No w Lamencie to jednak "parę" osób ginie ;) Generalnie koreańskie kino jest sztos, już pomijam fakt horrorów, ale na thrillerach psychologicznych ich kinematografia stoi i żadna Szwecja, US czy nawet Japonia nie mają podejścia. W każdym razie Lament jest filmem obłędnie skonstruowanym, niepokojącym, specyficznym (na pewno nie dla osób, które z kinem koreańskim mają styczność po raz pierwszy, wszak koreańczycy lubują się w klejeniu gatunków, mamy tu więc dramat, komedię, horror a nawet pastisz). Plus są to przeważnie bardzo długie, żeby nie powiedzieć - rozciągnięte obrazy. W każdym razie, z tego "regionu" bardzo fajny jest też Priests, ciekawe spojrzenie na egzorcyzmy księży katolickich w kraju, gdzie chrześcijaństwo to co prawda przeważająca religia, ale nadal jest to tylko ~30%. Mamy więc dość oryginalne podejście łączące znane nam z kina i literatury "klasyczne" Prayer of command, ale też "wsparcie" buddyzmu, taoizmu czy konfucjanizmu. Serio, bardzo polecam.
Nawet na takim, wydawać by się mogło, neutralnym portalu, pojawiają się polityczne trolle. Strach się bać (i nie mówię o Twoim komentarzu, drogi Rickerto, a o odpowiedzi na tenże). Jeśli chodzi o Elbę i w ogóle Mroczną Wieżę, to wieść gminna niesie, że sam King popłakał się, gdy obejrzał te "arcydzieło kinematografii" ;) Zdecydowanie polecam, jeśli chodzi o srebrny ekran, Castle Rock, które ładnie żongluje kingowską tematyką. W kwestii pozostałej części wypowiedzi - imponujące :) I fakt, wychodzę z tego samego założenia: nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Poczekajmy, zobaczymy cóż nam ten Netflix zgotuje. Acz, biorąc pod uwagę, że do roli Geralta zatrudnili aktora, który ma obecnie swój złoty czas w Hollywood, to liczę, że się postarają i nie będziemy mieli powtórki z rozrywki a'la netflixowskie MCU.