"konieczne jest posiadanie oryginalnej wersji Dooma 2 i nowoczesnego kodu źródłowego"
Nie kodu źródłowego tylko portu źródłowego
23 osoby posiadają wehikuł czasu
Widzę tu sporo negatywnych opinii i wydaje mi się, że większość z nich wynika z błędnych oczekiwań. Temple of Elemental Evil jest adaptacją modułu do papierowego D&D i robi to bardzo wiernie, bo tak wyglądał materiał źródłowy. Więc ludzie, którzy oczekują kolejnego Baldura czy Tormenta powinni jej unikać, bo tutaj tego nie znajdą. Gra jest głównie kierowana do tych co lubią walkę w D&D, a TOEE ma do dziś najlepszą implementację zasad D&D3.5.
Polecam zagrać w moda do Unreal Tournament, Return To Na Pali: Ultimate Edition. Autorzy moda wydłużyli dodatek o 10 nowych map (z czego 9 zostało wziętych z wersji beta podstawki, a jedna to mapa deathmatchowa dostosowana do singla), które zostały uzupełnione o wiadomości z translatora i przerobione tak, by pasowały do reszty kampanii, dodali nowe warianty przeciwników, muzykę z bety, naprawili błędy z oryginalnych map, usunęli zbędne gatki-szmatki między poziomami. Co prawda mod wciąż ma całkowicie niepotrzebne nowe bronie, ale jest wart zagrania, bo czyni RTNP tym, czym powinien być od początku.
Porównaj sobie jak wyglądają samochody, samoloty, hologramy, ubrania w obu grach. Hologramy są świetnym przykładem - w DX1 są one zbliżone do tych jakie można spotkać dzisiaj, w DX3 natomiast łatwo je pomylić z prawdziwą osobą. Co do lokacji, to problem ten nie dotyczy tylko Hengshy, Detroit w niczym nie przypomina swojego prawdziwego odpowiednika, podczas gdy w jedynce są one prawie odtworzone ze zdjęć satelitarnych. Jedną z moich ulubionych cech pierwowzoru był fakt, że przyszłość była przedstawiona w bardzo przekonywujący sposób, czego nie mogę powiedzieć o prequelu. Detroit to w ogóle zmarnowany potencjał moim zdaniem, twórcy nie poszli w ślady autorów części pierwszej, czyli poruszyć tematy, które mają spore prawdopodobieństwo na stanie się rzeczywistością (co swoją drogą Ion Storm się udało, wystarczy tylko spojrzeć na tematy terroryzmu czy inwigilacji, które naprawdę popularne stały się po premierze gry), podczas gdy w przypadku Detroit wystarczyło wykorzystać problemy, które trapią miasto dziś i wywołują zamieszki, i prawdopodobnie będą to robić w przyszłości. Szczerze protesty przeciw ulepszonym ludziom nie przekonały mnie.
Ty chyba raczysz żartować. To nowe Deus Exy poszły mocno w sci-fi. Świat Deus Ex 1 jest bardzo podobny do tego jaki znamy dzisiaj. HR po samym wyglądzie miast i rozwiniętej technologii wygląda jak sequel Invisible War, a przypominam, że dzieje się 25 lat przed jedynką. Więc to nowsze części serii są bardziej podobne do typowego cyberpunku niż kultowa jedynka. Szczerze taka niekonsekwencja bardzo mnie irytuje, wygląda to jakby twórcy chcieli tak naprawdę zrobić własną grę i jest tylko jednym z powodów, dla których uważam części serii od Eidosu za średnie.
Przyznam się, że kompletnie nie rozumiem tak dużego sukcesu i kultu tej gry. Wydarzenia z Human Revolution dzieją się 25 lat przed pierwszym Deus Exem a mimo to miasta wyglądają bardziej futurystycznie niż te z Invisible War (dziejącego się 45 lat po HR!), hologramy można łatwo pomylić z prawdziwą postacią i nie posiadają żadnych przezroczystych elementów, podczas gdy te występujące w pierwowzorze przypominały te z jakimi można się zetknąć dzisiaj. Cała fabuła skupiona jest wokół jednego zagadnienia - augmentacji i wszyscy napotykani ludzie mówią o nich, tak jakby David Sarif był członkiem ich rodziny. No właśnie, wszczepy. W Deus Exie zdecydowana większość spotykanych ludzi ich nie posiadała a jeśli już, to byli to agenci służb specjalnych, lub ludzie z rządu. Za to w HR prawie wszyscy ludzie są ulepszeni, nawet biedni ze slumsów, mimo że najpierw trzeba było mieć pieniądze by sobie na ten zabieg pozwolić i kończyło się to zastąpieniem kończyn mechanicznymi oraz branie do końca życia narkotyku, aby ciało nie odrzuciło wszczepów. Więc głównymi zainteresowanymi powinni być ci, co stracili część ciała w, np. wypadku. I inni powinni się cieszyć, że mogą oni funkcjonować, jak każdy inny. Ale nie, tu ludzie są tak podzieleni, że wywołują ZAMIESZKI! Naprawdę? Nie można było wybrać któregoś z problemów faktycznie występujących w Detroit? Siłą Deus Exa było to, że przedstawiał problemy, które można było przewidzieć! Do tego NPC nie zachowują się jak prawdziwi ludzie. O uproszczeniach względem oryginału i zakończeniach nie będę się rozpisywał, bo jest to nieporozumienie. Wydaje mi się, że deweloperzy z Eidos Montreal nie rozumieją, co czyniło tę grę wyjątkową i tak naprawdę chcieli zrobić coś na wzór Ghost in the Shell. A najnowszy Thief tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu.
To miała być chyba kolejna zmiana przez Laidlawa, tak jak zmienił imiona postaci i nazwy własne.
Mod mający być kontynuacją pierwszego dodatku do jedynki, Opposing Force 2, miał dziać się pół roku po Wojnie Siedmiogodzinnej. Niestety mod jest martwy od kilku lat i jedyne co po nim zostało to screeny i krótkie demo.
Nie potrzebny żaden remaster. Ściągasz port źródłowy Dooma (najlepsze efekty daje GZDoom), przekładasz heretic.wad do folderu z portem i grasz w wysokiej rozdzielczości z obsługą kart graficznych.
Co ty bredzisz, że brak obsługi myszki, skoro już Wolfenstein 3D obsługiwał ją. Niegrywalna? Jak ocenia się stare gry według dzisiejszych standardów to może być niegrywalna.
Tylko ta gra ma tytuł Fallout i oceniam ją jako Fallouta. A jest ona całkowitym zaprzeczeniem klasycznych odsłon serii.
Tak, przecież Fallout zawsze był symulatorem postapokaliptycznego mordercy wszystkiego co się rusza.
No i to jest Fallout 3 na jakiego czekałem! Zarówno NCR, jak i Legion Cezara zostali pokazani w szarych barwach - NCR nie jest takie dobre, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało a Cezar ma swoje powody i nie chce wszystkich zabić dlatego, że jest zły. Wróciły cechy początkowe, wreszcie zbalansowano VATS, fabuła bije na głowę tę z tej abominacji Fallouta 3.
Jedyny problem New Vegas to masa błędów, ale to głównie wina krótkich terminów Bethesdy, oraz jednego z najgorszych silników wszechczasów.
Fallout 3 jest zdecydowanie jednym z moich największych growych rozczarowań w historii. Nie posiada praktycznie żadnych cech, które czyniły dwie pierwsze odsłony grami wspaniałymi. Frakcje przedstawione są w biało-czarnych barwach - dobre Bractwo i zła Enklawa. Nie ma oczywiście możliwości przyłączenia się do tych drugich. Gra posiada pełno absurdów, które były by nie do pomyślenia w poprzednich częściach, np. po atomowym kataklizmie, nikt nie zajął się uprawą roli i pewnie wszyscy wciąż żyją z konserw. Albo karze negatywną karmą za zabicie ghula planującego bezsensowny mord na niewinnych mieszkańcach Tempenny Tower. Nie ma możliwości wybrania specjalnych umiejętności na początku gry. Ciała z jakiegoś powodu rozpadają się po kilku strzałach z pistoletu. Nie można przekonać przeciwników w pierwszej lokacji do odłożenia broni, tak jak to miało miejsce w świątyni w F2. O zakończeniu nie będę się rozpisywał, ponieważ jest to totalne nieporozumienie. Bethesda oczywiście wolała generyczne, orkiestrowe pobrzdękiwania Inona Zura, mimo że Mark Morgan chciał zrobić muzykę do tej gry
Fallout 3 jedt dobrą grą, ale bardzo kiepskim Falloutem. "Jedynka", "dwójka" i New Vegas pokazują, że serię stać na dużo więcej.
Czekam, aż Gearbox zabierze się za Opposing Force 2, bo historia kończy się równym cliffhangerem, co niesławny Episode Two. A sama gra jest równie dobra, co podstawka. Dużo nowych broni, całkowicie nowa rasa przeciwników, te same wydarzenia z perspektywy innej osoby. Czegóż chcieć więcej? Pewnie, że krótszy, w końcu to rozszerzenie, wiadomo, mniejszy budżet itd. Wstydził nie zagrać.
Historia z Wolfenstein 3D i Spear of Destiny nie jest kontynuowana przez najnowsze odsłony. RTCW zrestartowało serię. Według Wolfensteina 3D Niemcy przegrali wojnę.
Ale ty wiesz, że nowe Wolfensteiny nie są kontynuacjami Wolf3D? RTCW był restartem serii. A tak na marginesie, to Hitler jest wspomniany w kilku miejscach w The New Order i ma się świetnie.