W szczególności chciałbym życzyć wszystkim pracownikom GOLa wielu czytelników oraz widzów. Jesteście chyba najstarszym polskim serwisem i sądzę, iż nie bez powodu także tym największym. Niech wasza pasja, oddanie i miłość do gier nigdy was nie opuszczają, a te święta pozwolą wam spędzić przyjemny czas w rodzinnych gronach. Jeżeli także znajdzie się chwila, mam nadzieję, że pozwoli ona wam na powrót do tych tytułów, przez które pokochaliście ten rodzaj nie tylko rozrywki, ale też sztuki
PS Mam nadzieję, że także wasz nowy serwis o filmach będzie zyskiwał wielu czytelników <3
Przyjmując, że mogę użyć postaci z Star Wars, gdyż znajduje się ona w grze, wybieram hrabiego Dooku. Składają się na to dwa powody:
1) jestem w momencie wstawiania tego zgłoszenia jakieś 10 - 12 godzin przed sprzątaniem swojego pokoju, gdzie panuje okropny bałagan typu maturalnego
2) nie chciałbym, aby kara była zbyt ciężka (naprawdę mam okropny bałagan haha), a umiejętność używania mocy może nieszczęśnikowi w dużym stopniu pomóc sprawnie odpracować swoje winy

Opcja niecodzienna? Owszem, ale skoro gwiazdka zniknęła lepiej umieścić zamiast niej coś oryginalnego zamiast podobnego. Myślę, że uśmiechnięta postać z logo Fallout'a 4 może kojarzyć się z atmosferą świąt, które powinny być wesołe i szczęśliwe. Trzeba tylko uważać na dobór gości, gdyż niektórzy mogą doszukać się w tej ikonie symbolu sodomy i gomory, co może trochę popsuć rodzinną wigilię.
Definitywnie LEGO Star Wars III. Nawet ciężko mi sobie wyobrazić ile wspaniałych chwil spędziłem z tą grą będąc dzieckiem. Dzięki niej pokochałem to uniwersum. Myślę, że dla młodej osoby, która wyłącznie gra w tytuły online, taka gra idealnie by się sprawdziła. Zwłaszcza, że mógłbym pograć razem z nią i osobiście pokazać jej jak fajnie czasem jest się oderwać od multi i pobawić się z kimś razem przed jednym ekranem.
Stawiam na Apheliosa z dwóch powodów. Pierwszy dosyć oczywisty związany jest z jego popularnością w grze. Festyn musi poprowadzić ktoś dobrze znany, a także i kojarzony przez tych, którzy w LoLa nie grają. Drugi powód wiąże się z jego wyglądem. Nie jest on podobny do znanych powszechnie celebrytów, więc na pewno obecność kogoś takiego przykułaby uwagę zebranych osób. Myślę, że dzięki tym faktom uczestnicy festynu nie byliby aż tak zawiedzeni nieobecnością wcześniej zapowiadanego prowadzącego.
Wybieram Age of Empires 2. Choć efekty niszczenia budynków nawet w najnowszej wersji gry nie są w stanie dorównać świeżym strategiom, to jednak AoE2 nie tylko takie fajerwerki dostarcza. Moim zdaniem istota sylwestrowych wystrzałów nie wiąże się tylko z samym ich wyglądem, lecz także z naszymi emocjami, które one wywołują. Tak samo obraz bitew z AoE2 potrafi wywoływać ogromne emocje, zwłaszcza gdy gra się ze znajomymi i to niezależnie od tego czy razem czy przeciwko sobie. Co więcej rozgrywki w tej klasycznej strategii potrafią się trochę przeciągać (choć oczywiście nie tak jak w Cywilizacji), więc przy odrobinie szczęścia partia rozpoczęta w sylwestrowy wieczór może się zakończyć akurat u wrót nowego roku.
Oh, the tempture outside is delightful,
And Your PC seems so frightful,
And since you've no game to play
Let it wait, let it wait, let it wait
It doesn't show signs of working
And I brought some things against revolting
The screen is turned down low
Let it wait, let it wait, let it wait
When we finally repair before night
How I'll hate working before the celebrate
But if you really hold yourself tight
To the Christmas You'll be great
The Christmas is slowly coming
And, my dear, we're still playing
But as long as they last.
Let PC wait, let he wait, let he wait.
Jedynym z najlepszych przywódców jakich spotkałem w grach jest Lawrence z Arabii. Ta historyczna postać ma swój epizod w kampanii Battlefield 1. Chociaż w grze nie jest obecny zbyt długo, to jednak dosyć szybko gracz wyrabia sobie o nim pochlebną opinię. Widać wyraźnie, że wspierał nie tylko formalnie, ale również emocjonalnie arabskich powstańców. Rozmawiał z żołnierzami, w tym z protagonistką tej części gry. Starał się nawiązać z nimi bezpośredni kontakt. Wierzył w ich umiejętności. Przy jego kreacji wewnątrz gry warto nadmienić jeden fakt historyczny. Otóż jako jedna z ważniejszych postaci w armii brytyjskiej na Bliskim Wschodzie, od początku wiedział, iż umowa o utworzeniu niepodległego państwa Arabów zostanie niedotrzymana. Dręczyło to jego sumienie, gdyż miał świadomość, że prowadzi powstańców na bezsensowną śmierć. Mimo obowiązku służby Jego Królewskiej Mości, robił jednak wszystko, aby Arabowie zdobyli tereny w Syrii i postawili światowe mocarstwa przed faktem dokonanym dotyczącym utworzenia niepodległego państwa. Ten plan się niestety się nie udał, a po wojnie w trakcie konferencji pokojowej w Paryżu, ziemie Arabów zostały zajęte przez Wielką Brytanię i Francję. Chociaż w trakcie niej Lawrensowi udało się pozyskać wiele wpływowych osób dla opcji utworzenia niepodległego państwa, to jednak mocarstwa nie były tym pomysłem w żadnym stopniu zainteresowane.
Reasumując, odnosząc się już do kwestii bałwaniego ruchu oporu, jego cechy przywódcze, determinacja, umiejętność odnalezienia wspólnego języka z żołnierzami, a także kierowanie się nie tylko zobowiązaniami, lecz również uczuciami (twórcy epoki polskiego romantyzmu by go polubili :D) sprawiają, że z pewnością sprawdziłby się jako dowódca. Bałwany miały by szczęście walczyć pod jego komendami, jakkolwiek to dziwnie nie brzmi.
Mój wybór pada na Sacred 2: Fallen Angel z bardzo osobistego powodu. Otóż, mając ledwie 11 lat, grałem w nią niemal codziennie... bez funkcji zapisu. Jest to gra mojego dzieciństwa, a fakt tego w jaki sposób spędziłem w niej wiele godzin dodaje sentymentu. Jak wiele dzieciaków z Polski, swój pierwszy komputer dostałem po pierwszej komunii od mitycznego wujka (w tym przypadku kuzyna). Znalazłem na nim trochę spiraconych gier w tym właśnie wersję próbną Sacred 2. Od razu po pierwszej rozgrywce bardzo mi się spodobała, głównie ze względu na budowę świata gry (klimat, fabuła, kreacja rzeczywistości itp.). Jednak następnego dnia okazało się, że bez wpisania klucza aktywacyjnego można ją włączyć tylko raz. Szczęśliwie zauważyłem, że każdorazowo po stworzeniu nowego użytkownika na PC można ponownie włączyć grę, lecz trzeba ją przechodzić od początku. Nie zniechęciło mnie to jednak w żadnym stopniu. Codziennie przez długi okres czasu próbowałem dojść jak najdalej, dopóki rodzinie nie kazali wyłączać sprzętu. Myślę, że właśnie ze względu na ten fakt, byłbym w stanie mimo niedogodności w postaci braku zapisu, co jakiś czas do niej wracać.
Na marginesie dodam, że niestety w późniejszym czasie nigdy nie udało mi się tej gry w przejść całości. W trakcie przechodzenia jej po zakupie fizycznej kopii, ze względu na potrzebę reinstalacji systemu operacyjnego utraciłem klucz aktywacyjny. Kupiłem także wersję na Steamie, lecz jest ona nie grywalna, gdyż bardzo często się zawiesza :(

Pierwszą odpowiedzią, która przyszła mi do głowy, było GTA V, a mówiąc dokładniej, plaża Vespucci w Los Santos. Nie jest to jednak miejsce idealne, gdyż jest zatłoczone. Co więcej twórcy wzorowali je na prawdziwej lokacji w Los Angeles (bodajże Venice Beach), więc ten wybór byłby pójściem z mojej strony na łatwiznę. Dlatego postawiłem na coś zupełnie innego. Otóż moim zdaniem warto byłoby odwiedzić lokację z rozdziału 12. z gry Uncharted 4. Jest to niewielki archipelag pośrodku morza, gdzie główny bohater, wraz z swoim bratem, próbował znaleźć wskazówki odnośnie lokalizacji Libertalii. Co prawda, w przeciwieństwie do niego, nie byłbym zainteresowany zwiedzaniem ruin, to jednak bardzo chętnie przyjrzałbym się im z bliska. Najlepiej posiadając przy tym, tak jak Nathan, niewielką łódź z zapasem dobrego browaru, a także jakąś bliską mi osobę, bądź osoby. Mógłbym także poopalać się na plaży, słuchając wyłącznie szumu wody i "śpiewu" mew bez żadnego gwaru, tak jakby to miało miejsce w Los Santos. Ciepło, spokój, czyste wody morza, piękne widoki, bujna roślinność, plaża... Czego chcieć więcej?
Lubię niekonwencjonalne wybory, dlatego do pomocy wybrałbym Agenta 47. Z pewnością, słysząc jego imię, nasuwa się pytanie: w jaki sposób zabójca byłby w stanie malować bombki? Otóż wbrew pozorom jestem wręcz przekonany, że protagonista z serii gier Hitman poradziłby sobie. Jest on niesamowicie "adaptacyjny". Mam tutaj na myśli fakt, iż bardzo szybko jest w stanie nauczyć się nowych rzeczy. Weźmy na tapet choćby jego zlecenie z Paryża, gdy w trakcie pokazu mody musiał zabić dwa cele. Agent 47 podczas tego zadania nie miał jakiegokolwiek problemu z udawaniem barmana, kucharza, czy nawet modela. Co więcej jego zdolności manualne i finezyjność z pewnością mogłyby być bardzo przydatne podczas malowania ozdób. Może nawet takie zadanie pozwoliłoby na wywołanie w nim jakichś pozytywnych emocji?
Myślę, że idealnym utworem, który mógłby przygotować moich znajomych na nadejście nowego roku jest "Taking you there" od Broods w wersji akustycznej. Został on użyty w Life is Strange: Before the Storm. W 2020 roku wielu z nas poznało osobiście istotę bezpośrednich kontaktów międzyludzkich. W czasach pandemii nieraz z powodu obostrzeń są one utrudnione. Mój wybór padł właśnie na ową piosenkę, gdyż porusza ona kwestię kontaktów między ukochanymi. Pokazuje ogrom emocji jakie wiążą się z miłością i tęsknotą. Wielu moich znajomych podczas tej epidemiologicznej rzeczywistości ma utrudniony kontakt ze swoimi drugimi połówkami. Dlatego uważam, że utwór ten może choćby w pewnym stopniu ukoić ich cierpienia. Mój wybór padł na ten kawałek także z powodu treści poruszanych przez grę. LiS:BtS pokazuje istotę przyjaźni, tego jak wielką odgrywa rolę w życiu człowieka. Uważam, że także każdy z nas, spotykając się z najbliższymi po długim okresie niewidywania się podczas wiosny, mógł po części poczuć to, co główne bohaterki tej gry, gdy "odkryły siebie". Reasumując, moim zdaniem warto jest rozpocząć przygotowania do następnego roku od podsumowania tego, co obecnym rok nam pokazał. Zarówno "Taking you there" jak i gra, w której został ten utwór użyty, mogą w tym pomóc. To właśnie świadczy według mnie o słuszności tego wyboru.
Rozdział 21
Echa piątego miesiąca
Chodź poszukiwania skarbu rycerzy spod Giewontu trwały już 37. dzień, Nathan oraz Lara nie zdołali jeszcze wejść do siedziby pradawnych rycerzy. Można by rzec, że przed nimi czekał jeszcze jeden boss, jedna najpotężniejsza przeszkoda ku znalezieniu tego, po co przybyli. Nie wiedzieć czemu w dniu, w którym wreszcie ujrzeli pradawną budowlę, znajdowała się koło niej grupa... pracowników Poczty Polskiej. Szczęśliwie udało się im przeniknąć bez wzbudzenia niczyich podejrzeć do wnętrza skarbca. Tam jednak czekało ich zaskoczenie. Owszem odnaleźli oni skrzynię, mającą skrywać dawny skarb, lecz w środku znajdowały się...
- Pakiety Wyborcze?! - wykrzyknął Nate?!
- Co ty bredzisz? - zapytała Lara?
- Tu są tylko jakieś karty do głosowania w kopertach. - rzekł z ogromnym zawodem i zdziwieniem Nathan - Zaraz, ktoś nadchodzi!
- Witam szanownych zwycięzców - odezwał się nagle wchodzący do skarbca jegomość w ciemnogranatowym ubraniu.
- Kim pan jest? - zapytał się Nate.
- Listonoszem - odrzekł - Zapewne zastanawiacie się dlaczego w tej skrzyni są pakiety wyborcze. Otóż pochodzą one z majowych wyborów. Jako, że koszt ich utylizacji przewyższa znane zapewne obecnemu czytelnikowi tego opowiadania 70 milionów, postanowiliśmy rozpuścić plotkę o pradawnym skarbie tutejszych rycerzy. Od teraz owe pakiety należą do państwa w ramach prawa o rzeczach znalezionych, a także są uważane jako wasza nagroda.
- Ale przecież wiadomo kto jest ich właścicielem. - powiedziała Lara.
- Sądzę, iż zapomniałem już o tym. Nie zapomnijcie tylko o zapłaceniu podatku od nagród (psst, nie tyczy to się tylko Lary i Nathana). Pamiętajcie, 10%.
I w ten oto sposób zamiast 70 milionów w złocie, Lara oraz Nathan zostali z ponad 30 milionami kart do głosowania i podatkiem do zapłacenia.
Wybór obiektywnie najlepszej gry kooperacyjnej nie jest prosty, dlatego posłużę się bardziej personalną argumentacją. Moim zdaniem najlepiej zagrać w A Way Out. Czy ta gra posiada jakiś specjalny zimowy klimat? Nie. Czy może świąteczny? Nie. Czy pojawia się w niej jakikolwiek motyw związany z obecną porą roku? Nie. Jest to jednak świetny tytuł, który wręcz w sposób nowatorski przedstawia bardzo osobliwy proces budowy przyjaźni między głównymi bohaterami. Nie znam żadnej innej gry, która stawiałaby wyłącznie na kooperację, nie pozwalając na przejście jej solo, a przy tym posiadającej tak dobrze napisaną historię. Tytuł ten przechodziłem w okresie świątecznym dwa lata temu z osobą, która wówczas dopiero stawała się dla mnie przyjacielem. Można rzecz, że tak jak w grze między Vincentem i Leo, nasza przyjaźń ulegała w trakcie rozgrywki budowie i wzmacnianiu i trwa do dzisiaj. I to jest chyba dla mnie główny powód, dlaczego tak dobrze wspominam ten tytuł, i dlaczego tak bardzo polecam go innym do przejścia w tym świątecznym czasie.
Skoro prezent musi być drobny, mam pomysł co mógłbym podarować Bastionowi. Myślę, że chciałbym mu przekazać zawieszkę do broni o wyglądzie klasycznego Rolls - Royce. Podczas meczów w trybie eskorty, zdarza się, że Bastion jest ustawiany na transportowanym ładunku. Na niektórych mapach owy ładunek wyglądem przypomina klasyczne modele samochodów tej brytyjskiej marki. Dlatego właśnie chciałbym podarować mu taką oto zawieszkę, która mogłaby mu przypominać jego wszelkie wspaniałe i zwycięskie momenty z pola bitwy.
Akt I: Valhalla (nie)wita
Agent Specjalny w służbie Odyna: inspektor Ramzes. Jeden z najlepszych ludzi w tej branży. Jest właśnie na drodze ku Valhalli. Kilka dni temu zaginął tam niejaki Eivor, podopieczny Freji. Jest uznawany za chorego psychicznie. Bogini opiekuje się nim. Jednocześnie, aby nie zatracił się on w swoim szaleństwie, stara mu się wyznaczać różne zadania. Ostatnio padło na ścięcie drzewka na choinkę. Niestety, jak już zostało wspomniane, zaginął. Ramzes ma go odnaleźć.
- Agent Specjalny Ramzes, kłaniam się do usług.
- Witam. Jestem Freja. Zapewne jest pan w sprawie ostatniego zaginięcia.
- Zgadza się – odpowiedział agent – będę potrzebował od pani informacji na temat jego zachowania przed tym zdarzeniem.
- W tej kwestii nie będzie potrzebne żadne przesłuchanie. Eivor był dosyć przykładnym sługą, który jednak miał swoje pewne problemy w kwestii zachowania.
- Ale…
- Więcej nie powiem. – odrzekła stanowczo Freja - Może pan za to na dobry początek sprawdzić jego pokój. Może to co pan tam znajdzie da jakieś wskazówki gdzie go odnaleźć.
- Z całym szacunkiem, ale na moje żądanie mam bezwzględne prawo panią przesłuchać. – wyrzekł z delikatnym poirytowaniem Ramzes – Działam na polecenie Odyna, stojącego wyżej w hierarchii od pani.
- To stójcie sobie razem w tej hierarchii. Ja swojego zdania nie zmienię – odpowiedziała z nutą agresji Freja – Proszę także łaskawie zostawić swój topór w tamtej szopie po prawej. Zostanie tam zamknięty, gdyż na terenie mojego ogrodu nie można się poruszać z bronią.
- Słucham?! Przecież jest mi on potrzebna do obrony. Nie wiadomo przecież czy Eivor na przykład nie został porwany?
W tym momencie Ramzes był już mocno zdenerwowany. Nie dość, że nie mógł przesłuchać bogini, to na dodatek musi zostawić swoją broń. Miał ochotę odrzec Freji, że rezygnuje z prowadzenia dochodzenia, lecz coś jednak nie pozwalało mu na to. Niestety, nie był w stanie określić co konkretnie. Gdy przez moment próbował odnaleźć odpowiedź, jego wewnętrzne dywagacje nagle przerwała Freja:
- Niech się pan uspokoi. To jest mój ogród i to są moje zasady i będzie musiał się pan do nich zastosować.
- A co jeśli się nie dostosuję i zrezygnuję? – zapytał z drwiną agent.
- Dostosuje się pan, czuję to. – odrzekła pewna siebie bogini – A teraz jeszcze raz proponuję, aby przeszukał szanowny pan agent pokój Eivora. Zaprowadzę.
Akt II: Ostrosłup Eivora
Gdy Ramzes znalazł się w pokoju Eivora miał wreszcie chwilę, aby rozważyć w spokoju znaczenie słów Freji. „Dostosuje się pan, czuje to”… Skąd ona to wiedziała? Przecież ani mnie nie znała wcześniej, ani nie posiada mocy, które umożliwiłyby jej zajrzenie w mój umysł? Na owe pytania agent szukał odpowiedzi przez dłuższą chwilę. W końcu jednak poddawszy się, rozpoczął oględziny pokoju zaginionego sługi. Pierwszą rzeczą, jaka mu się rzuciła w oczy, była kwestia kształtu pomieszczenia. Wielki ostrosłup, wyglądający wręcz na foremny. Idealnie równa podstawa, identyczne ściany. Było to zadziwiające o tyle, gdyż pierwszy raz w życiu Ramzes widział, aby ktoś budował pomieszczenia w ten sposób. Gdy jednak agent zaczął przyglądać się pomieszczeniu zdziwił się jeszcze bardziej. Cały pokój był pełen masek i koron, które wyglądały na należące do faraonów. Nie mógł się mylić, znał przecież doskonale jak wyglądają atrybuty faraona i jak wygląda ich pogrzeb. Chociaż nie wiedział właściwie dlaczego, był pewien swojej wiedzy.
Po szczegółowym przeszukaniu pokoju i nie odnalezieniu właściwie żadnej wyraźnej wskazówki, która mogłaby wskazywać na miejsce przebywania Eivora, przeszedł do głównego „salonu” drzewa Freji. Właśnie tam spotkało go największe zdziwienie. Ujrzał choinkę, żywą i pięknie przystrojoną. Wyglądała na iglasty świerk pochodzący z pobliskiego lasu. Tylko przecież… Freja wspominała, że Eivor zaginął w trakcie wykonywania zadnia polegającego właśnie na ścięciu i przyniesieniu drzewka. Trzeba było to natychmiast wyjaśnić. Ramzes odnalazł Freję w ogrodzie.
- Dlaczego w salonie znajduje się choinka? – zapytał spokojnie agent.
- Przecież święta się zbliżają. – odpowiedziała zdziwiona pytaniem bogini.
- Mówiła pani, że drzewko miał ściąć i przynieść Eivor. A on przecież zaginął. – odrzekł wyraźnie już zdezorientowany Ramzes.
- Nic takiego nie mówiłam. Eivor miał pójść do szopy w lesie i zostawić tam trochę jedzenia dla leśnych stworzeń. – odrzekła równie zaskoczona Freja – Lepiej niech pan tam zajrzy w poszukiwaniu poszlak.
- Dobrze, w takim razie uczynię to.
Ramzes jednak nie zamierzał nigdzie się wybierać. A przynajmniej nie bez broni. Jego zdziwienia nie da się ująć w słowach. Wiedział, że Freja coś przed nim ukrywa. Tylko po co? Dlaczego w ogóle on się tutaj znalazł. Po namyśle agent stwierdził, że wybierze się do tej szopy w nocy. Nie chciał tam wybierać się bez swojego topora ze względu na zagrożenia. Postanowił więc, że zaczeka do zmroku, aby móc wykraść własną broń, którą Freja zabezpieczyła.
Akt III: Las tajemnic
Ramzes nie miał większych problemów z odzyskaniem topora. Zdziwiony jednak był tym, iż na jego broni znajdowały się drewniane wióry. Nie pamiętał tego, aby używał swojego oręża do rąbania drewna. Nie zastanawiał się mimo wszystko nad tym długo, gdyż kwestia kłamstw Freji była bardziej istotna. O dziwo agent odnalazł leśną szopę dosyć szybko. Tam jednak czekało go zaskoczenie w postaci… Freji:
- Witaj… Eivorze – powitała go bogini.
- Słucham?! Co przede mną ukrywasz? Dlaczego mnie tak nazywasz?
- Pora przedstawić tobie prawdę. Ramzes nie istnieje. Nigdy kogoś takiego nie było. To ty go stworzyłeś w swojej głowie. Eivorze, byłeś dawniej agentem służb specjalnych Odyna. Widziałeś wiele bólu i cierpienia, widziałeś jak Kratos wybijał bogów Olimpu. To spowodowało u ciebie głęboki uraz psychiczny, który doprowadził do zaburzeń osobowości. Prawdopodobnie w ten sposób chciałeś ukryć to co widziałeś przed samym sobą. Stworzyłeś postać Ramzesa. Coraz częściej wchodziłeś w jego rolę, aż całkowicie wyparłeś się siebie – Eivora.
- I ja mam w to uwierzyć?! – wydarł się wręcz… Eivor – To ty próbujesz mnie okłamać. Skrywasz jakąś niecną prawdę.
- Pozwól mi dokończyć spokojnie Eivorze. Cały poprzedni dzień, który przeżyłeś, był starannie zaplanowanym przedstawieniem. Zacznijmy może od kwestii twojego topora. Jak sam zapewne zauważyłeś znajdują się na nim drewniane wióry. Otóż twoim ostatnim zadaniem, zanim całkowicie wyrzekłeś się siebie było ścięcie drzewka na choinkę. Przyszło to ci właściwie bez żadnych trudów, a choinka znajduje się w salonie.
- Równie dobrze wióry mogły być w tej kanciapie, gdzie go schowałaś.
- Nie przerywaj mi proszę. Dalej, widząc twoje działania, postanowiłam o zorganizowaniu wspomnianym już przedstawieniu. Podczas całego dnia pozwoliłam ci zostać agentem Ramzesem, który poszukuje Eivora. Wiedziałam jakie ruchy wykonasz, bo cię znam. Gdy groziłeś mi porzuceniem sprawy zdawałam sobie sprawę z tego, że iż tak nie zrobisz, gdyż czułeś, że nie możesz. Dalej specjalnie skierowałam ciebie do twojego pokoju. Przypominał ci ostrosłup, racja? Jest w kształcie piramidy. Za to wszystkie atrybuty faraonów, które się w nim znajdują, należały do faraona Ramzesa II. Czyż nie nazywałeś siebie Ramzesem? Na koniec specjalnie cię okłamałam i wskazałam ci to miejsce, abyś tutaj dotarł. Czy nie wygląda to logicznie?
- Tak, ale, jak to? Jak to możliwe? Przecież możesz chcieć chociażby… aby pokazać, że jestem niespełna zmysłów. – odrzekł wyraźnie zakłopotany Eivor.
- Zastanów się. Czułeś, że musisz tu zostać. Znałeś doskonale atrybuty władców Egiptu. Twój topór jest ubrudzony wiórami. Jesteś Eivorem. Dzięki temu przedstawieniu chciałam tobie pokazać, że Ramzes to tylko twoja imaginacja. Proszę, zastanów się.
- To się wszystko zgadza, ale jeśli, jeśli… Co teraz?
Przyjmując, że science - fiction jest podgatunkiem fantasy (jest to kwestia dyskusyjna), myślę, że najlepiej w roli producentów zabawek sprawdziliby się przedstawiciele rasy Ewoków z księżyca Endor. Choć może się wydawać, iż rasa ta nie posiada wysokich zdolności do obsługi urządzeń potrzebnych do stworzenia prezentów, to jednak nie jest to żadną przeszkodą. Ewoki są bardzo inteligentne, lecz ich forma komunikacji jest dosyć prymitywna, dlatego potrzebna by była pomoc droida protokolarnego. Jest to właściwie ich jedyna wada, za to waga zalet jest ogromna. Zacznijmy od tego, że rasa ta jest uzdolniona manualnie. Są w stanie produkować wszelakie narzędzia. Istotny jest także ich wygląd. Nie jest w żadnym stopniu odstraszający. Przypominają małe, słodkie misie, co może się podobać dzieciom, czyli, mówiąc formalnie, docelowej grupie odbiorców zabawek. Pozwalałoby to im na ewentualne zastąpienie ich szefa w roznoszeniu zabawek, jeżeli wystąpiłaby taka potrzeba. Warto również zwrócić uwagę na to, iż Ewoki potrafią się doskonale bronić, więc sprawdziłyby się w roli ochroniarzy, którzy chroniliby fabryki przed ewentualnymi złodziejami. Dzięki temu święty Mikołaj mógłby trochę zaoszczędzić na pensjach. Co więcej, mówiąc kolokwialnie, te małe misie potrafią same wyprodukować potrzebną broń. Kolejna oszczędność :)
Jak widać Ewoki idealnie nadają się do pełnienia roli pomocników św. Mikołaja. Uzdolniona manualnie rasa, która sama potrafiłaby obronić ich miejsca pracy. A za to jedyny problem z nimi związany jest do rozwiązania.
Hmmm... jaki kolor może dokonać destrukcji świątecznego czasu? Myślę, że zdecydowanie czerwony. Nie dlatego jednak, że barwa ta kojarzy się z krwią, zwłaszcza jeżeli za dużo gra się w Amonga. Otóż w świątecznym okresie nic tak nie psuje nastroju jak piękna, wyrazista, ogromna czerwona plama barszczu na białej koszuli w Wigilię. Spokojna biesiada nagle zamienia się w desperacką próbę ratowania tej jedynej, najładniejszej koszuli, jakiej już nigdy mieć nie będziesz. Ogarnia cię strach. Czujesz już oddech lucyfera, tudzież rodzicielki na plecach. Starasz się w przeciągu chwili odnaleźć tę resztkę pervolu, czy innego środka, która znajduje się na samym dnie dawno nieotwieranej szuflady. A gdy już twój skarb zostaje odnaleziony, okazuje się, że nie chce on pokonać twego czerwonego wroga. Przegrany wracasz do stołu, twój nastrój ulega zupełnej dewastacji... aż na Polsacie rozpoczyna się seans Kevina samego w domu.
To byłby chyba jeden z najtrudniejszych wyborów w moim życiu. W ciągu ostatnich lat powstało wiele świetnych tytułów, w które trzeba zagrać, lecz niestety nie każdy z nich nadawałby się jako ten pierwszy.
Do polepszenia atmosfery rodzinnej na pewno dobra byłaby gra, w którą można grać na split screenie, bądź w klika osób, np. Little Big Planet, lecz moim zdaniem przygody z najlepszą dziedziną rozrywki nie należy zaczynać od tego typu tytułów (nie umniejszam oczywiście ich wartości). Przygodę z grami trzeba koniecznie rozpocząć od tytułu, który potrafi 'wgnieść w ziemię', który zachęciłby do pozostania z tym rynkiem na dłużej. Dlatego postawiłbym na Life is Strange. Sterowanie w tej grze jest bardzo proste, dzięki czemu moi rodzice szybko nauczyli by się 'naciskać odpowiednie klawisze'. Z przyjemnością zaprezentowanym im jedno z najbardziej wzruszających dzieł sztuki XXI wieku. Jestem przekonany, że zaraz po ukończeniu tego tytułu zapytaliby się mnie: Damian, a gdzie jest druga część? Następnego dnia za to graliby już w prequel.
Moim zdaniem to nie ma tak, że Cesarstwo albo Gromowładni. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, powiedziałbym, że orków. Ekhm… orków, którzy podali mi pomocną łapę, kiedy sobie nie radziłem, kiedy byłem sam. I co ciekawe, to właśnie przypadkowe potyczki wpływają na nasze życie. Chodzi o to, że kiedy posiada się pewne uzbrojenie, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się odpowiedniego lootu, który by tak rzec, który pomaga się nam rozwijać. Ja miałem szczęście, by tak rzec, ponieważ je znalazłem. I dziękuję orkom. Dziękuję im, życie to miecz, życie to łuk, życie to magia. Wielu ludzi pyta mnie o to samo, ale jak ty to robisz? Skąd czerpiesz te zasoby? A ja odpowiadam, że to proste, to umiłowanie wolności, to właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład atakuje przeciwników, a jutro… kto wie, dlaczego by nie, zostanę wystrzelony w powietrze i będę ot, choćby krzyczeć… fus… ro…..dah.
Pozdrawiam :)