Spodziewałem się kryminału albo co najmniej thrillera. Dostałem jakiś romans. Akcja jest jakaś bezsensowna. Grupa trenowała 5 miesięcy do napadu - nie miało być przelewu krwi, a w pierwszym możliwym momencie główna bohaterka daje ciała i rani policjantów. Po jakiego czorta, jak już weszli do mennicy i włamali się do sejfu gdzie było tyle forsy, że starczyło by każdemu z bandy do 3 pokoleń naprzód, czekali na przyjazd policji? Żeby wszystko zepsuć? Żaden alarm się nie uruchomił, zakładnicy opanowani, drzwi wyjściowe stoją otworem, ciężarówka w garażu, torby załadowane forsą, nikt nie goni, nie strzela, wystarczyło wyjść z torbą na ramieniu. Ale nie. Uruchamiają alarm, żeby przyjechała policja i się można było z nią postrzelać i nie móc wyjść. Co ciekawe w drugim (albo trzecim odcinku) - zaganiają zakładników do drukowania pieniędzy? Po co, jak na samym początku gdy weszli do skarbca było gdzie jej tyle, że do ciężarówki mogło się nie zmieścić?