Nie wiem czy komentarz się dodał, wiec pisze jeszcze raz. ;)
Najbardziej wyczekiwana gra 2018 roku, która okazała się lekkim zawodem. Nie zrozumcie mnie źle - RDR2 to świetna gra, okraszona niesamowitą grafiką, niezliczoną ilością aktywności pobocznych i ciekawych postaci. Ale jest to tez zarazem gra moim zdaniem sztucznie wydłużona, która meczy po godzinie grania. Postacie są ciekawe, ale niecharyzmatyczne. Twórcy postawili na ogromną mapę, po której poruszanie się zajmuje wieki, a to niezwykle męczy gracza przy dłuższej sesji. Red Dead jest świetną grą akcji, ale bardzo słabym RPG, którym w naprawdę dużym stopniu stara się być. System craftingu, wybory, które są tylko iluzjami wyborów i rozwój obozu, który nijak mnie satysfakcjonował. Często RDR2, przynajmniej u nas porównywane jest do Wiedźmina 3. I tutaj postaram się wykorzystać to porównanie, bo chodzi o już wcześniej wspominaną charyzmę bohaterów. W Wiedźminie jednym z aspektów, który najbardziej mnie przyciągnął były genialnie napisane dialogi, pasujące do postaci. Talar, który słynął z tego, ze nawet jeśli używał jakichś wulgaryzmów, to nie braliśmy go za zwykłego prostaka. Filippa Eilhart, która swoją, ze tak się wyrażę, s**owatością podbiła moje serce. A w RDR2, jak ma się sytuacja? Główny bohater, który gra twardziela, ale i tak ugina się pod prośbami praktycznie każdej napotkanej postaci. Micach, który miał być stereotypowym świrem, a wyszedł na miernego, w ogole niecharyzmatycznego idiotę, który może polerować buty Trevorowi z GTAV. Rzeczą, która również niemiło mnie zaskoczyła, to...Brak wątku miłosnego. O ile jeszcze pare lat temu nie miałoby to większego znaczenia, tak aktualnie jest to nieodłączny fragment gier Akcji/RPG. (The last of us 1/2, Wiedzminy, a nawet takie produkcje jak Uncharted, czy starsze GoWy.)