrzyneczki ani talerzyka. Wszystko i wszyscy czekają aż do nich podejdziesz i klikniesz na nich tylko jak da się ich podświetlić.
Jak Ci to nie przeszkadza i oczywiście lubisz gry RPG z turowym systemem walki, to bierz gre w ciemno.
Darktide - też nie lubie coopu i niestety jeszcze nie można tak jak w Vermintide grać z samymi botami. Boty są tylko do momentu aż ktoś się nie dołączy do druzyny. A z losowym matchmakingiem wiadomo jak to często jest - dwóch chce robić misję ostrożnie i wolno, jeden zapierdziela do przodu na hura a ostatni po 20 minutach grania i ostatnim ataku hordy akurat musiał iść do kibla i rozwala całą obronę. Na pewno przy zakupie trzeba brać pod uwagę najważniejszą cechę tej gry - Jak się już zacznie misję, to trzeba dojechać do jej końca żeby dostać nagrodę. Dlatego lepiej od razu zakładać, że bez stałej ekipy z Diskorda będzie to mocno losowe doświadczenie. Idealne na 30 min partyjkę po pracy. No chyba że w 29 min wszyscy zginą i nie dostaniesz nic;) .
Deathwing to taki ubogi starszy brat Darktide. Fajny klimat i potencjał, ale sam schemat rozgrywki szybko staje się powtarzalny. Wybierasz sobie broń, która najbardziej Ci pasuje i w zasadzie jedziesz z nią do końca walcząc na podobnych planszach z dosłownie trzema czy czterema rodzajami przeciwników. Mówimy tu o ok. 10h grania, żeby ograć i zobaczyć wszystko i to tylko dlatego, że w tej grze poruszasz się baaardzo powoli.
"Czyli bedziesz wspieral lewacka Woke firme wrzucajaca kobiety gdzie popadnie XD"
Czyli będę wspierał firmę Sabre, która zrobi dobry produkt i pokażevGames Workshop, a w zasadzie ich zarządowi, czego oczekuje od przyszłych produkcji syngowanych logiem WH40k.
"Wiec pomin watek kobiety custodes w codexie ACustodes na stronie XX? Przerzuc kartke, problem z glowy? Mozsz sobie nawet markerem to zamazac albo zakleic zolta karteczka! Tyle mozliwosci! lol"
Jeśli taki wątek trafi do gier czy książek to ciężko go bedzie zakleić czy zmazać. Poza tym tu chodzi o prostą zasadę - daj palec a utną Ci rękę. Liczę że społeczność do tego nie dopuści.
"Ja tak zawsze, nawet w realu. Inni sie przyzwyczaili ty tez mozesz XD Albo po prostu nauczyli sie nie gadac przy mnie bzdur ktore moge z miejsca odwrocic."
Jakoś wątpie w to, że jak byśmy zobaczyli się w realu to tak byś się tak do mnie odzywał, więc nie bujaj w obłokach i zejdz na ziemię.
Ty chyba robiłeś magistra z wytykania komuś czegoś, czego nie napisał, więc nie rób ze mnie jakiegoś ultra prawicowca, bo trochę się mijasz z prawdą. Jasno napisałem czego oczekuje od uniwersum WH40k ale jest ono na tyle wielkie, że znajdzie się w nim miejsce dla miłośników kobiet w pancerzach. One już tu są i wydają się pod pewnymi względami lepsze od swoich męskich odpowiedników. W końcu ciężko znaleźć jakąś Sister of Battle która w oficjalnym lore uległa chaosowi za to Space Marines jest cała masa. Więc po cholere ładują baby do Custodes.
Co do gier napisałem - ZOBACZĘ! Bo jeśli Space Marine 2 będzie taki jak część pierwsza to zagłosuje portfelem i kupie, bo to będzie to czego oczekuje od gry z tego uniwersum czyli gry o wielkich facetach z wielkimi karabinami strzelających do różnych absurdalnych przeciwników.
W Rogue Traderze homo wątki były opcjonalne, więc je pominąłem dlatego w ogóle mi nie przeszkadzały w świetnej zabawie. Jeśli stworzyli by dodatek, który rozwijał by akurat tą część gry to oczywiście bym jej nie kupił. A jak były by to jakieś nowe lokacje i nowi wrogowie to jak najbardziej.
Nie identyfikuje się ze spermiarzami tylko z osobami, którym nie podoba się zmiana lore a których nazwałeś w taki a nie inny sposób. Znaczenie tego słowa mnie nie obchodzi ale wierze że dla Ciebie jest to coś o wielkim znaczeniu i uwielbiasz rzucać tego typu wyrazy w dyskusjach. Na pewno Twoja samoocena rośnie jak komuś w ten sposób pociśniesz, więc rób to co lubisz robić. Człowiek musi mieć jakieś radości w życiu.
A co do kryzysu - zobaczymy pod koniec roku jaki będzie kurs. Może masz rację. Może nie. Przyszłość pokaże.
I w koncu sie tego doczekalem. Analne fiksacje prawicy. Za KAZDYM razem predzej czy pozniej sie pojawiaja XD
A ja doczekałem się tego oskarżenia, które pojawia się zwsze w tego typu dyskusjach, jeśli ktoś próbuje okazać chociaż cień tradycyjnego podejścia do życia.
Jeszcze raz. Powoli. Żebyś zrozumiał.. Nie mam nic przeciwko silnym kobietom w WH40k czy innym fikcyjnym bądź realnym świecie. Na pewno mają swoich amatorów. Jeśli mają dobrze opisaną historię to ją kupię. Tak jak np historia wspomnianej przez Ciebie Ripley czy Sary Conor z Terminatora. Jestem natomiast przeciwnikiem wsadzaniem kobiet na siłę. A tak jak to zrobiono w tym wypadku. Jeden wpis w kodeksie i jeden wpis na oficjalnym forum że były tam od zawsze. To jest słabe pod każdym względem.
Będę głosował portfelem i na pewno nie kupie już żadnej nowej książki czy audiobooka od nich. Z grami zobaczę, bo Space Marine 2 albo dodatki do Rouge Tradera pewnie mimo wszystko kupie.
Reszty Twoich osobistych wjazdów nie chce mi się komentować, bo to typowe kopiuj wklej jakie zwsze ludzie Twojego pokroju prezentują. Wy chyba macie to gdzieś przygotowane w notatnikach na takie okazje. Przypominam, że to Ty zacząłeś od nazywania ludzi, którzy wyrażają niezadowolenie z całej sprawy "Spermiarzami" (cokolwiek to słowo ma znaczyć), więc automatycznie prowokujesz kogoś takiego jak ja do obrazliwych odpowiedzi.
Tak czy inaczej dane finansowe GW za drugi i trzeci kwartał pokażą, kto ma rację i czy to co jest tu tematem dyskusji okaże sie początkiem końca WH40k czy tylko chwilowym i nic nie znaczącym kryzysikiem paru starszych Panów z internetu.
Asmodeus Ale jesteś aroganckim bucem. Pewnie wraz z emigracją na wyspy uroiłeś sobie, że stałeś się Lordem i możesz pouczać plebs z Polski ile to nam brakuje do was, ludzi oświeconych którzy wiedzą lepiej jak mamy żyć i jak myśleć. To że zarabiasz w funtach nie sprawia jednak, że automatycznie jesteś ode mnie lepszy i możesz do mnie pisać w takim tonie.
Co do Love Island, The Kardashians i jaka jest docelowa widownia tych programów, polecam poczytać. Wiem że wiesz wszystko najlepiej ale jednak myślę że warto zerknąć na statystyki i pozwolić liczbą przemówić. Tak żeby Ci ułatwić sprawę, bo pewnie jako osoba o Twoim statusie społecznym nie ma czasu na takie błache sprawy, jak sprawdzenie faktów, podpowiem tylko, że chodzi o kobiety i o to że dla nich jest to taka sama ucieczka w banał jak np. Warhammer jest ucieczką dla faceta.
Troszeczkę lord nadinterpretował to co napisałem wcześniej, więc wyjaśniam już, że Ursula Creed w ogóle mi nie przeszkadza. Cadia to planeta gdzie wszyscy bez względu na płeć musieli być wojownikami i to mi wystarczy jeśli chodzi o uzasadnienie lore. Natomiast wciskanie kobiet do Custodes może rodzić obawy, że za chwilę będą też kobiety Space Marines i tu już tylko krok do tego, by WH40k stał się kolejnym światem, zniszczony przez garstkę feministek i ich męskich przydupasów.
Aż sobie obejrzałem przed chwilą dwie relacje r Youtuberek o tym jak wyglądał Warhammer Fest 2023 r. i powiem Ci w tajemnicy, że za dużo kobiet to tam w kadrach nie naliczyłem. No ale wiadomo. Lord był w sklepie u siebie i na 3 osoby jedna była kobietą, więc szybka matematyka wskazuje że ok 30% fanów to kobiety.
A co do Xeny to brak słów. To chyba Ty lubisz sobie po cichu pod kołderką pobawić się swoim mieczykiem patrząc na Xene. Ja tam wole kobiety które mają kobiece cechy ale jestem tylko zwykłym gościem, z tradycyjnym podejściem do życia. A Lord to wiadomo - musi próbować różnych rzeczy. Żeby życie miało smaczek raz dziewczynka raz chłopaczek.
Asmodeus Widzę, że jak zwykle w przypadku osób promujących lub - w najgorszym razie - akceptujących te wszystkie Woke pomysły, nawet nie chcesz zrozumieć drugiej strony konfliktu, tylko atakujesz, obrażasz i podajesz naciąganą argumentację.
Games Workshop to faktycznie głównie sprzedaż figurek ale zarabiają tez trochę na Warhammer+ ,Black Library i licencji do gier komputerowych a to już coś, dla takich ludzi jak ja. Kupuje gry z tego świata, kupuje książki i audiobooki, więc mam pełne prawo nie zgadzać się z ich polityką dotyczącą lore.
Ostatnie lata pokazały jak różne uniwersa fantasy są niszczone przez wprowadzanie na siłę potężnych babek, które są we wszystkim lepsze od facetów. MCU, Star Wars, Władca Pierścieni to takie najbardziej znane przypadki gdzie zainteresowanie fanów maleje z proporcjonalnie do ilości silnych kobietek w pierwszoplanowych rolach. Dlaczego? Bo to kino głównie dla FACETÓW. Dużych chłopców, którzy lubią sobie po całym dniu ciężkiej pracy obejrzeć trochę wybuchów i bezmózgiej napierdzielanki, gdzie ktoś wszystkie swoje problemy rozwiązuje siłą. I tacy faceci nie chce oglądać filmów w których to kobiety walczą, tylko kogoś z kim się mogą identyfikować. Czyli - Zaskoczę cię - Giga Chada mężczyznę!
W świecie WH40k takimi Giga Chadami są Space Marines/Chaos Space Marines i do niedawna Adeptus Custodes. No ale gdzie tam. Jak to obśmiali twórcy South Parka lepiej żyć według zasady "Put a chick in it and make her Gay" i wrzucać w męskie towarzystwo kobietki. Docelowo pewnie lepsze niż ich męscy odpowiednicy.
Wątpię, żeby taka taktyka akurat w tego typu hobby spowodowała wzrost dochodów GW ale zobaczymy. Może faktycznie się mylę i nowoczesne 20 -30 letnie kobiety zmieniły się w chłopców i rzucą się masowo do kolekcjonowania i malowania figurek. Z pewnością warto oglądać wykresy giełdowe, żeby zobaczyć na ile poważny jest to problem.
I nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek w sklepie z grami bitewnymi powiedział kobiecie, która potencjalnie chce kupić pudełko figurek za 600 zł "hehe idz lepiej ogladaj kardashianki". Chyba mentalnie zatrzymałeś się w latach 90tych jeśli myślisz, że w Polsce, szczególnie w tak niszowym i trudnym do zmonetyzowania hobby, ktoś tak mógł by zrobić i pozbawić się potencjalnego klienta.
Co nie znaczy że 30% wszystkich grających w wh40k czy też co ważniejsze - osób, które interesują się lore tego świata, to kobiety. Ja w lokalnym "Graalu", czyli sklepie w którym było pełno towaru od GW, widziałem tylko facetów. Na turniejach czy kanałach Youtube dedykowanych wh40k też widzę głównie facetów. Na pewno nie ma tam 30% reprezentacji kobiet, bo to zwyczajnie nie jest uniwersum dla kobiet i nie zmienią tego ani kolejne animacje produkowane przez GW, gdzie na głównym planie są ostatnio głównie twarde kobietki, ani nawet Girl Power Custodes. Koniec końców przeciętna kobieta nie zainteresuje się historyjką o wyżynaniu tysięcy demonów i heretyków przez mierzącą 3 metry złotą maszynę do zabijania z macicą. Zamiast tego będzie wolała obejrzeć Love Island albo Kardashianki.
No tak - w świecie stworzonym typowo pod proste wymagania prostego faceta do jednej z najpotężniejszych frakcji trzeba na siłę wcisnąć reprezentację kobiet. Po co? Porzecież to jest zagrywka która ma ucieszyć aktywistów a nie ludzi którzy kupuj książki albo figurki.
Nie bez powodu od zawsze najpopularniejszą frakcją w WH40k byli Space Marines, bo odbiorca docelowy -facet - chce sobie wejść w rolę takich właśnie super samców alfa, którzy nieszczą wszystko co stanie im na drodze a jeśli się to nie uda to umierają za to w co wierzą. Proste Bolter Porn, które 99% kobiet omijaja szerokim łukiem, bo tylko strzelają i strzelają. WIęc jeszcze raz się pytam - komu GW chce się przypodobać takimi decyzjami?
To tak jak by Porn Hub swoim głównym odbiorcom - męskiej, heteroseksualnej populacji -zaczął wciskać filmy z samymi facetami, no bo przecież jak się to nie będzie podobało, to znaczy że jest się homofobem.
Te pół punktu odejmuje za tryb krucjaty, Jako że można na różne sposoby wygładzić to, jak bardzo ten tryb będzie uciążliwy, wada ta jest w zasadzie nieistotna i można ją nawet całkowicie obejść. Reszta jest rewelacyjną przygodą dla fanów gier RPG w klasycznym świecie fantasy. Fabuła, świat, historie związane z członkami drużyny, walka,klimatyczna muzyka, mnogość możliwości budowy postaci, ustawień poziomu trudności i długość gry wstrzeliły się dokładnie w to, czego oczekuje od gry cRPG. Poprzednia część była świetną grą ale ta jest o klasę lepsza. Polecam fanom izometrycznych cRPG.
"A jak wygląda sprawa z zadaniami i krucjatą?" Przyznam szczerze, że ta część gry nie przypadła mi do gustu. Głównie chodzi mi o jej bitewny element. Najlepiej sobie zobaczyć na Youtubie jakie to wszystko jest płytkie i czasochłonne. Na szczęście w opcjach jest możliwość wyłączenia zarządzania krucjatą i tak też na początku 3 aktu zrobiłem. Dzięki temu mogę się spokojnie zająć tym, co jest w grze przyjemne czyli eksplorowaniem mapy i questami.
Z denerwujących rzeczy muszę też wymienić projekt dostępnych NPC ale to już moje subiektywne odczucie. Ich historie są jak nar razie ciekawe i wciągające ale denerwuje mnie to, co już w poprzedniej części mnie wkurzało czyli te karykaturalne,nowoczesne wersje klasycznych archetypów bohatera RPG. Jest Czarnoskóra "paladynka", jest czarnoskóry gej kapłan, jest też gnomia wersja Dartha Vadera. Trochę to za bardzo feministyczne i metroseksulane jak na mój gust i zamiast drużyny najtwardzszych skur!@# w okolicy mamy ekipę, która wygląda jak zbieranina uciekinierów z cyrku i stałych bywalców klubu "Błękitna Ostryga". No ale takie czasy. Poprawność polityczna musi być zaakcentowana nawet w grach RPG i najwyraźniej j żeby gra dostała od wydawcy zielone światło, to ilość twardych kobiet i przedstawicieli mniejszości seksualnych w drużynie musi się zgadzać.
Cała reszta jest jak na razie lepsza niż to, co oferowała cześć pierwsza. Szczególnie soundtrack daje radę. Ostatni taki klimatyczny podkład muzyczny w grrze RPG słyszałem w Divinity OS2 i chyba ten z WOTR podoba mi się nawet jeszcze bardziej.
Ciężko jednoznacznie ocenić gatunek, do jakiego można by HighFleet podpiąć. Dopiero skończyłem prolog i stoczyłem kilka małych potyczek w zasadniczej rozgrywce ale już widzę, że bez taktyki, analizy danych i planowaniu ruchów do przodu za daleko się tu na początku nie zajdzie. Porównywanie więc gry do Asteroids to chyba jednak gruba przesada.
Może później, jak już mamy kasy jak lodu i możemy wybudować sobie jakiegoś niezniszczalnego,. powietrznego behemota, to gra może stać się prostą strzelaniną 2d i polegać na parciu do przodu bez zastanowienia.
Skoro jednak warstwa gry na mapie taktycznej jest tak rozbudowana i istotna dla końcowego wyniku, (np. prezechwytywanie wiadomości, wyznaczanie przy użyciu matematyki i linijki punktów i czasu w którym można przechwycić wroga, rozpoznawanie wrogich sił przy pomocy samolotów, zmiekczanie go przy użyciu rakiet, dbanie o zapasy amunicji, paliwa, jednanie sobie lokalnej ludności, żeby w trakcie tankowania ktoś nas nie podpier@##$ wrogowi itp.) to prędzej zgodził bym się na nazywanie gry w uproszczeniu strategią niż strzelaniną 2d.
Dopiero 10 godzin gry za mną więc za wcześnie na jakąś rzetelną ocenę ale wstępnie mam już jedno przemyślenie, które pozwala wnioskować. że moja ostateczna ocena gry będzie pewnie bardzo wysoka.
Pierwsza część chwyciła mnie dopiero przy trzecim podejściu a ostatecznie spędziłem przy niej grubo ponad 100 godzin. Tutaj już od pierwszych minut klimat trafił w mój gust w 100 % i nie mogę się od gry oderwać.
Zawsze marzył mi się cRPG w świecie Wathammer Fantasy i jak na razie mam wrażenie, że Pathfinder Wrath of the Righteous może być najlepszą namiastką tego typu gry, jaką do tej pory miałem okazję ograć. Zobaczymy co będzie dalej.
Pograłem chwilkę i jedna rzecz która już na początku mnie denerwuje to kreator postaci. Próbowałem stworzyć jakiegoś zabijakę z twarzą wyrażającą jasno "nie podchodź bo będą kłopoty" a dostępne w kreatorze gotowce pozwalają mi stworzyć jedynie takie postacie, których twarz wyraża "nooo czeeeeść tygrysku":D
Poza tym gra zapowiada się na bardzo dobrego cRPG. Przynajmniej dla osób, którym podobały się D:OS 1 i 2. Fajne są te wszystkie małe mechaniki typu możliwość odepchnięcia przeciwnika, skok albo bieg. Zawsze to coś więcej niż system ze starego Baldura, gdzie jako wojownik wystarczyło ustawić skrypt "atakuj najbliższego wroga" i na tym w zasadzie kończył się wpływ na to,co się dzieje na ekranie. Z ograniem tego tytułu poczekam jednak na pełną wersję. W tej chwili za dużo tutaj wszechobecnych znaków "Uwaga! Roboty na drodze!" i ewidentnie widać, że to Early Access.
Planszowa wersja w odpowiedniej ekipie była genialnym doświadczeniem dla fana "Gry o Tron". Co prawda komputerowe adaptacje planszówek zwykle nie są tak fajne jak oryginał ale co tam - online dużo łatwiej zebrać 5 osobową ekipę, więc okazji do grania będzie więcej.
Za dużo czasu na jawie spędzasz w zawieszeniu między przeszłością i przyszłością a za mało na "tu i teraz". Zamiast więc nieustannie zadręczać się pytaniami "co ja zrobiłem?", "Dlaczego czegoś nie zrobiłem" albo "Co ja teraz zrobię?"weź się kuźwa do roboty, bo łeb masz nie po to żeby szukać problemów, tylko żeby je rozwiązywać! A skoro Twój problem można skwitować w dwóch słowach - "jesteś pizd#$%%"- to proponuje na początek przestać się użalać,wykreślić z diety sojowe kotlety, odstawić słuchanie muzyki Billie Eilish i zacząć robić coś w tym kierunku, żeby z chomika stać się tygrysem. Zrób jakieś pompki albo zapisz się na internetowy kurs MMA, to może testosteron Ci trochę skoczy,nabierzesz pewności siebie i przestaniesz jęczeć jak mała dziewczynka.
W tej chwili nie ma sensu nic tu wymieniać. Ja bym co najwyżej dysk SSD na gry kupił (1tb lub więcej) bo zawsze te pare sek loadingi się poprawią. A z grafiką to tak jak kolega wyżej napisał musisz czekać na 3070 żeby w tym budżecie zobaczyć jakiś odczuwalny wzrost klatek.
Akurat ja przygodę z serią zacząłem właśnie od części najłatwiejszej czyli VIII, później była VI i dopiero ostatnio skończyłem VII. Część VI faktycznie jest najtrudniejsza chociażby z tego powodu, że niektóre lochy potrafiły być naprawdę rozbudowane i łatwo było się w nich zgubić. Pod tym względem pozostałe części były niemal casualowe.
Co do części X to akurat podoba mi się w niej to, że wybrano w niej konkretny kierunek i jest to pełno prawny dungeon crawler co mi akurat odpowiada. Legend of Grimrock 2 był jednak moim zdaniem lepszy.
Można dzisiaj grać w stare erpegi i się świetnie bawić (np. dziewczyna o xywie Annelotte popitala od lat w takie gry i się świetnie bawi i jeszcze o nich psize bo w nowych rzadko znajduje "to coś" co w starych
O tym nie musisz mi mówić, bo sam mam na GOG całkiem sporą kolekcję gier cRPG z lat 90tych i początku 2000. Jak bym chciał jednak polecić komuś podobny mix dungeon crawlera z otwartym światem z tamtych czasów, to zdecydowanie wyżej stawiał bym Wizardry 8 albo Daggerffal (w wersji Unity). Obie z tych gier doskonale się zestarzały i przy nich M&M VI-VIII to dzisiaj gry moim zdaniem co najwyżej dobre.
Tides of Numenera to gra na jakieś 30-35h a Planescape pewnie coś ok 70-80h przy równie mocnym nastawieniu rozgrywki na czytanie opisów i dialogów. Skoro jednak ta pierwsza gra Ci się podobała, to myślę że i przy drugiej będziesz się dobrze bawił, bo jest między nimi bardzo dużo podobieństw.
Bzdura. Walki w M&M VII jest odpowiednia ilość, czasem nawet za mało. Przy VI to jest wręcz relaks.
Z tego co pamiętam część VI miała na tle reszty zdecydowanie większe lokacje i tylko dlatego było tam więcej walki. Ilość wrogów na metr kwadratowy jakoś niespecjalnie się jednak różni.
Jest nie tylko męczące co irytujące, jak w Dungeon Lords.
Ewidętnie mamy pod tym względem inne gusta, więc nie ma co tutaj dyskutować.
VI i VII M&M a także Wizardry 8 to jest ten sam poziom co Pillarsy, Tormenty, Tyranny, Diablo, Arcanum, Vtm: Bloodlines, drugi Baldur czy Świątynia Pierwotnego Zła.
Trochę się dziwię, że stawiasz M&M na równi z resztą tych tytułów. Nie widzę problemu, żeby współczesny, młody gracz mógł zagrać z przyjemnością w każdą z pozostałych, wymienionych przez Ciebie gier ale widzę kilka, które od M&M go od razu odrzucą. Każdy ma jednak inny gust i np ja równie dobrze co przy Tyranny, Arcanum czy Baldursach bawiłem się przy serii Mass Effect albo Wiedzmin, więc się raczej nie dogadamy;)
Might & Magic VII grałem stosunkowo niedawno i pamiętam, że walki tu było zdecydowanie za dużo i co chwila wpadało się na duże grupy wrogów.
Trochę inaczej pamiętam standardy tamtych lat i według mnie dopiero Might & Magic X poszedł pod tym względem we właściwym kierunku. A co do Divinity Original Sin 1 to czasowo może i tyle samo zajmuje wyczyszczenie lokacji z wrogów ale na pewno nie jest to takie męczące. System walki jest w tam świetny i można sobie urządzić na polu bitwy plac zabaw i eksperymentów. W M&M gra mocno naciskała na gracza, żeby korzystał ze wspomnianego przeze mnie schematy walki i przez pierwszą połowę nie było opcji na skuteczny build do walki wręcz. Wszystko opierało się o łuk/kuszę +czary.
Nie trzeba być masochistą, żeby być fanem cRPG. Baldurs gate pojawił się w tym samym czasie co M&M 7 i bez problemu nawet dzisiaj można przyjemnie sobie w tą grę pograć. M&M 7 nawet jak na swoje czasy był mechanicznie przestarzały i owszem - da się w dzisiaj to grać, bo sam przeszedłem tę grę w zeszłym roku. O ile jednak w Baldura na pewno jeszcze kiedyś zagram, to wiem też, że do serii M&M na pewno już nie wrócę. No chyba, że powstanie jakiś fanowski remake, tak jak to się teraz dzieje z Daggerfallem.
Osobiście uważam przynajmniej jedną z cech Might & Magic VI-VIII za taką, która wyjątkowo słabo się zestarzała: walkę. O ile sam system nie jest zły, to problemem jest ilość walk. Wrogów jest masa. Wystarczy przejść parę kroków i dobiega do nas kolejna banda kilku-kilkunastu przeciwników. I co chwilę trzeba powtarzać te same schematy:
przez początkową część gry - zatrzymać się daleko od wrogów, wcisnąć pauzę, salwa z łuku i do tyłu. Druga część gry - to samo tylko od czasu do czasu jakiś mocny czar. Końcówka - łuk zamieniamy na jakieś lasery i jesteśmy tak OP,że nawet nie trzeba pauzować.
Swego czasu to były świetne gry. Dzisiaj już wolał bym pograć w Diablo.
Największą walkę o to, żeby nikt nie zauważył u mnie wilgotnych oczu był drugi seans przy filmie "Siedem dusz" jak już znałem kontekst całej historii.
A trochę z innej beczki, lecz z podobnym końcowym efektem, za każdym razem działa na mnie scena ze smokiem w polskim Wiedźminie. Oglądając ją oczy tak niemiłosierne szczypią jak po otrzymaniu na twarz porządnej dawki gazu pieprzowego;)
Rozumiem,że jesteś jakimś naukowcem, zajmującym się badaniami nad Koronawirusem i empirycznie potwierdziłeś słuszność swoich teorii? Jeśli nie to uważam, że Twój ojciec ma jednak przynajmniej po części rację a Ty wybałeś sobie narrację, która Ci pasuje i powtarzasz czyjeś opinie jako Tą jedyną, najprawdziwszą prawdę z którą trzeba się zgadzać lub w przeciwnym wypadku zostać uznanym za ignoranckiego barana.
Moim zdaniem lepiej zwyczajnie przyjąć, że owszem wirus istnieje i istnieć będzie ale nie oznacza to jeszcze końca świata. Trzeba żyć po swojemu i nie dać się zwariować.
Jak chcesz, to przed każdym wyjściem z domu zakładaj kombinezon do ochrony biologicznej a po powrocie dezynfekować się w komorze dekontaminacyjnej. Wirus to jednak nie jest komar i nie wystarczy moskitiera, żeby się przed nim ochronić. Mimo najwyższych środków ostrożności wystarczy chwila nieuwagi i mimo tych wszystkich środków ostrożności i tak się zarazisz.
Ja dlatego jestem zwolennikiem zwykłego dbania jak najlepiej o własny układ immunologiczny. Wysypiać się, dobrze odżywiać,uprawiać jakiś sport i ŻYĆ jak człowiek a nie paranoik-hipochondryk, który w każdej osobie widzi potencjalne zagrożenie.
Na pocieszenie dodam, że mam znajomego, którego naprawdę wiekowa babcia została w kwietniu zdiagnozowana pozytywnie na obecność Covid-19 . Kobieta do dziś żyje i ma się dobrze(oczywiście "dobrze" relatywnie do swojego wieku ). Jak więc widać nawet w skrajnie niekorzystnej sytuacji organizm potrafi sam sobie doskonale dać radę z koroną, dlatego zamiast wyzywać publicznie w internecie własnego ojca może lepiej jednak przypomnieć sobie jak się żyło rok temu i żyć w podobny sposób, wprowadzając co najwyżej zmiany w diecie,planie treningowym albo zapewniając sobie właściwą ilość snu. Mniej stresu w życiu będzie, ogólna forma będzie lepsza a i relacje rodzinne się poprawią.
Spotkałem się już z tym określeniem i w sumie ciężko się nie zgodzić.. Nie mniej jednak tym właśnie powinien być dla mnie film wojenny. W innym wypadku to tylko dramat w którym wojna jest tłem a nie głównym bohaterem.
Z perspektywy globalnej może i nie ma co się tu doszukiwać głębi jeśli chodzi o przemyślenia i faktycznie wszystko można sprowadzić do statystyk ale mi chodzi o poziom jednostki i tak jak pisałem - raczej zainteresuje to tylko osoby, które miały osobistą styczność z żołnierką. Wtedy oprócz strzelaniny można zauważyć, że film fajnie pokazuje np. to, co odróżnia elitarnego żołnierza od takiego co najwyżej dobrze wyszkolonego, co sprawia że pcha się on w miejsca z których normalni ludzie uciekają albo o radzeniu sobie z negatywnymi skutkami podjętych w ferworze walki decyzji. Wiem, większość uzna takie tematy za mało ciekawe ale przez to w jak efektowny i realistyczny sposób zostało tutaj to zrealizowane i ukazane, w odpowiedniej niszy odbiorców "Helikopter w Ogniu" to film o statusie niemal kultowym.
Dla mnie spośród wszystkich filmów wojennych jakie do tej pory widziałem i tak najlepszy pozostaje "Helikopter w Ogniu". Rewelacyjne ujęcia, soundtrack i przygotowanie do swych ról aktorów dają w rezultacie najbardziej widowiskowe ujecie współczesnego pola bitwy z perspektywy elitarnego żołnierza, jakie dane mi było oglądać.
Co prawda pacyfistyczne przekazy zagłuszane są tutaj nieustanną kanonadą ale i tak, dla kogoś kto gdzieś tam służył i coś tam widział, potrafi to być film skłaniający do refleksji nad sensem wojaczki.
T:ToN to gra stworzona dla naprawdę wąskiej grupy osób. Mam ją od premiery, podchodziłem do niej wielokrotnie i zawsze mnie od siebie odrzucała. Ta oryginalność wszystkiego, począwszy od świata przedstawionego, poprzez rozwój postaci,inwentarz a na walce skończywszy w połączeniu ze wszechobecnymi ścianami tekstu powodowały u mnie jedno - zagubienie. Nie wiedziałem jakie cechy mam rozwijać i po co, czym się różnią "enigmaty" od "osobliwości", jak odnawiać zużyte punkty umiejętności,dlaczego po tym jak wreszcie zobaczyłem znaczek "level up" postać dalej była na 1 poziomie, dlaczego nie mogę kupić żadnej zbroi dla moich towarzyszy i ogólnie dlaczego tak mało sprzętu jest do kupienia itp. itd.
Odpowiedzi na przynajmniej niektóre z tych pytań otrzymałem po zagadaniu z odpowiednim NPC ale tutaj pojawia się problem ilości opcji dialogowych. Trochę czasu mija zanim dotrzemy do odpowiedniej osoby posiadającej odpowiednie informacje. Ciężko było mi się przez to skupić na fabule i w efekcie nie bardzo mi się chciało brnąć dalej.
Jeśli jednak komuś nie będzie przeszkadzało tego typu odkrywanie niuansów mechaniki oraz świata gry to wierze, że może to być całkiem przyjemna podróż.
Ja jednak wolę gry w stylu DoS 1 & 2 dlatego jaram się jak dziecko, bo coraz bliżej nam do premiery nowego Baldura:)
Bzdura. Na siłowni łatwiej skalować ćwiczenia niż w kalistenice, więc zawsze będzie lepszym wyborem dla zwykłego człowieka, który zwyczajnie chce poprawić swoją sprawność. Z tym niszczeniem stawów i kręgosłupa to też bzdura, bo to wszystko kwestia techniki. Bez niej nawet przy głupim podciąganiu można sobie krzywdę zrobić, gdy np. ma się chwyt słaby albo robi się podciąganie za głowę bez odpowiedniej mobilności w stawach.
W sumie jak nie szkoda Ci kasy to czemu nie. Tylko przygotuj się na to, że pod hasłem "Indywidualny plan treningowy" czy "Dieta dostosowana do Twoich potrzeb" dostaniesz jakiegoś gotowca o treści podobnej do tej, jaką można znaleźć za darmo na jakimś forum kulturystycznym albo na Youtubie.
GoHomeDuck - Hmm, no nie wiem do czego mogą doprowadzić nacjonaliści, otwarcie mówiących o ich wrogości wobec przeróżnych mniejszości, w dodatku będących pseudo ekspertami od ekonomii. Na pewno będziemy krainą pełną miłości i szczęścia.
Z tą wrogością wobec różnych mniejszości to nie dramatyzuj. Ja wiem, że lewa strona uwielbia spłycać podejście Konfederacji w tym temacie do prostackiego: "jak ktoś jest czarny, jest muzułmaninem albo gejem to trzeba go spalić na stosie" ale tak to przecież nie wygląda. Jest mnóstwo wystąpień w których liderzy Konfy jasno określają się w tym temacie. W skrócie - Nie ważne kto kim jest. Ważne żeby nie spodziewał się żadnych dodatkowych przywilejów z powodu swojej przynależności etnicznej,religijnej czy też preferencji seksualnych.
Jeśli nie masz tego typu roszczeń, zasuwasz tak jak reszta, szanujesz Polską kulturę,tradycję ,znasz polski język, legalnie pracujesz i nie skarżysz się na to, że np. po drodze do sklepu musisz mijać kapliczkę z krzyżem (co oczywiście straszliwie obraża Twoje uczucia religijne), to możesz sobie być nawet muzułmaninem, gejem i murzynem w jednym.
Nie bardzo widzę co mogło by być złego w takim podejściu z perspektywy budowania silnego Państwa. To przecież nie mniejszości stanowią rdzeń Państwa bo - jak sama nazwa wskazuję - są przecież w mniejszości. To większość powinna mieć jak najlepiej i czuć się jak najbardziej przez Państwo doceniana. Niestety współczesny świat jest wywrócony do góry nogami i np. według promowanej przez Trzaskowskiego karty LGBT+ mam się z uśmiechem na ustach zgodzić na powstanie "hotelu interwencyjnego dla osób wykluczonych przez najbliższych ze względu na orientację seksualną". A jak mnie żona z domu wywali, to ktoś mi z tego powodu pozwoli wynająć na preferencyjnych warunków lokal? Raczej nie więc dlaczego te kilka procent społeczeństwa, jakie stanowi wśród ogółu LGBT, ma mieć ode mnie lepiej?
Z tego co się orientuję to Alienware jest linią produktów gamingowych Della, więc trochę tych monitorów pod tą nazwą pewnie występuje ale to mało istotne;). Ja podobne symptomy miałem po podłączeniu do kompa tv i graniu przy zduplikowanych ekranach. Jeśli masz podpięte do kompa coś więcej niż ten monitor to odłącz to i pokombinuj z panelem sterowania Nvidi (czyli sprawdz czy aby napewno masz tam poustawiane optymalne dla swojego monitora rozdzielczość i odświeżanie, czy jest jakaś różnica z włączonym/wyłączonym g-sync, daj wszystkie ustawienia na defaultowe itd.).
Sprawdz co tam działa Ci w tle systemu. Może masz aktywne np 2 antywirusy - systemowy i jakiś dodatkowy. doinstalowany?Ewentualnie jakieś inne oprogramowanie, które zainstalowałeś samodzielnie oprócz systemu?
Tak czy inaczej to dziwne, że przy tej samej rozdzielczości i słabszej karcie wcześniej nie było zwiech a teraz są.
Ja przeskoczyłem stosunkowo niedawno z Radeona 280x na RTX 2070 i AC Odyssey był moim pierwszyn przykładem na to, że wszystko stało się lepsze, płynniejsze i ładniejsze. Uroki PC - miliony możliwych kombinacji różnych sprzętów powodują, że ciężko doradzać w takich sprawach na odległość.
A jaką katę miałeś wcześniej i jaką masz teraz? Może chodzi o ilość pamięci na karcie?
Zwykle tego typu zwiechy mają związek ze zbyt małą ilością ramu lub ewentualnie coś z dyskiem ale jeśli wcześniej było wszystko ok i nic oprócz karty nie zmieniałeś, to raczej należało by ten problem wykluczyć. Na pewno zmieniłeś tylko kartę czy coś jeszcze? Po sterownikach starej karty nie ma żadnego śladu?
Przecież to wszystko rządzi się bardzo prostą logiką. Mając świadomość, że współczesny, zachodni świat dał twojej rasie/religii/ideologi magiczne zaklęcia typu "rasista"/"antysemita"/"ksenofob", dodające +10 do socjalu/negocjacji/prestiżu wiesz, że tylko frajerzy z takich możliwości nie korzystają, bo w tej grze w najgorszym razie można zremisować a w najlepszym - wygrać wszystko.
Faktycznie co ja pier#$%. W takim razie zmieniam zdanie - 10,90 brutto jest dobrą stawką tylko wtedy, jak masz max 15 lat i dostajesz kasę za sprzątnięcie swojego pokoju,pościelenie łóżka i nie pyskowanie rodzicom jak się mądrzą i krytykują Twoje życiowe wybory:D.
Zależy co masz robić i jakie masz miesięczne wydatki. Jeśli to Twoja pierwsza praca, mieszkasz z rodzicami a praca ma polegać na odbiciu przepustki przy wejściu i wyjściu z roboty to spoko. Jest to normalna stawka za fizyczną pracę bez żadnych kwalifikacji.
Ta gra jest mega frustrująca do momentu, gdy co chwila giniemy przez pomylenie klawisza czy też brak kontroli nad tym, co się aktualnie dzieje na ekranie. Bliżej jej w tym aspekcie do jakiegoś Devil May Cry niż do COD`a.
Jeśli jednak zaczyna się reagować na wszystko instynktownie i bez pomyłek, wtedy Doom Eternal staje się jedyną grą single player FPP, pozwalającą nam poczuć się jak hybryda Chucka Norrisa, Johna Wicka i Son Goku;)
Właśnie kończę 4 część serii i mogę śmiało polecić. Są tu autorskie wersje"Żniwiarzy" z Mass Effect, "Innych" z Gry o Tron, przez krótką chwile są nawet Space Marines z WH40k. Jak więc taki miks ikon współczesnego, mainstreamowego S-F mógł by się komuś nie podobać?;)
- Przeciwnicy respią się tylko wtedy, jak zagadujesz do babeczki w białej masce (na tej samej zasadzie co siadanie przy ognisku w Dark Souls);
- System z odzyskiwaniem życia przez parowanie/resolve mi akurat się podoba. Nie jest to zresztą tak trudne jak by się wydawało, bo większość przeciwników zadaje ciosy bardzo powoli. Jeśli nie sprawiało Ci trudności Sekiro, to tutaj tym bardziej powinieneś sobie radzić. Grzyby i inne żarcie lepiej trzymać na walki z bossami.
- Co do designu poziomów - zgadzam się. Łatwo się tu pogubić, bo faktycznie wszystko jest do siebie podobne.
Dla mnie znacznie poważniejszymi mankamentami Mortal Shell są:
- ilość broni - 4 sztuki. Jak by tego było mało, to całą grę przeszedłem używając tylko początkowego miecza, bo reszta kompletnie mi nie podchodziła;
- Poziom trudności - gra jest prosta. Jak się ogarnie system walki, to w zasadzie ciężko tutaj zginąć. Nawet pod koniec gry brakuje jakiegoś naprawdę agresywnego przeciwnika, który deptał by nam po piętach. Każdy z nich podchodzi podchodzi sobie do nas spacerkiem,odpala atak po czym daje ochłonąć. Wystarczy trzymać ich na dystans i spokojnie poradzimy sobie z każdym. Nawet z bossem;
- Długość gry - świat gry to początkowe bagna i 3 świątynie/krypty. Na długo to nie starczy. Jeśli ktoś szybko opanuje system walki, to pewnie skończy grę w kilka godzin;
- Rozwój postaci - skili jest mało i niektóre są naprawdę "z tyłka" (drzewko Solomona właściwie nie ma według mnie nic przydatnego).;
- Odkrywanie zastosowań przedmiotów poprzez ich "konsumpcje". Nie bardzo rozumiem dlaczego w grze tego typu nie podano od razu opisu przedmiotów, tylko zmusza się gracza do wcinania wszystkiego co wpadnie mu w ręce, żeby dowiedzieć się co do czego służy. Dziwny i zupełnie niepotrzebny system w grze soulslike.
Na szczęście klimat i walka mieczem daje mi w tej grze tyle frajdy, że i tak będę do niej wracał. Mogło być jednak zdecydowanie lepiej.
Bo w USA obywatel ma swobodny dostęp do broni. Co za tym idzie do byle interwencji podchodzi się tak, jak by szło się na potencjalnie uzbrojonego bandytę.
A co do niepotrzebnej brutalności Policji - chciał bym, żeby każdy kto takie pierdoły gada lub pisze sam musiał się kiedyś szarpać z kimś na prochach i w dodatku większym od siebie. Trochę się perspektywa wtedy zmienia, bo nagle te wszystkie magiczne techniki interwencji których Policjant uczy się przez te marne kilkadziesiąt godzin na kursie podstawowym, okazują się nic nie warte, bo pacyfikowana osoba nie dość, że jest od nas silniejsza to jeszcze nie czuje bólu. Na takie przypadki zadziała tylko Taser,podduszanie,wieloletnie doświadczenie w sportach walki albo parę gram ołowiu...
A jakiż to postęp ma niby stac za przyklaskiwaniem facetom w sukienkach? LGBT to niewielki procent spoleczenstwa wiec co z tego mial by miec zwykly,szary obywatel? Jesli chodzi o ruchy emancypacyjne,dotyczace kobiet czy niewolnikow to staly za nimi przeslanki zarówno natury moralnej jak i ekonomicznej. W koncu powiedzenie "z niewolnika nie ma pracownika" nie wzielo sie z nikąd a puszczenie kobiet do roboty pozwolilo opodatkowac druga polowe spoleczenstwa.
Zarowno jedno jak i drugie bylo wiec czyms pozytywnym dla panstwa jak i dla jego obywateli.
LGBT natomiast walczy tylko i wylacznie o siebie i o coraz bardziej uniwersalne nowelizacje pojecia "normalnosc". Juz wole sluchac fantazji JKM,bo przynajmniej niektore mogly by wplynac na lepsza jakosc zycia nas wszystkich.
Nie oszczedzaj na rzeczach,ktore rzadko sie wymienia czyli na monitorze,plycie glownej,zasilaczu,dysku czy pamieciach (tu bez przesady ale jak masz wybrac miedzy 3200 a 3600 to bierz szybsze,np Patrioty 3733 cl17 z Morele sa w promocji).
To sa podzespoly do ktorych lepiej troszke dorzucic i miec komfort na lata,niz robic dziadowskie oszczednosci przez ktore przy nastepnym upgradzie trzeba bedzie wymieniac znowu wszystko,bo monitor ma nieczytelna czcionke czy slabe odwzorowanie kolorow,zasilacz jest za slaby albo nie trzyma stabilnie napiec czy tez plyta glowna nie obsluguje nowych procesorow,ma kiepska karte sieciowa albo uklad dzwiekowy.
A jakie suche dane moge podac probujac subiektywnie ocenic co jest wedlug mnie wiekszym dziwactwem? Wystarczy posluzyc sie logika. A logika podpowoada, ze wiekszosc spoleczenstwa to ludzie prosci z malych miasteczek lub wiosek. Jezeli myslisz,ze tacy ludzie na widok transa nie zareaguja jednym,wielkim WTF! to moze czas poszerzyc horyzonty na temat swiata ktory Cie otacza.
Devilyn - Na przeciwko tłumu zwykłych ludzi postaw reprezentanta LGBT,np. Pana Annę Grodzką oraz największego kosmitę z konfy czyli JKM. Myślisz, że na którą z tych dwóch osób ludzie będą patrzyli jak na większy "folklor"?
Devilyn - Ludzie o orientacji LGBT to w skali całego społeczeństwa jeszcze większy "folklor",dodatkowo niemający nic ciekawego do zaoferowania większości.
Mogę podpisać się pod większością z tych zarzutów i dodał bym jeszcze wkurzającą i wszechobecną presję czasu.
Z tego co pamiętam w pierwszej części można było spokojnie wybierać czy bierzemy udział w misji czy może poczekamy jeszcze parę dni aż skończy nam się produkować jakiś nowy gadżet a same misje można było przechodzić na spokojnie. Tutaj zarówno na mapie strategicznej jak i taktycznej zegar nieustannie pogania nas do działania i agresywnego stylu gry. To nie dla mnie.
[Arczi25] - to taki specyficzny rodzaj ataku, bardzo lubiany przez różnego rodzaju aktywistów - stosują jakieś absurdalne i skrajne przykłady dla udowodnienia Swojej tezy (z opisywanego w artykule zaproszenia na drinka nagle weszliśmy w temat obmacywania i gwałtów) , jednocześnie przy każdej okazji podszczypują Cię wrzutami na temat Twojego życia osobistego (banda przegrywów, piwniczaków, którzy nic nie osiągają), obrażają jakimiś "branżowymi" hasełkami(szowinista, incel,gimbaza) zmuszając tym wszystkim do tego, żebyś cały czas był obronie. W końcu nie wytrzymasz, pękniesz i zaczniesz obrażać ich co pozwoli im na koniec z triumfem napisać coś w stylu- "Właśnie swoją ostatnią wypowiedzią udowodniłeś, że jesteś (tu wstaw odpowiednie "słowo-klucz",które próbowali udowodnić przez całą "dyskusję)".
W wypadku feministek możliwe, że winę za takie zachowanie ponoszą farby do włosów. Może do tych różowych i fioletowych farb ktoś dodaje jakąś mieszankę jadu i toksycznych odpadów, że im się tak w głowach przewraca.
Nie wiem jak się miała sprawa podwyżek w sektorze pracowników cywilnych ale resorty siłowe dostawały przez ostatnie lata podwyżki i to w skali tego co się działo w tej sprawie przez ostatnie 20 lat - całkiem spore.
Państwo nigdy nie było atrakcyjnym pracodawcą pod względem płacy (no chyba że mieszkało się w małej miejscowości lub było prezesem). Jest za to bezkonkurencyjne pod względem stabilności pracy, bo prawdopodobieństwo, że jakiś urząd zbankrutuje praktycznie nie istnieje a dodatkowo jak się już załapiesz to naprawdę trzeba się postarać żeby Cię wywalili.
mirko81 - jeśli jesteś w stanie regularnie bez pudła ocenić jaka cena jest aktualnie dobrą ceną do zakupu i jaka będzie odpowiednia do sprzedaży, to tylko pozazdrościć. Widocznie rozgryzłeś w miesiąc coś, czego ponad 90% giełdowych awanturników nie daje rady rozkminić latami.
Piszę to jako wieloletni uczestnik rynków GPW jak i Forex - jeśli ktokolwiek chce się w to bawić, najpierw musi mieć dokładnie opracowaną i przetestowaną strategię, która powie nam kiedy i dlaczego wejść w rynek i - co dużo ważniejsze - kiedy i dlaczego z niego wyjść.
Granie na pałę, na zasadzie - "będą premiery,to na bank urośnie" to w średnim terminie recepta na wyzerowanie konta.
Nie Ty jeden wiesz o tym, że będą premiery. Jest wiele innych osób, które mają dostęp do szybszej i lepszej wiedzy o tym co, kiedy i za ile się sprzeda. I regularnie wykorzystują taką wiedzę, żeby żenić leszczowi akcje na górce albo odkupować od niego akcje w dołku.
fixumdyrdum - Twoje rozumowanie jakie przedstawiasz w tym wątku jest wyjątkowo niebezpieczne zarówno patrząc z perspektywy pracodawcy jak i tego co może ono wywołać w przyszłości dla kobiet. Przyzwalając na jakieś ogólne, bliżej nieokreślone normy dotyczące interpretacji tego czym jest molestowanie daje się szerokie pole do popisu wszelkiego rodzaju oportunistkom, które będą mogły bezkarnie wykorzystywać naiwność ludzi Twojego pokroju.
Bo przecież wystarczy że księżniczka poczuje się niekomfortowo i już ma społeczne przyzwolenie na to, żeby oskrażać o molestowanie kogokolwiek tylko będzie chciała,a stado rycerzy SJW stanie w jej obronie nie pytając nawet na czym to molestowanie mogło polegać.
W artykule jest wzmianka o puszczaniu niestosownej muzyki, kilku propozycjach wspólnego wyjścia na drinka(KILKU, czyli równie dobrze dwóch na zasadzie - "Umówisz się ze mną na drinka? Na pewno nie?") oraz niestosownego dotykania (oczywiście interpretacja co jest stosowne a co nie zostawiono kobiecie - podanie ręki na przywitanie może być równie dobrze niestosowne, bo może ona czuje się wtedy niekomfortowo).
To czego się dowiedzieliśmy z artykułu nie daje ŻADNEJ podstawy do wysnuwania oskarżeń przez osoby trzecie, bo nic z tego jak na razie nie wynika.
Molestwanie to zachowanie naruszające godność osobistą poprzez NATRĘTNE i UPORCZYWE naprzykrzanie się, najczęściej BLISKIE NAPASTOWANIU i NIEAKCEPTOWANE przez społeczeństwo. Czy puszczanie niestosownej muzyki podczas imprezy czy też zaproszenie na drinka jest bliskie napastowaniu i nieakceptowane przez społeczeństwo? Chyba tylko przez społeczeństwo wojowniczych feministek, które nie wiedzą czego chcą.
Sami kopiecie pod waszymi przekonaniami grób ale może to i dobrze. Przyjdzie czas,że pracodawca nie będzie chciał przyjmować na siebie ryzyka jakim jest wyzwolona kobieta - pracownik, bo po cholerę mu tego typy problemy. Lepiej będzie przyjąć hindusa.
WIG20 jako indeks mozna. Co do poszczególnych spółek to pewnie kwestia brokera. Poszukaj sobie w goglach hasła CFD na akcje WIG to może coś znajdziesz.
Mam takie pytanie - Czemu popieracie Pana Trzaskowskiego? Co on takiego zrobił, że połowa Polski oddała na niego głos? Pytam całkiem poważnie i bez chęci wywołania awantury, bo zwyczajnie dziwię się jak łatwo PO czy Nowoczesna zdobywa tak duże poparcie nie robiąc w zasadzie nic i mając za uszami tyle afer i złamanych obietnic. W czym tkwi ich fenomen? Czy to jest zwykłe - "głosuje na mniejsze zło" czy jest w tym coś więcej, czego nie zauważyłem. Przecież Pan Trzaskowski jako prezydent Warszawy jakoś się niczym nie wyróżniana na tle swoich poprzedników a tak jak wcześniej Nowoczesna - wystartował bez programu i na samym" jestem antyPiS" otarł się o zwycięstwo. Pomożecie mi wytłumaczyć o co w tym chodzi?
I jeszcze jak wyjmiesz kasę z konta, to od tego 0,1% zysku od razu zabiorą Ci -19% Belki. Żyła złota;)
Matysiak G - Piszesz że nie wiesz "co tam było" jednak nie przeszkadza Ci to w oskarżaniu dyrektora.
W cywilizowanych krajach istnieje zasada domniemania niewinności dlatego zanim wyniknie coś konkretnego z tych śmiesznych oskarżeń o jakich mowa w artykule, to może powstrzymaj się od tych feministycznych pierdół.
Bo wybacz ale jeśli bronisz babki, która poczuła się molestowana poprzez "puszczenie nieprzyzwoitej piosenki w trakcie wizyty w toalecie" to ręce mi opadają.
Faktycznie giełda to teraz jeden z nielicznych sposobów dających szanse na zarabianie zwykłym ludziom. Niestety nie jest to takie proste jak to opisujesz. Interesuję się tym zagadnieniem od premiery pierwszej części gry Wiedzmin czyli od kryzysu w 2007 r. Wtedy to kilkunastoprocentowy zysk na akcjach CD Projekt przez następne kilka miesięcy zmienił mi się w ponad 50% stratę. Teraz też mamy kryzys czyli czas dużej zmienności i gwałtownych skoków i spadków cen. Jak to wygląda w praktyce widać na wykresach - wystarczył tydzień na początku marca żeby WIG20 spadł tak nisko, że dopiero w tym tygodniu udało się tę stratę odrobić. Czyli potrzeba było ponad 4 miesięcy wzrostów, żeby odrobić 6 dni spadków. Mało kto jest gotowy na taki roller coaster emocjonalny.
Widzę,ze należysz do osób, które potrafią błyskawicznie osądzić i skazać zupełnie nieznaną Ci osobę na podstawie całkowicie tendencyjnego artykułu w którym są same ogólniki. Przecież te wszystkie oskarżenia, które tam padają równie dobrze mogą wskazywać jedynie na to, że pracuje tam banda wesołków, którzy lubią dobrą zabawę i żarciki. Natomiast Ci co wysunęli oskarżenia to zwykłe sztywniaki bez poczucia humoru i z kijem w du##.
Czyli wszystko wskazuje na to, że zwolennicy teorii spiskowych mają rację i wirus stał się tylko dobrym pretekstem do tego, żeby wprowadzić na świecie kilka "usprawnień" ekonomiczno-społecznych typu swobodny dodruk pieniędzy przez praktycznie każdy kraj na świecie, umacnianie się dużych korporacji (bo rząd dodrukuje kasę i wpompuje tyle ile będzie trzeba,żeby przetrwały) kosztem najmniejszych (Pani Jadzia fryzjerka albo Seba właściciel osiedlowej siłowni będą musieli zamknąć interes zanim zdążą dostać od Państwa pomoc),kolejny prztyczek wymierzony w gotówkę (przecież na banknotach i monetach tak łatwo się wirusy przenoszą - płać kartą i podpisz petycje o zniesienie fizycznej waluty) i umożliwił przeprowadzenie globalnego eksperymentu społecznego na temat tego ile wolności można zabrać ludziom i na jak długo,żeby w miarę grzecznie funkcjonowali nie próbując wieszać na gałęziach pomysłodawców tej całej szopki.
Matysiak G - Przecież oskarżenia jakie padły w artykule odnośnie molestowania kobiet są śmieszne. Jedna poszła do kibla, druga dostała smsy. O ile w tych smsach nie było tekstów w stylu: tylko zwykły flirt, to nie wiem co w tym złego.
Za to przyzwalanie na to, żeby kobiety mogły sobie bezkarnie oskarżać o molestowanie wszystkich, którzy sprawiają, że czują się "niekomfortowo", jest zwykłą patologią jakich wiele w obecnych czasach.
[link]
Radeony słyną z tego, że lepiej się starzeją pod względem optymalizacji sterowników. Z drugiej strony prawie 2x większe TDP niż GTX (przy czym wydajność na pewno nie jest 2 x większa) powoduje, że pewnie bardziej się grzeje i przez to potencjalnie może nie przeżyć tak długo jak karta nvidii. Mój Radeon 280X wytrzymał chyba 6 lat zanim się zagotował(przy kosmicznym TDP ok 250W), więc mimo wszystko nie jest to jakoś specjalnie istotne ale jakiś tam wpływ na pewno ma.
Obejrzyj filmy na Youtube, poczytaj testy ze specjalistycznych stron (szczególnie przyglądając się kulturze pracy systemó chłodzenia) a w ostateczności rzuć monetą;)
Z elektroniką zawsze jest ten sam problem -w przedziale cenowym który nas interesuje trzeba wybrać jakiś kompromis albo dołożyć trochę i kupić coś lepszego. Oczywiście jak znajdzie się dodatkowy budżet to nagle się okazuje, że znowu trzeba wybierać, bo coś ma więcej pamięci,coś wyższe taktowanie a w ogóle to za moment wychodzi nowa wersja i lepiej poczekać. Ja tak czekam już kilka lat, żeby wymienić I5 4670k:D
Bez silnej woli nie ma szans na wygranie takiej walki. Ostatecznie chodzi o to, żeby zacząć samemu świadomie kontrolować swoje słabości a tego żadne wsparcie rodziny,psychiatry czy leki za nas nie zrobią. To tylko pomoc, bo walkę toczymy w naszej głowie sami ze sobą.
Problem w tym, że ludzie mający problem z nałogami z założenia mają słabiutką psychikę, dlatego nie ma co się łudzić, że tego typu problem rozwiążemy z dnia na dzień. W większości przypadków potrzeba konsekwencji i metody małych kroków - od małego zwycięstwa do małego zwycięstwa. Dlatego ludzie na spotkaniach AA mówią -"nie piłem już xx dni", bo próbują wyrobić w sobie przekonanie, że każdy dzień bez używek to kolejna wygrana bitwa. Przez małe ,konsekwentnie powtarzane rutynowe pierdoły buduje się wiarę w swoje siły i samodyscyplinę. Dlatego np. zamiast wstać o 12, wstań o 6. Zamiast mówić - po co mam ścielić łóżko, jak wieczorem i tak będę się kładł" pościel najlepiej jak umiesz, zamiast żreć na obiad chipsy i popijać je colą, zrób sobie coś normalnego itp. itd. Tak jak pisałem też wcześniej - bardzo pomocny w budowaniu samodyscypliny może być też sport.
Każda droga na skróty to dokładanie kolejnej cegiełki do muru przez jaki się później musi przebijać nasza silna wola, więc lepiej zbyt często tego nie robić.
A temat sam w sobie o tyle ciekawy, że większość użytkowników tego forum jest pewnie uzależniona od internetu czy gier, więc może być bardziej przydatny niż niektórym się wydaje.
"może zamiast pobiegać to niech pójdzie poskakać? albo polatać? xD"
wbrew pozorom sport jest jednym z lepszych "domowych" sposobów na radzenie sobie z tego typu problemami. Głównym przeciwnikiem w walce z nałogiem czy depresją jest "słaba silna wola". Już same ruszenie dupska z fotela, żeby zrobić coś więcej niż gapienie się w dno szklanki,sufit czy ekran komputerra będzie pozytywnym bodźcem dla organizmu. Dodatkowo jakakolwiek aktywność ruchowa, w której możemy stale podnosić sobie poprzeczkę i co ważniejsze - widzimy, że im więcej wysiłku w to wkładamy, tym lepsze mamy rezultaty sprawi, że zwyczajnie wzrasta wiara we własne siły. Bieganie, siłownia czy sporty walki to często dużo lepsza terapia niż wizyta u psychologa, która i tak zakończy się mniej więcej takim stwierdzeniem: "musisz znaleźć w sobie siłę, żeby wygrać z nałogiem. Należy się 200 zł za wizytę"
Dobre. Idz dalej w tym kierunku i stwórz takie ciekawe miksy jak third person fps, single player mmo albo xxx 4x game:D
Cykl jako całość niezły. Takie 6,5-7/10. Co najbardziej zapadło mi w pamięci, to rewelacyjne przedstawienie fragmentu bitwy w "Bohaterach", gdzie autor przeskakuje co chwilę pomiędzy POV różnych, przypadkowych uczestników. Można było faktycznie poczuć ten wszechobecny chaos panujący na polu bitwy.
Trzymam kciuki za pełną wersję Vargus - The Riven Realms. Fajne połączenie interaktywnej, paragrafowej książki z podróżowaniem w stylu The Banner Lords (tylko że tutaj mamy wpływ na to gdzie chcemy iść) i z walką w stylu Darkest Dungeon. Ciekawy świat (antyczny Rzym po apokalipsie z dużą domieszką dark fantasy), ściany tekstu do czytania. Może być ciekawie.
Ekspertem nie jestem ale problemy z kartą graficznie zwykle wiążą się z efektami typu "artefakty" podczas wyświetlania obrazów 3d,znikającym obrazem albo resetowaniem komputera. Szumy na ekranie raczej sugerowały by problem z kablem ale jeśli nie masz możliwości sprawdzenia innego źródła (np HDMI) to lepiej wejdź na jakieś forum specjalistyczne typu elektroda albo pclab i tam popytaj.
Po Katastrofie faktycznie tak było ale mi chodziło o to, jakie były moje odczucia przed tą całą medialną szopką i nagonką na szukanie winnych.
Nie wiem jak by wyglądała Polska ale wiem,że ta katastrofa otworzyła mi oczy na pewien problem współczesnego świata.
Gdy tylko dotarła do mnie ta informacja moja pierwsza myśl była mniej więcej taka: "Pewnie ten głupi, wredny Kaczor rozkazał biednym pilotom lądować bez względu na wszystko i to przez niego wszyscy zginęli". Jak się później okazało nie tylko ja miałem takie pierwsze skojarzenie.
Abstrahując od tego jaka była prawda, to skąd się wzięło we mnie takie przekonanie? Polityką wtedy się kompletnie nie interesowałem,tego człowieka nigdy na żywo nie widziałem, znałem go tylko z krótkich migawek w TV a byłem całkowicie pewien tego co myślę.
To mi uświadomiło jak wielki wpływ mają na nas współczesne media. Z pozoru nieistotny zlepek krótkich filmików okraszonych odpowiednią narracją potrafi w magiczny sposób wpływać na nasze spojrzenie na świat. Dzień w dzień programuje się nas kogo mamy lubić a kogo nienawidzić, z kogo zrobić męża stanu a z kogo wariata, jaki światopogląd mamy popierać a jaki zwalczać. Niby to wszystko wiedziałem wcześniej ale dopiero katastrofa uświadomiła mi, że wiedzieć nie znaczy być na to wszystkim odpornym.
W sumie tryb starfighter assault w Battlefront 2 mi się podobał, więc jeśli rozwiną to jeszcze bardziej, to może wyjdzie coś fajnego.
Ehh... marzy mi się jednak jakiś remake x winga albo tie fightera...
Rozumiem. W wielkim skrócie można tak podsumować Twój tok rozumowania: "Nikt mnie nie lubi więc rządam systemu, który sprawi że wszyscy będą musieli mnie lubić." Zastanawiałeś się może nad tym, żeby być zwyczajnie fajnym dla innych? Kiedyś tak zdobywało się sympatię ludzi ale co tam - przeczytał taki książkę, w której autor zamieścił jakąś utopijną wizję świata i wystarczy - Chcę tego samego! Natychmiast!
Świat w którym wszyscy są równi i wszyscy się kochają to piękna bajka ale ja wole rzeczywstość. A rzeczywistość jest taka, że cywilizacja Zachodu jest wystarczająco liberalna dla różnego rodzaju seksualnych odchyleń. Nikt was nie zrzuca z dachu czy nie kamieniuje a przecież nawet w obecnie są takie miejsca na świecie, gdzie tego typu sytuacje się zdarzają.
Dlatego zamiast bawić się w nawracanie ludzi tutaj, idz tam gdzie pomoc jest naprawdę potrzebna. Jak tam zmienisz obowiązujące status quo, to wtedy możesz wraz z kolegami aktywistami próbować robić z Europy tęczowe centrum wszechświata. W innym wypadku ludzie Twojego pokroju osłabiają tylko naszą pozycję i pozwalają, żeby z biegiem czasu nasza cywilizacja upadła porozrywana przez siły, które od tęczowych wolą bardziej brunatne barwy.
Loben - szczęście w nieszczęściu, że Polska na chwilę obecną jest w takim ekonomiczno-społeczym położeniu w jakim jest. Nie jesteśmy tak atrakcyjni pod względem nowoczesno-liberalnym jak kraje zachodu a jednocześnie nie ma problemu, żeby sie swobodnie przemieszczać pomiędzy poszczególnymi krajami Europy. Za swojego życia zobaczysz do czego prowadzi promowanie takiej ideologii na przykładzie Francji, Anglii czy Niemiec. To jest proces długoterminowy ale już widać pewne rysy na tych wspaniałych z zewnątrz pałacach jakimi się mienią kraje zachodu.
Poważne pęknięcie pojawi się po opadnięciu kurzu, związanego z korona-paniką. Zobaczymy ile osób straciło prace, zobaczymy jak się będą dopinać budżety poszczególnych Państw. Zobaczymy jak taki nowoczesno-liberalny, przeciętny człowiek poradzi sobie ze swoimi kredytami, rosnącą stopą procentową i świadomością, że za rogiem jest ośrodek dla cudzoziemców. a w nim masa ludzi dla których jedynym zajęciem jest robienie dzieci i otrzymywanie za to kolejnych zasiłków,darmowych mieszkan, edukacji, pomocy medycznej itd. A to wszystko utrzymywane jest z jego topniejącej w oczach pensji. Myślisz że w takiej sytuacji konserwatywne myślenie umrze? Bo ja myślę, że im dłużej taki stan będzie się utrzymywał, tym więcej będzie radykałów i po jednej i po drugiej stronie. A to musi w końcu doprowadzić do wybuchu po którym powróci stary, sprawdzony zamordyzm.
Loben - nie mam nic przeciwko liberalizmowi pod warunkiem, że nie jest to jego karykaturalna wersja w wydaniu lewicowym. Dla mnie jest to wersja produkująca słabe i leniwe społeczeństwo z myślą przewodnią typu: "Będę robił wszystko co mi się podoba a Państwo ma pilnować, żeby nic mi w tym nie przeszkadzało." W klasycznym liberalizmie wygladało by to natomiast tak "Będę robił wszystko co mi się podoba i nie potrzebuje do tego niczyjej pomocy".
Jedna wersja promuje ludzi kreatywnych i produktywnych, niezbędnych dla zachowania ciągłości danej cywilizacji a druga leni, którzy wszystko i wszystkich mają w dupie, bo liczy się tu i teraz a w razie czego wystarczy głośno pomarudzić, żeby Państwo zaspokoiło kapryśne potrzeby.
W której wersji jest większe prawdopodobieństwo jednoczenia się pod sztandarem silnej jednostki a w której rozdrabnianie na chaotycznie zmieniające poglądy grupki, które jako jedyną broń będą miały marsze milczenia albo "łapkę w dół" na Youtube? Co za tym idzie, która wersja ostatecznie musi być skazana na porażkę i samounicestwienie a która tylko przejściowo odeszła w cień, żeby w zradykalizowanej formie wrócić w dogodnym dla siebie momencie do władzy?
To właśnie tacy ludzie jak Ty sprawiają, że "nasza konserwatywna plaga" nigdy nie zdechnie . Jesteście dla nas paliwem. Poczekamy aż idea "Róbta co chceta" sama was wykończy,bo przecież w swojej definicji zakłada ona rozdrobnienie społeczeństwa na jak najdrobniejsze elementy, które można później przeciwko sobie rozgrywać w zależności od politycznych potrzeb. Czyli wy ze sobą będziecie walczyć o coraz większe absurdy a my poczekamy na dogodny moment by wrócić do gry. Tak było wielokrotnie w przeszłości, więc nie ma co się łudzić, że tym razem będzie inaczej.
Trochę życia spędziłem w mundurze (co prawda w zielonym a nie niebieskim ale jednak) i zawsze dziwię się, gdy ludzie zapominają o jednej prostej zasadzie dotyczącej relacji międzyludzkich. Jeżeli jesteś dla kogoś uprzejmy, to zwykle możesz się spodziewać, że druga strona też będzie dla Ciebie uprzejma. Z drugiej strony im więcej w nas agresji, pretensjonalności i braku chęci do współpracy z drugą osobą, tym więcej tego samego po drugiej stronie. Policjant - niespodzianka - to też człowiek, więc spodziewajmy się po nim zwykłych, ludzkich reakcji na nasze zachowanie.
Przekładając to na sytuację z wątku i znając z życia podobne historie jestem niemal pewny, że aktywistka zapracowała swoim zachowaniem na takie a nie inne traktowanie i pod tymi straszliwie brzmiącymi słowami typu "Przyszli w cywilu, wywieźli ją bez butów nieoznakowanym radiowozem. Skuli, rzucali po ścianach, choć podążała za ich poleceniami." kryły się mniej więcej takie dialogi:
- "Nie będę wam otwierać drzwi bo nie mam takiego obowiązku";
- "Nie założę butów bo nigdzie nie ide";
- "nie dotykaj mnie Ty faszysto. Będę robiła co mi się podoba".
Znając kwieciste i niewybredne słownictwo statystycznego aktywisty LGBT można się spodziewać, że padło również wiele innych, niecenzuralnych słów.
W takiej sytuacji co by proponowali obrońcy aktywistki? Wystarczy powiedzieć "nie otworzę drzwi i nigdzie nie idę", albo wyzwać od wszystkich od faszystów, żeby Policjant z podkulonym ogonkiem przeprosił i wrócił grzecznie do radiowozu? Jedyne co można w ten sposób osiągnąć, to przełączenie u Policjanta trybu "miejmy to już za sobą" na tryb "Co ona sobie myśli? Trzeba ją dojechać, żeby wiedziała, że nie gada z kolegą z ławki tylko z funkcjonariuszem reprezentującym Państwo". O to przecież jednak jej w tym wszystkim chodziło. Gównoburza w mediach wywołana, to nie dość, że umocni swoją pozycję w swoim środowisku, to jeszcze - jak szczęscie dopisze - może zawieszą jakiegoś psa, który śmiał ją tak potraktować.
Popatrz na zdjęcie załączone przez Caine. To jest właśnie dla mnie normalność
Loben - tak długo, jak ktoś będzie mi próbował wmówić, że facet w spódnicy to coś normalnego, będę się modlił żeby przynajmniej pod względem obyczajowym Konserwatyzm miał się w naszym kraju jak najlepiej.
Skoro pierwsza część nie zrobiła na Tobie wrażenia, to pewnie dlatego nie rozumiesz tych, którym kontrowersje związane z fabułą drugiej części przeszkadzają w cieszeniu się grą.
Wizualnie jest rewelacyjnie, gameplayowo jest tak jak w pierwszej cześci - fajnie. Ale co z tego? Część pierwsza Last of Us zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie nie z powodu grafiki czy gameplayu a przez to, że autentycznie przejmowałem się losami bohaterów. Kto grał w drugą część, ten wie jak tych bohaterów potraktowano. Mi to odbiera całą przyjemność z gry. Tobie widocznie do szczęścia wystarczy dźganie,strzelanie i naparzanie co 5 min w "kwadrat".
Nie przesadzał bym z tym, że sztampowe podejście do fabuły gry przeszkadzało w przypadku PoE. Większość zwykłych fanów cRPG, w tym ja, nie ma nic przeciwko powielaniu tradycyjnych klimatów rodem z D&D ubranych w inną skórkę i jednocześnie nie przepada za przesadnym udziwnianiem tego aspektu.
Wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży - część pierwsza PoE sprzedała się dużo lepiej niż jej kontynuacja czy też np. takie gry jak Torment: Tides of Numenera lub Tyranny. Przecież przynajmnie te dwie ostatnie miały bardzo fajne światy i orginalną fabułę a wszystkie razem sprzedały się gorzej niż sprzedało się PoE.
Wydaje mi się, że problem tkwi chyba w czymś innym.
W/w produkcje powstały z myślą o graczach, którzy marzyli o sentymentalnej podrózy w przeszłość do czasów, kiedy ogrywali po nocach obie części Baldurs Gate albo Fallout`ów. Pillarsy były pierwsze dlatego sprzedały się najlepiej. To był fajny, klasyczny cRPG. Niestety pokazał też dobitnie, że stara formuła na grę nie sprawdza się tak dobrze jak kiedyś.
W miedzy czasie ukazały się np Dragon Age, Divinity Original Sin, trylogia Mass Effect, Skyrim, Fallout 3 i New Vegas czy nasze polskie Wiedzminy. Każda z tych gier pokazała, że gry cRPG można robić pod względem technicznym znacznie lepiej i przez to zwiększyć ich przystępność dla nowych pokoleń graczy. W związku z tym kolejne tytuły robiona na wzór BG sprzedawały się coraz gorzej. Zwyczajnie nie miały szans w starciu z produkcjami oferującymi graczowi dużo większą swobodę oraz efektowniejszą stronę wizualną. Taki już los starego - przychodzi czas, że musi ustąpić miejsca młodym.
Cieszę się w związku z tym niezmiernie, że nowe Baldursy są w rękach Larian Studios. Oni już udowodnili, iż potrafią zrobić dla współczesnego gracza grywalny mix klasycznego i nowoczesnego cRPG. Trzymam kciuki żeby znowu udała im się ta sztuka.
Ograłem wersję demo na tyle, że mogę wydać grze wstępną ocenę. Jest całkiem nieźle. Do ideału sporo brakuje ale to co najważniejsze - klimat i system walki - dają radę.
PLUSY:
- Klimat. Uwielbiam dark fantasy i wizualno-dźwiękowa strona gry idealnie do mnie przemawia. Projekty wrogów, lokacji czy (nieliczne niestety) "powłoki" w jakie możemy się wcielić są takie, jakie od tego typu produkcji bym oczekiwał. Grafika bardzo ładna, animacja wrogów bez problemu pozwala przewidywać graczowi ich intencje. Przydała by się jakaś destrukcja otoczenia ale da się bez tego przeżyć. Ogólnie - duży plus.
- System walki. Początkowo ciężko mi go było ogarnąć, bo byłem świeżo po kolejnym przejściu Dark Souls 1 i rozpoczęciu przygody w Sekiro. Szczególnie w stosunku do tej ostatniej gry trzeba mocno przeprogramować odruchy, bo tutaj jest inaczej. Wolniej ale przy tym płynniej i precyzyjniej. Generalne zasady są podobne jak w innych grach gatunku. Uczymy się zachowań wrogów (pod żadnym pozorem nie wbiegamy "na pałę" w ich grupę, bo nawet początkowi leszcze załatwiają nas kilkoma strzałami) a później spokojnie i systematycznie ich likwidujemy. Jak się nie uda,to świat się "respawnuje" i powtarzamy wszystko od początku.
Standardowych ciosów mamy trzy rodzaje: "wolny","wolniejszy";) oraz kombinacja "wolniejszy"+bieg dająca nam bardzo przydatny cios z wyskoku. Można je płynnie mieszać w łańcuchy uderzeń i ogranicza nas tutaj tylko pasek staminy. Są skoki na "tygryska", jest ripostowanie ciosów wroga (w razie sukcesu z dodatkowym bonusem w postaci odnawiania się części naszego paska życia) czyli w miarę standardowo.
Czymś zupełnie nowym i z początku nieintuicyjnym (przynajmniej dla weteranów soulsów) jest natomiast system blokowania czyli "zastygnięcie" (taka chwilowa zamiana w kamień). W trakcie zastygnięcia możemy bezkarnie przyjąć jeden cios na klatę. "Zastygnąć" możemy w trakcie zadawania ciosu czy np w locie. Jak już się to ogarnie, to gra daje naprawdę dużą frajdę z walki, bo można sobie naprawdę fajnie pokombinować (np.: rozpocząć zadawanie ciosu z wyskoku, zastygnąć, poczekać aż wróg nas trafi i odbije się od bloku i chwilę później wlecieć w niego na pełnej ku#$%ie z rozpoczętym wcześniej ciosem). Należy tylko kontrolować pasek staminy (szczególnie grając początkową "powłoką" rycerza, bo chłop ewidentnie omijał zajęcia z cardio i męczy się po zadaniu 3 ciosów) oraz cooldown "zastygnięcia" i można wyczyniać na ekranie cuda, na które żadna gra z serii Dark Souls nigdy nie pozwalała.
System walki mogę podsumować w ten sposób: jak już miałem wszystko w miarę opanowane, to w żadnym miejscu nie czułem, że gra mnie podczas walki oszukuje. Każda porażka była spowodowana z mojej winy (standardowe dla gier tego typu mylenie przycisków, paniczne rolowanie w przepaść albo wprost w łapska kolejnego przeciwnika, ustawianie się w ferworze walki tyłem do ściany przez co kamera wariowała itp. itd.). Jeśli jednak wszystko szło zgodnie z planem, czyli było opanowanie i "skill", to bez większych problemów czyściłem wszystkie lokacje w jednym przelocie. Duży plus.
MINUSY:
- Niewielki wybór....w zasadzie czegokolwiek. Nie wiem jak to będzie wyglądało w wersji ostatecznej, ale z tego co widzę w tej chwili, to niewiele jest tu dróg rozwoju dla postaci. Mamy dostęp do 2 bohaterów. Pierwszy to rycerz - powolny i troszkę bardziej wytrzymały na ciosy z wyjątkowo słabą kondycją, czyli paskiem staminy, starczającym na zadanie góra 3 ciosów. Drugi to zakapturzony rozbójnik w lekkiej zbroi - ginie po góra 3 ciosach ale za to ma ze dwa razy dłuższy od rycerza pasek staminy, więc można sobie pozwolić na dłuższe kombinacje uderzeń . Mamy również dostęp do dwóch rodzajów broni - dwuręcznego miecza i zestawu narzędzi majstra Pana Wiesia (młotek i dłuto;).
Należy przy tym dodać, że zarówno broń jak i "skórkę" bohatera w jakiego się wcielamy, wybieramy wstępnie w "hubie" gry (w demie jest to krypta). Jeśli będziemy chcieli coś zmienić, to trzeba będzie wrócić do Huba co oczywiście zaowocuje "respawnem" wszystkich wrogów, jakich w między czasie zabiliśmy.
Każda z postaci ma jakieś malutkie drzewko umiejętności (dosłownie kilka skili do odblokowania). Każda z broni ma kilka ścieżek awansu i możemy im dodać np obrażenia od trucizny albo dodatkowe specjalne ciosy.
Tak czy inaczej pod względem dostosowania postaci pod nasz styl gry Mortal Shell wydaje się w tej chwili biedna i nie ma nawet startu do Dark Souls. Zobaczymy co zaoferuje pod tym względem pełna wersja.
-Optymalizacja - Często bez wyraźnego powodu gra mi się "dusiła" i nawet kilka razy zaliczyła "zwiechę". Nie wydaje mi się jednak żeby było to coś, czego nie dało by się naprawić do premiery, więc nie ma co się martwić na zapas.
- Fabuła - Nie jest to może minus, bo niewiele po demie mogę na jej temat powiedzieć. Podejrzewam że podobnie jak w "Soulsach", tutaj też tyle z niej wyciągniemy, co sami znajdziemy.
Pomysł z przejmowaniem ciał różnych, umarłych bohaterów ma jednak potencjał i liczę, że będzie ciekawie.
Reasumując - O ile gra nie okaże się jednorazówką na 5 godzin w cenie 59,99$ to sądzę, że fani gatunku powinni mieć Mortal Shell na radarze. Potencjał jest. Teraz tylko wystarczy tego nie $%^;)
Ja odbijałem się od PoE 2 trzy razy. W końcu przeszedłem ale na zasadzie - "miejmy to już za sobą", bo do końca rozgrywki ta cała karaibska otoczka przeszkadzała mi we wsiąknięciu w świat gry.
Jeśli chodzi o współczesne, "Balduro podobne" gry, to najlepiej bawiłem się przy Pathfinderze. Do tego tytułu również podchodziłem kilkukrotnie ale tu w końcu zaskoczyło i jak już historia zaczęła się rozkręcać, to pochłonęła mnie na dobre 130 godzin.
Jeśli więc nie pasują Ci pirackie klimaty, to może warto dać szansę Pathfinderowi. Ta gra ma sporo wad typu karykaturalne postacie NPC (babka z 2 mieczem, babka z 2 m tarczą itp.), zarządzanie królestwem, które nie każdemu będzie pasować czy też całkowicie przegięty poziom trudności w ostatnim rozdziale, ale mimo wszystko uważam, że jak ktoś szuka epickiej, komputerowej przygody o ratowaniu klasycznego świata fantasy, to będzie to dużo lepszy wybór niż PoE2.
Ograłem demo na tyle, że mogę wydać wstępną ocenę. Jest całkiem nieźle. Do ideału sporo brakuje ale to co najważniejsze - klimat i system walki - dają radę.
PLUSY:
- Klimat. Uwielbiam dark fantasy i wizualno-dźwiękowa strona gry idealnie do mnie przemawia. Projekty wrogów, lokacji czy (nieliczne niestety) "powłoki" w jakie możemy się wcielić są takie jakie od tego typu produkcji bym oczekiwał. Grafika bardzo ładna, animacja wrogów bez problemu pozwala przewidywać ich intencje. Przydała by się jakaś destrukcja otoczenia ale da się bez tego przeżyć. Ogólnie - duży plus.
- System walki. Początkowo ciężko mi go było ogarnąć, bo byłem świeżo po kolejnym przejściu Dark Souls 1 i rozpoczęciu przygody w Sekiro. Szczególnie w stosunku do tej ostatniej gry trzeba mocno przeprogramować odruchy, bo tutaj jest inaczej. Wolniej ale przy tym płynniej i precyzyjniej. Generalne zasady są podobne jak w innych grach gatunku. Uczymy się zachowań wrogów, nie wbiegamy "na pałę" w ich grupę i później spokojnie i systematycznie ich likwidujemy. Jak się nie uda,to świat się "respawnuje" i powtarzamy wszystko od początku.
Standardowych ciosów mamy trzy rodzaje: wolny,wolniejszy;) i kombinacja wolniejszy+bieg daje nam bardzo przydatny cios z wyskoku. Można je płynnie mieszać w kombinacje, trzymając przycisk można cios przetrzymać, mamy możliwość ripostowania ciosów wroga (dodatkowo jak coś takiego nam wyjdzie, to odnawia się część paska życia, więc tego typu ryzyko jest dodatkowo premiowane).
Czymś zupełnie nieintuicyjnym natomiast (przynajmniej dla weteranów soulsów) jest system blokowania - "zastygnięcie" (taka chwilowa zamiana w kamień). Mówiąc wprost przyjmujemy cios na klatę. "Zastygnąć" możemy w trakcie zadawania ciosu czy np w locie. Jak już się to ogarnie, to gra daje naprawdę dużą frajdę z walki, bo można sobie naprawdę fajnie pokombinować. Należy tylko kontrolować pasek staminy (szczególnie grając początkową "powłoką" rycerza, bo po kombinacji 3 ciosów wyczerpuje mu się całą stamina ), cooldown "zastygnięcia" i można wyczyniać na ekranie cuda, na które żadna gra z serii Dark Souls nigdy nie pozwoli.
Reasumując -jak już miałem wszystko w miarę opanowane, to w żadnym miejscu nie czułem, że gra mnie podczas walki oszukuje. Każda porażka była spowodowana z mojej winy (standardowe dla gier tego typu mylenie przycisków, paniczne rolowanie w przepaść albo wprost w łapska kolejnego przeciwnika, ustawianie się w ferworze walki tyłem do ściany przez co kamera wariowała itp. itd.). Jak jednak wszystko szło zgodnie z planem, był spokój i "skill", to bez większych problemów czyściłem wszystkie lokacje w jednym przelocie. Duży plus.
MINUSY:
- Niewielki wybór....wszystkiego - Nie wiem jak to będzie wyglądało w wersji ostatecznej, ale z tego co widzę w tej chwili, to niewiele jest tu dróg rozwoju dla postaci. Mamy dostęp do 2 postaci: Gruby (rycerz - powolny i troszkę bardziej wytrzymały) i chudszy(klasyczny zbir w lekkiej zbroi - ginie po 3 ciosach ale za to ma ze dwa razy dłuższy pasek staminy) i do tego dwa rodzaje broni - dwuręczny miecz i zestaw narzędzi majstra Pana Wiesia - młotek i dłuto;) Każda z postaci ma jakieś malutkie drzewko umiejętności (dosłownie kilka skili do odblowkowania). Każda z broni ma kilka ścieżek awansu i możemy im dodać np obrażenia od trucizny albo dodatkowe specjalne ciosy.
Tak czy inaczej pod względem dostosowania postaci pod nasz styl gry Mortal Shell nie ma nawet startu do Dark Souls i jak na razie nie widzę tutaj potencjału na wielokrotne jej przechodzenie.
-Optymalizacja - Często bez wyraźnego powodu gra mi się "dusiła" i nawet kilka razy zaliczyła "zwiechę". Nie wydaje mi się jednak to coś, czego nie dało by się naprawić do premiery.
- Fabuła - Nie jest to może minus, bo niewiele po demie mogę na jej temat poweidzieć. Podejrzewam że podobnie jak we wszystkich "Soulsach", tutaj też tyle z niej wyciągniemy, co sami znajdziemy.
Pomysł z przejmowaniem ciał różnych, umarłych bohaterów ma jednak potencjał i liczę, że będzie ciekawie.
Reasumując - O ile gra nie okaże się jednorazówką na 5 godzin w cenie 59,99$ to sądzę, że fani gatunku powinni mieć Mortal Shell na radarze. Potencjał jest. Teraz tylko wystarczy tego nie $%^;)
Faktycznie- czyli może uda się zakończyć wszystko w mniej niż 100 godzin:D
Tylko nie to - teraz będę musiał po raz n-ty zainstalować BG 2 i zmarnować kolejne kilkaset godzin mego marnego żywota...;)
Zgadzam się. Gra bardzo dobra ale przydały by się np. jakieś zadania fabularne. Taki niestety urok tego typu sandboxów - samemu trzeba tworzyć swoją historię i szukać sobie następnego celu do zrealizowania.
pieterkov - system walki z tego co widziałem do tej pory zależy od klasy w jaką się wcielamy. Na początku mamy dostępną postać "Tanka" z dwuręcznym mieczem i według mnie gra się nim podobnie, jak grało się jego odpowiednikiem w Dark Souls 3. Nigdy nie byłem żadnym pro playerem w DS i nie wgłębiałem się w liczenie klatek animacji na atak, więc to może to być tylko subiektywne odczucie. Poza tym ciężko jest mi to określić po niecałej godzinie grania, ale widzę tu potencjał i jest duże prawdopodobieństwo, że efekt końcowy mi się spodoba na długo.
dareqe - Skoro tyle osób gra w Fortnite i skoro istnieją całe społeczności zbudowane wokół tej gry, to dla mnie jest logiczne,że najwyraźniej dla odbiorcy docelowego jest to gra bardzo dobra. Osobiście też nie jestem fanem tego tytułu ale jest to gra celowana w segment 8 - 12 latków, więc nie mi się ma ona podobać.
Co do schematyczności DS czy innych tego typu gier oczywiście masz rację.Tylko to samo można powiedzieć praktycznie o każdej grze Single Player. O ile nie doczekamy się kiedyś prawdziwej sztucznej inteligencji,
to granie zawsze będzie polegało na wykorzystywaniu i powtarzaniu w kółko tych samych schematów.
Dobra gra różni się w tej materii od słabej tym, że daje nam możliwie największą swobodę w tworzeniu własnych, odpowiadającym naszym preferencjom schematów gry. "Soulsy" zawsze były w tej płaszczyźnie bardzo elastyczne i pozwalały na dużą dowolność w kreacji naszego "avatara".
Co za tym idzie oferowały też wiele różnych sposobów na rozprawianie się z czyhającymi na nas w grze przeszkodami.
Do tego oferowały też coś, co stanowiło jeszcze większą odskocznię od tej schematyczności, czyli mogące przytrafić się w każdej chwili "inwazje" na nasz świat innych graczy.
Mogę się zgodzić z tym, że gry z serii "Dark Souls" posiadają wiele elementów, które można by było poprawić. Nie zmieni to jednak faktu, że według mnie w tej kategorii nie było jeszcze lepszej gry. Kto wie? Może Mortal Shell to zmieni?
Na jakiej podstawie oceniasz, że to słaba gra? Seria Dark Souls może się pochwalić ponad 25 mln sprzedanych kopii, więc podobała się wystarczająco dużej bazie graczy, żeby opłacało się kopiować tego typu pomysł na grę.
To, że Tobie się ten rodzaj gier nie podoba nie oznacza, że gra jest słaba, tylko że masz inny gust.
Mi się np. nie podoba seria Red Dead Redemption ale nigdy nie napiszę, że to słabe gry, bo wyniki sprzedaży oraz oceny większości graczy mówią same za siebie.
Co do samego Mortal Shell - wczoraj pierwszy raz o tej grze usłyszałem i od razu wziąłem ją na celownik, a dzisiaj taka miła niespodzianka.
Sam styl gry urzekł mnie już na trailerach i cieszę się, że po wstępnym "ograniu" jestem więcej niż usatysfakcjonowany. Połączenie dark fantasy z fajnym systemem walki to jest to, za co mogę zapłacić nawet "premierową" cenę, bo widzę tu potencjał na przynajmniej kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy. Jedyna rzecz jaka w tej chwili mnie trochę irytuje, to system parowania ciosów ale pewnie spowodowane jest to tym, że akurat od kilku dni próbuje ogarnąć Sekiro i teraz timingi mi się nie zgrywają;)