Proszę czytać po kliknięciu na "Wszystkie komentarze", coby był ładny podział na strofy :). Piosenka pisana na harcerską modłę, idealna przy ognisku podczas pieczenia kiełbasek. Pozdrawiam, Jaśminowa.
"O dzielnym skrybie"
Polak-artysta, Ćwiekiem nazywany
wnet w lazurowym utonął zachwycie,
gdy na Banoi mile powitany
poznał gorące, tropikalne życie.
ref.
Zieleń i błękit, i błękit i zieleń
- tylko dwie barwy, a wrażeń tak wiele.
Pośród zieleni blask złocistej plaży.
Kto wie, co tutaj jeszcze się wydarzy.
Lokaj Luigi, jak Alfred z Batmana,
był sympatyczny, mimo srogiej miny.
Podobnie kucharz, Anton, który z rana
lubił się napić soku z żurawiny.
ref.
Zieleń i błękit....
Royal Palms Resort był kwaterą marzeń,
jak amfiteatr otwarty na morze.
Do stymulacji pozytywnych wrażeń
- w pokoju plazma i ogromne łoże.
ref.
Zieleń i błękit....
Jakub, choć z autem niezaprzyjaźniony,
wybrał się jeepem w niecodzienną trasę.
Wniosek był jeden: bądź ubezpieczony.
W innym wypadku możesz stracić kasę.
ref.
Zieleń i błękit....
Z Alem Pacino na koszulki przodzie
podjął się Kuba nie byle wyzwania.
Wszak to Ken Ballard, na wieczornym głodzie,
niełatwy kąsek do... porozmawiania.
ref.
Zieleń i błękit....
Wraz z Jeanem pisarz znów zaznał przygody,
choć do warsztatu droga niezbyt długa.
Poznał kobietę, niezwykłej urody,
lecz na przeszkodzie stanęła... papuga.
ref.
Zieleń i błękit....
Wśród bezimiennych flaszeczek z trunkami
i dźwięków wycia do rockowych hitów,
obgadywali problemy z babami -
Kuba, Luigi i Anton – do świtu.
ref.
Zieleń i błękit....
Jako artysta, kreatywny wielce,
Jakub wprowadził reformę rozrywki.
Mój czytelniku, jeśli jesteś Niemcem,
wiedz, że Polacy kochają zagrywki.
ref.
Zieleń i błękit....
Niespodziewanie, ranka ostatniego,
Kubę zbudziła dziewczynka zmartwiona.
To mała Kathy, fanka psa Scoobiego,
a za nią cała familia stęskniona.
ref.
Zieleń i błękit....
To jest już koniec, razem zaśpiewajmy,
bo w kupie siła, wspólnie można więcej!
Po raz ostatni wszystko z siebie dajmy,
Wyspie Banoi i Kubie w podzięce,
refren!
Zieleń i błękit, i błękit i zieleń
- tylko dwie barwy, a wrażeń tak wiele.
Pośród zieleni blask złocistej plaży.
Kto wie, co kiedyś jeszcze się wydarzy.
Do siedziby Tajemniczej Spółki jak co tydzień zawitał listonosz. Tym razem na jego twarzy nie widniał typowy, zawadiacki uśmieszek, a grymas niezadowolenia i wysiłku. Z niemałym trudem postawił przesyłkę na biurku Kudłatego, który pałaszował właśnie obficie oblanego lukrem pączka.
Jak się okazało, w paczce znajdował się list od niejakiego Kennetha Ballarda, managera hotelu Royal Palms Resort na odległej, tajemniczej wyspie Banoi. Wyspie, o istnieniu której żaden z piątki naszych bohaterów nigdy wcześniej nie słyszał. Ciężaru przesyłki dopełniał sporej wielkości kamień, którego struktura do złudzenia przypominała skorupę orzecha kokosowego.
"Nasz hotel" - pisał Ballard, - "słynie z okolicznych palm i przepysznych kokosów, które w niecodzienny sposób przyrządza szef kuchni, Anton. Niestety od tygodnia mamy problem z zapewnieniem klientom wystarczającej ilości tego przysmaku. Podejrzewam, że palmy zostały przeklęte przez wyznawców Voodoo, pierwotnych mieszkańców Banoi. Dojrzałe orzechy po prostu kamienieją. Przesyłam dowód i proszę o przybycie na nasz koszt."
Kiedy Fred odczytał trzy ostatnie słowa listu, Scooby i Kudłaty jednocześnie podskoczyli z radości. Przecież nie ma to jak all inclusive za darmo, czyż nie?
Po dotarciu na wyspę (tak, Wehikuł Tajemnic udało się przetransportować promem) piątka przyjaciół rozdzieliła się na dwie grupy: Kudłaty i Scooby zostali w hotelu, by podpytać przyjezdnych, a Velma, Fred i Daphne udali się do siedziby voodooistów.
Jako że wiadomym jest, co tygryski lubią najbardziej, "chłopaki" obrali na cel tutejszy bufet. Gdzieś pomiędzy zupą krabową a deserem zdołali zapoznać kilkunastu turystów: 50-letniego włoskiego reżysera i jego uroczą, dwukrotnie młodszą narzeczoną; amerykańskie małżeństwo z wiecznie rozbrykaną kilkuletnią córeczką; grupę pięciorga emerytów szukających wrażeń; artystę plastyka z Brazylii oraz blond piosenkarkę, która szykowała swoją ekipę do nagrania video o tym, jak bardzo jest szalona.
W sercu tubylczej wioski panowała przeraźliwa cisza. Na widok mnóstwa groźnie wytrzeszczonych oczu, Daphne chwyciła Freda pod ramię. Velma podeszła do - najstarszej jej zdaniem - kobiety i grzecznie zapytała, czy może wyjaśnić tę sprawę z kamieniami zamiast kokosów. Po angielsku, francusku, i na wszelki wypadek w języku suahili. Nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi. Nagle okrążyło ich kilkunastu młodych mężczyzn ubranych jedynie w przepaski wiązane na biodrach. Zaczęli rytmicznie, psychodelicznie wręcz, tupać i pohukiwać. Kobieta wówczas odparła tylko: "To nie my". Niedługo potem za zwiewającą trójką bohaterów aż się kurzyło.
Wieczorem Tajemnicza Spółka urządziła naradę w hotelowym pokoju. I siedzieliby tak pewnie do rana, nie znajdując rozwiązania zagadki, gdyby nie Kudłaty i jego wiecznie pusty żołądek. Ze swym psim kompanem wymknęli się z pokoju pod pretekstem zaczerpnięcia świeżego powietrza i udali się w stronę kuchni. Przechodząc obok jednego z pokoi, usłyszeli stukanie. Nieregularne dźwięki zaniepokoiły ich, ale że nie słynęli z nadzwyczajnej odwagi, nie zdecydowali się zapukać do drzwi. Z pokoju obok wyszedł wówczas jeden z poznanych wcześniej emerytów. Zapytany, czy nie dziwi go owe stukanie, odparł, że swoich towarzyszy poznał w Programie Rozrywki dla Niedosłyszących, więc zwyczajnie nie podkręca aparatu słuchowego; a dźwięki dochodzące zza ściany to oznaka tego, że artysta jest przy pracy. Podobno właściciel hotelu zamówił u niego swoje popiersie.
Po powrocie z kuchni umorusany czekoladą Kudłaty opowiedział o całym zdarzeniu reszcie przyjaciół. Scooby wtrącił tylko, że sam zastanawia się nad karierą rzeźbiarza - jednakże w nietypowym tworzywie - bo w cieście biszkoptowym. A zamiast dłuta będzie używał widelca. Velma bezzwłocznie zarządziła sprawdzenie pokoju artysty.
Okazało się, że rzeczywiście kamienne kokosy to była jego sprawka. W "atelier" bohaterowie znaleźli kolejną porcję rzeźb, którą Brazylijczyk zamierzał podrzucić pod wybrane palmy tej nocy. Natomiast w łazience odkryli, że mężczyzna ukrywał prawdziwe orzechy gdzie tylko mógł: w wannie, w szafce za lustrem, między ręcznikami na półce. Po wezwaniu Ballarda przybył i Anton ze swoim ulubionym tasakiem w ręce. Schwytany oszust tłumaczył tylko, że za bardzo uwielbia smak kokosów, by się nim dzielić z innymi.
Sprawa została wyjaśniona, a następny dzień Ballard ustanowił Dniem Kokosów i wszyscy mogli się nimi zajadać za darmo :-).
Już się wyskakałam z radości, więc mogę coś napisać. Dziękuję :D i czekam niecierpliwie na kolejną notkę!
Zawładnęłaś mną bez trudu, nie wiem czy z pomocą voodoo //
Czy nadzwyczaj pięknym ciałem - jak kukiełka oniemiałem //
Zniewoliłaś myśli moje - i, choć papug się nie boję //
Głos Twej Wangi wzbudził dreszcze, krzyczę: JESZCZE! Moje dziewczę!
PS. Najlepiej wykonać ów performens boso, w spódniczce z trawy, rozkosznie kręcąc bioderkami, z gumowym kurczakiem pod pachą ;)
Drogi Jakubie, jako że ja sama wielką wagę przywiązuję do kwestii rodziny, proponuję, żebyś w razie morderczej ciszy wyciągnął z portfela zdjęcia swoich dzieci i powiedział coś w stylu "jedyne, czego mi tutaj brakuje, to tylko moje szkraby - resztę "atrakcji" mam zapewnioną :)". Może nawiążecie rozmowę o jego rodzinie?
Drugi temat do napomknięcia to sport: czy istnieje taki sportowiec z Polski, o którym jest głośno nawet na takiej wyspie - przykładowo czy zna Małysza, Pudziana... Chociaż lepiej nie wspominać tematu Kubicy, bo sam wiesz, że nim to Ty nie jesteś :P. Jeepa zmienić w kosiarkę do lasu - to tylko Polak potrafi.
Pomysł nr 3: Jak już się trochę dogadacie i będziesz mógł zarzucić żarcikiem, powiedz, że w jednym z polskich barów usłyszałeś, jak bardzo kulturalny mężczyzna bez szyi, podszedłszy do baru razem ze swoją blond wybranką, powiedział: "Jedno MODŻAJTO dla mojej świni!". Hłe hłe, a u Was tu pełna kultura.
Co dalej?.. Możesz zapytać o architekturę hotelowego budynku. Czy tylko Tobie kojarzy się ona z operą w Sydney. Jak długo powstawała ta konstrukcja. Jeśli w jakiś sposób odpowie, że długo, stwierdź, że warto było czekać, bo widoki są nieziemskie. Trochę łechtanka po gardziołku menedżera chyba nie zaszkodzi ;).
Ostatnie, co przychodzi mi do głowy, to zapytać się czy możesz zrobić sobie zdjęcie z kierownikiem tegoż przybytku :) coby oczywiście przedstawić go serdecznie w swojej realcji z pobytu.
Pozdrawiam.