Nie mam pojęcia skąd te wszystkie bardzo pozytywne oceny tej gry. Jestem po 20 godzinach i w pełni odbiłem się od tytułu. Przecież to jest tylko ładna wydmuszka. Potworek w pięknej oprawie. Ten tytuł to festiwal biegu przed siebie i klikania dwóch przycisków, dialogi są płytkie, a sama fabuła tak sztampowa, że mimowolnie pomija się dialogi. Na prawdę nic poza grafiką w tej grze nie przyciąga. Cholernie żałuję zakupu i odradzam takowy każdemu, kto chciałby pograć w przyjemnego rpg'a lub kolejnego "finala". Polecam natomiast fanom interaktywnej opowieści bez polotu, gdzie mamy znikomy wpływ na zasadniczo cokolwiek, poza pozycją w jakiej znajduje się bohater na ekranie. Okropnie się zawiodłem
Na całe szczęście ta lokalizacja nie została udostępniona graczom. Voodoo Boys mordowałem z nieprawdopodobną przyjemnością, więc w takiej Growej Somalii doznawałbym niebezpiecznie silnych spazmów ekstazy.
Miałem okazję poświęcić tej grze ponad 120h na PS4 pro i śmiało mogę wystawić jej ocenę lekko powyżej średniej. Sama rozgrywka to głównie wtórny symulator bitew, gdzie można próbować własną taktyką wspierać upośledzone AI. Bawiłem się dobrze podczas fazy początkowej; zbieranie armi, awansowanie jednostek, zdobywanie pancerza, kompanów i zamków. Później gra bombarduje nas nieprzerwaną wojną, która jest albo nam wypowiadana, albo nasi upośledzeni wasale domagają się jej podjęcia z przeciwnikami czasem 4-krotnie od nas potężniejszymi. Lawirowanie pomiędzy akcjami wymaga stworzenia faktycznego planu, aby nie doświadczać bezustannej frustracji i poirytowana z tytułu braku możliwości podzielenia obowiązków na podwładnych i przydzielania im jakichkolwiek zadań poza udziałem w wojnie. Całokształt domyka okropna optymalizacja na konsoli PS4, gdzie zapisy trwają prawie minutę, teren i przedmioty doczytują się w trakcie rozgrywki, a samo sterowanie na padzie potrafi być patologicznie irytujące i niedopracowane. Osobiście nie polecam z racji zauważalnego z czasem gry niedopracowania tej produkcji, lecz śmiało zachęcam do wypróbowania i przemyślenia zakupu gdyby pojawiła się gdzieś za darmo.
Niech to zostawią, zdechną, niech stworzą przykład dla innych, a branża przejdzie recesję i przeora dno, niech graczy uderzy refleksja, że kupowanie każdej niedokończonej produkcji daje tylko przykład, że można nas doić, pluć nam w twarz i łaskawie zaspokoić kilkoma łatkami po premierze.
Na pewno. Przeciętny japoński gracz, zazwyczaj rasistą, bo taka kultura, pewnie nie może się doczekać by jako murzyn mambo mordować rodowitych Japończyków w czasach kiedy czarnoskóry był dla większości czymś abstrakcyjnym
Gra jest zdecydowanie poniżej poziomu i standardu, do którego przywykliśmy w serii "Dragon Age". Pomijając typowy ideologiczny kontrargument jeśli chodzi o potencjalny zakup, to gra jest zwyczajnie miałka, płytka i infantylna. Zakup, by uświadczyć tego barachła, to zwyczajny kretynizm i brak poszanowania dla pieniędzy. Z zasady gardzę wystawianiem niskich ocen bez weryfikowania tytułu, ale w tym wypadku; im gorszy zarobek twórców na sprzedaży, tym mniejsza szansa, że będą nam, graczom, wpychać za niemałe kwoty tego typu fekalia.
Przy walce z Vaderem zwyczajnie wyłączyłem grę po 10 nieudanych próbach. Dla relaksu gram na łatwym poziomie trudności, więc poziom nieprawdopodobnego wkur**enia eskalował do Rage quit'u. Komiczna paralela, że gram w to w przerwie od Nioh 2 i The surge, więc masowe zgony to nic wielkiego, po prostu walka w Jedi:Survivor jest cholernie mało intuicyjna, a responsywność w walce jest niczym sterowanie helikopterem w polsatowym Hugo. Rozgrywka jako-tako przyjemna, ale bywają momenty walki lub parkour'u, gdzie ma się ochotę wgnieść matrycę padem
Ten tytuł to niestety jakiś żart. Jak na produkcję drugiej dekady XX w. mechanika jest wyjątkowo płytka, fabuła nieciekawa i liniowa do obrzydliwości, a sama rozgrywka to bieganie od punktu "a" do punktu "b" i natarczywe wciskanie guzika odpowiedzialnego za atak lub podnoszenie przedmiotu. Ukończyłem tylko ze względu pryncypium, by nie wystawiać opinii nieskończonej produkcji, a opinie w przestrodze wystawić musiałem, bo to gniot jakich mało
W moim odbiorze gra jest fenomenalna w elastycznych ramach własnego gatunku. Powróciłem do niej po 2 latach, by ponownie zanurzyć się w jej świat i śmiało mogę stwierdzić, że jest genialnie napisana, narracja przebija większość znanych mi tytułów, a rozgrywka dopełnia kielich spijanej zeń ambrozji doświadczeń. Jeśli kiedykolwiek wyjdzie kontynuacja, śmiało przeznaczę na nią swoje oszczędności
Bardzo ładna grafika i przyjemna rozgrywka, niestety fabuła jest tak miałka i infantylna, że z ledwością i na siłę dotarłem do zakończenia. Polecam dla dobrego gameplayu, odradzam, jeśli oczekujesz walorów narracyjnych.
Gra na prawdę mi się podobała. Mniej wymagające soulsy w oprawie graficznej kraju kwitnącej wiśni. Ciężko znaleźć wady w samej rozgrywce, ale technicznie na konsoli ta gra leży i kwiczy. Nie było problemem crashowanie się gry w kompletnie niespodziewanym momencie, nie były też nim błędy potrafiące wyskoczyć podczas ważnej i wymagającej walki... Prawdziwy problem objawił się przed finałową walką, kiedy gra nagle wyświetliła błąd, a przy ponownym uruchomieniu powiadomiła o zepsutych save'ach. Samoświadomość utraty 70h w grze tego typu solidnie odbiła mnie od tytułu. Rozczarowanie i wkur*ienie sięgnęło zenitu, a ja po fakcie PRZESTRZEGAM KAŻDEGO, by systematycznie robił zapisy w chmurze...