Powolne, ociężałe stąpnięcia niosły się echem po kamiennej posadzce. Ich właściciel jeszcze przed chwilą stał pod przeciwną ścianą lochu, ale gdy inni zebrani w dużej, wspólnej celi więźniowie usłyszeli jego kroki żaden nie odważył się go uprzedzić.
Z uwagi na panujący półmrok Grimes mógł przyjrzeć się ochotnikowi dopiero, gdy padło na niego światło pochodni. Sam uchodził za wysokiego nawet pośród przedstawicieli swojej rasy, ale bydlę, które miał przed sobą było naprawdę imponujące.
Musiał podnieść wzrok, aby spojrzeć w jego skryte w cieniu, głęboko osadzone, jaskrawożółte oczy. Szybko zauważył znajdujące się nieco niżej, wystające z dolnej wargi kły, których kolor był tylko odrobinę stonowany w porównaniu z oczami.
- Co trzeba zrobić? – ork zdawał się mówić powoli, jakby z wysiłkiem.
- Możesz zacząć od przedstawienia się, a potem zobaczymy.
Zielony olbrzym robił dobre pierwsze wrażenie. Był pół nagi, ale panujące w lochu zimno zdawało mu się nie przeszkadzać. Grimes podejrzewał, że ciężko było mu znaleźć koszulę, której rękawy nie przegrałaby starcia z jego potężnymi ramionami. Jego tors był równie potężny, a pod nim zwisał olbrzymi, pokryty bliznami bebech.
- Kluk gro-Bulon – przedstawił się ork i zaczął niecierpliwie spacerować na granicy rzucanego przez pochodnię światła.
- Opowiedz mi o sobie Kluk. Za co siedzisz?
- Urwałem rękę takiemu jednemu co to nie chciał mi futra dać. Potem jacyś z mieczami, w ładnych zbrojach przyszli i chcieli się bić. No to się biliśmy. Jak mieli już dość to tylko stanęli dookoła i się patrzyli na mnie jak matoły, a ja byłem zmęczony więc przykryłem się wywalczonym futrem i poszedłem spać. Obudziłem się tutaj.
Porucznik słuchał uważnie nie odrywając wzroku od swojego rozmówcy. Ciężko było mu uwierzyć, że jeden ork był w stanie spuścić taki łomot wyszkolonym strażnikom. Słyszał co prawda o jakichś zamieszkach na targu, ale uznał, że ludzie wyolbrzymiają skalę problemu dla rozrywki.
- Sam dałeś radę tym wszystkim strażnikom, czy to tylko kłamstwo mające pomóc ci się stąd wydostać? – Grimes spytał kiedy Kluk zatrzymał się w patrzył się w niego jakby czekając na reakcję.
- Kłamstwo? Mama zawsze mówiła, że kłamstwo to sposób ludzi na ukrycie tego co zrobili, lub tego co myślą. Ja się w czary nie bawię. Nie zmieniam tego co było w coś czego nie było – w jego słowach widać było szczerą dezorientację.
Porucznik pokręcił głową. W końcu dochodziło do niego z jakim typem przestępcy ma do czynienia. Zbyt tępym żeby zrozumieć, że robi coś złego.
- Sądząc po reakcji twoich kolegów z lochu tutaj też narozrabiałeś. Lubisz się ostro zabawić? – Zauważył, że przez cały czas ich rozmowy pozostali więźniowie byli zaskakująco małomówni, stali tylko poza granicą światła, a część z nich odsunęła się nawet w głębsze partie wspólnej celi.
- Zabawić? Jak podchodzą i gadają głupie rzeczy, albo próbują czegoś to urywam im ręce. Mało to zabawne, bo potem głośno krzyczą. Jak ktoś nie gada i nie robi głupich rzeczy to ręce ma całe. Tatko zawsze gadał dużo głupot. Że niby za głupi jestem na wodza, albo, że mama to jego najmniej ulubiona żona. Jak mu urwałem głowę to już nic nie mówił. Potem mama kazała mi sobie iść. No to poszedłem prosto przed siebie.
Porucznik długo bił się z myślami. Z jednej strony wzięcie takiego jełopa na misję wydawało mu się praktycznie morderstwem, z drugiej był na tyle duży, a z tego co mówił w dodatku silny, że spokojnie mógł przyjąć na siebie cios, który miałby zabić bardziej wartościowego członka ekspedycji.
- Co tak wolno myślisz? Może też nie jesteś za mądry – ork uśmiechnął się głupio jakby właśnie opowiedział wyśmienity dowcip.
- Słuchaj uważnie, Kluk. Stamtąd, dokąd zmierzamy często się nie wraca. Czekają na nas ciemności, pułapki oraz bestie, które położyły już niejednego śmiałka. Nie jestem w stanie zagwarantować bezpieczeństwa twojego, ani innych uczestników wyprawy dlatego muszę wiedzieć, że wiesz na co się piszesz.
- Daj mi topór, a zabiję wszystko. Lepiej mi będzie tam niż tutaj, albo cały czas idąc do przodu.
Grimes znany był z podejmowania złych decyzji, ale w tym momencie czuł, że zostawia te „złe” daleko za sobą i wkracza na terytorium tych zwyczajnie głupich.
- Masz tę robotę – powiedział wyciągając rękę w kierunku zielonego idioty.