KaToKaMasz

KaToKaMasz ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

22.12.2021 09:40
KaToKaMasz
😢
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Pamiętam, jakim wyznacznikiem jakości był kiedyś Pan Bagiński i jak go chwalono za projekt Legendy Polskie. Sam należałem do tej grupy i długo był dla mnie przykładem współczesnego, stosunkowo małego, ale z dużymi ambicjami filmowca. Gdy pojawiła się informacja, że zasiądzie za sterami Wiedźmina, nie umiałem sobie wyobrazić innego scenariusza, niż arcydzieło.
Niestety, los chciał inaczej. Sukces finansowy jest i to prawdopodobnie wystarcza. Ja niestety jestem zniesmaczony i każdy jego nowy wpis upewnia mnie w przekonaniu, że nasz oscarowy bohater i filmowy wizjoner zaginął, bez szansy na powrót.

21.12.2021 23:09
KaToKaMasz
😐
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Dziwi mnie ta naiwność. "Prawie" mówi samo za siebie. Przyznaje, że nie znam się na NFT, lecz zabieg z punktu widzenia biznesowego zdaje się być sensowny. Wprowadzono tokeny do produkcji, która została już zmieszana z błotem, zgnojona i mało kto, się nią interesuje. A jednak, jakikolwiek ruch na transakcjach wygenerowała. Jest to wyraźny znak dla wydawcy, że gra jest warta świeczki, skoro w tak zapomnianej produkcji NFT przynosi zysk, co dopiero będzie w przypadku topowej serii jak Assassin's Creed. Dodatkowo wszystkie początkowe pomyje, jak w zanadrzu ma społeczność, zostaną wysłane na Breakpoint, które i tak tonie w szambie. Idealny obiekt testowy. Za jakiś czas burza ucichnie, badanie rynku się zakończy i będzie można wprowadzać nowy sposób zarobku do większych produkcji.
Smutne... Ale prawdziwe.

21.12.2021 01:02
KaToKaMasz
😒
9
odpowiedz
5 odpowiedzi
KaToKaMasz
34
5.5
PC

Uwaga... będą spoilery z podstawki gry, ale po roku chyba nie powinno to dziwić. W najgorszym wypadku zaoszczędzicie sobie zawodu.

Ta gra jest ultra średniakiem. Jak widzicie wystawiłem najbardziej średnią oceną, na jaką pozwala skala GOL (5.0 to już gra słaba podobno, chociaż wydaje mi się, że właśnie na idealne, środkowe 5.0 gra zasługuje). Z góry przepraszam za mniejsze błędy i literówki, których nie wychwyciłem w trakcie pisania.
Może zacznę tak... jedynym połowicznym plusem gry, jest walka, ale tak mniej więcej w środku gry, kiedy zaczynamy poznawać co ciekawsze ataki i złapiemy już, który set broni nam najbardziej pasuje. Nowe możliwości zwalczania niemilców są nam udostępniane, a nic nie daje takiej satysfakcji, jak przyciśnięcie wielkiego przeciwnika do muru, by odskakując odrąbać mu łeb rzuconym toporkiem. Piękna sprawa. I drugim połowicznym plusem są walki z Bossami, ale tylko częścią z nich. Do pozytywów zaliczyć można jeszcze PIERWSZE wrażenie z świata wykreowanego, który jest ogromny i od strony samej grafiki, ładny.

A teraz można przejść do mięsa. Gra w dużym skrócie jest kompletnie niesatysfakcjonujące. Od podstaw rozgrywki, głównego bohatera, eksploracji, przez rozwój postaci i ekwipunku, po samą fabułę. Nie ma w tej grze ani jednego elementu, który został wykonany bardzo dobrze, albo chociaż dobrze. Gra jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem, ponieważ Origins mnie zachwycił i rozkochał, chociaż też już męczył pod koniec, z uwagi na ogrywanie podstawki i dodatków cięgiem, tak klimat świata, satysfakcja z walki, postać i główny bohater zapadły mi w pamięć lepiej, niż jakakolwiek inna odsłona serii. Zaznaczyć chyba powinienem, że jest z tej grupy, która uważa ACII za grę bardzo dobrą, ale to ACI jest dla mnie Best of the Best, z uwagi na niepowtarzalny w tej serii klimat prawdziwego zabójcy (chociaż zdaję sobie sprawę, że gra miała też wiele minusów). Wracając do Valhalli - ta gra to dwa kroki wstecz względem Origins. Nie umiem porównać tego do Odyssey, ponieważ grę odłożyłem po pierwszych 15minutach - nie podszedł mi w ogóle klimat i setting. Do krytyki sagi o Eivorze mam jak najbardziej podstawy - ukończyłem podstawową wersję na 100% (odrobinę oszukane, ale o tym za chwile), licznik wskazuje 167 straconych godzin, więc miałem dużo czasu, by wyrobić sobie odpowiednią opinię. Swoją sagę pisałem PC składającym się z i9 9900K, RTX 2070S, 32GB RAM, a gra zainstalowana na satowym dysku SSD (rozgrywka, z uwagi na monitor, niestety tylko w 1080p).

Zacznijmy od początku. Od samego początku, czyli wstępu fabularnego, zyskania przydomku Wilcza Paszcza (chociaż w dosłownym tłumaczeniu chyba powinno być coś w stylu Wilczego Pocałunku[/]). Wstęp do fabuły wydaje się bardzo ciekawym wejściem do świata wikingów i walki o wieczny honor, by móc zasiąść z Odynem w Valhalli, czekając na bój ostateczny przy pieśniach i piwie. Złudzenie to niestety zostaje rozmazane, przez z pozoru niewinne, lecz z perspektywy reszty rozgrywki i logiki uniwersum Assassin’s Creed, bardzo dziwny zabieg ze strony twórców. Wybieramy płeć bohatera. Ale to nie tak, jak w poprzedniej części, że jest dwóch grywalnych bohaterów, którzy są rodzeństwem i mają swoje role w świecie gry, tylko wybieramy konkretnie płeć naszego bohatera. Jest to o tyle dziwne, że skoro odczytujemy wspomnienia jakiegoś naszego przodka, raczej powinno być jasne, czy jest to mężczyzna, czy kobieta. Może się czepiam, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że po odkopaniu szczątków, z których pobrano fragment DNA Eivora, by móc odczytać jego wspomnienia w Animusie, nie było pewnym, czy nieboszczyk był płci męskiej, czy żeńskiej. Ale ta decyzja powoduje jeszcze inną dziwność. Cała reszta rozgrywki i relacji z postaciami nie jest dopasowana do faktycznej płci, a jest… uniwersalna. Nieważne, czy wybierzemy kobietę, czy mężczyznę, ponieważ w rzeczywistości nasz bohater jest bezpłciowy i czuć to okrutnie przy jakiekolwiek relacji pseudo romantycznej, czy to z męską, czy żeńską postacią w grze. Pomijając fakt, że zdarzają się błędny w tłumaczeniu, które do mojego męskiego Eivora zwracają się jako „ona”.

Kolejnym zdziwieniem jest walka. No bo tak, po dokonaniach z Origins, które miało bardzo satysfakcjonujący system walki i skrobania paska zdrowia można było się doczekać tylko w przypadku walk z bossami, w Valhalli trzeba było iść o krok dalej. I tu robi się lekkie zdziwienie, co z tym moim potężnym i niezłomnym wikingiem jest nie tak, że randomowego przeciwnika, muszę okładać 15 razy toporem, żeby ten łaskawie poległ. Po pewnym czasie okazuje się, że gra postanowiła zapożyczyć z innych gier system bloków i zbijania kondycji (albo wytrzymałości?) przeciwnikom. Toteż najskuteczniejszą metodą walki jest blokowanie ciosów przeciwników w momencie ataku, który jest odpowiednio oznaczony kolorem pojawiającym się na przeciwniku. Może i by to przeszło, gdyby nie fakt, że przeciwnicy wybitnie nie lubią nas atakować, gdy czekamy na ich atak. Najbardziej dotkliwym doświadczeniem tego smutnego rozwiązania było wykonywanie Wyzwań Mistrzowskich na 100% i maksymalne rozciągnięcie walki z przeciwnikami, by doczekać się wszystkich możliwych bloków, jak trzeba wykonać. Ale o samych wyzwaniach będzie później. Efekt systemu walki jest taki, że zamiast potężnego wikinga, który pozwali nam w satysfakcjonujący sposób rozprawiać się z przeciwnikami i postawi przed nami czasem wyzwanie w postaci twardszego przeciwnika, dostajemy nudny symulator skrobania pasków zdrowia lub wytrzymałości, ewentualnie jednego i drugiego w przypadku większych przeciwników. Ja ostatecznie zdecydowałem się zmniejszyć poziom trudności walki, ponieważ stało się to zbyt nudne, a oczywiście poziom ten nie wprowadza żadnych zmian w zachowaniu przeciwników, a jedynie skraca ich paski życia i zabiera zadawane punkty obrażenia. Problem ten występuje na początku, ponieważ mniej więcej w środku gry, system się „dociera”. Jak wspomniałem wcześniej, po doborze odpowiedniego zestawu mordu i rozwinięciu w jakimś stopniu naszej postaci o mniejsze umiejętności, a także ataki specjalne, gra nabiera dynamiki. Walka zaczyna być szybsza, wykańczanie przeciwników urozmaicone, dzięki atakom specjalnym, a zatem pojawia się nadzieja na pierwszy dobry element gameplayu. Z czasem jednak zauważyłem, że zaczęło się robić nudno, ponieważ… moja postać stała się zbyt potężna. Z nudów podniosłem nawet z powrotem poziom trudności walki i przez chwilę było znów w porządku, ale tylko do czasu. Bo ostatecznie okazuje się, że sens mają tylko cztery ataki specjalne, a reszta jest zbyteczna. Eivor zyskuje regenerację zdrowia, którego i tak ma bardzo dużo, zaś połowa ataków, po nabyciu odpowiednich zdolności, nawet nie wytrąca go z równowagi, więc nie trzeba się specjalnie starać unikać ciosów. Na łuczników w pewnym momencie w ogóle przestałem zwracać uwagi, ponieważ nie byli mi w stanie nic zrobić, gdyż zdrowie mojego bohatera między kolejnymi trafionymi strzałami zdążało się zregenerować.
Dochodzi do tego również problem samych przeciwników, ponieważ jak na 160h gry jest ich… bardzo mało. Można powiedzieć, że w grze występują trzy główne frakcje – Wikingowie, Sasi i Bandyci (i w ostateczności Jötunowie). Problem jest taki, że w każdej frakcji znajduje się przynajmniej kilka odpowiedników tego samego rodzaju przeciwnika, poza kilkoma wyjątkami. W efekcie przez całą rozgrywkę walczymy praktycznie z tymi samymi przeciwnikami, którzy na tak długą metę są nudni, aż do bólu. Dziwi to o tyle, że walka w tej grze jest bardzo istotnym aspektem, w końcu to opowieść o wikingach i wpleciony w to wszystko wątek skrytobójców nie jest żadnym wytłumaczeniem, bo kto chciałbym się skradać i zabijać z zaskoczenia, nożem w plecy, bez honoru, jak można stanąć z przeciwnikiem twarzą w twarz do ostatecznego boju? Takie przynajmniej było moje założenie, ponieważ nie zdarzyło mi się skradać ani razu w tej grze, za wyjątkiem kilku misji, w których gra nas do tego zmusza. Jeśli dało się wyciąć wszystkich w pień, takie było moje przeznaczenie.
Co w takim razie z Bossami, który już Assassin’s Creed Origins zaczął powoli wprowadzać do serii. Z bossami jest… pół na pół. Na pochwałę na pewno zyskuje jeden z pierwszych na jakiego natrafiamy i pewnie na początku nie pokonamy, czyli jedna z trzech Cór Leriona. Byłem mocno niezadowolony, gdy musiałem zawrócić ze spuszczoną głową z pola walki, lecz zmotywowany, do kolejnej walki po usprawnieniu postaci. Niestety jak się później okazało, pozostałe dwie siostry były do siebie bardzo podobne. W efekcie trzecia walka z podobnym bossem, nie robiła już prawie żadnego wrażenia. Grupa krwiożerczych wilków również stanowiła niemałe wyzwanie. Zdarzyło się też kilku ciekawych wojowników Ragnara. Więc można śmiało powiedzieć, że gra ma swoich dobrych, unikalnych bossów. Ma też trochę tych zły, lecz najsłabsi wydają się Ci najwięksi. Zaliczyć do nich można przede wszystkim kamiennego niedźwiedzia z Jötunheim i wielkiego wilka Fenrira, z którymi walka była jednostajna, nudna i banalnie prosta – stać między nogami i okładać, aż będzie miał dość.

Z walki naturalnie przechodzimy do rozwoju postaci, który mocno miesza w sposobie przebijania się przez kolejne zastępy wrogów. Niestety sam rozwój postaci nie robi najlepszego wrażenia, ponieważ zamiast konkretnego drzewka umiejętności, które wypełnione będzie przydatnymi mechanikami, dostajemy potężna pajęczynę punktów. Cała siatka podzielona jest na trzy części, odpowiadające za ataki dystansowe, walkę wręcz i skrytobójstwo. Każda część podzielona jest na mniejsze segmenty, w których znajdują się małe ulepszenia poszczególnych statystyk, które z kolei prowadzą do jakiejś umiejętności. Na papierze wydaje się wszystko w porządku. W praktyce już jest trochę inaczej. Niestety, nie ma żadnej konsekwencji w podziale na walkę dystansową, walkę wręcz i skrytobójstwo, ponieważ w części skrytobójstwa znajdują się umiejętności przydatne do walki wręcz lub dystansowej. Dotyczy to zarówno mniejszych statystyk, jak ich zdobywanych umiejętności. I tak jest w każdej z pozostałych grup. Po co w takim razie ten podział? Same umiejętności również nie robią wrażenie, ponieważ jest tego wszystkiego za dużo. Na początku owszem, zdarzyło mi się czytać, co jest czym i jakie korzyści będą z przydzielenia, teoretycznie cennego punktu doświadczenia dla konkretnej pozycji. Ale po wydaniu już 100 punktów przestałem na to zwracać uwagę i wydawałem wszystko po kolei. Było moim wielkim zdziwieniem, gdy w trakcie walki zrobiłem unik przed ciężkim atakiem przeciwnika, a Eivor zamiast odskoczyć, skontrował atak przewrotem i ciosem ukrytym ostrzem. Umiejętność kompletnie wywracająca system walki do góry nogami, ułatwiająca bitwy z każdym przeciwnikiem, zwłaszcza bossami, znajdująca się oczywiście w Skrytobójstwie, zamiast walce wręcz. Ktoś miał bardzo ambitny pomysł z rozwojem postaci, lecz moim skromnym zdaniem, jest on nietrafiony. Zamiast przerzucać statystyki ataków do mikro umiejętności, trzeba było ograniczyć liczę punktów doświadczenia i skupić się na umiejętnościach głównych, dokładnie je pogrupować i pozwolić graczowi obrać jedną, maksymalnie dwie ścieżki, zamiast umożliwić losowe ładowanie punktów we wszystko jak popadnie. Rozgrywka zyskała by na tym charakteru, a nasze wybory, przy rozwijaniu bohatera, miałyby znaczenie. Co w ostateczności przekładałoby się na satysfakcję z rozgrywki.

Czas na eksplorację. Wydawać by się mogło, że po takim doświadczeniu, jakie ma seria Assassin’s Creed, można tylko lepiej. Otóż nie. Ubisoft ma ostatnio mocną tendencję do kierowania się zasadą Ilość, a nie jakość. Niestety, nie jest to plusem w żadnym aspekcie rozgrywki.
Mapa jest ogromna. Owszem, jest ładna, krajobrazy i różnorodność regionów zachwycają, lecz niestety jest to tylko okładka. W rzeczywistości, świat jest pusty i nieciekawy. Można go przejechać wzdłuż i wszerz, jednak o ciekawe lokacje bardzo ciężko, a jeśli już na jakieś natrafimy, będą to tylko puste lokacje z ewentualną kartką/listem, który ma nadać całemu miejscu jakiejś historii, co oczywiście nie ma racji bytu. Być może sprawdza się w pierwszej drugiej, może jeszcze piątej lokacji. Ale w dwudziestej, czterdziestej nie ma to racji bytu.
Wypełnienie tych lokacji częściowo stanowią krótkie zadania poboczne. Na początku zadania te zdawały się strzałem w dziesiątkę. Nie opierają się na znacznikach i opisach, co mamy dokładnie zrobić. Zwykle składają się z krótkiego dialogu, ewentualnie jakiejś wskazówki, którą sami znajdziemy, by dojść do rozwiązania problemu. Niestety mam wrażenie, że co ciekawsze zadania zostały ustawione na początku, zaś im dalej w las, tym coraz mniej zadań, a jak już się pojawiają, zdają się być coraz mnie interesujące. W efekcie po raz kolejnym natrafiamy na średni element rozgrywki, który nie został dopracowany do miana Dobrego.
Dla mnie jednak największym grzechem w eksploracji świata jest poruszanie się po nim. Gra szczyciła się przed premierą możliwości podróżowania statkiem po rzekach Anglii. Piękna sprawa. Od razu przypominały się czasy Black Flag, morskiej bryzy, szant i piękna eksploracji. Jak jest w takim razie z tym statkiem w saskiej ziemi? A no… nijak. Nie wiem, jak Wy, ale ja osobiście używałem statku tylko płynąc na początek zadania w nowym regionie i atakując klasztory. W tym drugim przypadku tylko dlatego, że potrzebowałem swoich „bardzo użytecznych” członków załogi, do otwarcia skrzyń. Poruszanie się po rzekach jest ograniczone i nie dotrzemy w większość interesujących nas lokacji. Sama gra nawet nie zachęca nas do używania go, ponieważ nie przewiduje dla tego rozwiązania żadnych atrakcji. Ostatecznie prościej (teoretycznie) jest przejechać koniem na przełaj i zahaczyć o wszystkie interesujące nas punkty po drodze, niż płynąć statkiem na około. I to jeszcze przy tym porywającym akompaniamencie naszej muzycznej załogi – nie przesłuchałem żadnej z granych piosenek do końca, ani razu. I żadnej nie pamiętam… Ale do muzyki jeszcze przejdziemy.
Skoro łodzią nie, to koniem będzie na pewno lepie. Otóż nie… Kto ja się pytam wymyślił… że dodanie do gry z tak wielką mapą paska wytrzymałości dla wierzchowca to będzie dobry pomysł? Mam nadzieję, że dostał reprymendę. Ale zwolniony powinien zostać ten, który wymyślił, że kondycja zużywa się przy przejeździe na przełaj, a po drodze, to już nie. Dlaczego twórcy próbują ograniczyć gracza do jazdy po drogach, tworząc tak ogromny i z ich perspektywy różnorodny świat? Co stało za tą decyzją? Ja nie chcę być złośliwy, ale do głowy przychodzi mi tylko jedna odpowiedź. Twórcy mieli świadomość, że coś jest nie tak. Pierwszy problem, to w rzeczywistości pusty świat, który bardziej rzuca się w oczy, podczas bezpośredniego kontaktu, który w trakcie jazdy na przełaj jest nieunikniony. Ale jest też drugi problem. Przywołuję na scenę najgroźniejszego przeciwnika eksploracji – murki. Kamienne murki. Dużo murków. Charakterystyczny element wysp brytyjskich, można je spotkać nawet w dzisiejszych czasach. Murki, które jak rozumiem, oddzielały kawałki ziem, czy konkretne pola uprawne. Co z nimi jest nie tak? A no to, że jadąc na przełaj, trzeba je albo omijać, licząc na to, że gdzieś się skończą. Albo przeskakiwać. Niby nic złego, ale każdy taki murek, wymusza animację skoku dla naszego wierzchowca. I tu jest sedno problemu, albowiem animacja ta jest po prostu zła. Twórcy nie potrafili wdrożyć płynnej, naturalnej i szybkiej animacji do swojego silnika. Efekt jest taki, że przy każdym napotkanym murku, czy płotku, nasz wierzchowiec spowalnia, koślawo przeskakuje i na nowo rozpędza się, tylko po to, by znów napotkać murek. Niby pierdoła, ale nie wiem, czy jest element w tej grze, który bardziej wyprowadzał mnie z równowagi. A próba ominięcia tego problemu zdaje się być splunięciem w twarz ze strony twórców, którzy nie podjęli próby jego rozwiązania.
No dobra, a czy w tym pustym świecie jest w ogóle co eksplorować? Oczywiście! Zarówno w Anglii, jak i Norwegii oraz Ameryki Północnej czekają nas różnego rodzaju aktywności. Anglia i Norwegia podzielone są na regiony, opisane różnymi poziomami siły, jaki jest zalecany do zwiedzania regionu. W każdym regionie czekają na nas trzy kategorie atrakcji – Bogactwa, Tajemnice i Artefakty. Skarby oznaczają Sztabki potrzebne do podnoszenia poziomu naszego ekwipunku oraz sam ekwipunek. Tajemnice to swego rodzaju questy poboczne, składające się na pomoc mieszkańcom Anglii i rozwiązywaniu zagadek logicznych. Artefakty zaś to zapoczątkowane w odsłonie serii oznaczonej numerkiem rzymskiej trójki, znienawidzone gonienie latających karteczek (w tym przypadku tatuaży dla Eivora), zbierane rzymskie artefakty, które później wymienimy na ozdoby naszej osady i przeklęte totemy, które należy zniszczyć. A jaki mam z tym problem? Przy którymś z kolei regionie, już nawet nie próbowałem cieszyć się z nowych przygód, ponieważ są to w kółko te same elementy. Bogactwa to w 99% obozy wojskowe, przez które trzeba się przerąbać (ewentualnie przekraść, jeśli ktoś wybiera ten styl rozgrywki), żeby zebrać loot, którego jest po pierwsze niewiele, zaś jeśli to jest element ekwipunku, w 90% i tak go nie wykorzystamy (o tym później). Tajemnice są ciekawe do maksymalnie czwartego regionu, ponieważ ile razy można układać te same kamienie, ustawiać ponownie kamerę dla następnego z kolekcji symbolu, podczas słuchania prawdy, czy rozwiązywać coraz to nudniejsze questy poboczne. Artefakty zaś są typowymi zapchaj dziurami, a niewykorzystany potencjał przeklętych totemów bolał mnie za każdym razem, gdy taki napotkałem. Dlaczego nikt nie pokusił się o walki z jakimiś przeklętymi mocami, albo chociaż poważniejsze skutki uboczne, niż przyciemniony ekran, żeby gracz czuł faktyczną presję. Oglądamy tylko coraz większe masakry w okolicach totemów, ale niczym nie jest to uzasadnione. No chyba, że jest do totemu dołączona notka z wypocinami jej autora, jak to wszystkie złe stworzenia świata zasługują na karę. Poziom designera na poziomie gimnazjum (teraz chyba 7-8 klasy podstawówki).
Pamiętam czasy takiej mocno nieidealnej gry jak Gothic 3, która wstrząsnęła na premierę światem gier. Co by o niej nie mówić, jej cudownej ścieżki dźwiękowej słucham do dziś i nigdy nie zapomnę przyjemności, jaką mi dawała w trakcie zwiedzania Myrtany, Varantu, czy Nordmaru. Nie jeden z Was pewnie doskonale pamięta każdą nutkę z soundtracku Wiedźmina 3. Chociaż ten już momentami ciążył mi, z uwagi na moją powolną eksplorację np. bagien, nie da się odmówić, że jest niepowtarzalny, podobnie jak ścieżki dźwiękowe poprzednich odsłon.

spoiler start

Uprzedzając atakujących, że to ten, co dał niską ocenę Wiedźminowi – planuję ją zmienić na wyższą i nawet Premium do tego wykupię, tamta ocena to były pierwsze wrażenia, które niestety nie były najlepsze, ale zacząłem doceniać w ramach przechodzenia. Planuje niebawem do Wiedźmaka powrócić, aby dokończyć przygodę (wybranie Valhalli przed Dziki Gon było dużym błędem z mojej strony).

spoiler stop


To teraz zadam pytanie… Czy ktoś z Was pamięta w ogóle muzykę z Valhalli? Np. soundtrack z Origins wspominam ciepło do dziś. A Valhalla? Pisząc tą recenzję odsłuchuję właśnie na YouTube. I jestem zdumiony, że tyle muzyki stworzono do tej gry. Pytanie zatem, gdzie ona się podziała? Bo na pewno nie ma jej w grze. Początkowo myślałem, że to błąd. Ale jest rok naprawiania za nami i nic w tej sytuacji się nie zmieniło. Trzech kompozytorów siedziało nad tym soundtrackiem, ale efekty tej pracy zostały pogrzebane, przez fatalną implementację muzyki do gry. Jest jeden motyw, który zapamiętałem. Muzyka towarzysząca nam przy misjach podbijania fortec, mających miejsce zwykle pod koniec wątku fabularnego w danym regionie. Pamiętam, ponieważ jest to dość krótki fragment, lecący w pętli, przyprawiający gracza o coraz silniejszą chęć wyłączenia muzyki w grze. Kolejna osoba do zwolnienia w studiu – nie wiem, jak taki element można aż tak spartolić w 2020 roku i nie naprawić przez kolejny rok po premierze. Naprawdę, jedyny moment w który zwróciłem uwagę na muzykę, to na sam koniec wątku głównego, po rozmowie z Alfredem, która sprawia wrażenie, jakby gra dopiero teraz miała się rozkręcić. Przez moment nawet przeszło mi przez myśl, że trzeba skończył fabułę, by odblokować soundtrack w grze. Aż tu nagle utwór się kończy i… znowu cisza.
Jeśli zaś chodzi o samą muzykę (po przesłuchaniu faktycznego Soundtracku), to sama w sobie też niestety nie odkrywa koła na nowo. Jest po prostu poprawna. Utwory skomponowane przez Sarah Schachner, są bardzo podobne do motywów z Origins, niektóre za bardzo. Jesper Kyd, to ten sam Jesper Kyd z pierwszych części serii (po nutce można stwierdzić, czy to jego utwór). Co zaś się tyczy Pana Einara… mam wrażenie, że Ubisoft jego osobą, chciał dokonać tego, co CD Projekt RED zespołem Percival. Nie jestem jednak pewien, czy to on nie podołał zadaniu, czy tak bardzo podcięto mu skrzydła. Zdarza mi się posłuchać Warduny, ale żaden z utworów ścieżki dźwiękowej Valhalli skomponowany, czy wykonany przez Einara Selvika, nawet nie leży koło, takiego „Kvitravn”. MOŻE „Odin’s Ride to Hel”, ale nie mam pojęcia, gdzie ten utwór występował grze. Ja go na pewno nie kojarzę.

Skoro eksplorację mamy za sobą, to co z ekwipunkiem? To też nie lada gratka. W trakcie rozgrywki zdobywamy różne rodzaje uzbrojenia i pancerzy. W przeciwieństwie do Origins, nie są to powtarzające się, te same rodzaje broni, które cały czas niszczymy lub sprzedajemy. Nie znajdziemy dwóch takich samych narzędzi mordu, zaś elementy pancerzy składają się w unikatowe zestawy. Ulepszenie naszego ekwipunku odbywa się w dwóch krokach. Po pierwsze podnosimy poziom sprzętu za pomocą sztabek, zbieranych w skrzyniach z bogactwami. Im wyższy poziomowo region, tym wyższy poziom sztabki. Wśród sztabek są – Sztaba Węgla (CO?! zapytacie… też się zastanawiam od pierwszych chwil z Valhallą, ale zakładam, że chodziło o sztabę żelaza), Sztaba Niklu i Sztaba Wolframu. Po podniesieniu poziomu przedmiotu, można go zacząć ulepszać, do czego niezbędne są mniejsze materiały, takie jak bryłki żelaza, skóry, czy tytan. I tu nagle robi się ciekawie, albowiem okazuje się, że nie ma możliwości ulepszenia sprzętu, jak Wam pasuje. W zasadzie można spokojnie założyć, że w podstawowej wersji gry, znaleźć można materiał na bezpieczne ulepszenie jednego zestawu zbroi, dwóch broni do walki wręcz, oraz trzech łuków – po jednym z każdego rodzaju. Teoretycznie można powiedzieć, że jest to w porządku, bo gra utrudnia ulepszanie na pozór odwzorowując trudność w dostępie do materiałów w tamtych czasach. Z drugiej strony, gracz chcący zmienić ulepszony ekwipunek, na lepszy lub po prostu fajniejszy, dbając o ulepszenie nowego sprzętu, nie jest w stanie tego dokonać. Np. ja zdecydowałem się zmienić zestaw łuskowy na zestaw tana, który później chciałem zmienić na zestaw Thora. Łuskowy ulepszyłem w stu procentach, zestaw tana zacząłem ulepszać, ale patrząc na liczbę materiałów w ekwipunku powstrzymałem się. Nic to nie dało, ponieważ do teraz, nie byłem w stanie ulepszyć całego zestawu. O ile sztabek wolframu wystarczyło mi z rezerwą, tak rudy tytanu do ulepszenia mocno brakuje. Nie wspomnę o zestawie broni, wymienionych pod koniec gry na Włócznię Odyna i Excalibur, który prawie w ogóle nie ulepszyłem. Pomijając śmieszność faktu, że tak legendarny oręż i pancerz w ogóle wymagają ręcznego ulepszenia przez naszą postać. Ekonomia gry zorganizowana jest fatalnie. I co gorsze nie da się z tym nic za bardzo zrobić. Gra początkowo miała możliwość pozyskiwania surowców z patroli, jednak w pewnym momencie aktualizowania gry, ta mechanika zniknęła. W przypadku tytanu, można się posłużyć żmudnym farmieniem surowca (poradniki możliwe do znalezienia w sieci), skupiającym się na bieganiu po dwóch miastach na przemian i jego zbieraniu. W przypadku sztabek zaś, można je zakupić raz na 24h w sklepie znajdującym się w osadzie (trzy sztuki każdego rodzaju). Co zaś, gdy skończy nam się srebro? Farmienie. Na całe szczęście, jest w tym wszystkim zbawienie, w postaci zamieszczonych w grze mikro transakcji, czekających na zniecierpliwionych graczy, gotowych wydać pieniądze na inne legendarne zestawy i ich ulepszenia. Pomijając już same mikro transakcje, skoro gra ma ekonomię wskazującą mocno na zbieranie lootu, czemu nie może on wypadać z zabitych przeciwników? Nawet nie w dużych ilościach, ale zawsze jakichś. Byłoby to znacznie lepsze rozwiązanie, niż zmuszanie graczy do biegania w kółko i zbierania drobnych ilości niezbędnego surowca. Albo co gorsza, zmuszanie do dodatkowego płacenia. Przy zabitych 7323 przeciwnikach myślę, że można by uzbierać wystarczającą liczbę materiałów, pozwalającą na ulepszenie sprzętu zgodnie z oczekiwaniami gracza. Nie byłby to system idealny, ale odpowiadający dzisiejszym standardom, a nie ucinający dodatkowego dochodu w postaci mikro transakcji. Oczywiście nie bronię tak owych, uważam je za rak dzisiejszej branży. Próbuję wymyślić sensowne i proste rozwiązanie odpowiadające obu stronom barykady, a które zostało odrzucone przez twórców i zastąpione niesprawiedliwym i niesatysfakcjonującym system. Kolejnym z rzędu.

Czas na Crčme de la Crčme. Fabuła. Bohaterowie. Koło napędowe gier akcji i RPG. Chyba najbardziej spierdzielony element tej cudownej produkcji. Lubię UV, który recenzuje chyba wszystkie odsłony serii, jako jej wierny fan od samego początku, jednak nie jestem w stanie zrozumieć, jak można w recenzji tej produkcji w plusach napisać takie podsumowanie:
• fenomenalny klimat;
• bardzo dobra fabuła, jak na standardy tego cyklu;
• większość dialogów na poziomie;
• liczne wtręty do uniwersum, niektóre akcje to przysłowiowe ciary na plecach;
Klimat ta gra może ma na początku, lecz rozmywa się coraz bardziej, z każdą godziną gry, by wreszcie zostać tylko błotem w kałuży. Gra ma zbyt cukierkowy charakter, mimo bycia pierwszą grą w serii, w której da się odrąbać łeb, gra jest grzeczna i ultra bezpieczna. Nawet nie próbuje szokować, w minimalnym stopniu odwzorować brutalności czasów i samej wojny między Sasami, a Wikingami. Wyjątkiem może być postać Ivara, lecz nie jest to główny wątek historii, ale maleńki, migające światełko w bardzo ciemnej dziurze nicości. Fabuły tej produkcji nie można zaliczyć nawet do połowy stawki wszystkich historii z serii. W porównaniu z Origins, jest w zasadzie niczym. Pustynna odsłona cyklu przedstawiła historię zemsty i przemianie bohatera z dumnego wojownika, do działającego w cieniu obrońcy uciśnionych. Bohater był bardzo dobrze odegrany, co dodawało mu wiarygodności, podobnie jak jego motywacje. Valhalla zaś, to historia dwóch przyrodnich braci, traktująca o przeznaczeniu, przemianie i dojrzewaniu do bycia mężczyzną w brutalnym świecie. Takie przynajmniej są założenia. Nie da się tu lubić żadnej postaci. Zaczynając od najmniejszych postaci pobocznych, które są nam po prostu obojętne, po głównego bohatera, który stara się być legendą, lecz w momencie, gdy trzeba podjąć decyzję (niezależna oczywiście od gracza), zawsze jest zła i głupia. Eivor daje się mamić wszystkim, a w momencie ujawnienia wielkich intryg, gracz tylko głośno i bardzo mocno bije się w czoło, będąc pod wrażeniem pisarskich zdolności scenarzystów. Dialogi na poziomie to istna wisienka na torcie… zwłaszcza zmiana światopoglądu Sigurda, który pała do Eivora niemalże nienawiścią, na przestrzeni trzech zdań godzi się i mianuje go nowym Jarlem klanu, gdyż nagle zrozumiał, że się do tego nie nadaje. Litości… Zaskoczeniem, chyba jest finał fabuły, w którym okazuje się, że Ojcem Zakonu był (a jakże) ostatni władca Anglii – Król Alfred – który od dziecka pałał do zakonu nienawiścią, więc postanowił go zniszczyć od środka, przy pomocy rąk swojego największego wroga i zdobywcy całego jego kraju – Eivora. Na koniec Król Alfred wyjawia całą prawdę Eivorowi, oznajmiając przy okazji, że nie będzie sprawiał więcej problemów, ponieważ zajmuje się wypiekaniem bułeczek dla wieśniaków. Jakkolwiek finał nie byłby zaskakujący, jest przynajmniej niezadowalający dla kogoś, kto nastawiał się całą grę na choć jedną zapadającą w pamięć bitwę. Ciary na plecach? Chyba przy piętnastym crashu gry podczas prób złupienia jednego i tego samego obozu. Nie wiem jak do tego doszło, ale mam wrażenie, że graliśmy z UV w dwie zupełnie inne gry.
Do całej fabuły należy dołączyć wątek tytułowych Assassynów, w końcu to o nich jest ta gra (prawda?). Nie będę się za bardzo rozpisywał na ich temat. Wydaje mi się to kwestią mocno subiektywną. O ile obecność samych Assassynów w tej grze mi nie przeszkadza, takich ich motywacje są zupełnie dla mnie niezrozumiałe. Jednak nie umywa się to do abstrakcji, jaką jest umiejscowienie nordyckich bogów z mitologii w postaci starożytnej cywilizacji, zaś najsłynniejszego zdrajcę na świecie, osadzić w roli poczciwego mentora Assassynów, towarzyszącemu Sigurdowi na tajnej misji. Nie kupił mnie ten wątek. Ale bardziej dziwi mnie zabieg zastępowania postaci mitologii, tymi z naszej opowieści. Miało to jak zakładam służyć dokładnym przedstawieniu, jakoby Eivor był wcieleniem Odyna. Niemniej sam ten zabieg psuje jakikolwiek efekt zaskoczenia, w momencie zdrady Basima. W zasadzie jedyne co powoduje to kolejny bolesny plaszczak w czoło, ku chwale wspaniałym scenarzystom ze studia Ubisoft Montréal.
Do tego dochodzi wątek współczesny. Ale o tym mogę powiedzieć tylko tyle – jest płytki jak zawsze, cierpiący na niewykorzystany potencjał. Zawiera dziki i niespodziewany twist fabularny, którego nie bardzo rozumiem z uwagi na nieznajomość Odyssey.

Na koniec do odstrzału pozostają poboczne atrakcje, które postaram się opisać krótko zwięźle i na temat, aby zaoszczędzić sobie agresji, jaką we mnie wywołują.
Agard i Jötunheim to dwa dodatkowe regiony, do których trafiamy jako Odyn, w wizjach Eivora. W skrócie jest to więcej tego samego. Dwa dodatkowe segmenty zawierają mini fabułę, która jest swoistym spoilerem głównej fabuły, zaś Odyn udowadnia, że Eivor zaiste jest jego wcieleniem, tylko nieco lepszym. Wynika to z faktu, że Wszechojciec jest jeszcze głupszy i podejmuje jeszcze gorsze decyzje, niż jego reinkarnacja z Midgardu. Dodatkowo oba regiony zawierają po jednym z najprostszych bossów w całej grzej.
Napady stanowią bezsensowną mechanikę, zmuszającą gracza do korzystania z łodzi i załogi. W innym przypadku nie korzystałby z nich wcale. By wykonać napad musimy podpłynąć statkiem z załogą, której członkowie pozwolą nam otworzyć skrzynie z łupami, który jest nam potrzebny tylko i wyłącznie do ulepszania osady.
Rozwój osady jest mocno standardowy i nie wprowadza nic nadzwyczajnego. Poprzez stawianie nowych budynków odblokowujemy dostęp do nowych zadań łowieckich, możliwości zmiany tatuaży i fryzury i jedynej istotnej mechaniki, jaką jest podnoszenie poziomu elementów ekwipunku. Reszta równie dobrze mogłaby nie istnieć i wcale byśmy tego nie odczuli.
Wyzwania mistrzowskie, czyli jak zepsuć jedyne działające mechaniki w grze. Wątek fabularny za tymi wyzwaniami traktuje o treningu, by stać się wcieleniem samego Odyna i stać się niepokonanym. Niestety treningi te polegają na wykonywaniu bezsensownych wyzwań, które np. w ścieżce niedźwiedzia, zamiast zmotywować nas do pokonania jak największej liczby przeciwników w jak najkrótszym czasie, zmuszają do żmudnego liczenia zablokowanych ciosów i usilnego kombinowania, jak wrzucić niemilca do ognia, by ten na pewno się w nim usmażył. Dodatkowo gra utrudnia to liczenie, ponieważ zamiast wprowadzić liczniki w stylu zabij przez podpalenie 15 przeciwników, wprowadza dziwną i dla każdego wyzwania inną punktację, za każdego przeciwnika. Może trening na Wszechojca miał się skupić na matematyce, a nie na walce?
Rajdy to czyste zło. Mechanika dodana po premierze, wykonana źle, zmuszająca gracza do powtarzania danej aktywności, bo załoga nie wyrabia. Tylko na co komu załoga, jak gracz jest wstanie poradzić sobie w pojedynkę. A no do otwierania skrzyń. No dobra, to załóżmy, że ma kto otwierać skrzynie. Ale miejscu na statku jest mocno ograniczone. Innymi słowy, trzeba przerywać wyzwanie, bo tak gra chce. Koniec kropka. Podchodziłem trzy razy i mam w głębokim poważaniu te rajdy. A schemat, jaki możemy w nich zdobyć i tak jest mi niepotrzebny, bo przecież nie będę w stanie go ulepszyć.
Polowanie jest dowodem na to, że Ubisoft miał ambicje zrobienia z tej gry coś na styl looter slashera. Wypadanie skór i innych zdobyczy ze zwierzyny jest losowe i nie gwarantuje, że z upolowanego lisa zyskamy skórę lisa. W efekcie sztucznie przedłużane jest zdobywanie kolejnych trofeów, które są niezbędne do ukończenia wyzwań łowieckich w osadzie.
Na temat łowienia ryb w grach nie jestem w stanie powiedzieć ani jednego pozytywnego słowa, zaś rybołówstwo w Valhalli tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza. Zaś pomysł na jego rozciągnięcie, wprowadzając rozmiary ryb – mała, średnia i duża – oraz losowość ich występowania sprawiły, że jest to jedno z niewielu wyzwań, jakie sobie odpuściłem i nic mnie nie zmusi do jego ukończenia.

Na sam koniec zostawiłem błędy. O Cyberpunku mówią wszyscy i jak słusznie zauważył kiedyś UV, jest on najlepszym co mogło spotkać „dzieło” francuskiego wydawcy, ponieważ gdyby nie nasz rodzimy potworek, gracze nie zostawiliby suchej nitki na tworze Ubisoftu. Jest rok po premierze, a gra dalej potrafi się losowo wysypać podczas zwykłej jazdy przez równiny, czy walce w obozie. Winą nie są sterowniki, ponieważ aktualizowane są na bieżąco, ani konfiguracja komputera, ponieważ problemy występują do dziś u wielu osób. Glitche przemilczę, bo szkoda słów. Gra jest nie tylko projektancką i fabularną porażką, ale również techniczną, mała tragedią.

Podsumowując to wypluwanie jadu (mógłbym jeszcze długo pluć) – pewnie zastanawiacie się, po co ja w takim razie przeszedłem tą grę. I 167 przegranych godzin (ot miesiąc roboczy), a dopiero teraz recenzuje. Wygląda to tak. Grę zakupiłem w styczniu tego roku. I krok po kroku ją ogrywałem na tyle, na ile mi czas pozwalał. Był moment, w którym musiał zrobić dwumiesięczną przerwę, bo gra mnie wynudziła już do granic możliwości. Czemu postanowiłem wrócić? Ponieważ wydałem na grę 200zł, co wydaje mi się kwotą mającą zapewnić dobrą zabawę na przynajmniej 60+ godzin. Niestety w przypadku Valhalli nie była to dobra zabawa, lecz zmusiłem się by sprawdzić, skąd ta cena. Niestety odpowiedź brzmi… nie wiem. Wiem natomiast, że jest to dla mnie ostatnia odsłona cyklu. Może przekona mnie Feudalna Japonia. Po dwóch, albo trzech latach od premiery, na przecenie 80%. Tylko wtedy. Szkoda czasu i pieniędzy na te puste i nijakie twory, reklamowane i wyceniane jako gry z najwyższej półki. Jest to oczywiście recenzja samej podstawowej wersji gry. Podziwiam i jednocześnie współczuję każdemu, kto ma siły i czas ogrywać dodatki.

Zaznaczę również, że nie twierdzę, iż gra jest zła, czy wręcz tragiczna. W końcu przeszedłem ją w całości, więc aż tak źle być nie może. Tą recenzją chce udowodnić, że gra jest bardzo średnia i żaden z jej elementów nie jest dopracowany w stopniu, w jakim powinien być. Gra mimo chwilowych przyjemności pozostawiła mnie mocno nieusatysfakcjowanego. Być może to wina oczekiwań. Ale obawiam się, że to efekt naszych czasów i dzisiejszego podejścia do rozrywki, w tym także do naszych kochanych gier.

Pozdrawiam i życzę tylko lepszych gierek w przyszłości!

post wyedytowany przez KaToKaMasz 2021-12-21 01:25:07
16.12.2021 22:17
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
7.5
PC

Gra nie jest bez wad, ale nie bawiłem się tak w coopie od dawna. W przeciwieństwie do następcy, gra ma swój klimat i dobre wykonanie techniczne, zachwyca utrzymanie sesji graczy mimo duży odległości od siebie. Przyjemny system strzelania (zwłaszcza satysfakcjonujące snajperstwo), chociaż jest oczywiście uproszczony. Specyficzny system jazdy, ale po jakimś czasie można się przyzwyczaić. Fabuła znośna, ale nie jest specjalnie angażująca, zaś minusem są zadatki na bycie lootershooterem (kolejna część udowadnia, że to zły kierunek).

25.09.2021 00:11
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
7.0
PC

Pierwsze moje doświadczenie z Soulslikiem. Zagrałem głównie dla kooperacji z kolegą (chociaż był to lekko irytujący system, ale podobno i tak znacznie lepszy niż w Soulsach). W miarę ciekawa fabuła, stosunkowo przystępny system walki, jak się już zaakceptuje jego reguły, ciekawy świat (nie znałem serii God Eater), bardzo dobry dubbing japoński (niestety wielka szkoda za niemego bohatera, ale wynika to z kilku dostępnych dla postaci głosów i wersji językowych) oraz cudowny soundtrack.

Polecam, bawiłem się dobrze. Mocne 7!

11.11.2020 23:22
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
7.0
PC

To nie jest idealny remake i oryginał wciąż pozostanie na wyższej pozycji w moim sercu. Mimo kilku mankamentów, gra jest naprawdę solidna i przyjemna, na pewno warta ukończenia. Momentami irytuje niektórymi rozwiązaniami, lecz jej zalety zdecydowanie to nadrabiają. Klimat gangsterski się wylewa, a Tommy Angelo wciąż da się lubić, chociaż miałem co do tego obawy. Na pewno warto ograć ;) Polecam :D

04.11.2020 00:23
KaToKaMasz
😒
odpowiedz
1 odpowiedź
KaToKaMasz
34
Image

Przepraszam, ale... z kogo Wy robicie idiotę? Przecież to nie jest ten Eamon Farren.
Obecnie aktor wcielający się w Cahira wygląda jak na obrazku z poniższego linku i bodajże sami o tymi pisaliście. Nagłówek wzięty kompletnie z D... zupełnie nie rozumiem po co? Chyba, że ktoś bez zastanowienia skopiował treść z innego portalu nie oglądając nawet zdjęć, które wkleja do artykułu. Oj źle się dzieje na GOLu ostatnio :(
https://i0.wp.com/redanianintelligence.com/wp-content/uploads/2020/10/cahir_header_2.jpg?fit=1084%2C686&ssl=1

post wyedytowany przez KaToKaMasz 2020-11-04 00:24:36
12.08.2020 00:32
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
5.0
PC

Brak słów przyznam szczerze. Czekałem by mieć okazję zagrać w tą grę 5 lat i jeszcze trochę. Aż w końcu odpaliłem. I ja pierniczę... nie jestem na tą chwilę w stanie pojąć, skąd pochodzą te oceny. Podejście do questów pobocznych ok, rozumiem. Fabułę ciężko mi oceniać, bo dopiero 15h przegrałem. Grafika niestety nie robi już takiego wrażenia, lecz wstrzymam ocenę w tym zakresie (5 lat minęło). Ale to, jak ta gra jest spartolona od strony mechanicznej nie mieści mi się w głowie. A żeby po 5 latach mieć zepsutego już drugiego questa przez błąd... Szkoda słów. Aktualizuję ocenę po ukończeniu.

02.04.2020 16:34
KaToKaMasz
😂
2
odpowiedz
1 odpowiedź
KaToKaMasz
34

W Apex Legends też zrobiono niewinny żarcik, który niewtajemniczonych (jak ja), mógł nieźle zaskoczyć. Doskonale znana wszystkim graczom tej produkcji "strzelba" Mozambique dostał bardzo wysoki spawn i to w złotej wersji. Amunicja do strzelby dostała powiększenie na stack z 16 do 48 naboi. A co najciekawsze, sama broń ma nie trzy naboje w magazynku, a 9. Nagle z teoretycznie najgorszej pukawki, Mozambique stał się jedną z popularniejszych w tej chwili spluw.
Niemałe zaskoczenie przeżyłem ginąc momentalnie przy bezpośrednim spotkaniu z nim. Przy okazji bardzo ciekawa modyfikacja. Jestem ciekaw, czy pozostanie w grze na dłużej.

22.05.2019 11:24
KaToKaMasz
11
odpowiedz
1 odpowiedź
KaToKaMasz
34

Nie rozumiem tego oburzenia. W artykule napisane jest, że Valve postanowiło się przyjrzeć recenzjom, z czego wynikło, iż to nie jest pozytywny "review bombing" tylko faktyczne pozytywne oceny gry. Skoro są pozytywne oceny gry, uzasadnione, to czemu mieliby je usuwać? Jeśli gra jest dobra, a po updatach z tego co wiem jest, to czemu miałyby się nie pojawiać dobre recenzje. Fakt, że do nagłego ruchu przyczynił się Ubisoft rozdając grę za darmo, ale to dało grze drugie życie. Ja się cieszę, bo ta gra została słusznie zmasakrowana za błędy, jednak po ich naprawie Unity jest solidną produkcją i bardzo dobrym Asasynem. Przy okazji ostatnim faktycznym Asasynem, ponieważ późniejsze odsłony, chociaż były to gry dobre, to z serią mają wspólny tylko tytuł.

21.05.2019 23:55
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34

Zgodzę się. Jest gorzej. Nie tylko pod względem czasu trwania walk i ich częstotliwości, lecz również wykonania, choreografii i absurdu.
Niestety moim zdaniem ta część zrobiła krok w tył względem poprzednich części w każdym aspekcie.

09.05.2019 10:38
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34

*pomylił Pan

08.05.2019 22:51
KaToKaMasz
😉
odpowiedz
1 odpowiedź
KaToKaMasz
34

Tak do autora. Na pierwszej stronie artykułu, w fragmencie o Legendach Polskich Allegro, nieopatrznie pomyliliście imię aktora wcielającego się w Borutę. Nie Piotr, a Tomasz Drabek.

20.02.2019 00:52
KaToKaMasz
😢
KaToKaMasz
34

Chyba Łotr 1 ;)
Zgodzę się z opinią. Sam mam sentyment do gwiezdnych wojen z dzieciństwa, zwłaszcza do powszechnie nielubianej drugiej trylogii, ponieważ to na niej się wychowałem. Jednak od premiery tych filmów minęło już sporo lat, a jako cichy fan gwiezdnych wojen dojrzałem i tego samego oczekiwałem od tego uniwersum. Niestety, Disney zaskoczył mnie chyba pod każdym względem, bynajmniej nie było to pozytywne zaskoczenie. Smutne jest to, iż na każdą z nowych części czekałem z niecierpliwością. Przebudzenie Mocy było nijakie, zaś Ostatni Jedi był po prostu zły. A pamiętam jak zwiastun tego filmu zrodził we mnie nadzieje... tyle pomysłów, tyle możliwych wątków, wkradający się wszędzie mrok. Eh... Trzeci raz nie dam się na to nabrać.
Na plus również zaliczam Łotra, a nawet Solo, które podobało mi się znacznie bardziej, niż Ostatni Jedi. Przy nim nie poczułem się przynajmniej spoliczkowany, tak jak to miało miejsce w przypadku ósmej części sagi.

08.01.2019 09:32
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34
6.0
PC

Sympatyczna gierka do ogrania kilka razy ze znajomymi, nic więcej ;) na pewno można miło i zabawnie spędzić parę chwil, ale nie wciąga na dłużej. Kreska ciekawa, gameplay też nie jest najgorszy. Solidne 6/10 :)

17.12.2018 16:39
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Death Stranding, Ghost of Tsushima i The Last of Us...
Gry dla których kupię PS4 lub PS5, jakby się miało pokazać. To będzie ten moment, w którym jednak wybiorę pada zamiast klawiatury i myszki, choć z wielkim bólem serca :P

31.10.2018 18:41
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

No to ja z innej strony. Pomijając te "cudowne" włosy i dziecinną buzię... Skoro chcieli go zaprezentować, to nie mogli się postarać? Na razie wyglądało to tak, jakby miał już dość tej kamery od samego wejścia, albo cały dzień trzymała go sraczka. Już nie czepiając się wyglądu, gdzie twardy, bezpośredni i co by nie mówić wyszczekany Geralt? Na razie widzę Supermana, a wolałbym by się zbliżył do Walkera z ostatniego MI.
Poza tym... nie mogę pojąć, jak można w tak durny sposób prowadzić promocję serialu. Znacznie lepszym teaserem byłoby pokazanie już gotowej charakteryzacji, a nie kuźwa testu. Mając świadomość ile nerwów już drażni ten temat, mogli by zaczekać i uderzyć z przytupem, a nie dolewać tylko oliwy do ognia.
Jak ma być z wejściem bohatera, to niech to będzie choćby nawet chyba pierwsza scena z uniwersum. Lektor mówiący o człowieku, o którym później mówiono że nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Wtedy wchodzi Geralt (nie Superman) z mieczami na plecach i nieprzyjemnym, ale groźnym wyrazem twarzy, a nie wzbudzającym politowanie.

Na razie jestem na nie. A przed Netflixem jak dla mnie jeszcze długa droga.

26.10.2018 08:47
KaToKaMasz
👍
KaToKaMasz
34

Też mi się to tak widzi :)
Przeszedłem RDR na x360, ale czerpałbym z tej gry dużo więcej przyjemności, gdybym mógł zagrać na myszy i klawiaturze :D

25.10.2018 19:28
KaToKaMasz
😉
KaToKaMasz
34

Nie da się określić, czy gra nie ma żadnych wad. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie pasować jakiś element i już można to uznać za wadę. Nie da się dogodzić każdemu. Dlatego zgodzę się z przedmówcami. Według systemu ocen GOLa 10/10 to gra Wybitna, a nie Idealna. Dlatego dla mnie ocena jest jak najbardziej zasadna. Jeśli wgniata w fotel, gracz jest nią zachwycony i faktycznie porównując do obecnej konkurencji jest świadom, że to najlepsza gra, w jaką dotychczas miał okazję zagrać, to ta "dycha" produkcji moim zdaniem się należy. Po co tworzyć skalę ocen, w której nigdy nie osiągnęlibyśmy maksimum. Fakt, że raz na jakiś czas jakaś produkcja dostanie to 10/10 wyznacza aktualny poziom. Firma w ten sposób poprzeczkę dla konkurencji i samej siebie. Ponieważ wszyscy, przez najbliższe lata, będą tytuły sandboxowe porównywać właśnie do Red Dead Redemption 2.

Pozdrawiam

21.09.2018 11:29
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
8.0
X360

Choć słynne zakończenie gry wydało mi się bardzo mizerne, w stosunku co John zdołał zdziałać przez całą grę, jednak nie można odmówić grze niesamowitej rozgrywki i klimatu. Niestety, miewam ostatnio mało czasu i mało którą grę kończę. RDR zakupiłem w styczniu z myślą przejścia klasyka, zanim wyjdzie druga część (której pewnie też prędko nie przejdę). Mimo upływu wielu miesięcy (prawie dziewięciu) udało mi się ukończyć główny wątek i większość zadań pobocznych. Warto. Klimat, gameplay i nawet rozwiązanie finału, poprzez płynne zastąpienie postaci by kontynuować zabawę oraz świat. Gra kozak...

11.06.2018 21:19
KaToKaMasz
😉
KaToKaMasz
34

Także zgodzę się z U.V.
Niestety lub stety Hitman jest z innej ligi, ale to dobre dla niego. Jak zresztą sam Persecuted powiedziałeś - należy do dosyć niszowego gatunku. I ta nisza sprawia, że twórcy Hitmana mogą się czuć bezpieczniej. Graczy można spokojnie rozdzielić na kilka typów. W Hitmana grają przede wszystkim fani serii i miłośnicy skradanek, kombinatorstwa itd. Zaś w gry typowo z segmentu AAA, wbrew pozorom gra masa graczy - zabrzmi to przynajmniej nie właściwie - prostszych. Ci grają tylko w tytuły AAA, bo uważane są za najlepsze (choć jest to kwestia sporna), zaś wśród całej tej grupy studio Rockstar uchodzi za... gwiazdę. Rzadko wypuszczają gry, ale jak już to robią, to z przytupem. I teraz pytanie - którą grę zechcą kupić prości gracze z całego świata? Kolejnego BF'a, kolejne AC, kolejnego CoDa, czy może drugą część (rozpatrując jako serię gry o tytule "Redemption") serii gier, której poprzedniczka już ma status kultowej, uchodzi za najlepszy western, jest dziełem studia odpowiedzialnego za niesamowicie dobrze przyjęte GTAV i jednocześnie jest jedną z legend branży gier wideo?
Wiadomo, wielu kupi więcej niż jedną, jednak sporo graczy kupi tylko jedną. A wielu z tych, którzy kupią więcej niż jedną i tak nie przejdzie tych kolejnych, gdyż najzwyczajniej w świecie będą mieli dość, że nie wspomnę o mikrotransakcjach, które na pewno będą, jednak najwięcej dochodów z nich i tak zgarnie gwiazda Rocka ;)
Moim skromnym zdaniem, tak się to prezentuje ;)

Ale szanuję za wybór Hitmana ;) chociaż sam nie grałem za wiele w serię, a takie RDR'a przeszedłem gdzieś do połowy (może kapkę dalej), ponieważ czas mi nie pozwala na więcej, a prócz niego chęci. Starzeję się i już mnie nudzą sandboksy niestety. Chociaż je lubię i kocham otwarte wypełnione światy, wolę ruszyć grę na parę godzin, bo mam pewność, że ją skończę i będę z tego faktu zadowolony.

Życzę powodzenia wszystkim w ogrywaniu tych nowo zapowiedzianych nowości ;)
A jednocześnie proszę o wehikuł czasu, bo bez niego nie przejdę ani jednej z nich :P

05.06.2018 17:31
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

To ja proponuję dodać do tej listy całkiem świeże jeszcze A Way Out. Chociaż przechodziłem grając ze szwagrem, moja druga połówka dzielnie towarzyszyła nam przez całą rozgrywkę, aż do samego finału, który bezpardonowo wyciskał z niej łzy, jedna za drugą i nie były to łzy rozpaczy z uwagi na beznadziejność gry, zapewniam Was. Gameplay natomiast jest na tyle przystępny, że każdy mu podoła. Gorąco polecam sprawdzić ;)

30.03.2018 09:15
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
8.5
PC

Dawno się tak dobrze nie bawiłem przy grze. Jest krótka, ale przynajmniej nie nudzi. Należę już niestety, do grupy bardziej niedzielnych graczy z uwagi na brak czasu, dlatego nie narzekam na długość samej rozgrywki. Ta zaś jest ciekawa, z pomysłem na kooperację. Nie warto gry rozbijać na wiele części. Przeszliśmy z kolegą w dwóch podejściach, co pozwoliło nam wystarczająco mocno wczuć się w postacie i przedstawiane historie. Jest wiele zabawnych scen, wiele odniesień do popkultury, zaś sama fabuła, choć niezbyt oryginalna, pod koniec świetnie wywraca schemat gry o 180 stopni. Polecam!

19.02.2018 15:33
KaToKaMasz
KaToKaMasz
34
7.0
PC

Świetna, mała gierka. Bardzo przyjemna, satysfakcjonująca rozgrywka, ciekawa historia (czy raczej historie i nasze legendy) i bardzo dobry pomysł na rozgrywkę. Serdecznie polecam zagłębić się w ten magiczny świat i jego cudowny klimat wspierany przez świetną ścieżkę dźwiękową.

08.09.2017 14:38
KaToKaMasz
😐
odpowiedz
4 odpowiedzi
KaToKaMasz
34

Sprawa jest podejrzana od samego początku i obawy wszystkich graczy (w tym i moje) są zrozumiałe. Dla mnie mody były zawsze po prostu taką zabawą. Tzn. są ludzie którzy chcą to robić i chcą to pokazać, po prostu. Niejednokrotnie widać, że przebijają tym samych twórców. Ale nikt im nie kazał tego robić. To hobby, przyjemność i nauka na przyszłość (w końcu twórca Falskaara, o ile dobrze pamiętam nazwę modyfikacji, w jakiejś firmie się w końcu załapał).
Osobiście uważam, że jedyną sensowną opcją byłaby płatność dla samych twórców modyfikacji. Jakby na to nie patrzeć... rozwijają grę? No tak. Zachęca to kolejnych graczy do kupna gry? No tak. Czy zatem Bethesda nie powinna jakoś zadbać o tych twórców. Moim zdaniem powinna, ale szkoda jej na to kasy, za dużo byłoby tych pracowników do utrzymania. To też jest zrozumiałe. To może niech zrobią to sami gracze? Ok - powstaje platforma, gdzie moderzy wrzucają swoje prace, a gracze mogą je kupić i rozszerzyć swoją grę. Kasa idzie do kieszeni twórców, Bethesda zarabia na kolejnych kopiach gry, a nie na modach (ewentualnie na reklamach, jak już bardzo chcą...). Mogłoby być to opcjonalne i kupujemy poprzez platformę i jeśli nas na to stać, a mamy wielkoduszną chęć wsparcia twórcy tej znamienitej modyfikacji, która niezwykła przypadła nam do gustu. Z drugiej zaś strony... Jest Patronite, czy tam Patreon, więc jak się zastanowić... po co taka platforma. Cóż, moderzy nie robią modów cały czas, więc moim zdaniem bardziej fair byłoby płacić za samą modyfikację niż wspierać na takiej stronie podczas gdy sam twórca nic nie robi. Mniejsza o to.
Sęk w tym, iż od początku doszukuję się takiego rozwiązania i wyjaśnienia Bethesdy właśnie w tym kontekście, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tak to ma niby wyglądać, a naprawdę chodzi o zarobki Bethesdy. I to mi się nie podoba, bo zarobić chyba zarobili wystarczająco...

22.03.2017 16:13
KaToKaMasz
😒
1
odpowiedz
KaToKaMasz
34

A wielka szkoda, bo gra się w to naprawdę dobrze. Niestety Ubi spartolił masę rzeczy na swój Ubisoftowski sposób. Mimo to system walki i pojedynki między graczami potrafią być emocjonujące, chociaż nie brakuje też graczy "bez honoru". Niestety, nie miałem przyjemności zbyt długo obcować z tą grą, ale po każdym podejściu, zawsze miałem ochotę na więcej. Wielka szkoda, bo nie ma innej takiej gry. Nie... Mount & Blade to nie to samo.

08.09.2016 13:48
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

To i ja dodam swoją listę. Niestety w najnowsze tytuły nie grałem - sprzęt nie ten, a i czasu trochę brakuje, poza tym starość nie radość (22 lata :P) i średnio się chce, aczkolwiek, na Unity jeszcze mam smaka i może pewnego dnia zagram. Ale i tak będzie musiał poczekać, bo są rzeczy ważne i ważniejsze... Trzeci Wiesiek, wiadomo o co chodzi.
Czas zacząć, a zacznę od końca ;)

6. Assassin's Creed: Revelations - nudy. I absurdalność do tego. Jednego nie da się odmówić Ubisoftowi. Zapowiedzi i zwiastuny ich gier są po prostu niesamowite i zawsze zachwycają. Revelations nie jest wyjątkiem od tej reguły. Ale zderzyć z rzeczywistością prędzej, czy później się trzeba. Tu było prędzej, niż się spodziewałem. Ukończyłem tą grę, nie wiem jak. Parłem już tak bardzo na przód, byleby się ta gra skończyła. A ona wredna gnida nie chciała się skończyć. Osobiście wolałbym Ezia w takim wieku widzieć już jako nauczyciela, a nie jako naszego bohatera, którym ciągle sterujemy. Jedyne, co mi się w tej grze podobało, to postać Yusufa. I na tym kończą się plusy tego tworu, więc chyba nie ma sensu wymieniać minusów.
5. Assassin's Creed II - cóż. Przyznaję, gra mi się podobała, w jakimś stopniu. Jednak jedno cały czas mi przeszkadzało. Pamiętałem, w mojej opinii wspaniałą jedynkę, patrzyłem na dwójkę... No i pies pogrzebany. Gra straciła klimat. Z zimnego zabójcy przeszliśmy to chłopaczka, który z dnia na dzień, zaczyna zabijać każdego, kto mu wejdzie w drogę, bo tak. I jak to robi? Jakby ćwiczył to całe życie, a nie był ulicznym rozrabiaką. Zapowiedź robiła naprawdę niemałego smaka, lecz później było takie - "Eee?".
4. Assassin's Creed III - gra średnia. Niby fajnie się grało, biegało, zabijało. Nawet miasta mi się bardziej podobały, niż ta uwielbiana Florencja, czy Wenecja. Wątek fabularny ojciec kontra syn był fajny. Możliwość zagrania drugą stroną, była ciekawym doświadczeniem i nie małym zaskoczeniem. Nawet polowania były w miarę dobrze zrealizowane. Bitwy morskie były świetne. I realia. Pamiętam, jak mi się oczy świeciły podczas zapowiedzi i kolejnych materiałów promocyjnych, aż do momentu, gdy w końcu pokazali z bliska głównego bohatera... I tu się zaczyna mała tragedia. Connor jest... dziwny. Miało być poważnie, wyszło żałośnie. Ostatnie sceny z gry miały być tak poważne i poruszające, a ja łapałem się za głowę jak to widziałem. Naprawdę było wiele ciekawych momentów w tej grze, ale Connor sporą większość z nich potrafił zniszczyć pojawiając się na ekranie.
3. Assassin's Creed IV: Black Flag - to gra zagadka. Jak wielu mówiło, fantastyczna gra o piratach. Jedyny jej mankament to fakt, że to Assassin's Creed. Ten wątek jest tam beznadziejny i w ogóle nie pasuje. Z drugiej strony, ta gra nie byłaby taka jaka jest, gdyby nie to, że to Assassin's Creed. Nie byłoby tego szybkiego wspinania się na maszt, tej szybkiej i brutalnej walki itd. Samą grę uwielbiam za chwilę, gdy statek płynie przed siebie, a załoga śpiewa. I tak aż do horyzontu. Z radością chciałbym zobaczyć sequel tej części, ale raczej tego nie doczekam.
2. Assassin's Creed: Brotherhood - gra prawie ideał. Niestety klimat znany z jedynki został już zażegnany, przez poprzedniczkę Brotherhood'a, bawiłem się w tej grze wybornie. Podobała mi się fabuła, lokacja, trochę bardziej dojrzały Ezio, ciekawe postacie, które rozwinęły w tej części skrzydła, jak Machiavelli, Sforza, czy sam Ezio, a także te nowe, jak sam Cesare Borgia. W Rzymie było co robić, miasto zachwycało prawie na każdym kroku. Walka, choć prostsza i szybsza, dalej satysfakcjonująca. Zdecydowanie lepsza, niż ta w dwójce i dająca szersze pole do popisu. Mimo, że gra była duża, nie znudziłem się nią. Także chętnie bym do niej wrócił.
1. Assassin's Creed - po dziś dzień najlepiej wspominam tą część. Pomimo powtarzalności ukończyłem ją ładne kilka razy (5+). Jakoś mnie to nie bolało, ale może to za sprawą takich gier jak Gothic, gdzie w trzeciej części (także najmniej lubianej z trylogii, a jednak mojej ulubionej) było mnóstwo łażenia, ogromna ilość podobnych zadań i miejsc, gdzie trzeba było zabić kilka potworów, pozbierać kilka ziół itd. Mimo to mnie nie znudził, bo sama walka choć prosta, dawała mi sporo frajdy, a klimat gry i muzyka nie puszczały, aż do samego końca. Z pierwszą odsłoną wielkiej serii o zabójcach jest podobnie. Nie bawiłem się wtedy w znajdźki. Miałem je w głębokim poważaniu. Byłem zainteresowany walką. Animacje były bardzo fajne, efektowne i satysfakcjonujące. Co ciekawe, to jedyna odsłona która od tej walki stroniła. A raczej, wynagradzała nas, za brak zabijania. To jedyna część, w której faktycznie po dokonaniu zabójstwa, miałem myśl - UCIEKAJ. I uciekałem, co nie zawsze było łatwe. Oprócz tego, najlepszy bohater tej serii. Zimny, bezwzględny zabójca. Inni bohaterowie także zasługują na uznanie. Co jeszcze ciekawsze, polski dubbing, moim zdaniem wypadł tam naprawdę dobrze. Głosy pasowały, uszy nie bolały. A oprócz tego wszystkiego, niepowtarzalny w tej serii klimat. Zimny, groźny, czuć było presję i faktyczne działanie w ukryciu. Jedyna w swoim rodzaju gra. I nawet dziś, chętnie bym do niej wrócił. To nie jest zły pomysł...

I to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że dopiszę kiedyś do tej listy Unity i nie tylko.
W swoich wyliczeniach pominąłem wątek Desmonda i całą tą historię, która rozgrywa się w czasach współczesnych. Jak dla mnie, jest to oddzielny temat i nie należy go wliczać do tego zestawienia. W pierwszej części zapowiadało się nieźle. Lecz oczekiwania ponownie zderzyły się z brutalną rzeczywistością. W sumie to już nie jest zawód. Ubi tak nas do tego przyzwyczaiło, że jest nam to już obojętne chyba. Przynajmniej mi... W drugiej części niby coś się dzieje, ale w sumie to nie bardzo wiem co. Ta fantastyczna przemiana, z barmana, do prawdziwego zabójcy i to wszystko poprzez siedzenie na fotelu. Że też od grania tak się nie dzieje. Powtórka w Brotherhood. To, z czym do czynienia mieliśmy w Revelations, było tak na siłę, że przebija to chyba tylko wątek współczesny z Black Flag. Chociaż nie wiem, może w dalszych częściach było jeszcze gorzej. No i na koniec zostaje nie tragiczne, ale fatalne, skrajnie beznadziejnie zakończenie historii Desmonda. Chociaż w trzeciej części, działo się w tym temacie trochę, mogliśmy nim nawet powalczyć, wykonać jakąś misję, co bardzo mi się podobało i na takie coś liczyłem od zakończenia pierwszej części, lecz kochany Ubisoft musiał mi to zniszczyć. Cały ten wątek współczesny miał naprawdę duży potencjał. Nie znam dalszych rozwiązań w tym temacie, więc nie mogę się wypowiadać. Ale mogło być lepiej... Wielka szkoda.
Ominąłem także wątek Pierwszej Cywilizacji. Nie pojmuję tego. Nie wiem, po co to ktoś wprowadził. Sam Ubisoft chyba tego nie wie. Nie ogarniam. Kropka. A nawet trzy...

Wątpię, by ktoś to jeszcze przeczytał, ale co tam :D Fajnie było się rozpisać i powspominać. Co do samego materiału, jak zawsze + Zabawne jest, że pomimo przedostatniego miejsca Syndicate, muzyka w tle z tej części leci cały czas. Swoją drogą, bardzo dobra i inna, w porównaniu do reszty gier.

Pozdrawiam

post wyedytowany przez KaToKaMasz 2016-09-08 13:50:15
06.09.2016 11:30
KaToKaMasz
😃
odpowiedz
KaToKaMasz
34
Image

Arasz... Nie rób tego więcej :D Twoja "ikona" na FB pokazuje, że masz mieć zarost, więc się tego trzymaj :P

Porządny przegląd, mam wrażenie, że ostatnimi czasy Arasz lepiej się spisuje od Heda w takich materiałach. Hed jest niezastąpiony w solowych komentarzach, lecz gdy przychodzi do dzielenia ekranu z Kacprem, który trochę przyćmiewa resztę (i gada jak najęty, a biedny Hed nie może dojść do głosu - Arasz dał radę), już nie jest tak dobrze.

Co do No Man Sky - pamiętam jaki byłem uradowany po pierwszym zwiastunie. Stwierdziłem, że to będzie gra idealna. Dalej w nią nie zagrałem i raczej nie zagram patrząc na opinie. Upiekło mi się. Mój brak zapału do gier, który mnie ostatnimi czasy nie opuszcza, wreszcie się opłacił.
EVE Online i F2P wydaje się być ciekawym pomysłem, jednak szczerze wątpię, by do gry dołączyła wielka rzesza nowych fanów. Gra może się okazać za trudna, a już rozwinięte społeczeństwo graczy mało przyjazne.
Mass Effect - MEH. Jestem z tych, których drażnią remastery. Aczkolwiek i ja bym jakiegoś ogarnął. Np. Red Dead Redemption z wersją na PC, albo nadchodzące Modern Warfare, gdyby nie fakt, że trzeba kupić Infinite Warfare.
A na System Shocka przyjdzie jeszcze dłuuugo poczekać. Może do tego czasu, pomysł na grę i nastawienie do cyberpunku zmieni się diametralnie. Poczekają na Cyberpunk 2077 i wtedy stwierdzą, że warto :D

Czekam na kolejny przegląd :)

post wyedytowany przez KaToKaMasz 2016-09-06 11:34:32
14.01.2016 13:20
KaToKaMasz
👍
1
odpowiedz
KaToKaMasz
34

"dlatego też nie można głosować np. na PC-towe Grand Theft Auto V" - i bardzo dobrze!
Nadszedł czas wyboru :D

18.08.2015 15:47
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Niestety muszę się zgodzić z autorem. Całkowita cyfryzacja na pewno niebawem nastąpi. Nie wiem kiedy, może wciągu trzech lat, dziesięciu, piętnastu. Nie wiadomo, ale nastąpi.
Ja jednak uwielbiam wersje fizyczne, nie tylko gier. Mam swego rodzaju manię zbierania. Lubię po prostu obserwować płytę Metalliki na półce, a nie oglądać folder na dysku. Tak samo o wiele lepiej prezentuje się książka, np. Sapkowskiego na półce, niż wersja ebook. Tyczy się to także gier. Przyznaję, nie kupuję wszystkiego w wersji pudełkowej. W zasadzie dopiero teraz zdarza mi się to częściej, ponieważ mam własne pieniądze i wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Dla przykładu, drugiego Wiedźmina kupiłem bez zastanowienia w wersji pudełkowej. Ale jedynkę dzisiaj nie jest już tak łatwo dostać, a nawet jeśli, może znajdować się to w jakiś "kolekcjach klasyków", czy coś w tym stylu, a te pudełka nie prezentują się zbyt zachęcająco. Moja przygoda z Wiedźminem, zaczęła się od gier, dopiero w zeszłe święta Bożego Narodzenia. Zaczęła się przerwa, a ja mając ochotę w coś zagrać uświadomiłem sobie, że przecież miałem sprawdzić nasz najsłynniejszy (jak nie najlepszy), rodzimy tytuł z branży gier. Ale... Przecież jak już znajdę grę pudełkową gdzieś na necie, trochę potrwa zanim mi ją dowiozą. O wiele łatwiej było kupić KLUCZ i ściągnąć grę. Półtorej godziny później (w między czasie wyprowadziłem psa i wziąłem prysznic), gra już była gotowa.
To samo tyczy się gry GRID: Autosport, którą zakupiłem, żeby zagrać raz na jakiś czas z ojcem, wujkiem, lub kolegą, albo Władca Pierścieni: Wojna na Północy, która to spodobała się mojej siostrze (nie obcującej za często z innymi grami komputerowi niż Simsy) i chciała ze mną zagrać. Nie ma czasu lecieć po pudełko. Zresztą po co? Allegro, klucz za naście złotych, a gra po godzinie gotowa do rozgrywki.
Jednak produkcje, które sobie cenię, na pewno kupuję w wersji pudełkowej. Wspomniany wcześniej Wiedźmin, któryś CoD, BF, oczywiście Gothic, Mafia, czy też Assassin's Creed. Są to gry w większości z wyższej półki. Ale są to gry, które często zasługują na to, by stać na półce tak, aby każdy mógł je podziwiać.
Pozdrawiam ;)

06.08.2015 15:34
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

NIE

28.07.2015 22:01
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

50-60?
Te auta mówią co innego ;)
Nie mogę się doczekać :D

19.06.2015 14:36
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Jak dla mnie z chodzeniem, jak w Zaginięciu Ethana Cartera (czy jak on się tam zwał), mógłby pojawić się problem z odbiorem, ponieważ w grze się chodzi, a grając siedzicie. Mając założone te okulary mogłoby się to okazać sporym problemem. Dlatego dostajecie gry, w których nasza postać siedzi. Nie zaburza to odbioru. Żeby grać w w/w tytuł, potrzebny były (chyba), jakiś symulator poruszania się (nie wiem jak to nazwać). Coś, co umożliwi chodzenie jako JA i przeniesie to do świata gry.
Pozdrawiam

17.06.2015 15:10
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34
8.5

Dla mnie bomba. Nie rozumiem narzekań na kooperację. Dawno nie było takiego tytuły, który oferowałby tą formę zabawy na taką skalę. Wiadomym jest, że kooperacja nie polega na podłączeniu się do sieci i graniu z byle kim. Produkt ma na celu namówienie kolegów, aby zakupili grę i grali z nami. Twórcy zarobią, a my z własnym zespołem będziemy się świetnie bawić. Nie widzę w tym problemu, wręcz przeciwnie. W poprzednim Ghost Recon bawiłem się naprawdę dobrze, ale brakowało mi tam właśnie kooperacji w misjach fabularnych. Niestety (a może i stety), nie da się zrobić sztucznej inteligencji, dorównującej graczowi, a bynajmniej nie jest to opłacalne. Poza tym, co za frajda bawić się z bootem? Według mnie zabawa jest o wiele lepsza, gdy zbierze się czterech kumpli i zacznie wykonywać misje niemożliwe.
Pozdrawiam

13.04.2015 13:07
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Pani Lipowicz ma trochę racji. Oznaczenia na gry są nałożone nie bez powodu i jest to jako tako przestrzegane. Pamiętam, jak kolega chciał kupić MW3 mając 17lat w EMPiKu, ale sprzedawca mu na to nie pozwolił. Moim zdaniem problemem są przede wszystkim rodzice. Wiele młodych osób gra w gry, które nie powinno. Kategoria +18, ale dzieciak gra, a rodzice przejmują się tylko tym, że powinien się teraz uczyć, a nie grać, co i tak nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, więc dziecko wciąż gra. Sam będąc jeszcze młody grałem w takie gry, ale nigdy nie zauważyłem u siebie negatywnych skutków (może poza średnimi stopniami w szkole :P). Mając dobry kontakt z rodziną, zostało mi wpojone, co jest złe, co dobre itd itp. Niby nic, ale wiele zmienia. Wiele rodzin ma problem z tym kontaktem, przez co efekt może być zły, a czasami nawet tragiczny.
Co do tego mają PEGI? Jak dla mnie pełnią rolę przede wszystkim informacyjną. Widząc oznaczenie +18 rodzic powinien się zastanowić, czy to aby na pewno odpowiedni produkt. Powinien też spędzić z dzieckiem trochę czasu przy grach. Np. ja jeśli chodzi o gry dużo czasu spędziłem z ojcem. Niby wiem, to starsze pokolenie, w większości nie oswojone z tym tematem. Ale to jest tylko głupia wymówka, umożliwiająca uniknięcie czegoś nowego.
Gdy dziecko może pograć z rodzicem, podchodzi do tematu spokojniej. Rodzic jednocześnie sam wiem, z czym ma do czynienia i czy jego dwunastoletnie dziecko nie gra właśnie w jakąś powaloną rąbankę, gdzie krew tryska na prawo i lewo, kości nie wyskakują na wierzch, a rozgrywce nieustannie towarzyszy dźwięk skręcanego karku, lub wyrwanych kończyn, czy organów.
Dlatego uwaga powinno zwrócić się przede wszystkim rodzicom, aby zmienili podejście do tego tematu. Z drugiej strony, zbyt surowe traktowanie go, też nie przynosi efektów, bo wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej ;)
Pozdrawiam

19.03.2015 23:07
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Haha :D Arasz, padłem :D "gracze lubią numerki" :
Ja lubię złodziejstwo w grach. Tzn. bardzo lubię te "złe" postacie. Często staram się grać jakimś skrytobójcą (np. w Skyrim'ie, pierwszą frakcją, do której przystałem było oczywiście Mroczne Bractwo, a drugą Gildia Złodziei). Lubię tworzyć postacie mroczne, niebezpieczne, sprytne itd. Staram się budować taki klimat, który często jest zaburzany przez samą grę, choćby nawet przez dialogi, w których nie można pokazać tej "ciemnej strony".
Rzeczywiście, dobrze stworzona gra dla złodzieja, to ciężki przypadek. W piątej części TESów, dobrze było to oddane w zadaniach zleconych przez Gildie, ponieważ one skupiały się na cichym rozwiązaniu sprawy, przekradnięciu się (posiadłość Złotoblask). Dodatkowo gracz, który rzeczywiście uważał się za złodzieja, zarąbał wszystko po drodze, co przecież nie jest łatwe (np. opróżnić kieszenie strażnikom, lub wykraść broń z jakiś koszar). W takich zadaniach czuć konsekwencje. Przeważnie rzeczy które musimy ukraść są bardzo cenne, a ofiary to często groźni ludzie, lub osoby mające swoich ochroniarzy. Wiadomo co się dzieje, jak wpadniemy ;)
Natomiast, jeśli chodzi o taką "luźną" kradzież, to rzeczywiście jest problem. System w Gothic'u jest rzeczywiście dobry. Zwłaszcza, że samo skradanie się nie jest łatwe, gdyż postać porusza się powoli i nie jest w stanie nagle się ukryć, gdzie w Skyrim'ie wystarczy przekoziołkować w jakiś kont i problem z głowy (w ogóle w tej grze postać jest nie do wykrycia, głównie za sprawą sztucznej inteligencji). Kara na zasadzie "obicia mordy" jest dobra, zwłaszcza, że tracimy pewne elementy ekwipunku (cash...). Więzienie też wydaje się w porządku. Jest tylko jedna rzecz, która psuje to całe poczucie winy, lub jakiekolwiek wrażenie, że mamy kłopoty - opcja zapisu/wczytania gry. Co z tego, że wpadliśmy, jak prawie każdy wczyta zapis i powtórzy kradzież, uniknąwszy tym razem wykrycia (tak jak w Skyrim'ie - ukrycie się za plecami ofiary, F5, kradzież, nie uda się to F9 i tak do momentu, aż się uda). Myślę, że bardzie psychologiczna strona kary gra tu ogromną rolę. Np. sytuacja z dziewczynką, lub sklepikarzami, którzy się wynieśli, o których mówiliście.
Aktualnie nie ma chyba gry, która jest w stanie dobrze oddać ten motyw, nie RPG. Problem tkwi w tym, że nie da się zrobić wszystkiego. Gdyby powstał RPG, skupiający się tylko na złodziejstwie, sprawa załatwiona. Lecz w sytuacji, gdy mamy możliwość wyboru ścieżki, sprawa zaczyna się komplikować. Przyczyną tego jest system rozwoju postaci. Skoro mag może być prawie bogiem, to czemu złodziej ma być popierdółką. Patrząc znów na piątą część The Elder Scrolls. Tam mamy cztery ścieżki rozwoju magii + zaklinanie (które też wiąże się z magią), a ścieżki tyczące się złodzieja są tylko dwie. Rozwijając maga długo nie jesteśmy w stanie osiągnąć zbyt wiele, ponieważ jest za dużo opcji. Natomiast podnosząc statystyki "skradanie" i "kradzież" szybko dobijemy końca i jesteśmy w stanie podkraść się do każdego, zadać duuuużo obrażeń, a mając dużo kasy, od wszystkiego jesteśmy w stanie się wykręcić.
Ogólnie rzecz biorąc, gry stałyby się za trudne i zbyt złożone, gdyby twórcy chcieli podołać wszystkim oczekiwaniom. A jest to niestety nieopłacalne, po prostu. Dlatego z wielu pomysłów się rezygnuje. Nie wierzę, że twórcy nie mają pomysłów "Zagrajmy na emocjach, pokażmy im konsekwencje". Wyszłoby na to, że to kompletni idioci. Po prostu, stworzenie systemu, który będzie prawidłowo reagował na wszelkie nasze poczynania w tak złożonej grze, jak produkcje z gatunku RPG, to rzecz niemożliwa, a przynajmniej bardzo trudna. Realizacja takiego projektu pochłonęłaby mnóstwo zasobów i oczywiście czasu. A gry, to wciąż tylko rozrywka, która ma sprawiać frajdę, a nie pokazywać, jak to jest być kimś takim.
Mam jedną uwagę do samego tematu. Moim zdaniem, powinniście ogólnie wybrać temat, skradania, żeby nawiązać też do skrytobójców, którzy coraz częściej się pokazują. W zasadzie, łączą się ze złodziejami. Wybierając tylko złodziejstwo, ugryźliście kawałek ciastka i resztę zostawiliście na stole ;)
Na następny odcinek proponuję, jak ktoś przede mną, dialogi i wybory, jakie im towarzyszą ;)

13.03.2015 15:12
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Walka to trudny temat w grach RPG. Ciężko jest wszystkich zadowolić. Niektórzy preferują bardziej taktyczną formę, inni zręcznościową. Zgadzam się z tym co mówił Arasz. Twórcy nie mogą pokazać nam wszystkiego na początku. Potrzebny jest widoczny progres, jak zresztą w każdym elemencie gier RPG. W końcu jaki byłby sens grania, skoro nasza postać się nie rozwija. Ewidentny błąd w kwestii zbyt szybkiego rozwoju postaci, widać w ostatniej części Risen. Teoretycznie, walka prezentowała się bardzo dobrze - z początku. Ja wybrałem ścieżkę Łowców Demonów. Oczywiście byłem pod wrażeniem, ile mogę się nauczyć, potem będę koksem itd. A tu takiego... Po opuszczeniu wyspy, czyli teoretycznie w 1/4 gry, niczego więcej nie mogłem się nauczyć (chyba zostały jeszcze pojedyncze czary). Magia była bardzo efektowna, ale nie pozwalała na żaden rozwój. Jak zobaczyłem animacje, które towarzyszą rzucaniu czarów (to chyba był 'piorun'), byłem wniebowzięty. Ale okazało się, że mogę nauczyć się tylko tego jednego czaru, a animacje do pozostałych ('kula ognia', czy inne cuda w zależności od frakcji), były dokładnie takie same. Gothic spisywał się lepiej. Nawet trójka, która polegała na mordowaniu lewego klawisza. Trzeba było wykazać się cierpliwością, aby nauczyć walki dwoma ostrzami, lub nauczyć się tych najpotężniejszych zaklęć. Tak samo jak w poprzednich.
Ja jestem zwolennikiem bardziej zręcznościowego systemu walki, podobnego do Wiedźmińskich, lecz nie mam nic przeciwko "mordowni lewego klawisza", na styl trzeciego Gothic'a, czy chociażby Skryim'a. Nie przepadam za taktycznym systemem, ponieważ nie jest tak dynamiczny.
Jeśli chodzi o temat kolejnego odcinka, myślę, że powinniście omówić Crafting ;)
Pozdrawiam

11.03.2015 14:29
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34
Wideo

Dobra, mam. To Alexey Omelchuk Echoes of the Past. Dla tych, którzy podobnie jak ja nie wiedzieli ;)
https://www.youtube.com/watch?v=GKgP2C2xWFE

11.03.2015 01:43
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

A ja się jeszcze tak głupio zapytam, co to za utwór który pojawia się na początku i towarzyszy nam przez praktycznie cały materiał, nie licząc momentu, w którym leci muzyka ze zwiastuna "This War of Mine"?

10.03.2015 15:02
KaToKaMasz
1
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Temat ciekawy i trudny zarazem. Jak sam autor zauważył, strzelanki to tylko zabawa dla dzieci. Jesteśmy super bohaterem, który przejdzie przez piekło, z powrotem i jeszcze się tam wróci, bo stwierdzi, że zapomniał zapalniczki do swojego cygara zwycięstwa. Chciałoby się, aby twórcy pokazali wojnę z innej perspektywy, albo chociaż przybliżyli nam odrobinę realizm. Niestety, w strzelankach typu Call of Duty, Battlefield, czy innych tego typu nie uświadczymy takich cudów. To są gry na skalę masową. Zabawki, skupiające się przede wszystkim na sieczce w rozgrywkach wieloosobowych. Gdy przechodzimy do kampanii dla pojedynczego gracza, ciężko oczekiwać czegoś innego. Jedno kłóciłoby się z drugim. Jednym (chyba) z niewielu wyjątków był zabieg z Call of Duty Moderw Warfare 2 i 3 (już po tytule wiedziałem, że to się pokaże na początku tego materiału ;)). W dwójce była misja, "No russion", o której Kacper tu wspomina. Rzeź jakiej jeszcze nie widziałem i sam nie byłem w stanie strzelać do tych ludzi. W trójce widok tej dziewczynki też robił niemiłe wrażenie, jednak widać, że twórcy po "kontrowersjach" związanych z poprzednią częścią, postanowili trochę zwolnić i przedstawili nam cywili, już w formie cut-scenki.
Jak widać, problemem są media, które nieustannie najeżdżają na rozgrywkę wirtualną i wykorzystują każdy, podobny tym wymienionym wyżej motyw, aby oczernić rynek gier komputerowych. Twórcy nie potrzebują złego rozgłosu, jest nieopłacalny, po prostu. Nie chodzi o graczy. Dziś większość graczy to osoby na pewno poniżej osiemnastego roku życia, jak nie szesnastego. Grają, bo mogą, rodzice im na to pozwalają. A co będzie, jeśli rodzic zobaczy w wiadomościach, w telewizji brutalną scenę, w której gracz "musi" mordować cywili z zimną krwią?
Z drugiej strony, nie da się połączyć fajnej rozgrywki z realizmem. Ktoś już tu powiedział, że to dwa oddzielne gatunki. Wyobraźmy sobie np. taką scenę z filmu... chociażby jeszcze młoda "Furia", gdzie Wardaddy, zmusza młodego Normana do zabicia Niemca. Co byłoby, gdybyśmy napotkali taką scenę w grze? Co by się działo, gdyby w grze pokazano, jak dowódcy zmuszają swoich podkomendnych (co podczas wojny często się zdarza (zwłaszcza IIWŚ)), do wykonywania rozkazów, jak znęcanie się, mordowanie, lub coś gorszego. Stwierdzam, że niewielu graczy ukończyłoby taką grę, a co za tym idzie, nie kupiliby kolejnej. To jest zbyt ciężki temat.
Jeśli natomiast chodzi o sam motyw wojny, nie jest on przecież pokazywany tylko w strzelankach. Choćby Wiedźmin (nie wiem, jak pozostałe, ale pierwszego właśnie ogrywam), który pokazuje co się dzieje podczas rebelii, gdy wybucha bunt, uciśniona strona próbuje dojść do głosu i walczyć o swoje prawa. Panuje śmierć, cierpienia, a gracz to wszystko obserwuje, a co gorsza, musi wybrać stronę (lub zostać neutralnym) i obserwować konsekwencje, które nie ważne jaką ścieżką pójdziemy, zawsze będą ciągnąć za sobą jakieś negatywne skutki. Podczas rozgrywki sami "kreujemy" charakter postaci. Choćby pytanie Jaskra: "Czy zabijanie ludzi nie zaczęło sprawiać Ci przyjemności?". Sami na to odpowiadamy, pokazując w ten sposób siebie.
Lecz, czy podobny zabieg sprawdziłby się w takim CODzie? Ilu graczy grywa w RPGi, albo konkretnie w Wiedźmina, a ilu w serię Call of Duty? Myślę, że odpowiedź jest prosta. Skąd się to bierze. Wiele osób powie, że to przecież nie wszyscy lubią RPGi. Fakt. Nie wszyscy lubią fantastykę. Zgadza się. Wielu graczy na pewno woli strzelać, niż wirtualnie machać mieczem. Na pewno. Mam kolegę, który podobnie jak ja, uwielbia RPGi. Jednak przy podejściu do Wiedźmina, zrezygnował. Dlaczego? Nie przeszkadzał mu, ani system walki, a rozwój postaci. Irytowały go trudne decyzje, które musiał podejmować. Przez to, zamiast latać o zadania do zadania i wycinać wszystko na swojej drodze zrozumiał, że wiążą się z tym jakieś konsekwencje. I nie ukończył gry.
A jeśli chodzi o sam debiut, dobra robota. Pokazuj się tu części. Twój głos wciąż miażdży system i brzmisz jak z jakiejś reklamy Old Spice, ale to akurat plus (sam głos - nie Old Spice). Czekam na więcej materiałów i mam nadzieję, że zagrzejesz miejsce w tvGRY na dłużej.
Pozdrawiam

19.02.2015 15:20
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Świetny materiał, niestety nie mam czasu się za bardzo rozpisywać.
Co do nazwy, może zwykła "Tawerna" - występuje prawie w każdy RPGu ;)
A jeśli chodzi o kolejne tematy, to macie szerokie pole do popisu. Dialogi, rozwój postaci, klimat, super bohater, a zwykła pierdoła. Jest wiele opcji.
Życzę powodzenia ;)

14.02.2015 20:20
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Yyy... Arasz (Arash? - wybacz, nie jestem pewien)? Nie żebym się chciał czepiać, lubię Twoje materiały. Jednak z komentarzem na temat piątej części Call of Duty trochę się zapędziłeś. "Seria oswoiła się już czasami współczesnymi"? Przecież to było po pierwszej części Modern Warfare. Kiedy miała się oswoić. "Powrót do II Wojny Światowej"? Może i był powrót, ale chyba nie można uznać tego za najważniejszy argument. W końcu tej IIWŚ nie było całą jedną część.
Nie zrozum mnie źle, lubię tą część. Wprawdzie jest to jedna z tych gier, przy której nakląłem się co niemiara, ale z satysfakcją kończyłem każdy poziom.
Twój komentarz zabrzmiał tak, jakbyś był pierwszym lepszym matołkiem, który sam nie wie, czego mógłby się jeszcze uczepić w tej serii. A samo przeniesienie akcji do czasów współczesnych wyszło tej grze na dobre (przynajmniej w pierwszej i drugiej części Modern Warfare). Wiadomo, akcja, skrypty i byleby do przodu, ale tym ta gra żyje i za to ją uwielbiam.
A co do samego WaW, do dziś pamiętam moment w pierwszej misji, gdzie wchodzi się na pole i... no, ci co grali na pewno wiedzą.
Co do reszty materiału - dobry. MGS się nie czepiam, bo nie grałem w żadną grę z tej serii i jakoś tego nie żałuję. A co do gier 2008r. Mirror's Edge!
Pozdrawiam

03.02.2015 00:53
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Cóż... Nie jestem ekspertem od Wiedźmina, od razu zaznaczę. Nie czytałem książek (spokojnie, mam zamiar to nadrobić, tylko jestem w trakcie czytania innej serii) i gier nie przeszedłem. Aktualnie ogrywam pierwszą część, jeśli mam wolną chwilę, ale bardzo rzadko się to zdarza. Efekt jest taki, że od świąt dotarłem do czwartego rozdziału. Ale do tematu. Wnioskując z pierwszej części, sam dubbing jest niezły. Nie jest idealny, zwłaszcza głos Azar'a mnie irytuje (może z uwagi na fakt, że jestem przyzwyczajony to Bezimiennego (Gothic) i podświadomie nie pasuje mi głos tego aktora do innej postaci, a już na pewno do czarnego charakteru). Jednak w grze czuć taki ciekawy klimat. Komentarze przechodniów na widok Geralta, na temat pogody i miejskie (ciągle te same) plotki wykonane są fajnie. Główne dialogi też od nich nie odstają. Głos naszego "rzeźnika z blaviken" jest świetny i jego angielska wersja może się schować. Pamiętam, że przy pierwszym podejściu do tej gry odpaliłem angielską wersję, ale długo wtedy nie pograłem. Nawet nie skończyłem prologu. Dopiero za tym podejściem odpaliłem naszą polską wersję i nie jestem zawiedziony. W ogóle zauważyłem, że polskie dubbingi w grach, najlepiej wychodzą w RPGach. Np. właśnie Wiedźmin, Gothic, czy Skyrim. O ile do dzieła naszych zachodnich sąsiadów w kwestii dubbing nikt nie ma zastrzeżeń, tak do piątej części TESów już prędzej. Tu się nie zgodzę. Dla mnie w tej grze polska wersja językowa stoi na wysokim poziomie. Porównywałem z kinową i muszę przyznać, że jak dla mnie - niebo, a ziemia. Lecz do dziś nie zapomnę mojej reakcji, gdy wgrałem mod Falskaar. Ogrywałem go przez długi czas, ukończyłem główny wątek, większość pobocznych, aż w końcu postanowiłem wrócić. Jakie było moje zdziwienie, gdy nagle usłyszałem rodzimy język. Czułem się jakbym wrócił z Anglii po półrocznym pobycie.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;)

30.12.2014 00:42
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

- Nie?
- Nnieeee...
Świetny montaż chłopaki, naprawdę. Kawał dobrej roboty. A jeśli chodzi o treść, to też dobrze się to oglądało. Lubię słuchać tych dwóch. Wprawdzie czasem są irytujący, ale mają spoko podejście do tematu gier.
Oby tak dalej
Pozdrawiam
A! Popieram pomysł użytkownika "v1r00z1986". Lektorem może nie, ale takie dymki z myślami nad głową powinny się pojawiać :D

09.12.2014 00:08
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Właśnie za to podziwiam Minecraft'a. Nigdy nie zagłębiałem się specjalnie w tą grę. Owszem, włączyłem raz, czy dwa tryb Survivalowy i się tam rozwijałem powolutku, ale to co sprawiało mi niesamowitą przyjemność to budowanie. Odpalenie trybu kreatywnego i tworzenie świata. Prawda, świat z klocków, ale satysfakcja z faktu, że każdy położyło się tam osobiście, jest nieprawdopodobna ;)
Pozdrawiam

24.11.2014 00:41
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Materiał ciekawy, ale niestety muszę powiedzieć "łatwo powiedzieć, trudniej zrobić". Omawiane przez was problemy występują coraz częściej i nie wydaje mi się, aby miały szybko zniknąć. Wydaje mi się, że głównym powodem, dla którego twórcy popełniają te same błędy z każdą grą, jest czas, a tym samym (uwaga!) kasa. Zacznę może od co mówiliście na temat wykonywanych wcześniej zadań (typu wybić obóz lub coś w tym stylu). Porównaliście to do Gothic'a, jednak nie zgodzę się z Tobą Gambri. Prawdę mówiąc, nie pamiętam jak było w jedynce i dwójce. Ostatnio (tj. w sierpniu) miałem do czynienia z trzecią częścią, po raz kolejny. Nie ma takiej sytuacji, że nasza postać powie "Masz na myśli te dziki?" lub coś w tym stylu. Tutaj akurat zgodzę się z Jordanem. Zawsze w takiej sytuacji występuje nienaturalny dialog: "Zabij dla mnie te dziki" i natychmiastowa odpowiedź: "Rozprawiłem się z tymi dzikami". Niestety, ale jakbyśmy chcieli w każdym takim przypadku, usłyszeć naturalną odpowiedź, wiązało by się to z mnóstwem warunków i ręcznym podczepianiem odpowiedzi, ponieważ musiałaby być różne, więc nie dało by się tego szybko zrobić. Co za tym idzie? Mnóstwo czasu i tym samym pieniędzy trzeba poświęcić na grę. Taki Far Cry 3, który pojawił się cztery lata po premierze dwójki. Przez rok prawdopodobnie zbierano pomysły i tworzono ogólny zarys produkcji. Później trzeba było stworzyć silnik, nagrać wszystkie sceny z udziałem aktorów itd. Teraz zastanówmy się, co by było, gdyby gra miała reagować w jakiś sposób na nasze działania. Na początek, choćby prosta reakcja, na wizytę naszego gracza w jakimś obozie. To już sprawia, że twórcy mają o wiele więcej linii dialogowych do nagrania, lub nawet przerywników. No to może gra powinna reagować na nasze działania. Czy gramy po cichu, czy może szturmem i odpowiednio balansować poziom przeciwników ich rozmieszczenie oraz 'typy' wrogich jednostek, aby utrudnić nam życie. Już w takiej wersji brzmi to skomplikowanie, a żeby przełożyć to do gry, trzeba poświęcić temu (znowu) sporo czasu. Jest to dla firm nieopłacalne. Rozwiązaniem mogło by być zatrzymanie postępu graficznego. Ale przecież reakcja odbiorców. Nawet tutaj, na GRY-Online, czy TVgry, takie posunięcie zostałoby skrytykowane, a przynajmniej wytknięte palcem. I co? Twórcy mieli by się bronić "Ale chcieliśmy zrobić grę ciekawszą, dlatego użyliśmy starego silnika". Widzę porażkę. Jordan przytoczył temat gry The Forest, w której po wybiciu tubylców, rzeczywiście ich nie ma (nie wiem, nie grałem, ale załóżmy, że tak jest). Co w takim razie ma gracz dalej robić? Nie zacznie od nowa, bo poczuje się znudzony. Rozwiązanie jest poprawne, ale jaka będzie reakcja graczy? Mówiliście też o DayZ, w którym gracze sami piszą historię. To jest coś, co kocham. Jest tylko jeden problem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto to zepsuje (w przypadku oczywiście gier MMO, takich jak wymieniony przed chwilą DayZ). Więc jak to przełożyć do jednoosobowej gry? W grach eksploracyjnych jest to możliwe. Bo nie robimy tam nic innego, jak tylko chodzi, zwiedzamy i wtedy możemy sobie dopowiadać co nam tylko przyjdzie na myśl. Jeśli jednak spotkamy już jakiegoś NPC, cywil, przeciwnik, ktokolwiek i będzie ta postać w jakikolwiek sposób powiązana z daną lokacją, to gracz już jest wrzucany na konkretny tor, przygotowany przez twórców, którzy nie są w stanie przewidzieć wszystkich możliwości, a nawet jeśli, nie będą mogli ich przygotować. Ta część brzmi już chyba mało logicznie :/
Ogólnie chodzi mi oto. W stu procentach się z wami zgadzam. Mnie też irytuje w grach brak w miarę realnej i tym samym logicznej reakcji na nasze działania np. Mafia 2, gdzie w którymkolwiek z dodatków mogliśmy mordować co popadnie, a napotkamy co najwyżej garstkę policjantów, których zabijemy, weźmiemy amunicję do Tommsona i zabijemy kolejną grupkę, która zaraz się pojawi w okolicy i będzie grzecznie biegła w miejsce ostatniej strzelaniny. A po tym wszystkim zapłacimy 250$ policjantowi przez budkę telefoniczną i wszystko jest w porządku. Kogo obchodzi, że właśnie zginęło stu cywili i dwa razy tylu policjantów. Dodatkowo nikt w mieście się tego nie czepia. Zaatakujemy jakiś gangsterów? Dobra Ci co są w pobliżu postrzelają do nas i koniec. Żadnych dalszych posunięć. Niestety twórcom szkoda czasu, na tworzenie tak wielu mechanizmów. Dlatego nadzieją sandboxów są małe studia, które chcą zaistnieć.
Jest jeszcze jedno wytłumaczenie braku logiki. W końcu to piaskownice, w których mamy się bawić, a nie przejmować logiką. Nazwa mówi sama za siebie.
A na koniec powiem. Nareszcie materiał z Jordanem, który mi się podobał ;)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie

05.11.2014 22:58
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

No! I to jest powód, dla którego mógłbym zagrać w GTA. Najwyższy czas :D

21.10.2014 21:52
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Bardzo dobry materiał. Czytanie z kartki to żaden problem, a jak już wspomniał Oskar, nawet plus. Czasem zdarzy się, że jest tak nie fajnie ucięty, to drobne błędy, które mnie osobiście nie irytują. A przecież nie ma sensu nagrywać jeszcze raz tego samego fragmentu, aby uniknąć przeskoku podczas montażu.
Temat ciekawy. Nawet nie wiedziałem, że jest to jakaś specjalna technologia (ta występująca w grach Bethesdy). Aczkolwiek muszę przyznać, że ten system wysyłania zabójców, albo oprychów nie działa tak dobrze. W Skyrimie spotkałem się raz z zabójcą i raz z grupą najemników. W zasadzie to tą grupę widziałem nie raz, a właściwie za każdy razem, kiedy zaczynałem i docierałem do Białej Grani. Może to tylko przypadek, ale odniosłem wrażenie, że jest to w jakiś sposób ustawione i ma na celu pokazania, jaki ten świat jest niby wyjątkowy. Albo słabo kradłem w dalszej części. Chociaż staram się okradać każdego, kogo napotkam, aby uzbierać punkty. Oprócz tego spotkałem jeszcze kilkukrotnie złodzieja. Jeśli chodzi o dialogi, to przedostatnia gra z serii The Elder Scrolls wygrywa z Gothiciem, ale te też sprawiają, że w pełni pochłania nas świat gry. Jest to piękne zjawisko, ale jak powiedziałeś, ciężko tego dokonać. Natomiast przeciwnicy to zupełnie inna para kaloszy. Wprawdzie samo ich poruszanie się rozmowy (czasem irytujące, ponieważ się powtarzają) sprawiają dobre wrażenie. Ale podczas walki już tak nie jest. A najśmieszniej wygląda to podczas cichego eliminowania naszych przeciwników, za pomocą łuku. Myślę, że wszyscy wiedzą o czym mówię. W Gothicu nie różnią się one od tych napotkanych na ulicy, ale wydaje mi się, że to trochę inny poziom, a gra też ma już trochę latek. Teoretycznie można oceniać postępy na podstawie serii Risen, ale osobiście uważam, że ta gra znacznie różni się od pierwowzoru. Jestem ciekaw, jak to by wyglądało, gdyby Piranha postanowiła powrócić do swojej starej dobrej gry. Pomijając fakt, że musieliby wprowadzić masę zmian i wyjaśnień w fabule. Interesuje mnie właśnie otaczający nas świat. Na pewno przydałoby im się do tego nowe narzędzie, przy tworzeniu gry. Pożyjemy zobaczymy.
Pozdrawiam

07.10.2014 00:15
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Ale jeśli chodzi o fabułę, to twórcy muszę się naprawdę postarać. Jak wszyscy wiedzą, był to brutalny okres, pełen przemocy i intryg. Niestety, twórcy serii wydają się ostatnio gubić w tych wszystkich intrygach. Czasami przesadzają, a czasami je upraszczają. Mam nadzieję, że zrobią (a w zasadzie zrobili) to dobrze i dostaniemy historię, od której zdołamy się oderwać dopiero przy napisach końcowych. A jak im wyjdzie za dobrze, to przez kolejne lata, gracze będą narzekać na to, jakie te gry są słabe :D zawsze coś. Jednak mam nadzieję, że choć jedna będzie naprawdę dobra. Tak więc, do boju Ubisoft! ;)

06.10.2014 23:45
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

A co co z uzbrojeniem? Czy wybór broni jest dość obszerny, czy opiera się na wybraniu, tego samego, tylko trochę ładniejszego? Osobiście lubię walczyć różnoraką bronią, w zależności od... sam nie wiem czego. Tak po prostu. Więc jestem ciekaw, czy przyjdzie mi znowu chodzić tylko ze szpadą, czy będę miał szeroki wybór w śmiercionośnych narzędziach.
Co do reszty... Zapowiada się naprawdę obiecująco. Jestem ciekaw, czy mój sprzęt w ogóle to łyknie. No i jeszcze czas, którego za dużo nie mam ostatnio. Mam nadzieję, że historia przedstawiana w grze, rzeczywiście będzie dobra. To jest prawdziwy problem tej serii już od kilku odsłon. Zapowiadają super fabułę, a wychodzi... coś. To samo tyczy się głównego bohatera. Liczyłem na to, że w Black Flag wreszcie spotkam bohatera, który nie będzie grzecznym Asasynem, w ciemno podążającym drogą wyznaczoną przez "święte" bractwo. Ale zamiast, swego rodzaju złej postaci, ujrzałem pijaka i swoistego głupka. Jednak po dziś dzień, najlepszym głównym bohaterem z serii jest Altair. Mam nadzieję, że Arno to zmieni, albo chociaż trochę się do niego przybliży. Jedno jest pewne. Gorszy od Connora nie będzie :D
Pozdrawiam

07.08.2014 11:20
KaToKaMasz
😉
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Szczerze powiedziawszy nie wiem, czy w przypadku serii Assassin's Creed można mówić o przywróceniu chwały (?). Strasznie dużo się mówi, że najlepsza jest pierwsza, druga, lub nawet trzecia i trafią się też tacy, którzy powiedzą, że najlepszy jest Black Flag. Jeszcze więcej mówi się, o właśnie powrocie. Ja się pytam do czego? Osobiście uważam, że najlepsza była pierwsza część. Ale na pewno nie chciałbym, że twórcy wrócili do tego. Assassin's Creed II to jak dla mnie jedna z dwóch najgorszych części (gorszy jest tylko Revelations). W takim razie, dlaczego większość ludzi uważa ją za najlepszą. Mnie się wydaje, że tak naprawdę chodzi o to, co Ubi dodał do tej gry. Bo jakby na to nie patrzeć, dodali tu sporo elementów. Choćby podwójne ukryte ostrza, które na stałe wpisały się w tą serię. Dodano możliwość wyboru ekwipunku, kupna lepszej zbroi, czy nawet amunicji. Został usprawniony model poruszania się (aczkolwiek oznacza to jeszcze dalsze odbiegnięcie od realizmu), a także samej walki, gdyż stała ona się trochę szybsza i jeszcze prostsza (czyli została zapoczątkowana kampania ku coraz to prostszej walce z nieskończoną liczbą przeciwników). Widać tu wiele nowości i patrząc na pozostałe części serii, na pewno zauważymy, że jest ich najwięcej, właśnie w tej części. Gdy dołożymy do tego bohatera (który z nieznanych mi powodów jest ulubionym bohaterem - ja za nim specjalnie nie przepadam, a przynajmniej nie w tej części), to wychodzi nam, rzekomo najlepsza produkcja. A tak naprawdę, najlepiej ją zapamiętaliśmy. Gdyby Ubisoft postanowił zrobić grę, taką jak ACII, to chyba ludzie dostali by szału, bo nie dałoby się w to grać. Albo inaczej. Nie dałoby się w to grać teraz, w jako nową część.
Wracając do głównego tematu. Czym będzie Unity. Myślę, tak jak kilka innych osób, że Unity będzie częścią serii, która wprowadzi parę elementów, usprawniających samą grę. Nie będą to zmiany, zmieniające całkiem rozgrywkę, lecz usprawniające ją. W zasadzie kolejne części Assassin's Creed, można nazwać swoistymi patchami, które dodają nam dodatkowo nowe historie, itd (i są płatne oczywiście :D). Ale przyznaję, chciałbym zagrać, tak jak w poprzednie części, z uwagi na kooperację. Chyba jednak nie będzie mi to dane, gdyż jest prawdziwym PCtowcem, a mój poczciwy blaszak już ma spore problemy z grami z zeszłego roku. Dodatkowo dochodzi do tego czas. Więc raczej nie doświadczę tej możliwości.
Można się teraz zastanawiać, co będzie lepsze. Unity, czy Rogue (tak to się chyba pisze). Osobiście czekam na to drugie, ale kochany Ubisoft, póki co nie daje informacji o wersji na komputery stacjonarne. Czemu oni muszą mi to robić. Osobiście uważam, że jest to pierwsza część, która może się okazać naprawdę ciekawa pod względem fabularnym, gdyż nasz protagonista będzie tym złym. Właśnie, złym! Jak już się przekonaliśmy. Ubisoft ma duży problem z przygotowaniem dobrej fabuły. Widać to choćby na przykładzie dwóch ostatnich części, gdzie rewolucje amerykańską zamienił w... coś, a historie o piracie zamienił w jeszcze gorsze... coś. Ale prawdę mówiąc, to drugie jest spowodowane samym motywem Asasyni vs Templariusze, który w ogóle nie pasuje do motywów pirackich (Paradoks - gdyby ta grania nie była kolejną częścią serii, tylko oddzielną grą piracką, nie byłaby tak fajna, bo nie mielibyśmy do dyspozycji skaczącego wszędzie gdzie się da (lub nie) mistrza walki). Dlatego uważam, że same realia Rewolucji Francuskiej, nie pozwolą tej grze na stworzenie dobrej fabuły. W każdej części dało się taką zrobić, ale wyszło to tylko w pierwszej (w miarę). Każda kolejna zaliczała coraz to większe potknięcie.
Pożyjemy zobaczymy. Miejmy nadzieję, że Ubisoft zaskoczy nas czymś miłym w przypadku obu części.
Pozdrawiam

05.08.2014 22:31
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Ufff... A już byłem naprawdę zły, po tym jak przeczytałem, że nie będzie na PC. Ale teraz jestem spokojny. Wreszcie zapowiada się w miarę ciekawa odsłona Assassin's Creed, a to za sprawą głównego bohatera. Mam już dość tych grzecznych asasynów. Długo czekałem na postać, która będzie zła i chyba moje prośby wreszcie zostały wysłuchane. Jestem ciekaw, jak twórcy wrzucą do rozgrywki system żeglugi. W Black Flag, pływanie statkiem było najlepszym elementem z całej gry. Mam nadzieję, że nie zrobią czegoś na styl trzeciej części (pojedyncze misje), tylko wciąż będziemy mieli możliwość pływania po jakimś obszarze. Aczkolwiek, biorąc pod uwagę rozłożenie miejsc akcji, obawiam się, że nie dostaniemy możliwości pływania po otwartym morzu. Chyba, że twórcy zrobili część otwartych wód, zamiast "Pogranicza" z trójki.
Tak czy siak, jestem o wiele bardziej zainteresowany tym, niż Unity.
Pozdrawiam

25.07.2014 15:46
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34
8.0
PC

Witam
Jakiś czas temu, nie wiem w sumie czemu, postanowiłem zagrać w tą nową odsłonę Tomb Rider'a. Prawdę mówiąc, nie grałem w żadną z poprzednich części. Owszem słyszałem, że gra jest bardzo dobra, ale sam nie podchodziłem do niej zbyt optymistycznie. Może to nawet lepiej, ponieważ z tego powodu przeżyłem bardzo miłe zaskoczenie. Naprawdę nie spodziewałem się, że ta gra może być aż tak dobra. Twórcom udało się utrzymać idealną granicę, między etapami, gdzie możemy chodzić w prawo, lewo, górę, czy dół, a takimi, w których jesteśmy prowadzeni za rękę i trzymamy w zasadzie klawisz 'W'. Te drugie, mogłyby wydawać się słabe i bezsensowne. Jednak klimat pokazany w grze, stanowczo zaprzecza takim wnioskom. Zwłaszcza na początku. Gdy wchodziłem do jakiejś jaskini, tunelu, cały czas patrzyłem dookoła, wyczekując jakiegoś ataku znienacka. Gra nie jest też krótka. Właściwie, to końca spodziewałem się, gdzieś w połowie gry, jednak że zabawa dopiero się zaczyna. Tak naprawdę, nie wiem, czemu tak pomyślałem. Może dlatego, że przyzwyczaiły mnie do tego większość wydawanych dzisiaj gier.
Może przejdę to wymieniania poszczególnych elementów, które mi się podobały, lub wręcz przeciwnie.
Zacznę od głównej bohaterki. Przyznam, że najbardziej irytujący element całej gry. Na początku gry doprowadzała mnie do szału. Strasznie mnie rozbawił (w negatywnym sensie) moment (jeden z wielu tego typu), gdy naprzeciw naszej bohaterki, pojawia się trzeci przeciwników. W tej chwili Lara mówi (nie wiem, jak było w dubbingowanej, sam grałem w wersję z napisami) "Nie musicie tego robić!", swoim przerażonym (?), prawie płaczącym głosem. Jednak w tym momencie miałem kontrolę nad postacią, więc jak tylko zauważyłem wroga, otworzyłem ogień. I tu mnie tak trochę wybiło z gry. Sama jej wypowiedź, według mnie zupełnie nie pasująca do tego, co się dzieje. Rozumiem, postać miała być przerażona, ale jak trzyma w ręku broń i nawala z niej tyle, na ile pozwala stan amunicji, to skąd takie słowa. Już bardziej pasowałby tekst w stylu "Zostawcie mnie", albo "Odejdźcie", czy coś w tym stylu. Dziwny był też moment, gdy Lara udaje się, by udzielić pomocy pilotowi samolotu, który się właśnie rozbił. Po dotarciu na miejsce, okazuje się, że przeciwnik nas uprzedził. Kolejna dziwna sytuacja. Dziewczyna trzyma w ręku karabin maszynowy, pistolet, czy nawet ten łuk i zamiast zareagować, za pomocą dowolnego, z wymienionych narzędzi mordu, to Lara stoi i patrzy się, jak złoczyńcy zabijają owego pilota, po czym krzyczy tylko żałosne "Nieeeee!". Serio? Jakby tego było mało, mam dziwne wrażenie, że Lara jest po prostu głupia. Albo stara się tak twardo stąpać po ziemi, że nie umie wyciągać wniosków, z tego co widziała, słyszała i przeczytała. O, właśnie. To jest jeszcze jeden problem. Te wszystkie teksty, które możemy znaleźć, nie mają żadnego wpływu na naszą bohaterkę. Czytając je, można wyciągną wnioski, do których Lara dochodzi pod koniec gry. Jest to kolejny element, który zaburza (jak to się ładnie mówi) imersję.
Sama walka była ciekawie zrobiona, a przynajmniej do momentu, gdy musimy stanąć w szranki, z tajemniczymi wojownikami Burzowej Gwardii, inaczej znanymi jako Oni. Same strzelaniny były wymagające. Często trzeba było robić uniki, zmieniać pozycję itd. Może dziwny był fakt, że przeciwnik zawsze wiedział, gdzie jesteśmy, ale przeważnie twórcy, nie dawali nam możliwości, by się jakoś ukryć, więc sprytnie sobie z tym poradzili. Natomiast walka z Oni. Prawdę mówiąc, liczyłem na to, że twórcy jakoś sprytnie pokierują grą tak, abyśmy nie mieli okazji do starć z nimi. Jednak tak nie było, a ja się dziwiłem, jakim cudem, te japońskie wojska, mogły sobie z nimi nie poradzić. Owszem, dla jednej osoby, łatwe to nie było, ale jakoś dałem radę, a tu spora grupa żołnierzy sobie z nimi nie poradziła. Miałem też skromną nadzieję, że twórcy dadzą nam do dyspozycji dwie spluwy, trochę wcześnie, np. w całym końcowym etapie, a nie tylko przy zabiciu ostatniego przeciwnika - Pana Mr. Zło. Z tego co wiem, to Lara Croft jest znana, właśnie z dwóch spluw. Jednak rozumiem, że było to właśnie zamiarem twórców, aby zostawić ten stereotyp, na rzecz nowej wizji.
Klimat jest w tej grze niesamowity, aczkolwiek wydaje mi się trochę monotonny, już tak w końcowej fazie gry. Po raz kolejny wchodzę do jakiegoś grobowca i już się nawet nie zatrzymuję, by się przyglądać temu, co mnie otacza. Twórcom chyba za wcześnie wyczerpały się pomysły. Jak dla mnie, w tych grobowcach, też powinni pojawiać się przeciwnicy. Ale nie w każdym i nie tak samo. Najlepiej, jeśli w niektórych byłaby właśnie jakaś grupka, np. czterech przeciwników. W innym, jakiś ocalały, który próbuje żyć na własną rękę. Taki przeciwnik oczywiście byłby nieobliczalny i przerażający. Mógłby być podobny do Potępionych, zamkniętych w klatkach w lokacji "Jaskinie geotermalne". Niestety tak nie było i o ile do tych początkowych grobowców wchodziłem powoli, wyczekując jakiegoś nagłego ataku, tak w tych końcowych już biegłem przed siebie, by jak najszybciej zgarnąć mapkę skarbów i grać dalej.
Ostatnim rzeczą, która mnie zirytowała, jest cenzura. Tzn. jest to dziwna sprawa. Podczas gry, widać mnóstwo trupów, krwi i mnóstwo innych elementów, które wyraźnie wskazywały na +18. Jednak podczas sceny, w której umiera jeden z głównych bohaterów, pojawia się dziwny napis "SPACE aby pominąć", który za nic nie chciał zniknąć. Ale to jest jeszcze nic. Nie rozumiem, czemu, biorąc pod uwagę fakt, że w grze pojawia się naprawdę duuużo krwi i brutalnych wykończeń, śmierć kolejnego z bohaterów, zostaje nam sprytnie zasłonięta przez samą Larę. Ci co grali chyba wiedzą, o czym mówię. Dla mnie jest to totalne nieporozumienie.
Podsumowując można powiedzieć tak. Gra jest tak jakby paradoksem. Jej mocne plusy, powoli zmieniają się w drobne minusy. Jednak pomimo tego faktu, grało mi się naprawdę przyjemnie i dawno nie spotkałem się z grą, w której trudny poziom, rzeczywiście oznacza trudny poziom. Polecam gorąco ten tytuł, bo jakby na to nie patrzeć, jest w nim wiele "dobrego" :D
Daję mocne 8/10!
Pozdrawiam

11.07.2014 00:22
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Tak się składa, że to moja ulubiona część serii i pozwolę sobie nie zgodzić się z paroma Twoimi argumentami. A przynajmniej połowicznie.
Zacznę może od świata. Jak wielokrotnie wspomniałeś, był pusty. Jednak należy się zastanowić, czy to na pewno taki minus. Może inaczej. Jest to minus i plus zarazem, patrząc na dalszy rozwój serii. Mówiłeś, że czwarta odsłona serii, o podtytule Black Flag, miała najlepiej rozwinięty świat. Tu się nie zgodzę. Moim zdaniem ta, jak i poprzednie części, był wypełniany w sztuczny sposób. Tak naprawdę na mapie, znajdujemy mnóstwo miejsc, rzeczy, czy nawet drobnych zadań, które są nieciekawe. Zamiast pokusić się o jakieś interesujące wątki poboczne, w których moglibyśmy poznawać historie piratów, brać udział w jakiś napadach, konkretnych bitwach morskich, twórcy postanowili nam zaserwować zwiedzanie jaskiń tępych bandytów, zbieranie tysiąca znajdziek i stuprocentowe odkrywanie wysp, w większości skupiające się na wcześniej wymienionych znajdźkach. Samych wysp też jest niewiele. A przynajmniej, nie wiele się różnią. Zwykle to małe kawałki lądu, zamieszkałe przez zwierzęta. Może znajdziemy jakiegoś pirata z mapą, ale zamiast poznać jego historię, podążyć jego ścieżką, by się czego ciekawego dowiedzieć, możemy go tylko przeszukać. Tak więc moim zdaniem, sam świat, to jeden z minusów tej części. W poprzednich było podobnie. W zasadzie, pod tym względem, podobał mi się tylko Brotherhood, w którym występowały zadanie, gdzie odkrywaliśmy postacie z multiplayer'a. Same DLC były też ciekawe. Otwarty świat podobał mi się także w trzeciej części. Trochę sztuczny, ale zdecydowanie bardziej wiarygodny, niż w czwartej odsłonie cyklu. W pierwszej części serii, gra nie była tak wypchana. Nudne były trochę, w kółko powtarzające się zadania poboczne, ale nie raziło mnie to za bardzo. Nie bylem wybijany ze świata, przez co chwila pokazujące się znaczki, masę ikonek na mapie, dobiegające do mnie dziwne dźwięki, informujące o bezpańskiej skrzynce z kasą, leżącą sobie od tak, dla naszego bohatera. No i sama gra, nie była jeszcze tak proste, jak następne części, a główne cele, mimo swojej powtarzalności, zawsze były inne. W różny sposób przedstawiane, każdy kontrakt był inny, odważny, sprytny, tchórzliwy. Ta gra sprawiała, że byłem w stanie w nią uwierzyć, w przeciwieństwie do następnych części.
Bohater jak dla mnie, to dziś jest niepokonany. Prawdziwy Asasyn z krwi i kości, a przynajmniej w tej części. W następnych odsłonach nie widać już tego, ale przede wszystkich przez ogólną fabułę, lecz o tym później. Bohater był małomówny, zabijał z zimną krwią i nie przejmował się pierdołami, jak jego następcy. Dodatkowo dubbing. Jest to jeden z niewielu przykładów, zasługujących na plus. Naprawdę, w mało której grze, tak mi się podobał nasz narodowy język. Doskonale wybrano aktorów, nawet do roli głównego bohatera.
Fabuła. Tak, tu się zgodzę. To znaczy, w tej części, miała sens. W dodatku, jakoś nie wpadłem na to, że za wszystkim stoi nasz mistrz, ale może to dlatego, że byłem na to za młody. Jednak, w jakiś sposób trzymałem się tego klimatu, kredo itd. Podobało mi się to. Dwójka, uważana przez większość za najlepszą, w tej kwestii leżała i głośno kwiczała. Jeśli natomiast chodzi o fabułę całej serii, to jest to dramat już w chyba dziewięciu aktach, nie licząc dodatków (Liberetion, i inne mniejsze produkcje). Nie można opisać tego, co tam się dzieje i obawiam się, że sami Twórcy zaczynają się w tej kwestii gubić.
Ogólnie można powiedzieć tak. Dla mnie, gra jest znakomita, o czym świadczy ośmiokrotne ukończenie jej z mojej strony. Jej wygląd, według mnie jest powodem właśnie testów. To byla próba stworzenia czegoś nowego i wydaje mi się, że żal było twórcom kasy, która mogła pójść w błoto, więc postanowili sprawdzić, czy to się przyjmie. Tak też się stało, więc zaczął się rozwój, który powoli zabija tą serię. Mam nadzieję, ze Unity to zmieni i przywróci blask tej serii. Wprawdzie na powrót zimnego bohatera nie mam co liczyć, bo przecież to gra +18 dla dzieci, ale może chociaż fabuła będzie ciekawa. I parkour może ulec ciekawej zmianie. Tak Del, to był ogromny plus pierwszej części. Ta przyjemność z samego biegania i skakania :)
Pozdrawiam

02.07.2014 22:47
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Moim zdaniem Syndrom Skyrim'a, jest jak najbardziej pozytywny, ale zależy o jakim typie tego zjawisko mówimy. To co występuje w piątej części serii The Elder Scrolls zasługuje na duży plus. Fakt, czasem jestem poirytowany, gdy znowu znajduję nowego quest'a i czasem chodzę po prowincji bez celu, bo mam ich dość. Czasem zaczynają mnie nudzić same grobowce, czy inne podziemia, lecz najbardziej irytują mnie smoki, których zabiłem już krocie, a one wciąż się pojawiają. Ale o to chodzi w tej grze. W dodatku zadania, które są w pewien sposób ukryte, albo historie czekające na nas w jakimś grobowcu, lub dwemerskich ruinach, są bardzo dobrze wykreowane. Wielokrotnie byłem pod wrażeniem, odkrywając kolejne historie. Problemem tej gry jest raczej fakt, że te główne wątki, są po prostu słabe. Pilar, to że ich nie zapamiętałeś, wcale nie oznacza, że to przez zbyt dużą liczbę pobocznych questów. Ja poświęcam dużo uwagi na linie fabularne i stanowią one dla mnie najważniejszy element każdej gry, czy filmu. Muszę przyznać, że wątek główny w tej grze był beznadziejny - nudny, dość krótki i za prosty. Starałem się w niego w jakiś sposób wczuć, ale się nie dało, a pojedynek z najpotężniejszym smokiem w Skyrim, był dziecinnie prosty, w porównaniu do walki z Legendarnym Smokiem, który pomimo moich ponad ośmiuset punktów energii życiowej, wciąż potrafi mnie wykończyć bez większych trudności. Inne ważniejsze wątki, też nie zostały zbyt dobrze zrobione. Najbardziej podobał mi się w całej grze, wątek Mrocznego Bractwa, ale to może dlatego, że uwielbiam skrytobójców.
Jeśli chodzi o pozostałe wymienione gry.
W Red Dead Redemption niestety nie grałem (bo jestem PCtowcem), a za serią Grand Theft Auto nie przepadam, więc przejdę do gier firmy Ubisoft.
Przyznam szczerze, że w Far Cry 3, nie spędziłem zbyt wiele czasu na zadania poboczne. Może ujmę to tak. Nienawidzę "znajdziek". Rozsianych po całej mapie małych, (przepraszam za wyrażenie) gówno wartych przedmiotów, które nic mi nie dają. W Skyrim'ie zawsze znajdę miecz, łuk, albo inne cudo, które mogę sprzedać i mam co zrobić z tą kasą (a przynajmniej do pewnego czasu). Tutaj niestety nie miałem za bardzo co z tym zrobić. Zbierałem jakieś posążki, które dawały mi punkty doświadczenia. Tylko nie wiem, na cholerę mi one były, skoro wybiłem każdy obóz po cichu (dostając wtedy więcej punktów) i wymordowałem tylu przeciwników, że miałem wszystkie umiejętności daleko przed skończeniem głównego wątku. Jednak tutaj fabuła gry była na poziomie, przynajmniej dobrym, aczkolwiek spodziewałem się czegoś lepszego. Jednak pomimo faktu, że często wybierałem mord i zniszczenie, a dopiero po jakimś czasie wracałem do wątku głównego, wcale nie czułem się wybity z rytmu. Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie, że z każdym upolowanym zwierzęciem, z każdym zabitym przeciwnikiem, lub zdobytym posterunkiem, zatracam się w tym świecie. I to mi się bardzo podoba w tej serii (no dobra, w dwóch ostatnich częściach, bo w jedynkę niewiele pograłem (i nie licząc tego o zwierzętach w Far Cry 2)).
Natomiast, jeśli chodzi o serię Assassin's Creed to sprawa wygląda następująco:
1. Wątek główny
2. Reszta, której zwykle nie kończę bo mnie nudzi.
Wyjątkiem była ostatnia główna część, czyli Black Flag. Tam czerpałem prawdziwą radość z samej eksploracji. Owszem, irytowały mnie te głupie skrzynie z niepotrzebną mi kasą, czy zbieranie "fragmentów animusa" (czy jakoś tak się to zwało). Ale radość, jaką miałem z żeglowania przez morze, słuchając pieśni kompanów, była nie do opisania. Spędziłem trochę czasu, żeby w pełni ulepszyć moją Kawkę, co potęgowało moje zadowolenie podczas wędrówek za horyzontem. Tu znowu wina stoi po stronie fabuły, która z każdą częścią serii jest coraz gorsza. Mam nadzieję, że Unity to zmieni, ale marne szanse. Irytowało mnie też mój statek. Jak takim małym czymś, można zatopić ogromny Galeon? Fregatę jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale Galeon? To wielkie bydle które byłoby wstanie zmieść moją łódeczkę z powierzchni morskich wór jedną salwą? No proszę... Tego mi brakowało w tej grze. Możliwości kupna statku. Dzięki temu, mógłbym całkiem zapomnieć o tym nieudolnie stworzony scenariuszu. Tak naprawdę, głównym problemem, a zarazem plusem tej gry, jest fakt, że to Assassin's Creed. Wątek Asasyni vs Templariusze w ogóle nie pasuje do tej gry. Z drugiej jednak strony, nie wyobrażam sobie mieć większej frajdy z walki na pokładzie wrogiego statku, niż jako (właśnie!) Asasyn.
Podsumowując. Głównym powodem, dla którego nie zwracamy uwagi na wątek główny, a interesujemy się całą resztą, jest niedbałość twórców. Jednak czasem może być to celowy zabieg, tak jak w przypadku Skyrim'a, przez który "główny" wątek staje się tylko powodem, dla którego lądujemy w krainie, którą chcą nam pokazać twórcy i która przede wszystkim powinna nas interesować. Podobnie można traktować grę Far Cry 3, gdzie tarapaty, w jakie popadł główny bohater, stają się pretekstem do wrzucenia nas w szalony świat, w którym siejemy chaos i zniszczenie, a fabuła (w tym przypadku całkiem niezła), stanowi tło dla naszych poczynań, idealnie z nimi komponując. Jednak wypchanie gry questami i drobnymi pierdołami na styl gier z serii Assassin's Creed, jest niczym innym, jak maskowaniem błędu, popełnionego przez twórców gry.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie

02.07.2014 16:00
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Chyba trochę przesadzają. Mam nadzieję, że nie chcą tą papką zasłonić strasznej chały, jaka im wyszła z tej gry. Osobiście mam spore nadzieje, w stosunku do tej części i mam nadzieję, że mnie nie zawiodą. Fakt, że gre robi inne studio może wyjść tej serii na dobre, o ile twórcy nie dadzą się zmielić maszynce ACTIVISON. Jednak jak ich tak słucham (tego i dwóch innych materiałów), to zaczynam się obawiać, że to już się stało, niestety. Ale pożyjemy, zobaczymy.
Pozdrawiam

02.07.2014 15:49
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Yyy... nie każdy? Ja wcale nie czekam na powrót do II Wojny Światowej, bo wciąż nie dostałem naprawdę dobrego FPSa, które akcja dzieje się w "niedalekiej" przyszłości (może oprócz pierwszej części serii Crysis, reszta była średnia).
Panowie, przechwałki przechwałkami, my chcemy zobaczyć samą grę. Wtedy się przekonamy, czy mówicie prawdę, czy to kolejna ściema. Mam nadzieję, że to pierwsze. Ale grafika to nie wszystko. Ja mógłbym nawet zostać przy tej starej, tylko nie chciałbym uświadczyć takich dziwnych rozmazanych widoków, skopiowanych animacji z poprzednich części. Lecz najważniejsza będzie dla mnie fabuła. Jeśli zrobią dobrą kampanię, dorównującą Modern Warfare 1 i 2, to jestem za. Jeżeli to będzie któryś Black Ops, albo nie daj boże MW3 (w Ghosts nie grałem), to dziękuję bardzo, nawet jeśli będzie piękna grafika.
A tak w ogóle, tego drugiego gościa chyba trochę poniosło :P
Pozdrawiam

24.06.2014 02:38
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Materiał bardzo dobry. Temat tak nam bliski, a tak rzadko do niego ktokolwiek nawiązuje. Bardzo dobrze, że zdecydowałeś się na to zestawienie. Rzeczywiście, powinieneś powiedzieć o Unity, ale to już wiesz. Mogłeś jeszcze wspomnieć o silniku Snowdrop, którego używają twórcy The Division. Jeśli wierzyć temu, czym się chwalą, będzie to potężne cudo, które może namieszać na rynku gier. Ale nie wiem, jak takie coś, może sprawdzić się w grze MMO. W produkcji z solową kampanią jeszcze to widzę, ale MMO, to będzie wyzwanie.
Ale tak czy siak, bardzo dobry materiał Arasz, jak zawsze ;)
Pozdrawiam

24.06.2014 02:22
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Gra mi się podoba, nawet bardzo. Eksploracja to coś, co zawsze mnie przyciągało do gier, jednak fajnie by było, jakbyśmy mieli wpływ na to otoczenie. To znaczy, sama eksploracja, to moim zdaniem za mało. Ok - możemy wydobywać surowce, ale co z tego? Obawiam się, że to może być problem tej gry. Jeśli będzie dało się, wykopać dziurę, zrobić jakąś górę, tunel, wybudować coś, to owszem, będzie to kolejny przerobiony Minecraft, ale jak dla mnie porównywanie tych gier, byłoby błędem. Minecraft to jedno, a to jest zupełnie inna produkcja. Jednak te, nader często występujące porównania, chyba zniechęcają twórców do wprowadzenia tego elementu. Z drugiej strony, może im na to nie pozwalać silnik oraz wpływ gracza. Jeśli tak owy zacząłby budować wielkie miasta, na każdej odkrytej planecie, to gra mogłaby tego nie wytrzymać.
Jestem ciekaw, jak dokładnie będzie się prezentować ta opcja sieciowa. Osobiście wolałbym, aby nikt mi nie gmerał w "moim" świecie, więc fajnie by było zobaczyć opcję sieciową, jak i w pełni solową. Ale chyba nie mam na to wpływu.
Jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Tytuł naprawdę bardzo interesujący.
A tak przy okazji. Zauważyłeś Kacprze, co się stało z tymi ludźmi. Gdy zaczynałeś, prawie każdy na Ciebie najeżdżał i mało kto chciał Cię tu oglądać. Teraz ludzie sami Cię proszę, żebyś jeździł na targi i robił więcej materiałów (nie licząc pojedynczych jednostek). Ahhh te ziemniaki :P
Pozdrawiam wszystkich ;)

21.06.2014 15:28
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Muszę przyznać, że mnie się ten pomysł nie podoba. Rozgrywka przedstawiona na gameplay'u wydawała się ciekawa, tylko dlatego, że była wyreżyserowana. Trzeba pamiętać, że jest to multiplayer i niestety żadna gra, nie będzie wyglądać w ten sposób. Może pierwsze 5-10 meczy, będzie ciekawie wyglądać. Ale trzeba zwrócić uwagę na kilka elementów, które nie mają prawa wystąpić podczas normalnej rozgrywki. Np. gracz z drużyny terrorystów, który zginął jako pierwszy, na pewno nie stał by tuż przed oknem, bo wiadomo, że to szczyt głupoty, a antyterrorysta nie dałby od tak wyskoczyć przeciwnikowi przez okno i na pewno by tego nie zignorował. I ta celność... Podczas normalnej rozgrywki wieloosobowej, gracze na pewno nie będą popełniać takich błędów, co już sprawia, że gra wygląda inaczej. W dodatku, po tych kilku meczach, będą wiedzieć, co się może stać, skąd mogą wyskoczyć przeciwnicy itd. Dlatego nie dadzą się nabrać na taki manewr, jak wysadzenie sufitu. Nie będzie można ich tak łatwo zaskoczyć i na pewno nie dadzą takiego luzu antyterrorystom. Fragment z gry, został wyreżyserowany w taki sposób, a przedstawić terrorystów, jako bardziej sprytnych, niż jest to możliwe botów, ale tylko w ustalonych fragmentach. Niestety...
Ale nie jest to powód, dla którego mówię NIE tej grze. Nie grałem we wcześniejsze części serii, oprócz obydwóch części Rainbow Six: Vegas, które może nie były doskonałe, ale miały taki tryb kooperacji, jakiego oczekiwałbym w większości gier, ale niestety go nie dostaję. Mam na myśli możliwości przejścia całej kampanii z kimś. Wystarczy jedna osoba, to już daje sporo zabawy. Vegas 2 przeszedłem 8 razy, na wiele sposobów. Zaczynaliśmy od normalnego przechodzenia z pełnym uzbrojeniem, po czym po kolei odejmowaliśmy jakieś elementy, by ostatecznie przejść grę, bez pancerza, tylko z pistoletami (bez Magnum'a i Deagl'a). W dodatku, za każdym razem, zostawialiśmy swoich kompanów na samym początku i przywoływaliśmy ich dopiero, gdy byli potrzebni, to wykonania oskryptowanej czynności. Ale najważniejszym elementem gry, była kampania. Nie za długa, nie za krótka. Ciekawa na tyle, że wracałem do niej, nie raz.
W nowej części już tego nie dostanę. Mam X razy ratować jakiś zakładników, rozbrajać bombę czy inne pierdoły, na jakiś małych mapkach. Przecież to będzie nudne, aż do bólu. Taki Payday, tylko z możliwością grania po obu stronach konfliktu. Nie podoba mi się to.
Zgodzę się z komenty. To określenia są za często używane i nie mają specjalnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Sorry chłopaki, ale jako prawdziwi gracze winniście wiedzieć, że można tylko marzyć o nieskończonych opcjach ataku, lub o tym, że w grze może się wszystko wydarzyć. Na pewno, podczas rozgrywek multiplayerowych, takie zjawisko nie ma prawa bytu. Może podczas gier solowych, albo kooperacyjnych przeciwko botom, pod warunkiem, że gracze będą umieli się wczuć w klimat gry i, tak jakby, zagrać określoną rolę.
Taka moja opinia na temat tej gry
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

02.06.2014 22:58
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Mnie bardzo podobało się rozpoczęcie Dishonored, w którym to bez zbędnych zapowiedzi, zostajemy wrzuceni w ten ciekawy świat, łykamy odrobinę wiedzy na temat tego, co się dzieje w mieście z rozmów otaczających nas ludzi, by chwilę później, paść ofiarą intrygi. A w dodatku, bierzemy w tym cały czas udział, brak jakichkolwiek przerywników. Może na chwilę, jakaś animacja, która ma nas nakierować i to wszystko. Idziemy gdzie chcemy, patrzymy gdzie chcemy, samodzielnie zwracamy uwagę na szczegóły, które mogę nie pasować. I tak się staje. To było naprawdę fajne.
Podobało mi się jeszcze wejście Mirror's Edge. Na początku gry widzimy dziwne miasto, a chwilę później nasza bohaterka odstawia niesamowite akrobacje. Bardzo dobrze, że była to animacja, ponieważ sprawiała, że gracz odczuwał coś w stylu - opad szczeny i "Ja też tak chce". Chwilę później dokładnie tak się dzieje. W dodatku ten tekst. "Jeśli przestałaś się już popisywać, to może weźmiesz się wreszcie do roboty" (czy jakoś tak to leciało), a gracz w myślach odpowiada - "Ja dopiero zaczynam".
Dobre wprowadzenia do gry miały też obie części Mafii. W szczególności w pierwszej części, jak na owe czasy, robiło to wrażenie, ta cała prezentacja miasta do tej niesamowitej muzyki. A ostatecznie oglądamy jak jakiś gość rozmawia z detektywem. Szybko domyślamy się, że to będzie nasz bohater i zostaje nam, bardzo delikatnie, nakreślona fabuła. W drugiej części to już chyba pamięć do poprzedniczki sprawiła, że z niesamowitą uwagą siedziałem i uważnie oglądałem tą pierwszą scenę. Ale tutaj, ta ponura pogoda, ton głosu bohatera, który jak się domyślamy, będzie naszą grywalną postacią sugerują, że wpadł w niezłe bagno. A następnie przenosimy się do jego wspomnień.
O! Jeszcze Far Cry 3, gdzie oglądamy jakąś scenę z wakacji, która po chwili okazuje się zwykłym filmikiem z telefonu, a my jesteśmy związani i uwięzieni, natomiast przed nami stoi wiadomo kto. Niby oczywiste, ale pomimo tego, podobało mi się to wejście. Tak samo w poprzedniej części, też wstęp mi się podobał. Wprawdzie irytujący był fakt, że nasz bohater jest niemową, ale za pomocą prostej sceny, w której siedzimy na tylnym siedzeniu Jeep'a i słuchamy jak kierowca do nas mówi, poznajemy otoczenie, w który się znaleźliśmy i dociera do nas, że nie jest dobrze.
Pozdrawiam

17.05.2014 14:26
KaToKaMasz
😉
odpowiedz
KaToKaMasz
34

micho@
Dlatego wciąż, czekam na premierę i z chęcią zobaczę, co z tego wyjdzie ;)

16.05.2014 01:37
KaToKaMasz
😉
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Hmmm... No, jestem ciekaw co z tego wyjdzie. Prawdę mówiąc, nie chciałem, żeby akcja została osadzona w Himalajach. Jak dla mnie, góry mogłyby być. Ale nie powinien to być cały dostępny region. Fajnie by było, gdyby można było wspinać się na ośnieżone szczyty, łazić po pustyniach, jechać przez step, płynąć łodzią przez zatokę, lub z prądem rzeki biegnącej przez dżunglę. Taki ogromny, zróżnicowany świat, to byłoby coś niesamowitego. Do tego dołożyć prawdziwy survival, tj. wybór odpowiedniego ubrania, bo przecież nie wyskoczymy na szczyt góry w podkoszulku, a na pustyni nie będziemy biegać w zimowej kurtce. Jedzenie i picie, wolno płynący czas w grze, aby nie trzeba było się pożywiać za szybko, co oznacza naprawdę dużą mapę, żeby nie było tak, że z jednego końca na drugi przebiegniemy w jeden dzień. Oczywiście konieczność snu i takie tam. Różne pojazdy. Tej grze przydałby się samolot, albo chociaż helikopter. To byłby genialny Far Cry, w którego mógłbym grać i grać.
No ale o takim można tylko pomarzyć. Patrząc na okładkę, można stwierdzić, że nowością tu nie powieje. Silnik na 100% ten sam. Nie da się w ciągu dwóch lat stworzyć nowego silnika i całej gry. W dodatku wychodzi jeszcze na starą generację konsol. Nawet tytułowego napisu nie zmienili w porównaniu do poprzedniej części. Patrząc na tego gościa w różowym, trochę się boję. Ale nie jego, tylko o tą grę. Z jednej strony, może się okazać równie ciekawym świrem co Vaas. No dobra, zły przykład. Jemu nikt nie dorówna :D Ale wiecie o co mi chodzi. Jednak z drugiej strony, może się okazać zwykłym, nieciekawym frajerem. Jedno jest pewne, czeka nas z nim walka wręcz, tak jak w poprzedniej części. I bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że to twórcom wyszło w Far Cry 3. Chciałbym jednak, żeby przyłożyli się do tego jeszcze bardziej, aby ta scena dosięgła perfekcji i nie spotkała się z magią, tak jak pod koniec poprzedniczki, gdzie nasz bohater walczy z głównym antagonistą, po czym się okazuje, że wybił jakimś cudem połowę bazy przeciwnika, będąc cały czas w jednym pokoju i mając do dyspozycji tylko nóż. Oby się to nie powtórzyło. Na okładce fajnie wygląda motyw z granatem. To zasługuje na plus, jeśli oceniać samą grafikę. Mam nadzieję, że będę mógł zjechać na desce snowboardowej z tej góry widocznej w tle. A tak poza tym. Cóż... Nie oczekuję żadnych rewolucji. Twórcy powinni popracować nad poziom trudności, ponieważ poprzedniczka była banalna, a przeciwnicy strasznie tępi. Jeśli szło się po cichu, czyli tak jak ja, to nie mieli szans. Ja każdy posterunek odbiłem bez alarmu, a wystarczyła do tego snajperka z tłumikiem. Pamiętam, jak raz mi coś nie wyszło i mnie zauważyli. Miałem wtedy w zwyczaju wychodzić im na przeciw, żeby mnie szybko zabili, po czym automatycznie wczytywało mnie ponownie gdzieś w okolicy posterunku. Tym razem też tak zrobiłem. Nie dość, że zwykle musiałem czekać dłuższą chwila, aż mnie zabiją, to pacan przed którego wyszedłem, biegnący jeszcze przed chwilą w moją stronę, nagle zawrócił i zaczął uciekać... Dlatego twórcy powinni zwrócić na to uwagę. A przynajmniej mam nadzieję, że już to zrobili.
Zostaje czekać na E3 i zobaczyć, co na Ubisoft tym razem pokarze. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że firma już teraz chwali się nową grą, a nie czeka na targi, by zrobić nam małą niespodziankę oraz to, że gra pojawi się w rok zapowiedzi, to chyba nie będzie nic wielkiego. Oby nie ;)
Pozdrawiam

10.05.2014 15:47
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Materiał bardzo dobry! Pierwszy materiał od bardzo dawna, który naprawdę przykuł moją uwagę. Brawo Del!
Co do samej wirtualnej rzeczywistości, bardzo chciałbym móc kiedyś z tego skorzystać. Myślę, że to 'coś' ma szansę się wybić, że uda się twórcom stworzyć i wreszcie będzie można mówić o nowej generacji gier wideo. Uważam jednak, że same 'okulary' nie wystarczą. Widać to nawet podczas tego materiału. Jest wiele tych prototypów, umożliwiłyby prawdziwe poruszanie się w grze. Rozglądanie się jest, ok. Ale to chyba nie wystarczy. Bo co to za frajda, gdy możemy się rozglądać wszędzie, a nie możemy się już normalnie ruszyć, tylko musimy wcisnąć klawisz na klawiaturze, albo ruszyć gałką na padzie. To psuje efekt. Prawda. Sytuacja jest trochę prostsza w symulatorach. Bardzo chciałbym zagrać w takiego GRID'a z takim urządzeniem na głowę. Prowadząc pojazd mógłbym się dokładnie rozglądać, patrzeć na zegary, spojrzeć w lusterko, popatrzyć przez szybę na rywala, z którym ścigam się na ostatniej prostej. To by było niesamowite i tu sam Oculus, czy ten Morfeusz (?) wystarczą. Ale w innych produkcjach. Marzeniem dla mnie byłaby możliwość pogrania w takiego Crysis'a, czy Battlefield'a. Call of Duty chyba wtedy wypadnie z gry, niestety, gdyż jest to tytuł przepełniony fajerwerkami i innymi efektami, które teraz się sprawdzają, ale w przyszłości, której mam nadzieje się doczekamy, niestety nie będą miały miejsca, niestety. Chyba, że i z tym problemem ludzie sobie poradzą. Przejście 'Wszyscy w kamuflażu' w ten sposób byłoby bardzo ciekawym doznaniem. Ale tak jak mówię. Ruch pełniłby tutaj bardzo istotną rolę. I wyobraźcie sobie co by się działo. Można nawet ćwiczyć w ten sposób! Np. przebiegnięcie z Białej Granic, albo jeszcze lepiej Pękniny do Samotni w Skyrim'ie to nie byle wyzwanie. W takich produkcjach jak The Elder Scrolls czy w innych RPG'ach, musiałoby dojść do prawdziwej rewolucji, jesli chodzi o system walki. Ciekawym dodatkiem mógłby być jakiś dziwny kombinezon, który pozwoliłby odczuć obrażenia. Do głowy znowu przychodzi mi Crysis. Tam który idealnie by do tego pasował. Opcja pancerza pozwalała na złagodzenie siły pocisku, ale pomimo tego był odczuwalny, więc tak samo mogłoby być w rzeczywistości. Gdy zostanie postrzeleni w rękę, to poczujemy jakiś ucisk. Nie może być to prawdziwy ból, bo byłoby to niedozwolone, ale sam ucisk potęgował by uczycie przeniknięcia do świata gry. Ale o takich cudach można póki co tylko marzyć.
Jak dla mnie to jest przyszłość i na to warto czekać. Obawiam się jednak, że jeśli miałoby to mieć jakiś sens, przed twórcami czeka jeszcze mnóstwo pracy. Jeżeli postanowią wypuścić najpierw same okulary, a po jakimś czasie sprzęt do nich dopasowany, to mogą sobie strzelić w ten sposób w kolano. W dodatku, spora części ludzi może uznać kupno samych headsetów, za zmarnowanie czasu i pieniędzy, przez co odwróci się od projektu. Pożyjemy, zobaczymy jak to z tym wszystkim będzie. Podsumowując, jest to pierwszy rewolucyjny projekt, którego wyczekuję ;)
Pozdrawiam
PS
Jestem ciekaw, czy Microsoft, też będzie chciał wyciągnąć swoje w tym wszystkim. Skoro Sony tak, to czemu zaniechać tradycyjnej rywalizacji i nie stworzyć własnego projektu :P

06.05.2014 22:35
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
moim zdaniem, nadzieję na coś nowego daje sam fakt, że grę robi tak jakby nowe studio, które może jeszcze nie zostało ściągnięte na poziom, że tak to ujmę odgrzewania. Na plus liczy się jeszcze dodatkowy rok produkcji, co ma ogromne znaczenie w tej branży. Przyznam, że po obejrzeniu trailera, byłem miło zaskoczony, ale starałem się utrzymać dystans. W dwie ostatnie gry z serii nie grałem. Inaczej. Black Ops 2 włączyłem dosłownie na chwilę u kolegi i szybko podziękowałem. Multi testowałem przez jakiś weekend, kiedy pozwalali pograć za darmo i przyznam szczerze, że było to beznadziejne. Ale to tylko moja opinia. Do ostatniej odsłony zbieram się powoli, ale jakoś tak zniechęciłem się ostatnimi czasy do gier. Zacząłem szukać jakiegoś wyjątkowego tytułu, który naprawdę wciągnie mnie do świata gry. Niestety póki co, nie mam co na tak owy liczyć. Ale do Ghosts na pewno zajrzę i sprawdzę co tam słychać. Pamiętam, że zraziłem się trochę do Call of Duty po kupnie Modern Warfare 3. Jestem jednym z tych, dla których zaletą gry wcale nie jest multiplayer. Wręcz przeciwnie, dla mnie, mogłoby go tam w ogóle nie być. Aczkolwiek uwielbiam kooperację, ale polegającą na przechodzeniu fabuły we dwóch, czy jeszcze lepiej czterech graczy, a nie bezsensownym wybijaniem wrogów. Przykładem może być Rainbow Six: Vegas 2, które przeszedłem z ojcem chyba 8 razy. Znamy tą grę na pamięć, a mimo to, wciąż daje dużo frajdy podczas gry. A w MW3 tego nie ma. Kampania zniszczona. To coś, to prawdziwa hańba dla trylogii Modern Warfare. Koniecznie chciałem zagrać w tą część z uwagi na znakomitą jedynkę i jeszcze lepszą pod względem fabuły dwójkę. A tu dostałem jakąś głupią historyjkę. I ta śmierć Mactavish'a... Co to było?!
Patrząc jednak na zapowiedzi tej części, widzę światełko w tunelu. Wiadomo, seria słynie z niespełnionych obietnic. Mnóstwo ludzi jej nie cierpi i uważa za totalne gówno. Ale gra się sprzedaje. Co rok bije rekordy. Więc po co mają zmieniać dobry schemat. Nie zrozumcie mnie źle. Ta gra jest dobra. Ma swój klimat. Nie bez powodu do dziś dominuje wśród FPS-ów. Jest Filmowa. Ludzie narzekają, że małe mapy, budynki się nie rozwalają. Ludzie proszę was... Wiadomo, że 5/6 osób, które tak mówią, są fanami odwiecznego rywala - Battlefield'a. Nie mam nic przeciwko tej grze. Też jest świetna i podziwiam ją za klimat który tam panuje. Ale on panuje tam. Nie w CODzie. Tylko tam. Tam siedzi, tam się rozwija, tam ludzie tworzą akcje rodem z Mission Imposible, tam prowadzone są epickie bitwy na szeroką skalę. Ale Call of Duty słynie z czegoś innego. Nie można tu zrobić rozpadających się budynków i większych map, bo to odbiera grze cały urok. Tu chodzi o akcję, która cały czas popycha nas do przodu. To jest film. Porządny film akcji, który się dobrze ogląda, o ile jest solidnie wykonany. Ostatnie odsłony tego nie pokazują, ale mam nadzieje, że to się zmieni. Mamy niezła obsadę aktorską. Nowe studio, które zna się na tworzeniu odpowiedniego klimatu. Nawet nie liczę na nowy silnik, ale jak będzie to bardzo dobrze. Pożyczyli wiele elementów z innych gier, jak choćby Crysis. Nie ma problemu. To ma wzbogacić rozgrywkę, a akcja będzie dzięki temu jeszcze ciekawsza. COD zawsze będzie CODem. BF zawsze będzie BFem. Te serie nigdy się nie powiążą i chwała za to. Bo dzięki aktualnej sytuacji dostajemy dwa różne tytuły i każdy może być zadowolony, a niektórzy nawet podwójnie.
Mam nadzieję, że Sladgehammer Games pokarze na co ich stać i przywróci tą serię na odpowiednie tory :) I niech zrobią naprawdę dobra fabułę! Bo bez tego ta gra jest niczym i żadne multiplayerowe rewolucje jej nie uratują.
Trzymam kciuki i czekam na rozwój wydarzeń - E3 :)
Pozdrawiam

02.05.2014 12:57
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Ale gościu dorobiłeś. Tuż przed maturą, o takiej grze pisać? Jak tu w to nie zagrać!?
A tak na serio. Gra niesamowita i zgodzę się, że nie grałem w lepszą grę. mam wiele bardzo lubianych tytułów na liście, ale ten bije na głowę wszystkie z nich. Fabuła, klimat, akcja. Wszystko w tej grze było genialne wykonane. Z tego co widziałem we wcześniejszych komentarzach, nie podobała się walka wręcz. No cóż, należy wziąć pod uwagę, że to 2002r. Mnie osobiście nie przeszkadzało to. Większych problemów nie miałem z tymi dwoma misjami, w których był on obowiązkowy. Ja uwielbiałem auta w tej grze. Strasznie mi się podobały i właśnie przez tą grę marzę, by móc się kiedyś przejechać, którymś ze starszych aut. Druga część też była bardzo dobra. I często do niej wracam. Właśnie, muszę ją zainstalować. Teraz jak będą matury będzie wskazana. Po takiej matematyce rozszerzonej będę musiał kogoś zastrzelić :D Jednak jak na grę z 2010 roku, która powinna trzymać klimat, brakowało mi takich drobnych pierdółek, które mogłyby sprawić, że utopiłbym się całkiem w tej grze, np. opcji zapalenia papierosa, gdy idziemy chodnikiem. Niby nic, ale to jest detal, który sprawia, że rozgrywka jeszcze bardziej nas pochłania. Brakowało mi też opcji strzelania z mieszkania. Powinno być coś takiego, że można go zniszczyć, podczas jakiejś strzelaniny, a potem odbudować za odpowiednią kwotę. Też drobny detal, który sprawiłby trochę więcej frajdy. Mówię to oczywiście bardziej z nastawieniem na dodatki Jimmiego. Tym samym, przeszkadzały mi takie bary, w których nie mogłem wyciągnąć broni, bo w nich można by zrobić prawdziwą filmowa strzelaninę. Ale cóż. Teraz już się tego nie zmieni. Mam nadzieje, że kolejna odsłona zwróci więcej uwagi na takie detale, ale też nie zapomni o kluczowych elementach tej serii. Btw. zakończenie i jednej i drugie serii, to mistrzostwo świata, a pewna misja w Mafii 2 zmiażdżyła mi system. Pewnie wszyscy, co grali w obydwie części, wiedzą o czym mówię. Ciekaw jestem, czy ktoś tak jak ja, już na początku tej misji domyślił się, kto będzie celem.
Pozdrawiam i życzę kolejnych udanych spotkań z tą serią. Sam niebawem do niej wrócę, mam nadzieję :D

02.05.2014 11:49
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Nie będę wdawał się w tą bezsensowną dyskusję, bo nudne to już się zrobiło. Tytuł może się okazać całkiem ciekawy. Nie oczekuję od tej serii żadnych rewolucji, jeśli chodzi o rozgrywkę, bo to tak, jakby oczekiwać, żeby Szklana Pułapka zmieniła się z filmu akcji na komedie romantyczną. To bez sensu. Dlatego dobrze, że twórcy wciąż utrzymują się w tym klimacie ciągłych skryptów i akcji pchającej do przodu. Martwię się jednak o samą fabułę. W ostatnie dwa CoD-y nie grałem. Na MW3 była strasznie zawiedziony. Po przejściu dwójki tylko czekałem na niesamowity tytuł, a tu takiego. Niestety fabuła była straszna. W tej części, twórcy poszerzyli sobie trochę pole do popisu. Można się spodziewać jeszcze bardziej wymyślnych akcji itp. o ile twórcy o to zadbają. Nie uważam powrotu do II Wojny Światowej za dobre rozwiązanie. Nie można pozwolić, żeby seria gier zaczęła się cofać. To nielogiczne. Oczywisty jest fakt, że młodsi odbiorcy, którzy na pewno grają w CoD-a będą bardziej zadowoleni z czasów współczesnych, lub nawet z bardziej futurystycznych realiów. Skoro seria właśnie wskakuje w przyszłość, można się spodziewać po następnych grach jeszcze większej ilości urozmaiceń. Niedługo, kto wie, może będzie strzelać się w kosmosie w statkach kosmicznych rodem z Star Wars. Nie wiadomo. Ale to jest dobre. Żeby iść na przód, a nie cofać się do tego co już było i co jest wystarczająco wyeksploatowane. To tak, jakby ktoś chciał wydobywać żelazo z kopalni, w której go już nie ma, bo został wydobyty. Po zwiastunie widać wyraźne podobieństwo do Titanfall. Obawiam się, że twórcy mogą sobie trochę utrudnić tym życie, gdyż może się to spotkać z negatywnym nastawieniem. Jednak seria radzi sobie z takim nastawienie z roku, na rok bardzo dobrze, więc i tym razem pewnie im się uda. Patrząc jeszcze na zwiastun, nie widzę nowego silnika. Trochę szkoda, ale to nic. Jakoś przestałem się tego czepiać. Niech tylko nie wymyślają jakiś dziwnych wymagań, które nie są potrzebne. Skoro ma być stary silnik, to wymagania też nie powinny być rewolucyjne. A jest on po części dobry, gdyż umożliwia twórcom odpowiednie stosowanie skryptów i całkiem niezłe modelowanie tych postaci, żeby odpowiednio poruszały się w tych scenach akcji. Dlatego nie ma co go zmieniać, bo to tylko zwiększy ustawienia graficzne i nie pozwoli szerszej publiczność w to zagrać, czyli sprzedaż spadnie.
Ja zaczekam na tą część. Może okazać się całkiem niezła. Najpierw jednak przejdę Ghost, ale to po maturze ;)
Pozdrawiam

27.03.2014 18:23
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Witam
Po przeczytaniu tego artykułu stwierdzam, że autor jest cholernie wielkim optymistą. No ale nie będę tego krytykował, tylko wyrażę swoje zdanie na ten temat.
Po pierwsze, nie uwierzę twórcom, że to nie był render. To jest nie możliwe. Wymagania byłyby kosmiczne i prawdopodobnie mało który komputer by to uciągnął. Poza tym, jeśli ktoś pamięta screeny, które wyciekły jakiś czas temu i porówna je do tego zwiastuna, sam w to zwątpi. Owszem, były pokazana inne lokacje, jednak na pewno nie udałoby się twórcom osiągnąć tak zdumiewającego efektu graficznego. Więc raczej nie ma się co przywiązywać do takiej pięknej wizji świata w grze Assassin's Creed.
Co do postaci, jakie spotkamy w grze, cóż... Raczej nie doświadczymy rewolucji. Jak było wspomniane w artykule, osoby które spotkaliśmy w poprzednich odsłonach serii do najciekawszych nie należały, były wręcz nudne i głupie. Jak dla mnie Black Flag miał o wiele lepsze predyspozycje do pokazania interesujących postaci, na przykład Czarnobrody, którego fajnie w miarę pokazali dwa razy (o wiele lepiej niż na przykład w filmie Piraci z Karaibów), ale postać była strasznie omijana. Tylko tak o niego zahaczyli. Gdyby się tylko twórcy przyłożyli, mogli pokazać naprawdę wyjątkową postać, która na długo wpisałaby się w naszej pamięci. Ale nie tylko Edwarda Teach'a spotkał taki przykry los.
Jeśli chodzi natomiast o głównego bohatera, to obawiam się, że i to Ubi może spartaczyć. W przeciwieństwie do większości graczy, nie lubię Ezio. W drugiej historii tego bohatera, był znośny, ale w poprzedniej i następnej nie przypadł mi do gustu. Connor jaki był każdy wie, Edward też cudowny nie był. Moim zdaniem, do dziś najlepszą postacią w grze jest "szorstki Altair". Uważam, że w tym okresie można umieścić podobnego protagonistę. Zdecydowanego, twardego, o surowym wyrazie twarzy. Jednak Ubisoft może spróbować zwrócić się do fanów i stworzyć im postać podobną do Ezia, która zupełnie nie będzie pasować do sytuacji, która panowała wtedy we Francji. A skoro o tym mowa. Kolejnymi obawami napawa mnie sam okres, w którym będzie się rozgrywać akcja Assassin's Creed Unity. Jak wiele osób wie, były to bardzo krwawe czasy dla Francji. Straszny okres w historii tego kraju i wydaję mi się, że może być naprawdę cudownym tematem na grę o Assassynach. Ale...
1. Francuzi mogą przesadzić w przedstawieniu te historii (za bardzo ją podkolorują).
2. Ubisoft nie ma w zwyczaju ukazywać, wbrew pozorom, przemocy i brutalności. To jest bardzo krwawy okres, który może być zbyt delikatnie potraktowany. Obawiam się, że twórcy nie będą potrafili, albo raczej, nie będą mogli pokazać tej rewolucji taką, jaka rzeczywiście była. Dochodzą do tego jeszcze prawa rynku gier. Jak dobrze wiemy, cenzura jest powszechną procedurą i nawet jeśli Ubisoft popisze się swoją twórczością i stworzy poważna historię, która idealnie przedstawi te burzliwy okres, to może zostać ona ucięta, a niektóre elementy wymazane.
Powrót do Europy? Mnie tam na Karaibach się podobało. Żeglowanie sprawiało mi niesamowitą przyjemność, szkoda tylko, że nie zostało to w pełni rozwinięte. Ubisoft powinien zrobić oddzielną produkcję o piratach :) Na Boston też nie narzekam. Ale nie o to chodzi w tym temacie. Jak dla mnie, seria może wrócić na Europejskie ziemie, pełne rozmaitych zabytków. Jeśli natomiast chodzi o aktywności poboczne, to raczej będzie skazani znowu na 1500 znajdziek do zebrania, które i tak nic nam nie dadzą. Powrót do miast raczej nie da nam możliwości ganiania za zwierzętami (chyba, że za psami) i polowania na nie, czy "szukania" punktów synchronizacji na drzewach. Pomysł jaki tu podano, z żeglowaniem między Wielka Brytanią, a Francją byłby bardzo fajny, tylko musiał by to być spory obszar jak dla mnie, żeby to było ciekawe. I nie koniecznie zawalony małymi wysepkami, ze skrzynką na środku.
Podsumowując. Na grę na pewno czekam z drobną nadzieją, że Ubi się w końcu poprawi, ale cudów się nie spodziewam. Dla mnie faworytem wciąż zostaje Japonia (nie, nie jestem fanem anime). To byłby chyba najlepszy i jeden z trudniejszych kroków dla tej serii. Pożyjemy zobaczymy :)
Pozdrawiam

20.03.2014 19:49
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Francja, tak? No cóż. Nie jestem tym specjalnie zachwycony, bo po przejściu trójki mam już mała awersję do tematu rewolucji. Mam nadzieję, że Ubi nie postanowi pokazać tego w taki sposób, jaki kierowało się w trójce. Chociaż największym problemem ACIII był główny bohater, który jak dla mnie, jest najgorszą postacią serii. Nie dość, że jego twarz była, delikatnie rzecz ujmując dziwna, to jeszcze strasznie dziwnie mówił. Nawet nie wiem jak to nazwać.
Tak czy siak, czwórka mi się podobała, ale niestety Ubisoft nie potrafił wykorzystać potencjału, jaki dawała ta gra. A mógłby być prawdziwy hit. Ale wracając do newsa. Także uważam, że wydawanie dwóch gier naraz to przesada. Jak już kiedyś zresztą mówiłem, seria AC powinna zwolnić, ale wiadomo że Ubi się na to nie zgodzi, bo straciłby za dużo kasy. Jednak gdyby gra wychodziła rzadziej, mogłaby naprawdę przyciągać uwagę, ale prawdą jest, to co powiedział ktoś przede mną. Nie ma drugiej takiej gry, co pozwala Ubisoftowi robić to, jak się im żywnie podoba, gdyż nikt nie kupi gry od konkurencji, bo tak owej nie ma.
Tytuł "Unity" mi się nawet podoba. Gra, której akcja będzie rozgrywała się we Francji, na pewno będzie mnie bawiła. Nie wiem czemu, ale francuski język strasznie mnie bawi, dlatego się uśmiałem przy Liberation. Martwią mnie jednak ramy czasowe. Wolałbym, aby gra wróciła do czasów, gdzie nie było broni palnej. Wolałbym dopracowany system walki mieczem. Już nawet nie chodzi o ukryte ostrze, które zostało wykończone przez samą grę. Walka mieczem jest zawsze ciekawa, ale dobrze by było, aby skupiała się na czymś innym niż tylko tępym wciskaniem klawisza odpowiedzialnego za kontrę. A jeśli to za dużo, to niech chociaż wykończenia będą ładne, porządnie wykonane. Jednak moim największym marzeniem dotyczącym tej serii, jest stworzenie bohatera takiego, jak Altair, z pierwszej części. Nie podoba mi się ta "świętość" Assassynów. Niby o to chodzi, ale w jedynce panował inny klimat. Żadnych światków itd. Altair miał cel, który musiał odszukać i nie mógł po drodze zostawiać światków. Zabijał tylko cel i uciszał nie potrzebny głos. A walka wręcz, wymagana była tylko w niektórych sytuacjach. Nie to co teraz. Sieczka bez przerwy, ale tylko "złych strażników". To jest po prostu głupie. Ale to tylko moje zdanie.
W grę na pewno zagram, żeby sprawdzić, czy ubi się czegoś nauczyło.
Czekam i pozdrawiam wszystkich

14.03.2014 22:35
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Deell, tak się pomylić... Jak już ktoś wcześniej powiedział, bohaterka Mirror's Edge miała na imię Faith! Hańba Ci, Deellu

14.03.2014 22:24
KaToKaMasz
😱
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Zgadzam się z freedommen. Powinniście na tym telewizorze puszczać materiały dotyczące aktualnie omawianej gry. Będzie z tym trochę więcej roboty, ale będzie o wiele lepiej wyglądało.
Jordan, staram się nie czepiać Twojej osoby, ale nie rzucaj tak tymi "żartami", proszę Cię. A jak już mówisz, to niech to będzie choć trochę śmieszne.
Pozdrawiam

14.03.2014 20:33
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Panie XBlasterPro, weź trochę wyluzuj.
Po pierwsze, popracuj trochę nad wzbogaceniem słownictwa - strasznie dużo powtórzeń - bez urazy.
A co do samej gry. Cóż... Przyznaję, że optymalizacja jak na owe czasy była problematyczna. Pamiętam jak pierwszy raz włączyłem tą grę, jakoś tuż po premierze, to spaliłem płytę główną :D Wkrótce jednak, udało mi się włączyć tą produkcję i do dziś jestem z niej zadowolony. Jedyne co mnie trochę raziło to system walki, który był strasznie prosty, ale nie aż tak bardzo żebym znienawidził tę część. Walka bronią dystansową była bardzo fajna w porównaniu do poprzedniczek. Fabuła wcale nie była taka zła. Twórcy zdecydowali się na ciekawe rozwiązanie. Według mnie powtórzenie po raz trzeci schematu ciągłej walki z orkami, mogłoby już nudzić. Decydując się na możliwość rozmowy z orkami, a nawet na współpracy z nimi, autorzy pozwolili graczom spojrzeć na to z zupełnie innej perspektywy. Nie wiem jak można w grach RPG czepiać się zadań "idź, zabij, przynieś". Na tym to polega, a w tej grze jest to uzupełnienie to głębszej historii. Poznajemy ludzi (i orków), nawiązujemy przyjaźnie (albo i nie) a to wszystko, aby osiągnąć jakiś konkretny cel, np dostać się do przywódcy miasta, który zleci nam kolejne zadanie "idź i zabij", które będzie się już wiązało z jakimś moralnym wyborem - po której stronie staniemy.
Na duży plus zasługuje ogromny świat, który ukrywa niewyobrażalną ilość przedmiotów i skrzyń do odnalezienia. Mój ojciec jest wielkim fanem tej części. Zwiedził dostępną krainę w każdym kierunku, był w miejscach, o których ja myślałem, że są niedostępne. Twórcy naprawdę się postarali i trzeba im to przyznać. Całość wypełnia cudowna ścieżka dźwiękowa, którą nawet dziś przesłucham w całości (chyba po raz 10). Coś niesamowitego.
Jeśli chodzi natomiast o problemy, optymalizację i bugi. Powód jest jeden, a jest niem wydawca - Jowood. Firma miała spore problemy finansowe i w zasadzie już upadała. Piranha Bytes, jako podlegająca Jowood firma, była naciskana na wydanie gry w wyznaczonym terminie. Jestem pewien, że gdyby nie ten fakt, twórcy poczekaliby z wydaniem tej części jeszcze z rok i dostalibyśmy niesamowitą produkcję, która przyćmiłaby poprzednie części, a przynajmniej im dorównała. Nawet w poradniku możemy dostrzec coś takiego jak "Atak z wyskoku" czy coś w tym stylu. To świadczy o tym, że twórcy mieli jeszcze jakieś pomysły. Pewnie chcieli uzupełnić grę o kilka elementów (np. ciekawy system walki), aby gra była o wiele lepsza. Wykorzystując też większa ilość czasu, na pewno naprawiliby większą ilość błędów.
Tak więc, nie musisz cisnąć aż tak bardzo na tą grę. Możesz stwierdzić, że Ci się nie podoba - ok, nikt się nie będzie tego czepiał, a przynajmniej ja nie będę. Tak jak mi się w ogóle nie podoba Gothic 2, nawet z dodatkiem. Po prostu. Pograłem w niego trochę, ale mi się nie spodobał. Jednak w życiu nie powiedziałem, że do beznadziejna produkcja, która wszystko zepsuła.
Pozdrawiam

06.03.2014 16:55
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Kurcze no. Temat ciekawy. Bardzo chciałbym zobaczyć produkcję osadzoną w tych realiach, ale powinna to być poważna produkcja, nie przepełnione dziwnym patriotyzmem, jaki panuje w naszym kraju. Oczekiwałbym poważnej historii, pokazującej walkę podczas powstania, relacje jakie panowały miedzy uczestnikami tego wydarzenia. To mógłby być całkiem udany dramat na monitorach, jeśli zabrałaby się za to porządna grupa. Niestety, biorąc pod uwagę fakt, kto jest odpowiedzialny za produkcje tej gry obawiam się, że będziemy musieli jeszcze trochę wyczekiwać takiej produkcji, bo twórcy Sniper:Ghost Warrior nam jej nie dostarczą, chyba że naprawdę wzięli sobie do serca uwagi graczy. Jednak patrząc na różnice między jedynką, a dwójką stwierdzam - że raczej tego nie zrobili. Ale kto wie? Podobno cuda się zdarzają.
Pozdrawiam

20.02.2014 23:01
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Nie wiem kim jesteś VaLeT15, ale powinieneś popracować nad budowaniem zdań ;) bez urazy. Ale zgodzę się z Tobą, tak samo jak z Dreamym.
Nie rozumiem, czemu ludzie nagle zaczęli tak strasznie najeżdżać na Far Cry 3 i na cut-scenki. Jedyne co można zarzucić tej grze, to poziom trudności, bo była banalna - przeciwnicy nie stanowili żadnego wyzwania. Większym problem od uzbrojonego najemnika był kuloodporny tygrys :P To było trochę dziwne. Historia tez nie była specjalnie skomplikowana, ale zła też nie była. Wprawdzie nie wiem, jak to możliwe, że Jason Brody stał się mistrzem sztuki zabijania, ale to już jest detal, nad którym nie warto się zastanawiać. Ciekawy był ten "szalony wymiar". Zawiodłem się na pojedynku z jedną z najciekawszych i najlepiej zagranych postaci w historii gier komputerowych - Vaas'em. To był strasznie słabe, ale pojedynek z Hoyt'em był fajnie zrobiony. Tylko nie kminię, jak nasz główny bohater zabił tych tam innym najemników, no ale... W świecie szaleństwa wszystko jest możliwe. Polowanie było nawet nieźle zrobione (nie licząc kuloodpornych tygrysów), gdyż czasem znalezienie szukanej przez nas zwierzyny nie było tak łatwe, jakby się mogło wydawać. O te elementy można się czepiać, to rozumiem. Ale żeby się czepiać cut-scenek? Które były świetnie zrealizowane!? Wybaczcie drodzy użytkownicy, ale jeśli was nudzą ciekawe dialogi i liczycie tylko na krew, mord, totalną rozwałkę, to polecam inne tytuły, jak Prototype, God of War jakiś Devil May Cry itp. (nie znam zbyt wielu takich tytułów, bo mnie takie gry w ogóle nie interesują). Nie wiem, jak można oczekiwać wprowadzenia do takiej serii potworów. Za przeproszeniem - Ku*wa mać! To najgłupszy pomysł jaki może być. Jeśli ktoś chciałby odwiedzić Himalaje lub inne góry, ok może być. Ale w grze góry mogły by występować miejscowo, w sensie, naprawdę duża mapa, dorównująca Skyrimowi, na której znalazłyby się dwa pasma górskie, albo nawet jedno by wystarczyło. Żeby teren był zróżnicowany. Żeby z dżungli, albo sawanny można było przejść w góry i wspiąć się na ośnieżone szczyty, co wiązałoby się z uprzednim przygotowaniem się do tego - ciepłe ubrania itd. Na tej samej mapie powinna znajdować się też gorąca pustynia, która wymagała by od nas przygotowania innego ekwipunku. Do tej gry można wprowadzić masę elementów, które sprawiłyby, że ta gra nie nudziłaby się tak szybko, jak według większości FC2 (aczkolwiek mnie się w tej grze wszystko podobało i ani przez chwilę się nie nudziłem). Ale wracają co tematu usprawnień rozgrywki. Tej grze pasowałby szerszy ekwipunek - coś takiego jak strój w góry, odpowiedni kamuflaż, np. nie możemy ubrać się tak samo w dżungli, jak w górach czy na pustyni, bo będziemy zbyt widoczni i zamarzniemy lub coś w tym stylu. Wsadzenie poczciwego kałacha do wody, też powinno nieść za sobą skutki. Każda broń powinna się zużywać, tak jak w FC2. Wiele osób to podobno wkurzało, nie mam pojęcia czemu. To bardzo ciekawe, gdy podczas strzelaniny broń się zacinała. Irytujące, ale sprawiało, że akcja od razu robiła się ciekawsza, a w głowie pojawiało się "O cholera i co teraz!?". Polowanie w grze powinno się bardziej skupić na tropieniu, a crafting należałoby trochę bardziej rozbudować (ale w FFC3 źle nie było). Na środki transportu też można zwrócić uwagę. Przecież nie wiedziemy Jeepem w góry, albo w sam środek pustyni, bo się zakopiemy. Góry pozwalają wprowadzić skutery śnieżne, albo nawet deski snowboardowe, a gdzie indziej można dotrzeć wierzchem od czasu do czasu. Jednak samochody i inne pojazdy wciąż mile widziane. Ale brakowało mi w tej grze samolotów. Taka awionetka to byłby środek transportu pasujący idealnie do tej gry, no i co za tym idzie spadochron i to czego używał Jason w FC3. Jeszcze użycie tego skacząc gdzieś z gór.
Jak widać, do gry można wprowadzić wiele elementów, które uczynią rozgrywkę ciekawszą, tylko proszę was... NIE POTWORY!
No i jest mały problem na drodze. Niestety Ubisoft (jak większość wielkich firm) ma to do siebie, że nie wprowadza potrzebnych zmian, które sprawiłyby, że gra stałaby się ciekawsza. Zazwyczaj są wymyślane "innowacje", które tylko ładnie wyglądają na prezentacjach (na targach E3 lub coś w ten deseń), ale nie mają większego zastosowania w praktyce. Firmy wiodące na rynku gier mają tendencję do unikania stworzenia gry doskonałej. Nie wiem co ma na celu to działanie. Kryje się pewnie za tym zysk, bo logiczne jest, że nie można za szybko stworzyć tak dobrych gier, bo wtedy nie ma co robić, żeby było jeszcze lepsze. Tak jak z filmami. Tak naprawdę nie da się już zrobić naprawdę dobrych filmów, które zapadają nam w pamięć. Takie filmy już powstały i może mogłyby dalej powstawać, ale wszystkim by się to znudziło. Więc może to jest problemem. Może twórcy gier nie chcą tak szybko osiągnąć maksymalnego pułapu, by nie zakończyć ery gier, bo wtedy byliby zmuszeni do wynalezienia nowych technologii, które umożliwiałyby wprowadzenie gier na kolejny poziom, co ciągnie za sobą wysokie koszta, mnóstwo czasu i jest mało realne.
Pozdrawiam

13.02.2014 19:23
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Ciekawe, naprawdę. Wiadomo, że to nie gameplay, ale jeśli im to wyjdzie, to może być naprawdę ciekawa produkcja aczkolwiek może się głównie opierać na QTE, czego gracze nie lubią (nie wiem czemu), przez co może się spotkać ze złym przyjęciem od strony graczy. Mnie by się to podobało o ile zobaczyłbym taką grę na PC, bo zawsze chciałem zagrać w np. w takiego Heavy Rain'a, ale nie cierpię grać na konsoli. Chociaż biorąc pod uwagę doświadczenie głównego producenta jest spora szansa na to, że dostaniemy grę, która może zrewolucjonizować dzisiejsze podejście do fabuły gier komputerowych. Pożyjemy zobaczymy. Ja czekam :)

09.02.2014 23:00
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Sean Connery na rolę Price'a!? Padłem... Pan Connery, jest chyba jednym z gorszych aktorów, jakich widziałem, a filmów naprawdę sporo obejrzałem. Jest strasznie sztywny, nie umie nic ciekawego pokazać i na pewno nie byłby wstanie oddać postaci kapitana Price'a. Do tego trzeba nie lada talentu aktorskiego. Myślę, że do tej roli nadawałby się Tim Roth albo Liam Neeson. Jeśli chodzi o rolę MacTavish'a, to według mnie pasowałby Tom Cruise, ale musiałby wyglądać tak jak w Mission Impossible 3. Chociaż g Resztę jakoś by się dobrało, ale obawiam się, że byłby problem z tym filmem. Chciałbym zobaczyć ekranizację Modern Warfare, ale musiałaby mieć te trzy części. Chociaż ostatnia część nie jest warta uwagi, to jest jakimś uzupełnieniem serii i myślę, że dobry reżyser byłby wstanie zrobić z niej coś dobrego. A dwie pierwsze części, były przecież zarąbiste i nie byłoby trudno zrobić filmu na ich podstawie. Nie można tylko przekombinować, a wiemy że ostatnimi czasy, twórcy filmów mają do tego zamiłowanie. Oczywiście za ścieżkę dźwiękową powinien być odpowiedzialny Hans Zimmer (autor soundtracku do MW 2).
Co do innych adaptacji, to chciałbym zobaczyć Assassin's Creed w czasie krucjat (ACI miało najlepszy klimat ze wszystkich części), a główną rolę powinien zagrać Jason Statham, ponieważ jest to aktor, któremu naprawdę wychodzi wcielanie się w rolę zabójcy/najemnika (np. "Mechanik"). Gość ma do tego charakter, który jest potrzebny w roli Altair'a (następni bohaterowie serii już nie mieli tego czegoś).

25.01.2014 14:39
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Ja się z LordSettlers nie zgodzę. Jak dla mnie coop w kampani to świetny pomysł, ale nie powinno oczywiście musi być opcja przejścia gry samodzielnie. To jak ludzie traktują ten tryb to już oddzielna kwestia. Wiadomo, że są ludzie, którzy się wtedy tylko śmieją i nie zwracają uwagę na fabułę, ale są też gracze, którzy potrafią docenić starania twórców i wciąż trzymać się tego klimatu. Ja np. przeszedłem Rainbow Six Vegas 2 z ojcem jakieś 8 razy. Grę wprawdzie znamy na pamięć, ale zawsze mieliśmy frajdę z poważnego podejścia do tematu. Zawsze było odpowiednie ustawienie się do wejście, do pomieszczenia itd. Przechodziliśmy grę na różne sposoby np. bez żadnego pancerza i używając tylko pistoletów. Więc pomysł coopa w kampanii jak najbardziej mi odpowiada.
Natomiast co do całego artykuły, to wszystkie pomysły mi się podobają, ale jest jeden problem. To się chyba nie nadaje do serii Far Cry. Chodzi mi o to, że twórcy nigdy nie zrobią czegoś takiego w tej grze. To nie kojarzy się z serią Far Cry. Ta gra to przede wszystkim FPS, który nie grzeszy specjalnie wysokim poziomem trudności, co jest ostatnimi czasy bardzo popularne - niestety. Jest to gra w której możemy sobie postrzelać do trochę tępych przeciwników, upolować zwierzątko żeby zrobić sobie nową kaburę. Są w tej grze zawarte elementy fajne, ale nie wykorzystywane na szeroką skalę, bo przypominam - dziś gry (pomimo znaku +18) robione są tak naprawdę dla dzieci. Jak gracz w wieku 12-14 lat zniósł by takie problemy jak choroby, obrażenia od upadków, które same się nie regenerują itd itp.
Według mnie, pomysły przedstawione tutaj, złożyłyby grą idealną (może oprócz samolotów, czy helikopterów). Ale musi to być całkiem nowa produkcja, nie kojarząca się z określoną serią, gdyż może się wtedy spotkać z krytyczną opinią graczy, bo będzie odbiegać za bardzo od poprzednich serii. Jest jednak pewien problem. Na produkcję takiej gry, która będzie zawierała te wszystkie elementy jak mocny coop, elementy survivalu, ogromny świat, ciekawa fabuła itd, pochłania bardzo dużo czasu, jest do tego potrzebne strasznie duża ekipa, która będzie wstanie to zrealizować i mnóstwo pieniędzy poszłoby na takie przedsięwzięcie. Wątpię by którykolwiek z wydawców podjął się takiego wyzwania. Wprawdzie gry survivalowe są teraz bardzo modne, ale taka gra, jakby zaczęła powstawać teraz, ujrzałaby światło dzienne za 5 lat najwcześniej. Pomysł z aflą, stosowany ostatnio bardzo często. Według mnie psuje to ogólne wrażenie. Nie ma takiego "Ja piernicze, ale to jest zaj*biste", gdy gramy w grę dwa lata i co jakiś czas dostajemy nowe elementy (tak ja w DayZ czy Rust). Według mnie to się nie sprawdza.
Dlatego gra na taką skalę zostanie tylko w naszych marzeniach. Wizja stworzenia takiej produkcji jest realna, ale niesie za sobą pewne ryzyko. Wielka szkoda, chciałbym w takie coś zagrać, bo jak dwudziestoletni gracz, tracę już chęci do grania w cokolwiek. Nie ma już tytułu, który by mnie w pełni usatysfakcjonował :(

Pozdrawiam

15.01.2014 15:37
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34
7.5
PC

No muszę przyznać, że trochę się zawiodłem. Pomysł na grę jest genialny. Muszę przyznać, że to najlepsze co twórcy tej serii wymyślili w ciągu tych ładnych kilku lat. Ale jednak czuję mocny niedosyt. Ta gra miała ogromny potencjał, naprawdę mnóstwo możliwości. Ale gry z tej serii już ustawiły taką tradycję, że sprawiają zawód. Naprawdę szkoda. Świat, niby duży, ale tak naprawdę nie ma w nim nic ciekawego. Fajnie jest przeprowadzać abordaże i samo żeglowanie sprawia niesamowitą frajdę, ale jak już dopłyniemy do jakiejś wyspy, to tak naprawdę nic na niej ciekawego nie znajdziemy. Ze dwa zlecenia, kilka cudów do znalezienia i jakaś bójka w tawernie w niektórych przypadkach. I tyle. Zlecenia są cały czas takie same. Idź i zabij. Idź i zabij. I tak na okrągło. Szukanie skrzyń ze skarbami na podstawie map jest ciekawe, ale to chyba jedyna fajna rzecz wśród tych wszystkich rzeczy do znalezienia. No i ten teren. Taka duża mapa, a tu kurcze jakaś wielka wyspa, na którą w ogóle się nie da wejść. To mnie tak cholernie wkurza. Zamiast nie robić tak wielkiego terenu, tylko zaprojektować jakieś ciekawe wyspy, miasta, wioski. Cokolwiek. Przy okazji nie ma zbyt dużej przestrzeni, jeśli chodzi o żeglowanie. Czasem gracz chciałby wypłynąć w morze, nie widzieć niczego na prawo i lewo i kierować się tylko jakąś mapą lub kompasem. Według mnie nie potrzebnie są odgrywane wszystkie wyspy, po odbiciu fortu. Według mnie, gracze powinni sami odkrywać wyspy i jaskinie, na przykład wspinając się na punkt synchronizacyjny i wtedy gra zaznaczałaby wyspę na mapie. I też powinniśmy mieć możliwość zakupienia statku. Bo mnie na przykład strasznie denerwuje ta Kawka. To znaczy, jest za mała. To na prawdę głupio wygląda, gdy taki mały stateczek atakuje dwa liniowce i wychodzi z tej walki zwycięsko. Gdyby gracze mieliby możliwość kupna statku, gra stałaby się dużo ciekawsza. Ale nie mogłoby to polegać na zasadzie, że im droższy tym lepszy. Na przykład taki bryg byłby szybki i zwinny, ale zadawał by o wiele mniej obrażeń z powodu słabego uzbrojenie i byłby o wiele łatwiejszy do zniszczenia. Natomiast taki liniowiec byłby statkiem, o potężnym uzbrojeniu, lecz byłby bardzo powolny i miałby spore problemy z gwałtownym manewrowaniem. Oczywiście statki powinny być bardzo kosztowne. Dobrze wiemy, że pieniądze nigdy nie były problemem w serii AC, ale statek powinien być na tyle drogi, że kupienie go, nie powinno być proste nawet w tej grze i wymagałoby od gracza poświęcenia sporo czasu, na gromadzeniu łupów wystarczających na zakupienie jakiegoś statku. Oczywiście system rozwoju też tu pasuje. Weźmy ponownie bryg, który można rozwijać głównie w stronę szybkości i zwrotności, a dodać można by do niego tylko kilka dodatkowych armat i nie pozwolić specjalnie na zbyt dużą siłę ognia. Możliwości jest naprawdę dużo.
Oczywiście dużym minusem gry jest fabuła. Ten rozdział w historii daje sporo możliwości, gdyż krąży o postaciach z tamtego okresu wiele legenda, a same osoby są bardzo ciekawe. Najbardziej mnie denerwuje to, co zrobiono z Edwardem Teachem. Twórcom udało się odtworzyć tą postać bardzo dobrze, ale występuje ona strasznie rzadko w grze. Jakby Twórcy chcieli od niej uciec. Oczywiście ograniczają ich trochę fakty historyczne, ale nie powinni aż tak unikać spotkania z głównymi bohaterami tego okresu. Rozgrywka byłaby o wiele ciekawsza, a fabuła nie odpychała by tak mocno. Pozwalałaby na zżyć się z postaciami i zapraszałby do kontynuowania głównego wątku. Powinno być też więcej misji pobocznych, przedstawiających jakąś krótką historię. I brakuje też takich smaczków, jak spotkanie statku śmierci, który mógłby as pociągnąć za ciekawość na jakieś dostrzegalne w ostatniej chwili skały, albo coś w tym stylu.
Według mnie, powodem tych problemów jest czas. Twórcy mają go za mało na tworzenie gry. Ile można zrobić w ciągu 2 lat? Nie wiele, jak widać. Wprawdzie twórcy skończyli wcześniej grę niż zapowiadano, ale to chyba tylko dlatego, że nie mogli podjąć się bardziej ambitnego projektu. Gdyby mieli na tą grę przynajmniej 5 lat, to stwierdzam, że wielu graczy zmuszonych zostałoby do szukania szczęki pod biurkiem :P niestety świat gier kręci się już zgodnie z prawami ustalonymi przez innych. Liczy się tylko kasa, a nie wielki sukces. Wiadomo, że pieniądze są potrzebne, bo bez nich ta seria nie mogłaby w ogóle powstawać. Jednak Ubisoft za bardzo naciska na nią. Zamiast dać się jej w pełni rozwijać, wyciąga tylko kilka fajnych detali, które bez odpowiedniego uzupełnienia, szybko nudzą i przestają nas interesować.
Drugim powodem, dla którego nie możemy dostać naprawdę dobrze zrobionej gry. Nie wiem do końca jak to ująć. W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z dziwną sytuacją. Gra, która rzekomo jest przeznaczona dla dorosłych odbiorców, jest tak naprawdę robiona już dla 10 latków. Każdy w nią może zagrać, pobawić się i koniec. Unika się dziś robienia gier dojrzałych, poważnie podchodzących do tematu. Gier, które nie mogą trafić do każdego, lecz na stałe wbijają nam się w pamięć i zawsze dobrze je wspominamy. Z tą branżą dzieje się to co z branżą filmową. Nie ma już takich produkcji, których młodsze dziecko nie powinno oglądać, bo po prostu nie zrozumie tego. Nie potrafi odpowiednio podejść do tematu, przedstawianej historii itd. Szkoda. Wielka szkoda. W jakich my głupich czasach żyjemy :P
Ale dość narzekania :D oprócz tych wszystkich minusów, gra wciąż sprawia przyjemność. Naprawdę jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem, jak podczas tych chwil, gdy żegluję przez morze, fale uderzają o statek, załoga śpiewa i piękny zachód słońca do tego... Coś niesamowitego. A po chwili przyjemności trafiamy na sztorm (swoją drogą, dziwnie to wygląda, jak burza pojawia się znikąd, ale to już detal), który może stać się nie lada problemem, jeśli nie będziemy ostrożni, albo wpadamy w ogień walki, zbierając kolejne łupy. Tego muszę naprawdę pogratulować twórcom. Jeszcze nigdy sama wędrówka przez świat przedstawiony w grze, nie sprawiała mi takiej przyjemności. Za samo to, należy się twórcom 7 (a pół za dobre odwzorowanie (aczkolwiek rzadko pokazywanych) postaci). Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem (a trochę się w gry nagrałem, zwłaszcza w te z otwartym światem) i mam nadzieję, że twórcy będą mogli powrócić do tego projektu i dostaną na jego realizację więcej czasu. Może wtedy dostaniemy grę, która na prawdę zasłuży na ocenę 10/10 (nie to tak, jak GTA).
Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za taki spam :D

PS. Ludzie tu powinny pojawiać się tylko komentarze do gry, a nie dyskusje i porady na temat składania komputera ;) Takiej rozmowy proponuję prowadzić na forum.

23.12.2013 20:32
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Mnie osobiście najbardziej wkurzają mikropłatności - to są jaja co Ci twórcy wyprawiają.
Ale denerwuje mnie też sprawa CoD'a, który przecież mógłby być wciąż dobrą grą, ale nie... Po co inwestować w coś wielkiego, skoro można zarobić nie inwestując prawie nic.
No i martwi mnie upadek GfWL. Wkurza mnie ta usługa jak cholera, przyznaje. Nawet wczoraj szlag mnie trafiał, jak chciałem pojeździć wspólnie z ojcem, ale przez Live'a były z tym same problemy. Ale mam tam dwie gry i nie mam najmniejszego zamiaru ich stracić. Ale to pokazuje, że Microsft na każdym kroku popełnia błędy i marne szanse na to, żeby się czegokolwiek nauczył.

13.11.2013 13:46
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Moim zdaniem, to będzie kaszana. Jak dla mnie zbyt przekombinowane. Bohater o upiornych mocach nie pasuje do świata Tolkiena, a na pewno nie jako główny bohater, stojący po stronie dobra, żeby było ciekawiej. Moim zdaniem, jedyna gra w świecie Władcy Pierścieni, jaka miałaby jakikolwiek sens, to porządny RPG. Śródziemie to kraina idealna do tego gatunku gier. Mnóstwo przestrzeni, zróżnicowane lokacje, wszelakiej maści potwory i różne rasy w jednym. Czego oczekiwać więcej. Wystarczy stworzyć nową postać np. kierując się klasyką jaką jest Gothic, jakiegoś Bezimiennego, albo pozwolić stworzyć graczowi jakąś postać, tak jak w grach z serii TES. Dołożyć do tego dobry system walki, pozwolić na ciekawy rozwój postaci i stworzyć w miarę ciekawą linię fabularną, w której mogli by się pojawić już nasi dobrzy znajomi ze Środziemia, ale niekoniecznie, bo można przecież zrobić zupełnie nowy wątek, umiejscowiony podczas pierwszej wojny z Mordorem, albo w czasie, gdy mroczny władca Sauron dopiero odbudowuje swoje siły. Jest tyle możliwości. Temat praktycznie podany na tacy, wystarczy go tylko odpowiednio uzupełnić. Idealny RPG. Ale zamiast tego powstają takie gry, jak Wojna na Północy, czy wyżej wymieniony Shadow of Mordor, który w rezultacie okazują się liniowymi, nieciekawymi i przekombinowanymi produkcjami, które nie powinny wgl powstawać.
Pozdrawiam

11.11.2013 14:49
KaToKaMasz
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Kurde... Przez was mam ochotę wrócić do tej gry :D
Według mnie Risen był produkcją bardzo dobrą. W prawdzie nie ukończyłem jej, jednak bardzo przypadł mi do gustu. Jako chyba jeden z niewielu, starałem się nie porównywać gry do serii Gothic, tylko patrzeć na nią na zupełnie coś nowego. Klimat genialny, różniący się zdecydowanie od gothicowego. Tutaj wszystko jest takie mroczne. W szczególności podczas burzy, albo jak już zapadnie zmrok. System walki jest bardzo dobrze zrobiony. Jak powiedział UV, kiedyś w "GRAMY", przez całą grę trzeba się mieć na baczności, bo nawet jak już nasz postać będzie mocniejsza i tak możemy zejść z tego świata gry ;)
Jeśli chodzi o brak polskiego dubbingu, to nie jestem zawiedziony. Jak dla mnie o wiele lepiej mi się grało, gdy słyszałem język Angielski, niż miałbym znowu słuchać tych polskich tekstów. Moim zdaniem zepsułyby całkiem klimat.
Jeśli zaś chodzi o Risen 2, to niestety jestem zawiedziony. Dla mnie ta produkcja okazała się taką lipą trochę. Ale i tak plus dla twórców za eksperyment ;)

02.11.2013 17:38
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Niestety, nie mogę się z wami zgodzić. Spędziłem z serią gothic mnóstwo czasu. Jedynkę ukończyłem dwa razy i trzeba przyznać, że jest to klasyk tego gatunku, w dwójkę pograłem tylko trochę, ponieważ jakoś tak mi nie zasmakowała, że tak to ujmę. Nie mogłem się jakby wciągnąć w tą całą grę, przez co bardzo szybko zakończyłem przygodę z nią. Natomiast trójka, przez wielu uważana za totalną porażkę, dla mnie była czymś cudownym. Owszem, sam miałem problemy z odpaleniem Gothic, a raczej ja i mój ojciec (obydwoje uwielbiamy tą serię). Pierwsza próba włączenia gry, zakończyła się spaleniem płyty głównej, ale to już szczegół :P
Ta gra, dla mnie była genialna. To był największy świat przedstawiony w grze, jaki wtedy widziałem. To o czym wspominaliście, te poboczne questy, które są proste, tak naprawdę były dobrym rozwiązaniem, aby gracz nie czuł takiej pustki, że mamy wątek główny, jakieś ważniejsze misje poboczne i koniec. Takie proste zadania, też są potrzebne w takiej grze. Brak tej bariery nakładanej przez fabułę, także się sprawdziła moim zdaniem, gdyż można było przejść grę na wiele sposobów, a nie tak, jak linia fabularna prowadzi. Nie ma tego schematu, który bardzo często psuje całą zabawę. Soundtrack był niesamowity. Coś pięknego. Jedna z najwspanialszych ścieżek dźwiękowych w grach, jaka kiedykolwiek powstała. Jedyne, do czego można się przyczepić, to ten system walki, na który grając nie zwracałem uwagi, bo byłem na to za młody wtedy, jednak dziś chyba by mnie coś trafiło. Powodem takiego problemu prawdopodobnie był, jak już wspomnieliście, konflikt twórców z wydawcami.

Nie wiem też o co wam chodzi z Risenem. Gra inna niż Gothic, ale twórcy pokazali na coś ich stać i jak dla mnie, była bardzo dobra.
O kontynuacji serii może nie będę wspominał, bo to czysta tragedia. Już sam dodatek potrafił człowieka nieźle wkurzyć. Pograłem w niego całe 10 min i powiedziałem "DOŚĆ!"

31.10.2013 16:59
KaToKaMasz
👎
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Widzę, że nie obyło się bez konfliktu BF vs CoD. Skoro tak, to i ja coś powiem :) (mówimy oczywiście o kampanii)
Jeśli chodzi o serię CoD, to jak już wszyscy wiemy, mam zasadę "kopiuj+wklej". Jednakowoż, jakby się nad tym zastanowić, to też nie do końca. Większość tych co grali w serię Call of Duty na pewno zauważyła, że coś się zmieniło (mam tu na myśli dojrzałych graczy, którzy nie czepiają się wszystkiego na prawo i lewo, tylko potrafią do każdego tematu podejść poważnie). Z utęsknieniem wracam do moich ulubionych części tj. MW1 i MW2 z naciskiem na dwójkę. To były jedne z niewielu gier, w które mi się bardzo dobrze grało i wracałem do nich nie raz (MW2 przeszedłem 8 razy, a poprzednika 4). Znam historię na pamięć, a mimo to, wciąż gra się przyjemnie. Kampania, może oczywista, liniowa, misje tunelowe, masa skryptów itd itp (można długo wymieniać), ale wciąż bardzo dobra. To jest (a raczej była) prawdziwa różnica między Call of Duty, a BF. Pomimo znanych schematów, twórcy potrafili pokazać co można z gry wycisnąć. Rozgrywka i wszystkie skryptowane efekty są na dobrze poprowadzone, że gracz po prostu przy tym siedzi i się wczuwa, w każdą chwilę. Takie misje, jak wycieczka do Czarnobyla w MW1, czy "Alpinista" z MW2, pozornie proste, ale dające dużo przyjemności i satysfakcję. Było jeszcze wiele innych momentów, które gracz obserwował z zaciekawieniem. Temu seria Battlefield nigdy nie potrafiła dorównać. Jednak w serii CoD coś się zmieniło. Kolejna część tj. Black Ops wbiła mnie w ziemię, niestety niezbyt pozytywnym sensie. Zmuszałem się do tej gry, chyba przez pół roku, by ją zakończyć. Spodobała mi się tylko jedna scena - Rosyjska Ruletka. Strasznie oczywista i mało prawdopodobna, ale fajna. Natomiast reszta gry to był dramat w siedmiu aktach (no może trochę mniej). Od tego momentu seria CoD zaczęła upadać. Wyczekiwałem premiery MW3 z wielką niecierpliwością, a nagle się okazało, że to jakaś tragedia. Gorzej nie dało się zakończyć trylogii Modern Warfare. I potem znowu, BO2. Nawet nie zmusiłem się, żeby w to zagrać. Nie da się. Ta gra upada i wątpię, żeby nowa część pt. "Ghost" miałaby to zmienić.
Jeśli chodzi o BF, to nie mam szerokiego doświadczenia. Zacząłem od Bad Company 2 i grałem jeszcze w trójkę, póki co w czwórkę nie miałem okazji. BC2 pokazała naprawdę coś genialnego. Kampania zupełnie nie podobna do tych znanych z serii CoD, a jednak wróciłem do niej jeszcze dwa razy. Po prostu coś cudownego. A do tego dubbing. Osobiście nienawidzę polskiego dubbingu w grach. Dla mnie, to jest porażka. Ale w BC2 było zupełnie inaczej. Nawet Cezary Pazura, pozornie nie pasujący do takiego tytułu, wypadł tutaj idealnie, dokładając do tego tytułu swój humorystyczny akcent. Całość wyszła im idealnie (oprócz zakończenia, ale to już detal). Jeśli chodzi o BF3, no to sprawa wygląda trochę inaczej. DICE wie, że wygrywa na polu multiplayer, ale jak dla mnie, gra nie polega tylko na mulit, bo i ten w CoD swego czasu była przyjemny. Trzeba też umieć zrobić dobrą kampanię, dając przyjemność graczom. I tu widać co twórcy próbują zrobić. Na siłę, próbują przyrównać swoją grę, do tytułu konkurencji. Korzystają z efektownych akcji, próbując uzyskać taki efekt, jak niegdyś Call of Duty. Dochodzi do tego grafika, która uzupełnia to i pozwala pokazać to jeszcze lepiej. Jest jeden problem, o którym Del tutaj wspomniał. Skrypty trzeba umieć robić. Poza tym, twórcy BF nie potrafią tak utrzymać gracza w napięciu, jak twórcy CoD. Nie mogą przełamać pewnej bariery, chcą jakby uniknąć porównania ze strony graczy do przeciwnej serii, chociaż sami usiłują to zrobić. W BF4 też to widać. Ustawienie głównego bohatera, jako dowódcę oddziału jest beznadziejnym pomysłem w tego typu grach. Nie da się. Jak chce się tworzyć taką grę, to trzeba prowadzić tego gracza za przysłowiową "rączkę", więc musi on być niższy rangą, by wykonywanie poleceń miało ogólny sens. Jak widzimy, seria BF też potyka się przy kolejnych odsłonach i nie wiem, czy zdoła się pozbierać.

Ogólny problem większości najbardziej rozpoznawalnych marek to pogoń za kasą. Twórcy nie potrzebnie wypuszczają gry co roku. To bez sensu. Ile można w tym czasie osiągnąć? Nic! Widać mała poprawki w każdej grze, ale to nic konkretnego nie zmienia. Kiedyś ludzie na gry czekali parę lat i różnice między poprzednikami były widocznego od zaraz. Zawsze było "ŁAŁ! Jakie to fajne! Ta grafika! Tyle usprawnień naraz!". A teraz? Co roku dostajemy odgrzewane i na nowo doprawione kotlety. Nie pojmuję podejścia twórców takich właśnie serii jak Call of Duty, Battlefield, Assassin's Creed. Twórcy gubią się w tym wszystkim. Próbują zebrać jak najwięcej kasy z tego samego produktu. Zamiast poczekać, sprawić by gracze się niecierpliwili, tymczasem tworzyć coś zupełnie nowego, z nowym podejściem do tematu. A oni tylko podgrzać sprzedać i liczyć kasę :(
Przykre, ale nasze kochane gry wideo upadają. Tak by się nie działo, gdyby sami wydawcy nie ciągnęli kasy tylko ze swoich "gigantów", ale dali szansę nowy grupom. Dać szansę tym, którzy mają świeże podejście do tematu, nowe pomysły na inne rodzaje gier. Może wtedy, gry wideo mogłyby się wspiąć na nowy poziom.
I jeszcze jedna wspólna wada. Gry są za łatwe, ale za tym też idzie kasa. Twórcy widzą, że 80% graczy, grających w gry +18 wcale nie są pełnoletni i nie radzą sobie z trudnymi grami (co powoduje też niedojrzałość w kwestii samej fabuły) Więc trzeba im dać łatwe, proste gry i wtedy przybywa jeszcze więcej kasy. Po co się ograniczać do dojrzałych odbiorców.

Gry komputerowe upadają... Łączmy się wszyscy w bólu. Pozdrawiam :)

13.10.2013 22:27
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Jeśli chodzi o soundtracki to jest co wymieniać. Na pewno Skyrim zapadł mi w pamięć. Jeśli chodzi o poprzednie TESy to się nie wypowiadam, bo jak w nie grałem to byłem za młody by zwracać uwagę na muzykę. Na uwagę zasługuje też seria Assassin's Creed, aczkolwiek to w ACII moim zdaniem soundtrack wybija się przed pozostałe ścieżki dźwiękowe z innych części. Naprawdę pięknym utworem jest "Futher" kompozycji Briana Tylera, z Far Cry 3. Soundtrack z obydwóch części Mafii także zapada w pamięć, ale najbardziej Main Theme z drugiej części. Bardzo fajne są też utwory z drugiego Crysisa takie jak "Intro" czy "New York - Aftermath" Hansa Zimmera. Są to utwory, które przyjemnie słucha się nawet na co dzień, ale w wielu grach jest soundtrack, który może nie jest przyjemny w co dziennym odsłuchiwaniu, ale bardzo dobrze oddaje klimat gry, np w serii Splinter Cell, Hitman.
Temat ciekawy i obszerny. Jest z czego wybierać.
Pozdrawiam.

04.08.2013 15:29
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Mafia II jak najbardziej, ale dwójka też miała dwie fajne sceny. Śmierć Henry'ego i ostatnia scena, gdy się okazuje, że nasz kumpel Joe nie dostanie drugiej szansy jak Vito, co było pewne, gdy tylko wsiadaliśmy do samochodu, nie mniej jednak scena zapada w pamięci.
Co do MW się zgodzę, ale w kontynuacji o wiele większe zrobiła na mnie wrażenie scena ze śmiercią Ghost'a i Roach'a.

10.11.2012 19:57
KaToKaMasz
👍
odpowiedz
KaToKaMasz
34

Moim, jakże skromnym zdaniem najlepsze części do Modern Warfare 1 i 2. Ja nie jestem graczem, który ceni sobie przede wszystkim multi. Dla mnie, najważniejsza jest kampania... W MW1 i 2 to było coś genialnego. Wiadomo skrypt za skryptem, ale to pozwala na stworzenie historii, która na zawsze pozostaje w pamięci. Nie wypowiem się na temat wcześniejszych części, gdyż moja przygoda z grami wyższego poziomu, tak to nazwijmy, zaczęła się właśnie od MW1. World at War był trudny. To co mnie przede wszystkim denerwowało, to niekończący się przeciwnik. Nie udało mi się go skończyć. przerwałem w pewnym momencie, potem był format i jakoś go nigdy ponownie nie zainstalowałem. Potem było znakomite MW2, które przeszedłem chyba sześć razy i przeszedłbym jeszcze raz :D Black Ops... W tej części trochę się nudziłem za pierwszym razem, ale to dlatego, że się nie skupiłem na kampanii. Jednak po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że historia też była niczego sobie... Najlepszy moment to gra w Rosyjską ruletkę... Po prosty zaje*iste! Przy MW3 się załamałem. To był dramat do kwadratu. Tak czekałem na tą grę, a tu takiego wała jak Polska cała. Uśmiercenie jednego z najważniejszych bohaterów serii MW było beznadziejne. Rozumiem, uśmiercić, sam bym tak postąpił, ale nie w taki sposób. Masakra! I końcowa scena. Też beznadziejnie zrobiona. Nie licząc samego dyndającego Makarova i Prica palącego cygaro. Zawiodłem się na tej grze i to jak cholera. Black Opsa 2, jakoś specjalnie nie wyczekuję. Może zagram, ale nie jestem tego pewien. Póki co czekam na ACIII, które już mnie denerwuje tym, jak Ubisoft zepsuł pomysł z łukiem, no ale trudno.
Podsumowując... Ta gra, jest naprawdę dobra. Grafika w prawdzie się nie zmienia za bardzo, ale mocną stroną jest kampania, która niby oklepana, zawsze się podoba. Jednak biorąc pod uwagę możliwości jakie daje dzisiejsza technologia, twórcy mogli by zrobić coś zupełnie innego. Jest wiele możliwości, ale żeby ich dokonać, nie można robić gry przez półtora roku... albo nawet krócej. No cóż. Twórcy pewnie nic nie zrobią do momentu, aż sprzedaż zacznie spadać, a wtedy, będzie za późno na ratunek i gra prędzej czy później upadnie. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie i COD pokaże jeszcze na co go stać.
Pozdrawiam serdecznie...

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl