HellSpawn

HellSpawn ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2020 23:21
odpowiedz
HellSpawn
3

Micareth patrzyła, jak porucznik wychodzi z groty. Nie zatrzymała go, nie zaoferowała słowa pożegnania. Miała przeczucie, że kiedyś mogą go jeszcze zobaczyć. Ale teraz, jak słusznie zauważył Grimes, czekało na nich zadanie. Dosyć poważne zadanie, jeśli wnioskować z zapisków na wręczonej im kartce. Kobieta przesunęła wzrokiem po treści trzykrotnie zanim znów ją złożyła i schowała.
Wstała.
– Słyszeliście porucznika. Pakować manatki, ruszamy dalej.
Sha’anks posłał jej niemrawy uśmiech i zabrał się do roboty, podczas gdy urzędnik dalej stał w miejscu. Nie miał w zasadzie nic do pakowania, więc milczał. Micareth również zajęła się zbieraniem kilku rzeczy, które pozwoliła sobie wyjąć z torby. Cały czas myślała o tym, co się z nimi stanie, gdy wrócą do Greymoor. Jeśli dowody nie kłamały i Beinard rzeczywiście był za tę sytuację odpowiedzialny, pewnie spodziewał się ich powrotu. Nie była pewna, czy w ogóle uda im się skontaktować z Gutrimem. Istniała minimalna szansa na to, że kapitan jeszcze nie usłyszał raportu od wampirzego lorda, ale nie liczyła na to.
– Micareth chyba za bardzo się czymś przejmuje. – Usłyszała nad sobą.
Zerknęła w górę, na Sha’anksa. Kocur pochylał się lekko nad jej kucającą postacią z ciekawością i pewnego rodzaju zatroskaniem. Wojowniczka pokręciła jedynie głową i podniosła się z ziemi.
– Zastanawiam się tylko, co robić. Raczej nie możemy liczyć na miłe powitanie ze strony Beinarda. Nie wejdziemy do Fortu od tak.
– Sha’anks nie widzi problemu.
Micareth westchnęła.
– Sha’anks, oni nas tam zabiją bez mrugnięcia okiem, jeśli tylko im się pokażemy.
Sha’anks spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Przecież Sha’anksowi chodzi o to, że nikt nas nie zobaczy. Sha’anks wszędzie wejdzie niezauważony.
Nie do końca wierzyła, ale nie skomentowała. Nawet by nie zdążyła, gdyby chciała; ich “towarzysz” postanowił wreszcie zacząć uczestnictwo w rozmowie:
– Nie rozumiem. Jak chcesz przekraść się do jednego z najlepiej strzeżonych fortów?
Sha’anks zaśmiał się.
– Sha’anks widział lepiej strzeżone burdele! – odparł między chichotami.
– Dobra, wystarczy już tych pogaduszek. Im szybciej wyruszymy, tym większe szanse, że dojdziemy tam przed zmrokiem – rzekła do nich, zarzucając torbę na ramię.
Zaczęła iść przed siebie, celowo ignorując komentarz Sha’anksa o tym, jak to zabawa zaczyna się dopiero nocą. Za sobą usłyszała kroki jej towarzyszy, choć Khajiit zrównał się z nią w kilku sekundach. Co jakiś czas musiała tylko zerknąć przez ramię, czy ich “dowód” na pewno idzie z nimi. Lepiej dla niego, aby nie zaczął uciekać. Naprawdę nie miała ochoty znowu go ogłuszać.
***
W pobliżu Fortu znaleźli się niedługo przed zmierzchem. Micareth wciąż nie wiedziała, czy uda im się porozmawiać z Gutrimem zanim Beinard zorientuje się, że wrócili.
“O ile się zorientuje,” szepnęła część jej podświadomości brzmiąca irytująco podobnie do Sha’anksa. Micareth ją zignorowała. W tym planie nie było żadnych pewnych, więc wolała nie myśleć zbyt optymistycznie. Istniało duże prawdopodobieństwo, że zawiodą i nawet nie wyjdą z tego żywo.
Szczerze, Micareth nie bała się śmierci. Jedynym jej życzeniem było, aby zginąć z honorem. Niestety, obecnie nie miała wielkich szans na spełnienie tego pragnienia. Zapewne urządzą jej publiczną i ośmieszającą egzekucję. Albo zabiją na miejscu, a zwłoki zbeszczeszczą, zostawią lub wrzucą do rzeki. Wszystko zależało od wyobraźni kapitana i jego ludzi.
– Sha’anks wejdzie i sprowadzi pana sierżanta – odezwał się stojący niedaleko Khajiit.
Wojowniczka skinęła głową. To była obecnie ich najbezpieczniejsza opcja, nawet jeśli narażali jednego członka ich drużyny. O ile ich dwuosobowy skład można było jeszcze nazwać drużyną, ale o tym Micareth wolała jeszcze nie myśleć.
Przysiadła na ziemi, cały czas obserwując powoli malejącą i znikającą sylwetkę Sha’anksa. Teraz pozostało im jedynie czekać. Albo na sojuszników, albo na armię.
I czekali. Długo, jeśli wnioskować po tym, że słońce zdążyło już zajść. Micareth z każdą chwilą czuła, jak mięśnie sztywnieją od ciągłego napięcia. Zaczynała już wątpić w to, że Khajiit wróci żywy. Może lepiej by było się wycofać, wziąć urzędnika i uciekać jak najdalej. To jest, dopóki mają jeszcze na to szansę.
Bodil również nie wyglądał na szczęśliwego. Cały czas rozglądał się dookoła i wyglądał jak spłoszony jeleń. Pewnie niedługo ucieknie, jeśli Micareth go nie przypilnuje. Możliwe, że powstrzymywanie go nawet nie miało sensu. Rozdzielenie się z jednej strony ich bardziej narażało, ale z drugiej zbijało z tropu, bo nie wiadomo było, za kim iść, kto ma ważniejsze informacje. Nie, jednak nie. Ich armia była na tyle duża, że mogli ich oboje złapać bez problemu.
Micareth wstała. Już chyba dość łudzenia się, że Sha’anks jeszcze wróci.
– Droga przyjaciółka chyba nie chciała zostawić Sha’anksa samego, prawda? – Zza jej pleców odezwał się głos kocura.
Spojrzała przez ramię i uśmiechnęła się niemrawo.
– Skądże. Chciałam tylko rozprostować kości.
Wrócił. To dobrze.
I nie był sam. Micareth rozpoznała sierżanta Gutrima i szeregowego Bentrama, ale razem z nimi stało kilku mężczyzn, których nie kojarzyła. Sądząc po rozluźnionej postawie Sha’anksa, mogła uznać ich za ludzi godnych zaufania.
Podeszła do Gutrima i wyciągnęła złożoną kartkę.
– Porucznik chciał, abym ci to dała. Wyruszył na poszukiwania lekarstwa – mówiąc to, podała mu papier.
Nastała chwila milczenia, podczas której sierżant zapoznał się z treścią “listu”.
– Wiedziałem, że z tą misją jest coś nie tak – mruknął, po czym zmierzył wzrokiem Micareth i Sha’anksa. – Jest jeszcze coś, co pominął?
– Niewiele. Opisał wszystko to, co najważniejsze – odpowiedziała wojowniczka, jako jedyna, która przeczytała kartkę z trójki podróżnych.
Sierżant Gutrim skinął głową.
– Myślę, że najlepiej, abyśmy tutaj się rozstali, jeśli nie chcecie być w to jeszcze bardziej zamieszani.
Micareth zerknęła na Sha’anksa. Szczerze, chciała zostać i doprowadzić to do końca. Problem był taki, że jej misja się zakończyła. Mieli zrobić rekonesans. Zadanie wykonane. Pytanie tylko: co dalej?
– Sha’anks i Micareth pójdą chyba w swoją stronę. Sha’anks życzy panu sierżantowi i pozostałym szczęścia.
Khajiit złapał Micareth za rękę i pociągnął. Kobieta machnęła jedynie ręką i podążyła za kocurem. Najwidoczniej on wiedział, co dalej.
– Gdzie idziemy? – spytała, gdy odgłosy rozmów żołnierzy przestały być dla niej słyszalne.
– Sha’anks myśli, że przed siebie. Sha’anks i Micareth zrobili to, co do nich należało. Pan sierżant i reszta poradzą sobie dalej.
Micareth westchnęła. Miał rację.
– To co teraz?
Chwila ciszy.
– Sha’anks nie wie. Dziwne są wyroki bogów. Sha’anks myśli, że po prostu trzeba iść dalej.

Iść dalej. Micareth chyba mogła tyle zrobić.

02.07.2020 00:00
odpowiedz
HellSpawn
3

Angra zaś widział jak podkomendni przemykają bokiem, nieniepokojeni, a schodząca na dalszy plan część niego była zadowolona.
Rzucił się na wroga łącząc szał Nordów i rodzące się w nim wampirze pragnienie krwi. Jeżeli miał zamienić się w takiego skurwysyna to przynajmniej zamorduje paru innych. Walczył z większą dzikością i zawziętością niż zazwyczaj, wręcz zwierzęco, lecz bardziej krwiożerczo.
Sha’anks wzdrygnął patrząc na przemieniającego się porucznika, ale wiedział, że w tym stanie już nie ma dla niego drogi powrotnej. Najlepsze co mógł dla niego, siebie i Micareth zrobić to uciekać i ostrzec Greymoor i ta opcja była najbliższa również tej jego mniej honorowej części.
Złapał Micareth, ale nie mógł taszczyć dwóch osób więc po prostu pobiegł w kierunku wyjścia ponaglając ją sykami i okrzykami.
Zza najbliższego zakrętu wyskoczył na nich kolejny wampir dzierżacy dwa sztylety, ale Sha'nks nawet nie zwalniając wbił mu pazury w przedramię, rozciął je głęboko i pobiegł dalej.

17.06.2020 23:41
odpowiedz
1 odpowiedź
HellSpawn
3

Należały do wysokiego, ale raczej chuderlawego Khajiit o burej sierści i brązowych oczach.
Grimes rzadko spotykał przybyszów z Elsweyr, a do tych których znał podchodził nieufnie. Miałe mały problem z określeniem wieku ochotnika. Wydawał się jednak młody. Jego szara pręgowana sierść nie nosiła jeszcze śladów siwizny i wyglądał na sprawnego i zdrowego. Za to na nadgarstkach miał wyraźne odciski po niezbyt dopasowanych kajdanach tutejszych strażników, a kilka świeżych siniaków utwierdziło porucznika w przekonaniu, że z większym niż współwięźniowie, lecz nadal marnym sukcesem próbował opuścić to miejsce.
Podszedł do kraty i oparł się o ścianę przed Angrem. Przyjrzał mu się i przewiercił go wzrokiem.
- Rozumiem, że dla nas ma to wyglądać jak możliwość ucieczki przed karą, ale przejrzałem już lepsze sztuczki. Mimo to wolę umrzeć dla jednookiego żołnierza niż kuternogi kata.
Strażnik, o którym była mowa i rzeczywiście posiadał tylko część prawej nogi spojrzał na niego z wrogością i ruszył w stronę klatki, ale Grimes powstrzymał go ręką. W przeciwległym kącie, wśród z ciśniętych więźniów słychać było chichoty.
Przyjrzał się jeszcze raz ochotnikowi. Może na początku tego nie zauważył, ale teraz był pewien. Miał przed sobą lidera. Nienawidził liderów, miał pod sobą ludzi, ale jego zwierzchnictwo wynikało z wypracowanej pozycji. Jeżeli kazałby swoim ludziom walczyć do upadłego wynikałoby to z dziesiątek bitew, które przeżył i lat doświadczeń. Lider dominował podwładnych charyzmą i mógł równie dobrze prowadzić ludzi w niego wierzących do zwycięstwa lub na stos, i tak by za nim poszli.
Jeżeli absurdy stopni wojskowych czegoś Grimesa nauczyły to tego, aby pluć na takich ludzi. Lata egzystencji w strukturach wojsk Paktu pokazały mu jednak, że każdego lidera można było złamać. Za najlepszy przykład mógł posłużyć dowódca jego pierwszego oddziału, który był po prostu najbardziej charyzmatycznym i ogadanym z szeregowych. Tacy ludzie doprowadzają do śmierci tych najbardziej zagubionych na wojnie, czyli żołnierzy pierwszej linii frontu.
Jednak postawienie przy wyborze drużyny na takiego zuchwalca miało zalety. Ten w przeciwieństwie do współwięźniów nie będzie szukał szansy by wbić mu nóż w plecy, a szansy by go sobie podporządkować.
- Zaraz się przekonamy kto jest górą, kiciusiu. – pomyślał, po czym odchrząknął znacząco i zapytał.
- Za co tutaj siedzisz?
Strażnik więzienny trzymający dotychczas w rękach podniszczoną księgę otworzył ją i po chwili znalazł palcem na stronie odpowiednią linijkę.
- Awantury w lokalnych karczmach, rabunek, próba przemytu nielegalnych… - Grimes uciszył go ręką i spojrzał na ochotnika.
- To prawda? Pospolity rzezimieszka i łotr z zadupia?
Więzień prychnął zirytowany, a Angern wiedział, że mocno go uraził, przynajmniej jego ego.
- Najemnik z Gyrodiil. Wiozłem przesyłkę dla pewnego kupca, który wędrował do Whiterun.
Grimes uśmiechnął się do siebie w duchu. Miał rację, Khajiit chciał mu zaimponować. Jedyne co mógł odczytać z jego wyglądu to przynależność do armii, więc sam wyciągnął tą maskę. A może naprawdę był najemnikiem? Trudno powiedzieć. Nawet jeżeli kłamie przyda się.
- Dobra nadasz się. Jak cię zwą?
- Do’ener – odparł z wahaniem, jakby zastanawiał się czy ktoś zna to imię
- Dobra, wypuść go i oddaj to co miał w chwili aresztowania. – zwrócił się do strażnika
Strażnik oniemiał na te słowa, a następnie parskając z gniewu zaczął besztać Angrea.
- Ależ panie poruczniku! Więźień skłamał w trakcie przesłuchanie powinniśmy jeszcze raz przeprowadzić dochodzenie, przesłuchać…
Grimes przeszył go wzrokiem i strażnik zamilkł zanim jeszcze mu to nakazał i tylko skwapliwie wypuścił więźnia i udał się do strażnicy gdzie trzymano własność zatrzymanych.
- Widzę, że macie odpowiedni stosunek do zaznaczanie swojej pozycji kapitanie. – zachichotał Do’ener równocześnie patrząc kpiąco na wciąż uwięzionych, kiedy jeszcze niedawni towarzysze patrzyli na niego z mieszanką nienawiści i zdziwienia.
- Nie cieszcie się za bardzo, wyruszamy do Blackreach. – odwarknął Grimes, jednak nazwa jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc w okolicy nie wywarła zamierzonego efektu. Do’ener uśmiechnął się pod nosem i powiedział.
- Doprawdy? Nie tak dawno musiałem z stamtąd uciekać.
Angre zdziwił się. Nie spodziewał się, że trafił na kogoś kto był w Blackreach i do tego nie przestraszył się perspektywy powrotu tam, jednak nie dał się zbić z tropu i ponaglił idącego w ich stronę strażnika niosącego rzeczy jego towarzysza.
- Ubieraj się i weź to co potrzebne. Mamy jeszcze kupę roboty. – odparł z niesmakiem w głosie, po czym udał się wraz ze swoim nowym kocim towarzyszem w kierunku targu pod murami fortu.

Notka do redakcji: W pierwszym rozdziale użyto Blackreach, co czasem tłumaczy się na polski jako Czarna przystań, przynajmniej przy TES V. Brzmi trochę gorzej, ale w sumie sam nie wiem.

02.03.2019 15:49
odpowiedz
HellSpawn
3

Chyba sobie kupię nowy monitor.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl