JohnHemingway

JohnHemingway ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

26.08.2022 18:44
JohnHemingway
odpowiedz
3 odpowiedzi
JohnHemingway
9

Wy tak z tą japońskością i japońskim dubbingiem w komentarzach trollujecie, czy naprawdę nie widzicie różnicy między Japonią a Chinami?

15.03.2022 16:34
JohnHemingway
JohnHemingway
9

Ah, no tak, PC na Ultra, za szybko się podpaliłem brzydotą GT :D

15.03.2022 16:07
JohnHemingway
odpowiedz
4 odpowiedzi
JohnHemingway
9

Nie grałem w GT7, stąd moje pytanie - czy to jest jakoś tak tendencyjnie zestawione, żeby pokazać jak źle wygląda Gran Turismo?
Często starsze gry wyglądają nieźle i w tego typu zestawieniach można stwierdzić, że "no, staruszek nadal daje radę, może tekstury niższe i odbić mniej, ale daje radę". Tutaj to chyba pierwszy raz przy bezpośrednim zestawieniu tak dużych tytułów, że patrzę i stwierdzam, że gra sprzed 5 lat wygląda po prostu lepiej. Nie równie dobrze, ale lepiej. Co tam w tym soniaczu? Leniwy wizualnie "japoński styl tworzenia gier" m.in. z ich rpgów rozlewa się na kolejne gatunki?

06.02.2022 16:35
JohnHemingway

Ja bym jednak na Twoim miejscu spróbował jeszcze raz napisać do supportu, bo musiałeś mieć chyba wyjątkowego pecha. Sam pisałem jakiś czas temu w pozornie beznadziejnym przypadku, gdzie przez własną głupotę narobiłem sobie kompletnego chaosu, a w tle przewijały się zablokowane konta, nadpisane dane, podpięcie konta pod skradziony adres email i inne tego typu sprawy. Po korespondencji z supportem, gdzie odpisywało mi 6 różnych osób, wszystko miałem uporządkowane lepiej, niż się spodziewałem w najlepszym scenariuszu, a przy tym support był przemiły i na każdym kroku pisał, jak to im przykro, że tak mi się przytrafiło i że się cieszą, że wracam do gry :). Cały proces zajął mniej niż 24h.

post wyedytowany przez JohnHemingway 2022-02-06 16:35:47
21.01.2022 23:06
JohnHemingway
9.0
PC

Gra niepozbawiona wad, ale "do zakochania". Absolutnie CUDOWNA muzyka, od pierwszych chwil wprowadzająca świetny klimat. Prosta, ale sensowna fabuła, którą można zaskakująco przyjemnie kształtować pod swoją postać. Całkiem sensowni kompani - każdego da się zapamiętać i polubić, choć są dość prosto napisani, a interakcji nie ma zbyt wiele. Bardzo przyjemny turowy system walki oparty na heksach, zachęcający do umiejętnego rozstawiania drużyny na polu walki i korzystania z różnych rodzajów oręża. Niby widać na każdym kroku skromny budżet, ale także to, że bardzo umiejętnie go wykorzystano.

06.10.2021 22:13
JohnHemingway

radas_b
Wybacz, źle przelałem swoją myśl na tekst. Pod względem balansu mi również się to rozwiązanie nie podoba, odnosiłem się tylko do mojego poprzedniego zarzutu o wielkości map. Chodziło mi o to, że w przypadku utknięcia bez pojazdu kilometr od najbliższego punktu mam przynajmniej opcję przywołania pojazdu i dojechania jeepem czy innym quadem do miejsca, gdzie są ślady cywilizacji. Dlatego napisałem o tym w kontekście pozytywu, bo pośrednio rozwiązuje jeden problem, ale faktycznie, tak jak mówisz, tworzy jednocześnie kilka kolejnych :).

06.10.2021 18:15
JohnHemingway
12
odpowiedz
5 odpowiedzi
JohnHemingway
9

Zagrałem kilka partii na XSX i w obecnym stanie to jest dramat, przy którym Cyberpunk na premierę to był doszlifowany produkt z małymi zabawnymi gliczami. To nie jest robota na miesiąc, ilość błędów jest zatrważająca i nie mówię o tym, że jakiemuś żołnierzowi się nie doczyta tekstura hełmu, tylko nagle zaczyna migać dosłownie 3/4 ekranu, albo pojawia się smuga na pół ekranu. W jednym miejscu padło mi oświetlenie tak, że była absolutna nieprzenikniona ciemność (dosłownie czarna dziura, gdy robiłem kilka kroków dalej, nastawał dzień), w innym cienie pojawiają się i znikają, innym razem pół nieba nadaje coś przez Morse'a, jeszcze innym nagle pojawia się na ekranie błękitny filtr, bo tak. Najbardziej wkurzające jest jednak zachowanie modeli postaci, bo żywi regularnie jeżdżą na kolanach, a martwi lubią zastygnąć w pozycji stojącej, albo dziwnie dygoczą leżąc. W chaosie walki czasami za cholerę nie można się zorientować w co strzelać, bo niby powinien być trup, ale jednak trochę zombie. Kolejny minus to hud. Aż dziwne, bo wystarczyłoby skopiować z grubsza z któregoś poprzednika i trochę kolorki zmienić. Choć akurat mnie to nie dziwi, ostatnie Bfy mają tendencję do odkrywania koła na nowo. Jest jakiś problem, ogarniają sensowne rozwiązanie, po czym w kolejnej części serwują dokładnie ten sam problem i dochodzą po kilku patchach do tego samego rozwiązania. I tak, spawn pointy nadal są totalnie losowe, przez co regularnie zdarza się sytuacja, gdzię biorę odrodzenie na punkcie i zostaję rzucony dosłownie na patelnię - płaski wyasfaltowany teren bez połowy krzaczka, gdzie jestem widoczny z każdego punktu na mapie. Zostaje zacisnąć żeby i liczyć na cud, że przez następne kilkanaście sekund sprintu nikt z przeciwników nie uzna mnie za bezpośrednie zagrożenie. Ale, jak mówiłem, pewnie ogarną znowu w którymś patchu. To są jednak rzeczy, które jakoś się da ogarnąć.
Większy problem jest w fundamencie rozgrywki. 128 graczy dla zwiększenia intensywności akcji brzmi na papierze sensownie, o ile jednocześnie nie powiększy się w przesadnym stopniu mapy. Problemem map w bfie nie było to, że na punktach jest pusto i nudno. Wręcz przeciwnie, zwykle w kluczowych punktach mapy grało się bardzo fajnie, tylko między nimi były zbyt duże przestrzenie. W tej chwili na punktach do przejęcia jest jeden wielki nieustanny chaos rodem z Operacji Metro, czy Lockera na 64 graczy, a między nimi rozciągają się jeszcze większe połacie terenu, które po prostu trzeba przebiec. Zamiast skupić się na zmianie założeń w konstrukcji map, mam wrażenie, że projektanci złapali za krawędzie mapek, rozciągnęli je i wrzucili 2x więcej ludzi na serwer, bo może się jakoś samo ogarnie. Brawo. Jedyny pozytyw jest taki, że można przywołać pojazd w dowolne miejsce i zrzucą go na spadochronie pod nogi. A, właśnie, spadochrony też są zgliczowane. Są wszędzie. Wystaje jeden z budynku, drugi się kręci jak reklamówka w American Beauty. Jeśli ktoś widząc spadochron zakłada, że w jego najbliższej okolicy będzie też jego właściciel, może się mocno przejechać.
Abstrahując już od rozmiarów mapy, również jej nijakość jest zaskakująca. Trochę krzaczory z Mekongu, trochę pustka między punktami z Linii Kolejowej Golmud. Wszystko co najgorsze skupione w jednym miejscu. Zdecydowanie lepsze pierwsze wrażenie robił piękny Rotterdam z V.
Z pozytywów przychodzi mi do głowy tylko możliwość modyfikacji broni w locie (choć też ma tendencję do działania zupełnie losowo - raz wczytuje ostatnią konfigurację po zgonie, za drugim resetuje do domyślnej, ale być może po prostu nie doczytałem jak działa). Na pewno znalazłbym coś jeszcze, ale gdy myślę o zaletach, na każdą pojawia się kilka kolejnych wad, a nie chcę wyjść na totalnego hejtera.
I mimo wszystko szkoda, bo spod nawałnicy błędów wygląda czasem stary dobry bf, więc gdy już serwer stwierdzi, że zarejestruje poprawnie trafienia, strzela się dosyć przyjemnie. Niemniej, preorder odpada całkowicie.

24.08.2021 20:57
JohnHemingway
odpowiedz
JohnHemingway
9

Zdaje się, że bardziej istotną informacją z tej prezentacji jest sam fakt pojawienia się takich materiałów w AoE 4, niż obecność trebuszów (to tak jakby robić oddzielnego newsa, że w grze pojawi się konnica - raczej oczywiste, że będzie).
Przyznam szczerze, że cholernie mi się spodobało to info, bo kampanie fabularne z historycznym tłem w dwójce były tym, co najbardziej mnie przyciągało do tej części, a jednocześnie quasifantasy kampania z trójki była chyba jej najgorszym elementem. Czy to ciekawostki historyczne, czy szczegółowe prezentacje samochodów w grach wyścigowych, zawsze jest to fajny punkt wyjścia do rozszerzenia zainteresowań, a i pojawia się dodatkowy pretekst, żeby grę znów odpalić. Sam osobiście jestem przykładem, że przed laty granie w AoE 2 dało mi sporo luzu na paru lekcjach historii, gdzie miałem już ogarnięte podboje Mongołów, czy innych Hunów :).
O ile do tej pory podchodziłem do czwórki z umiarkowanym entuzjazmem, tak teraz mam jakieś ziarenko nadziei, że coś tam może jednak dla siebie znajdę. Może jestem dziwny, ale oby więcej takich newsów.

13.07.2021 10:49
JohnHemingway

Stare wyścigowe porzekadło mówi, że jeśli widzisz co robią ludzie na trybunach w grach wyścigowych, to za wolno jeździsz :D

13.06.2021 22:42
JohnHemingway

Akurat w Forzę Horizon na kierownicy gra się zaskakująco przyjemnie (a przynajmniej ja mam takie odczucia). Sam zaczynałem i długo grałem w FH na padzie, żeby mieć odskocznię od ciupania w Assetto Corsy, ale kiedyś z ciekawości podpiąłem kierownicę pod konsolę. Na pewno nie zgodzę się z tym, że model jazdy nie jest dostosowany pod kierownicę i wymaga dużych umiejętności, bo to gra, w której z miejsca byłem w stanie jeździć znacznie pewniej i szybciej niż po kilkudziesięciu godzinach na padzie. Nie potrzebowałem praktycznie w ogóle czasu na przyzwyczajenie się do tego modelu jazdy, a takowy był mi potrzebny czy to przy Dirtach, czy F1, czy innych iRacingach, rFactorach, itp. (aczkolwiek nie mam porównania z innymi typowo zręcznościowymi ścigałkami na kierownicy). FH to też nie jest NFS Heat, który jest skrajnie arcadowy, a powiedziałbym raczej, że Forza po wyłączeniu asyst jest blisko granicy arcade i simcade, przez co jest opcja złapania jakiegoś sensownego czucia i jest dość przewidywalna. Ale jednocześnie na padzie się gra też na tyle dobrze, że jak mam odpalić grę na 20 minut, to kierownicy nie podłączam.

W skrócie, co kto woli, jeden uj.

post wyedytowany przez JohnHemingway 2021-06-13 22:45:59
11.06.2021 22:57
JohnHemingway
😃
1
odpowiedz
1 odpowiedź
JohnHemingway
9

Mam nadzieję, że jako czytelnicy GoLa możemy liczyć na jakieś podsumowanie i omówienie tego ogromnego, prawie dwugodzinnego pokazu, który nam zaserwowano :D

TYLE TREŚCI

i ten finał z Paydayem 3, gdzie jeden z twórców zapewnił, że nie zostawi oglądających z niczym, mimo że premiera nadal bardzo odległa i rzucili ruchomy obrazek <3

16.09.2020 17:30
JohnHemingway
1
odpowiedz
JohnHemingway
9

UbaBuba
Bo się klikają i można naokoło jakoś zawsze wytłumaczyć, że to przecież popkultura też i jest gra awendżers i poza tym to przecież możesz nie klikać.
A mi po prostu smutno się robi, bo zawsze uważałem GOLa za fajny przykład dużego serwisu prowadzonego przez pasjonatów, który stara się bronić poziomem treści, a nie baitem na każdym kroku. Chyba zmienił się kierunek. I nie mówcie mi, że każdy serwis działa w ten sposób, bo jakoś użytkuję te internety od parunastu lat i nie widzę, żeby wszędzie był Pudelek.
Newsy stały się śmietnikiem, z recenzjami był całkiem niedawno moment, że nie było ani jednej przez ponad miesiąc, a pozostała publicystyka to zwykle jakieś jałowe ogólnikowe felietony, albo baity o nowych konsolach. O mniejszych grach też niewiele się pojawia treści. Ja rozumiem, że to się tak nie czyta, ale GOL to chyba na tyle duży serwis, że może sobie czasem pozwolić stanąć w roli nauczyciela, który będzie starał się kreować gusta graczy, a nie tylko odcinał kupony od działów marketingu wielkich wydawców. Co jakiś czas nadal pojawia się jakiś fajny tekst, jak ten zestawiający Snowrunnera z Death Stranding sprzed kilku tygodni, który autentycznie mnie tą grą zainteresował, ale ile można przekopywać się przez newsy o serialach, Jasonach Momoach, aferach z Twitcha i innych niepotwierdzonych plotach rodem z wegotthiscovered...

16.09.2020 16:56
JohnHemingway
😐
14
odpowiedz
JohnHemingway
9

GOLu drogi, co się z tobą stało w ostatnim czasie...

23.07.2020 21:35
JohnHemingway
odpowiedz
3 odpowiedzi
JohnHemingway
9

Po pokazie Microsoftu mam dwa spostrzeżenia. Od razu mówię, coby uniknąć oskarżeń o bycie fanbojem, mam obie konsole i peceta.

Po pierwsze, nadal mnie dziwi kult exlusivów wśród graczy. Owszem, PS4 miało ogólnie pewnie lepsze exy, niż Xbox One, ale fakt, że Microsoft robi mało exów powinien być raczej rozpatrywany jako zaleta niż wada. Co zmieniłoby z perspektywy posiadacza jednej konsoli to, że gra pojawiłaby się też na PC i pozostałych konsolach? Jeśli są zbliżone osiągami, to pewnie nic. Tymczasem część graczy oburza się, gdy po paru latach pojawia się jakiś port na innej platformie. Przecież z punktu widzenia konsumenta, powinno nam zależeć na rozbijaniu monopolu i jak największym wyborze. A, niestety, niektórzy mają tak wyprane mózgi, że gdy producent mówi "albo grasz u nas, albo nie grasz wcale", oni jeszcze robią mu gałę w podzięce. W tej chwili przy wyborze konsoli muszę dokonać wyboru, które gry jestem skłonny poświęcić. A że mi akurat w tej z lepszymi exami np. pad nie leży w dłoni, konsola się grzeje, nie mieści mi się na półce pod tv, nie chcę w pokoju lodówki/routera, albo cena 20% wyższa? No trudno, bo przecież "to gry wygrywają starcia konsol". Naprawdę, płacz, że gra na konferencji Microsoftu okazuje się tylko exclusivem czasowym, albo ze pojawi się też na PC jest jakąś patologią.

Druga kwestia, która mnie ciekawi to zapowiadające się zupełnie inne polityki co do dystrybucji gier w okresie kolejnej generacji. I tutaj zastanawia mnie przede wszystkim, czy polityka Sony, która dała sukces przy okazji PS4, przypadkiem nie odbije im się czkawką w przypadku PS5. Sony wygląda, jakby chciało kolejny raz wygrać generację lepszymi exami. Sęk w tym, że w ostatnich latach dokonała się duża rewolucja w kwestii dostarczania wszelakich dóbr kultury. Filmy, seriale i muzyka już na dobre zadomowiły się na serwisach streamingowych i wypożyczalniach, a teraz to Microsoft na dobrą sprawę przeciera ten szlak w przypadku gier i to na nim będzie opierał sprzedaż nowych konsol. Prawdę mówiąc, ciężko stwierdzić dlaczego w przypadku gier abonamenty miałyby się nie przyjąć (a Game Pass już w tej chwili jest bardzo atrakcyjną opcją).
Patrząc na dzień premiery konsol mamy więc do dyspozycji PS5, do którego Sony oferuje kilka jakościowych exów za pełne ceny i Xboxa, do którego na start w cenie jednego tytułu AAA możemy wziąć półroczny dostęp do biblioteki ~ 100 gier, w tym kilku niezłych premier. Z tego powodu ciekawym jest też chyba większy nacisk MS na czasowe exy niż u Sony (chyba, że źle pamiętam ich prezentacje). Bo o ile do tej pory ex czasowy oznaczał, że albo wydam teraz 260 zł i zagram na premierę, albo będę czekał rok i nadal będę musiał wydać 260 zł na innej platformie, tak z Xboxem i GP mam wybór pomiędzy "ogram to na premierę w cenie abonamentu, który i tak opłacam, żeby grać w inne gry", a "poczekam pół roku i zamiast ograć w abonamencie, zapłacę 260zł, gdy inni już dawno o grze zapomną". Kolejnym strzałem w stopę dla Sony może okazać się też to, że ostatnio część exów jednak pojawiła się po czasie na PC. Dotychczas mogli rzucać wspomniane "albo grasz u nas, albo wcale", ale w tej chwili gracz może stwierdzić, że część gier będzie miał wcześniej w Game Passie, niż na PS5, a może jest szansa, że w przyszłości część z exów Sony jednak doczeka się portów.
Tiaa, ciekawie się zapowiada kilka pierwszych miesięcy po premierze. Być może w sferze technologicznej w grach nie uświadczymy przeskoku jak z 2D w 3D, ale biorąc pod uwagę różnorakie abonamenty, wersje konsol bez napędów, granie w chmurach, czy podejście do wstecznej kompatybyliności, możemy dostać sporo odpowiedzi w kwestiach dotyczących dystrybucji gier w kolejnych latach.

Sorry, znowu wyszło spamu na stronę A4 :<.
A same gierki ok, choć chyba się starzeję, bo ekscytacji praktycznie zero.

09.07.2020 19:31
JohnHemingway
1
odpowiedz
JohnHemingway
9

Zasadniczo zgadzam się z głównym założeniem, że nie chodzi o to, by każdy element dzieła był oddzielnie perfekcyjny, ale by wszystko jako suma dało taki efekt końcowy. Niestety, w przypadku gier czy filmów wychodzą bolączki wszelkiego rodzaju systemów oceniania, ale też i walka recenzentów samych z sobą. Czy przymykać oko na niektóre rzeczy? Czy może silić się na sztuczny obiektywizm? Czy olać komentarze i napisać subiektywnie co się czuje? Jaką właściwie mamy skalę i czy jest uniwersalna i nadająca się do porównywania? Czego by się nie zrobiło, na koniec i tak reakcje czytających recenzje wahają się między niezadowoleniem a wk^$@#eniem :D.

Natomiast z mojej perspektywy często dostrzegam inny problem podczas czytania bałwochwalczych recenzji gier (przy czym mówię ogólnie o recenzjach, a nie odnośnie tych na GOLu). Podejrzewam, że głównym czynnikiem tego stanu rzeczy jest konieczność wypuszczenia recenzji jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed premierą, ale mam często wrażenie, że oceniane gry przechodzone są za szybko, w wielogodzinnych maratonach, a recenzje pisze się na gorąco tego samego dnia, albo kolejnego po przejściu gry. Powoduje to, że odczuwane podczas grania emocje bardzo się kumulują, a jeśli przy okazji koniec jest mocny, wtedy ciężko na chłodno oceniać to, co się widziało na przestrzeni całej gry. Sam często łapię się na tym, że np. tuż po obejrzeniu filmu z wyrazistym emocjonalnym finałem wystawiam mu w swojej głowie 10/10, bo, wiadomo, emocje, szlochanie, niedowierzanie, itd.. Ale jak się ochłonie i trochę nabierze dystansu, człowiek sobie przypomina, że w sumie to początkowe 2/3 filmu się strasznie wynudził, kilka występów aktorskich to historyczne poziomy tartaczne, a fabuła to ementaler. Kilka dni później o filmie nie pamiętam, a po paru miesiącach, gdy próbuję go obejrzeć drugi raz, wyłączam po 15 minutach. Z drugiej strony są też oczywiście perełki, które po przetrawieniu nabierają z czasem wartości (vide przykład z NieR Automata).
Wydaje mi się, że najczęściej właśnie z tego powodu mam obiekcje co do "rzetelności" recenzji - nie mam żadnego bagażu emocjonalnego. Bywa wtedy, że ocena jest według mnie bardzo powierzchowna, a umniejszane, bądź całkowicie pomijane są kwestie skrywające się pod płaszczem emocji. Boli to tym bardziej, gdy w końcu to ja siadam do ocenianej hurraoptymistycznie gry, ale mając do dyspozycji, powiedzmy, 2h każdego wieczora. Między kolejnymi partiami grania mija wystarczająco dużo czasu, żeby o wydarzeniach w grze pomyśleć, a, cholera, akurat dzisiaj 2h musiałem klepać fetchquesty, żeby dobić wymagany poziom i nicsięniedziaoooodajciemikawy. Nagle dłużyzny stają się dostrzegalne, podstawowe mechaniki gry jednak nie są takie angażujące, a poza tym, dlaczego do cholery mam iść zabić tę postać? Przecież jak sobie od wczoraj trochę dłużej pomyślałem, to nie ma to sensu.
Emocje przestają wystarczać, 10/10 zdaje się nie pasować.

Z drugiej strony, każdy gra inaczej, każdy oczekuje czegoś innego i pytanie, pod kogo pisać recenzje nie ma dobrej odpowiedzi. Jedni będą grać w jedną grę kilka tygodni, inni mają możliwość, by samemu zrobić maraton i strzelić 30h w 1 weekend, by od poniedziałku zacząć kolejną grę. A co się dzieje, gdy "hajp" na grę był duży, a twórcy podejmują kontrowersyjne decyzje? Dużo maratonów, kumulacja emocji, starcie 2 frontów. Jeden utonie w zachwytach, drugi będzie totalnie wpieniony, recenzje będą dobrą sztachetą do nawalania, a internety będą dogasać jeszcze przez długie tygodnie.

09.07.2020 13:15
JohnHemingway
😐
4
odpowiedz
1 odpowiedź
JohnHemingway
9

Abstrahując od wątpliwej wartości estetycznej tych skórek, zacząłem się niestety zastanawiać nad kwestią działania spustu w tych broniach. I, cholera, żałuję, tak bardzo żałuję.

07.07.2020 12:46
JohnHemingway
😉
odpowiedz
3 odpowiedzi
JohnHemingway
9

Nie wiem jak jest w GTA Online, a nie chce mi się sprawdzać regulaminu, ale w paru grach multiplayer spotkałem się z sytuacjami, gdzie celowe wykorzystywanie błędów gry dla uzyskania korzyści "nagradzane" było banami. Także nie wiem, czy aby na pewno udostępniona szczegółowa "instrukcja krok po kroku" i namawianie, by się z tym pospieszyć jest dobrym pomysłem.

06.07.2020 12:44
JohnHemingway

Fakt, że próbka to 1000 osób nie oznacza kompletnie nic. W każdym badaniu kluczowy jest dobór próby. Z tej jednej grafiki można wysnuć tylko jeden wniosek - 351 Polaków ściągnęło konkretny "fałszywy hack" z jednej danej strony, co stanowiło w tym przypadku największy odsetek pobrań. Nic ponad to. Oczywiście jest całkiem możliwe, że cziterów z Polski jest najwięcej, ale ta grafika nie może w żaden sposób temu dowodzić.
Zupełnie nie widzę też żadnego powodu, by brać pod uwagę to, że inne kraje mają więcej obywateli. Natomiast rzeczą, którą można wziąć pod uwagę jest liczba graczy z danego kraju, a fakt, że Amerykanów jest prawie 10x więcej nie oznacza z automatu, że graczy CS:GO z USA jest 10x więcej. W odniesieniu do tej jednej grafiki nie mamy informacji o ogólnych ilościach graczy z różnych krajów, tego, czy szukają czitów korzystając z anglojęzycznych stron i masy innych kwestii gospodarczych, społecznych, kulturowych etc., które mogłyby mieć mniejsze lub większe znaczenie przy określaniu, która nacja to najwięksi growi oszuści.
Także sam news i losy cziterów przeurocze, info o Polakach spoko ciekawostka, ale "Polacy w czołówce oszustów" to trochę bait, więc też nie ma co się dziwić, jeśli komentarze z różnych biegunów są później średnio merytoryczne :).

05.07.2020 15:50
JohnHemingway
3
odpowiedz
1 odpowiedź
JohnHemingway
9

Na wstępie, jestem w podobnej pozycji co autor felietonu, tj. nie grałem w drugą część, ale obserwuję z boku co się dzieje, znam całą fabułę, zakończenie, czytałem i oglądałem sporo recenzji, bo zrobił się z tego ciekawy temat wykraczający poza samą grę. Sęk w tym, że w mojej rzeczywistości krytyka i punkt widzenia wielu graczy jest nieco inny. I od razu proszę bez wycieczek w stylu "nie grałeś, to siedź cicho", bo konfrontuję swój punkt z inną osobą, która nie grała. Oczywiście, na starcie do odstrzelenia są wszelkie "recenzje" wykrzykiwane CAPSEM na forach i twitterach z cyklu "0/10, bo HOMO, BOJKOT ND!" albo "10/10 CYBERPUNKZAORANYTYLKOJAMAMRACJĘ". Jak wiadomo, krzyczące jednostki robią zawsze najwięcej szumu, ale rzadko reprezentują w swych hasłach coś wartościowego. Aczkolwiek, trzeba mieć gdzieś w głowie też to, że za częścią tych buluf dupy kryją się ludzie z bardziej konkretnymi argumentami, którzy nie mają szczególnie ochoty rozwodzić się nad ich growymi rozczarowaniami na 5/10 w ich skali. Zgodzę się też z głównym założeniem, że nie każda gra jest dla wszystkich, a obok fabularnej papki stawiającej na czerpanie rozrywki z rozgrywki, mamy też sferę gier, które skupiają się na opowiadaniu historii i przemycaniu w niej pewnych mniej lub bardziej głębokich wizji, wartości i tego typu rzeczy.

Problem pojawia się w często powtarzanym i utrwalanym przekonaniu, że autorzy dzieł kultury to geniusze i wirtuozi, a ich odbiorcy to tępa masa, której trzeba wszystko tłumaczyć i która nie wie czego chce. To przekonanie niestety ciągle panuje również w sferze gier. Tylko że granie w grę to nie jest oglądanie przypadkowego filmu w tv na Polsacie, bo tv ma prawie każdy, a i Polsat tak samo. W rzeczywistości, w której konsola do gier jest już sama w sobie świadomym zakupem przedmiotu do bardzo określonego użytkowania, a zakup gry AAA na premierę to koszt w naszych warunkach zwykle powyżej 250 zł, zaryzykuję tezę, że gracze jednak w dużej części zdają sobie sprawę z tego, na co wydają takie pieniądze i czego od gry się spodziewać. Zwłaszcza w rzeczywistości, gdzie nawet w sklepach cyfrowych dostępne są zwykle obszerne opisy, opinie innych graczy i materiały z rozgrywki. Zdaję sobie sprawę z tego, że opieranie opinii na podstawie argumentu z własnego życia nie ma żadnej wartości w odniesieniu do ogółu przypadków, ale to zignoruję (bo czemu nie, huehue) i stwierdzę, że nigdy nie słyszałem w swoim otoczeniu, by ktoś ot tak kupił grę za 250 zł, bo "fajna okładka i zombie, ale nie wiem co to i oezunimaszczelaniajaktozwrócićoddajciemiemojepółpińcetplus". No po prostu nie, choć znam wielu growych laików, którzy kompletnie nie śledzą branży.
Owszem, są gry, której rdzeniem jest czysta mechanika, w których wykreowany świat, fabuła, scenariusz są w tle lub kompletnie wycięte. Gracze jednak chyba są w stanie to rozróżnić i wiedzą, czy w danej chwili chcą gry do odmóżdżającego relaksu po pracy, czy np. stymulującego doznania zmieniającego postrzeganie swojej roli w społeczeństwie.

A więc załóżmy w dobrej woli, że gracze nie są idiotami.

Tutaj wchodzi TLOU2, całe na biało, a za nim drugi problem - dewaluowanie pozycji i znaczenia gier, a także chyba stanu intelektualnego graczy, bo inaczej tego określić nie umiem. W skrócie, są popcorniaki, są bardziej dojrzałe dzieła, tak w grach, jak w filmach i innych gałęziach szeroko rozumianej kultury. Nie oznacza to, że wszystko co choćby odrobinę wychyli się ponad grunt, pokaże emocje i da pole na przemyślenia z automatu jest dobre, a tak niektórzy podchodzą do tego w grach. Gry mają oczywiście określoną grupę docelową. W przypadku TLOU2 zakładam, że twórcy celują raczej w graczy bardziej niż mniej dorosłych, którzy sypną hajsiwem i jednak będą gotowi na dojrzałą historię. I tutaj mam kolejny rozdźwięk z felietonem.
Być może żyję w bańce, w której ludzie potrafią z sensem korzystać z argumentów i co najwyżej robią to czasem na skróty, ale w mojej bańce gracze zwykle jako tako myślą. W odniesieniu do warstwy fabularnej, w tych bardziej negatywnych recenzjach na temat TLOU2 nie dostrzegam zawodu tym, że gracze chcieli kosić maczetami zombie, a dostali w zamian coś więcej. Negatywne recenzje argumentowane są głównie tym, że gracze nastawili się na coś więcej, a w warstwie fabularnej dostali za mało. TLOU2 obrywa się głównie nie za to, co pokazuje, ale w jaki sposób. Ot kolejny reprezentant sławetnego przypadku ósmego sezonu GoT, gdzie rozwiązania wątków byłyby ok, gdyby droga do nich została dobrze przedstawiona. Według wielu osób, TLOU2 robi to często równie na skróty, jak GoT, niespójnie pod względem psychologii postaci, co chwila pojawia się w historii deus ex machina, do tego tanie granie na emocjach, absolutna łopatologia w przekazywaniu treści (dobra historia działa sama w sobie i pozwala samemu wyciągać wnioski na podstawie tego, co widzimy), no i... zwroty akcji. I tutaj dygresja i apel do recenzentów gier wszelakich: nie, to, że coś jest zaskakujące nie oznacza z automatu, że jest to zaleta. Niespodzianka sama w sobie nie ma wartości. Może działać, lub nie działać. Fakt znajomości tego, co się wydarzy może być sam w sobie największa siłą scenariusza i wiele dzieł bazuje właśnie na poznaniu i zrozumieniu drogi do znanego efektu, a nie na zaskakiwaniu. Niestety, wytworzyła się dziwna skłonność autorów do prowadzenia walki, w której celem jest pokonanie swojego odbiorcy. Celowe rozczarowywanie czytelnika jest chyba najbardziej irytującą mnie rzeczą, z jaką się spotykam. Drugą jest nagminne zabijanie głównych postaci, żeby oszczędzić sobie problemu z zastanawianiem się, jak potoczy się jej dalsze życie z bagażem nowych wydarzeń. Ale ten temat już sobie odpuszczę.
Skracając, to że ktoś ma coś wartościowego do przekazania nie oznacza, że zrobi to dobrze i odbiorca nie ma prawa tego poddać ocenie. Nie róbmy z twórców gier bogów, którzy poznali odpowiedź na każde pytanie.

Taki obraz pojawia się przed moimi oczami, gdy składam do kupy to, co odebrałem z otoczenia przez kilka ostatnich tygodni i zdaje się, że jest zgoła odmienny od tego, co widzi autor swoimi.
Parafrazując, być może gry powinny chcieć nam przekazać coś więcej niż „wciśnij X, żeby poczuć smutek”.

Niemniej, cała sytuacja (wyłączając skrajne patologie) jest na swój fascynująca do obserwowania i czekam na więcej akcji tego typu.

Przepraszam, chyba wyszedł mi dłuższy felieton z odpowiedzi do felietonu niż sam felieton :D.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl