halleyshiro

halleyshiro ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2020 23:12
halleyshiro
odpowiedz
halleyshiro
2

Micareth patrzyła, jak porucznik wychodzi z groty. Nie zatrzymała go, nie zaoferowała słowa pożegnania. Miała przeczucie, że kiedyś mogą go jeszcze zobaczyć. Ale teraz, jak słusznie zauważył Grimes, czekało na nich zadanie. Dosyć poważne zadanie, jeśli wnioskować z zapisków na wręczonej im kartce. Kobieta przesunęła wzrokiem po treści trzykrotnie zanim znów ją złożyła i schowała.
Wstała.
– Słyszeliście porucznika. Pakować manatki, ruszamy dalej.
Sha’anks posłał jej niemrawy uśmiech i zabrał się do roboty, podczas gdy urzędnik dalej stał w miejscu. Nie miał w zasadzie nic do pakowania, więc milczał. Micareth również zajęła się zbieraniem kilku rzeczy, które pozwoliła sobie wyjąć z torby. Cały czas myślała o tym, co się z nimi stanie, gdy wrócą do Greymoor. Jeśli dowody nie kłamały i Beinard rzeczywiście był za tę sytuację odpowiedzialny, pewnie spodziewał się ich powrotu. Nie była pewna, czy w ogóle uda im się skontaktować z Gutrimem. Istniała minimalna szansa na to, że kapitan jeszcze nie usłyszał raportu od wampirzego lorda, ale nie liczyła na to.
– Micareth chyba za bardzo się czymś przejmuje. – Usłyszała nad sobą.
Zerknęła w górę, na Sha’anksa. Kocur pochylał się lekko nad jej kucającą postacią z ciekawością i pewnego rodzaju zatroskaniem. Wojowniczka pokręciła jedynie głową i podniosła się z ziemi.
– Zastanawiam się tylko, co robić. Raczej nie możemy liczyć na miłe powitanie ze strony Beinarda. Nie wejdziemy do Fortu od tak.
– Sha’anks nie widzi problemu.
Micareth westchnęła.
– Sha’anks, oni nas tam zabiją bez mrugnięcia okiem, jeśli tylko im się pokażemy.
Sha’anks spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Przecież Sha’anksowi chodzi o to, że nikt nas nie zobaczy. Sha’anks wszędzie wejdzie niezauważony.
Nie do końca wierzyła, ale nie skomentowała. Nawet by nie zdążyła, gdyby chciała; ich “towarzysz” postanowił wreszcie zacząć uczestnictwo w rozmowie:
– Nie rozumiem. Jak chcesz przekraść się do jednego z najlepiej strzeżonych fortów?
Sha’anks zaśmiał się.
– Sha’anks widział lepiej strzeżone burdele! – odparł między chichotami.
– Dobra, wystarczy już tych pogaduszek. Im szybciej wyruszymy, tym większe szanse, że dojdziemy tam przed zmrokiem – rzekła do nich, zarzucając torbę na ramię.
Zaczęła iść przed siebie, celowo ignorując komentarz Sha’anksa o tym, jak to zabawa zaczyna się dopiero nocą. Za sobą usłyszała kroki jej towarzyszy, choć Khajiit zrównał się z nią w kilku sekundach. Co jakiś czas musiała tylko zerknąć przez ramię, czy ich “dowód” na pewno idzie z nimi. Lepiej dla niego, aby nie zaczął uciekać. Naprawdę nie miała ochoty znowu go ogłuszać.
***
W pobliżu Fortu znaleźli się niedługo przed zmierzchem. Micareth wciąż nie wiedziała, czy uda im się porozmawiać z Gutrimem zanim Beinard zorientuje się, że wrócili.
“O ile się zorientuje,” szepnęła część jej podświadomości brzmiąca irytująco podobnie do Sha’anksa. Micareth ją zignorowała. W tym planie nie było żadnych pewnych, więc wolała nie myśleć zbyt optymistycznie. Istniało duże prawdopodobieństwo, że zawiodą i nawet nie wyjdą z tego żywo.
Szczerze, Micareth nie bała się śmierci. Jedynym jej życzeniem było, aby zginąć z honorem. Niestety, obecnie nie miała wielkich szans na spełnienie tego pragnienia. Zapewne urządzą jej publiczną i ośmieszającą egzekucję. Albo zabiją na miejscu, a zwłoki zbeszczeszczą, zostawią lub wrzucą do rzeki. Wszystko zależało od wyobraźni kapitana i jego ludzi.
– Sha’anks wejdzie i sprowadzi pana sierżanta – odezwał się stojący niedaleko Khajiit.
Wojowniczka skinęła głową. To była obecnie ich najbezpieczniejsza opcja, nawet jeśli narażali jednego członka ich drużyny. O ile ich dwuosobowy skład można było jeszcze nazwać drużyną, ale o tym Micareth wolała jeszcze nie myśleć.
Przysiadła na ziemi, cały czas obserwując powoli malejącą i znikającą sylwetkę Sha’anksa. Teraz pozostało im jedynie czekać. Albo na sojuszników, albo na armię.
I czekali. Długo, jeśli wnioskować po tym, że słońce zdążyło już zajść. Micareth z każdą chwilą czuła, jak mięśnie sztywnieją od ciągłego napięcia. Zaczynała już wątpić w to, że Khajiit wróci żywy. Może lepiej by było się wycofać, wziąć urzędnika i uciekać jak najdalej. To jest, dopóki mają jeszcze na to szansę.
Bodil również nie wyglądał na szczęśliwego. Cały czas rozglądał się dookoła i wyglądał jak spłoszony jeleń. Pewnie niedługo ucieknie, jeśli Micareth go nie przypilnuje. Możliwe, że powstrzymywanie go nawet nie miało sensu. Rozdzielenie się z jednej strony ich bardziej narażało, ale z drugiej zbijało z tropu, bo nie wiadomo było, za kim iść, kto ma ważniejsze informacje. Nie, jednak nie. Ich armia była na tyle duża, że mogli ich oboje złapać bez problemu.
Micareth wstała. Już chyba dość łudzenia się, że Sha’anks jeszcze wróci.
– Droga przyjaciółka chyba nie chciała zostawić Sha’anksa samego, prawda? – Zza jej pleców odezwał się głos kocura.
Spojrzała przez ramię i uśmiechnęła się niemrawo.
– Skądże. Chciałam tylko rozprostować kości.
Wrócił. To dobrze.
I nie był sam. Micareth rozpoznała sierżanta Gutrima i szeregowego Bentrama, ale razem z nimi stało kilku mężczyzn, których nie kojarzyła. Sądząc po rozluźnionej postawie Sha’anksa, mogła uznać ich za ludzi godnych zaufania.
Podeszła do Gutrima i wyciągnęła złożoną kartkę.
– Porucznik chciał, abym ci to dała. Wyruszył na poszukiwania lekarstwa – mówiąc to, podała mu papier.
Nastała chwila milczenia, podczas której sierżant zapoznał się z treścią “listu”.
– Wiedziałem, że z tą misją jest coś nie tak – mruknął, po czym zmierzył wzrokiem Micareth i Sha’anksa. – Jest jeszcze coś, co pominął?
– Niewiele. Opisał wszystko to, co najważniejsze – odpowiedziała wojowniczka, jako jedyna, która przeczytała kartkę z trójki podróżnych.
Sierżant Gutrim skinął głową.
– Myślę, że najlepiej, abyśmy tutaj się rozstali, jeśli nie chcecie być w to jeszcze bardziej zamieszani.
Micareth zerknęła na Sha’anksa. Szczerze, chciała zostać i doprowadzić to do końca. Problem był taki, że jej misja się zakończyła. Mieli zrobić rekonesans. Zadanie wykonane. Pytanie tylko: co dalej?
– Sha’anks i Micareth pójdą chyba w swoją stronę. Sha’anks życzy panu sierżantowi i pozostałym szczęścia.
Khajiit złapał Micareth za rękę i pociągnął. Kobieta machnęła jedynie ręką i podążyła za kocurem. Najwidoczniej on wiedział, co dalej.
– Gdzie idziemy? – spytała, gdy odgłosy rozmów żołnierzy przestały być dla niej słyszalne.
– Sha’anks myśli, że przed siebie. Sha’anks i Micareth zrobili to, co do nich należało. Pan sierżant i reszta poradzą sobie dalej.
Micareth westchnęła. Miał rację.
– To co teraz?
Chwila ciszy.
– Sha’anks nie wie. Dziwne są wyroki bogów. Sha’anks myśli, że po prostu trzeba iść dalej.

Iść dalej. Micareth chyba mogła tyle zrobić.

01.07.2020 23:03
halleyshiro
odpowiedz
halleyshiro
2

Grimes w ułamku sekundy znalazł się przed przeciwniczką. Zamachnął się toporem, planując uderzyć znad lewego ramienia. Zablokowała cios mieczem, choć siła, z jaką Angra uderzył, sprawiła, że musiała zrobić krok wstecz. Nord wykorzystał tę chwilę i zmienił uchwyt, pozwalając, aby jedna z rąk znalazła się centralnie pod głowicą. Trzonem natomiast wykonał kolejny atak, celując w głowę Adelaisy. Odskoczyła w tył.
Porucznik Angra musiał przyznać — była lepsza, niż się spodziewał. Powinien się w sumie tego spodziewać, w końcu zasiadała tutaj na wysokiej pozycji, a wątpił, aby ich dowódca wybierał byle kogo do szkolenia swojej armii. Nie oznaczało to jednak, że Grimes przegrywał, nie; podczas gdy Adelaisa posiadała szybkość i zręczność, w Angrze płynęła krew Nordów dająca mu siłę i wytrzymałość. Można powiedzieć, że byli sobie równi, wykorzystując swoje atuty i doświadczenie w boju.
Ostrze miecza przecięło jego policzek. W tym samym czasie ostrze topora posłużyło mu jako hak, który wbił w kark przeciwniczki, by ją do siebie przyciągnąć i wybić z rytmu. Zaraz potem musiał już parować cios z dołu i odskoczyć przed kolejnym atakiem.
Kobieta wyprostowała się i sprawnym ruchem nadgarstka strzepnęła krew ze swojego miecza.
– Godny z ciebie przeciwnik, poruczniku. Wiem już, dlaczego nasz pan tak bardzo chciał cię po swojej stronie. Doprawdy szkoda, że muszę się ciebie pozbyć.
– Nie podzielam twojego rozczarowania — nie będzie mi szkoda pozbawić ciebie głowy – odparł, znów zmieniając chwyt.
Zaszarżował, a kobieta nie pozostała mu dłużna.
***
Sha’anks zwolnił krok, zdyszany. Niesienie szanownego urzędnika nie należało do najłatwiejszych zadań; Sha’anks nigdy nie posiadał wiele siły, więc ciężar na plecach jedynie go spowalniał. Ale Sha’anks przecież nie mógł odpoczywać. Sha’anks musiał znaleźć wyjście i wrócić do Greymoor i zawiadomić kapitana Beicośtam. I dopilnować, aby droga przyjaciółka Micareth dotarła tam razem z nim.
Mówiąc o Micareth, to wydawała się jakaś cicha i ponura. Sha’anks zerknął przez ramię. Przyjaciółka szła za nim, jednak nie wyglądała na zadowoloną. Ciągle oglądała się przez ramię i zaciskała palce na broni. Sha’anks chyba wiedział, dlaczego.
Zatrzymał się, a Micareth razem z nim.
– Sha’anks wie, co droga przyjaciółka czuje. Micareth chce wrócić tam i pomóc panu porucznikowi. Sha’anks też. Ale Sha’anks i Micareth mają swoje własne zadanie do wykonania.
Micareth przez chwilę milczała. Sha’anks nie był pewien, o czym myślała podczas tej minuty ciszy. Sha’anks nie dopytywał. Sha’anks wiedział, kiedy nie pytać.
– Ruszajmy dalej. – Padła jej finalna odpowiedź.
Błądzili korytarzami podziemnego królestwa, zdając się jedynie na instynkt i zmysły Sha’anksa. Od czasu do czasu wymieniali się w niesieniu nieprzytomnego urzędnika, aby oszczędzać siły. Nigdy nie było wiadome, czy nie zostaną zaatakowani.
Sha’anks omal wypluł te słowa, gdy usłyszeli odgłosy kroków. Wielu kroków. Z różnych kierunków. Sierść Sha’anksa się zjeżyła, a on sam wydał z siebie gardłowy warkot. Micareth natomiast dobyła rapiera i stanęła przed nim, gotowa na kolejną potyczkę.
– Zajmę się nimi. Ty lepiej broń tego typa – powiedziała nim rzuciła się na wypełzające zza rogu maszkary.
Sha’anks prychnął, jednak nie skomentował jej zapału do walki. Zamiast tego zdjął urzędnika z pleców i położył go przy ścianie. Sam dobył zaś swoich ostrzy i sparował atak pierwszego stwora, który podszedł za blisko. Sha’anks pozwolił sobie przestać myśleć i odpowiadać na ataki bez większego planu, byleby tylko wybić większość. Choć słowa porucznika były skierowane głównie do Micareth, to Sha’anks pamiętał je doskonale.
“To nie pojedynek, ani arena. Nie popisuj się, tylko rąb jak rozjuszony byk. Takimi smyrnięciami nic nie wskórasz.”
Khajiit pozwolił sobie na spojrzenie w stronę wojowniczki. Widać było, że wzięła sobie te słowa do serca. W przeciwieństwie do poprzednich walk, nie kalkulowała każdego ruchu i nie celowała jedynie w najsłabsze punkty. Teraz cięła szybko i bez większego namysłu, starając się po prostu ich pozbyć i nie pozwolić, aby ją pokonali.
Sha’anks uśmiechnął się i wrócił do własnej walki. Jednym, sprawnym ruchem ostrza rozpruł ostatniemu potworowi gardło. Spojrzał z niechęcią na krew brudzącą jego broń. Nie, żeby Sha’anks wybrzydzał, ale jednak nie lubił babrać się we krwi. To o wiele bardziej pasowało do-
– Skończyłeś już marzyć o księżycowym cukrze? – Usłyszał nad uchem.
Sierść Sha’anksa stanęła dęba, a sam Khajiit odskoczył od Micareth z zaskoczonym skowytem, zostawiając na jej ramieniu ślady po pazurach.
– Ała.
– Sha’anks przeprasza. To instynkt.
Micareth jedynie westchnęła, po czym podniosła z ziemi ich nieprzytomnego “towarzysza”.
– Chodźmy zanim więcej ich tutaj przylezie.
Sha’anks tylko kiwnął głową i ruszył. Bez zbędnego ciężaru w postaci urzędnika, był w stanie lepiej skupić się na szukaniu wyjścia z podziemi, zamiast martwić się, czy przypadkiem nie zabije mężczyzny. Szedł przez jakiś czas, rozpoznając niektóre wyrycia na ścianie lub charakterystycznie ułożone kamienie. Na węchu wiele nie mógł polegać; zapach słabł z każdą chwilą, mieszał się i powoli zanikał. Ale Sha’anks był zdeterminowany – wiedział, że jeśli znajdzie wyjście, być może uda im się uratować wiele osób. Być może uda się wrócić po pana porucznika i Verę.
A przynajmniej ich szczątki, jeśli najgorsze okaże się prawdą. Ale nie było sensu, aby Sha’anks teraz o tym myślał. Sha’anks wiedział, co może się wydarzyć, gdy wyruszyli w podróż. Sha’anks wiedział.
– Daleko jeszcze?
Sha’anks zerknął na Micareth. Nie wyglądała na zmęczoną, a może po prostu udawała, ale zdecydowanie nie była zadowolona. Sha’anks wolał nie być blisko jej rapiera, o nie. Sha’anks lubił swój ogon, nie ważne, co Vera mówiła.
Sha’anks nadstawił uszu. Usłyszał coś, czego Micareth zapewnie nie usłyszy jeszcze przez najbliższe kilka minut. Usłyszał dźwięk wolności.
– Już blisko, Sha’anks to czuje – odpowiedział i zaczął podążać w kierunku odgłosów natury typowych dla życia na powierzchni.
Po jakimś czasie poczuli powiew świeżego powietrza. Micareth przyspieszyła kroku, jakby w ogóle nie zauważając ciężaru urzędnika. Sha’anks zaśmiał się i również zaczął iść szybciej. Widział już pierwsze promyki słońca, czuł zapach roślin i słyszał odgłosy zwierząt. Micareth również, wiedział to po jej minie.
Kiedy od wyjścia dzieliło ich jedynie kilka metrów, puścili się biegiem. Sha’anks wiedział doskonale, w którym momencie znalazł się na powierzchni. Oślepiło go wtedy słońce, a na futrze poczuł ciepło, którego już nie spodziewał się poczuć.
Sha’anks mruknął z zadowolenia. Sha’anks zawsze wiedział, jak znaleźć drogę.

24.06.2020 23:26
halleyshiro
odpowiedz
halleyshiro
2

– Cholera jasna – warknęła Micareth, ściskając mocniej swój rapier. Pomimo ran stała prosto i widocznie szykowała się do kolejnej potyczki.
Z pewnością by do niej stanęła, gdyby nie uścisk Grimesa na ramieniu. Wojowniczka spojrzała na niego przez ramię. Angra pokręcił głową. Nie miał zamiaru ryzykować życia bardziej niż do tej pory, szczególnie że wszyscy byli ranni.
– Naszą misją jest rekonesans, a nie walka z pierwszym lepszym, który ci się nabije na rapier.
Twarz Micareth wykrzywił grymas złości. Nie odpowiedziała, jednak rozluźniła lekko mięśnie na znak, że zdecydowała się go posłuchać. Porucznik skinął głową i przeniósł wzrok na umierającego wampira. Zacisnął pięści. Milten, podobnie jak reszta oddziału, był dla niego jak rodzina. I choć wiedział, co powinien teraz zrobić, nie chciał. Nie chciał być tym, który go zabije. Ale nie było nikogo innego, kto mógłby to zrobić.
Nord uniósł topór, nie odrywając wzroku od byłego żołnierza. Chłopak uśmiechał się. Przez chwilę wyglądał tak, jak wtedy, gdy Grimes pochwalił jego zdolności artystyczne, kiedy Gutrim posadził go przy stole, gdy przez swoje szkice zapomniał zjeść, kiedy Bentram zapytał go o sparing. Zawsze mu się wtedy oczy świeciły, a twarz rozjaśniał szeroki uśmiech.
Ale tamtego dzieciaka już nie było. Została tylko kukła, oddana jakiemuś skurczybykowi. Skurczybykowi, którego Angra zdecydował znaleźć i sprawić, aby pożałował położenia szponów na Miltenie.
– Niech Kyne cię prowadzi – szepnął na pożegnanie.
Opuścił topór. Martwe, bezgłowe ciało upadło na ziemię, a głowa potoczyła się kilka metrów. Grimes nie czekał, by zobaczyć, co się z nią stanie. Machnął ręką na towarzyszy i zaczął zmierzać w kierunku przeciwnym do wcześniej słyszanego huku. Byli więźniowie podążyli za nim w milczeniu. Znaleźli się w korytarzu podobnym do tego, którym przybyli do komnaty. Biegli przed siebie, nie pozwalając sobie na spoczynek mimo piekących ran. Dopiero, gdy mieli pewność, że nic za nimi nie podąża, przystanęli. Znajdowali się kilka metrów od kolejnej sali.
Grimes oparł się o ścianę. Oddychał ciężko, starając się skupić na czymś innym niż piekący ból. Wcześniej, adrenalina pozwoliła mu ignorować rany pokrywające jego ciało, jednak teraz, gdy nadeszła chwila odpoczynku, pieczenie powróciło ze zdwojoną siłą. Angra powstrzymał grymas. Nieraz już był gorzej zraniony, jednak ta sytuacja diametralnie różniła się od tego, do czego został przyzwyczajony przez lata służby. Jeszcze nie zdarzyło mu się tkwić w ruinach wymarłej cywilizacji i zostać zaatakowanym przez byłego podkomendnego.
Zacisnął zęby na myśl o Miltenie. Nie było teraz czasu na myślenie o byłym podopiecznym. Powinien skupić się na powierzonej misji, a nie wspominać dzieciaka, który próbował go zabić. Nawet jeśli kiedyś łączyła ich inna więź.
– Poruczniku.
Grimes uniósł wzrok. Vera stała przed nim i trzymała znajomo wyglądającą flaszkę. Nord pozwolił, aby jego usta wykrzywiły się w grymasie. Nieważne, ile razy zmuszony był do picia tego, nigdy nie mógł przyzwyczaić się do smaku. Mimo to, wziął od niej miksturę, odkorkował i wypił. Poczuł, jak powoli wracają mu siły, a rany się zasklepiają. Spojrzał na resztę towarzyszy. Micareth i Sha’anks także dostali podobne flaszki. Wojowniczka wypiła swoją bez większych sprzeciwów, podczas gdy Khajiit trzymał naczynie w łapie i wąchał zawartość.
– Sha’anks nie lubi pić nieznajomych eliksirów. Odór śmierci otacza nawet twoje mikstury.
– Jeśli chcesz wrócić do zdrowia, to lepiej to pij, kocurze. Drugiej już nie dostaniesz.
Porucznik Angra westchnął. Widocznie nie tylko on miał problemy ze skupieniem się na zadaniu. Ale to do niego należało, aby ich przywrócić do porządku.
– Sha’anks, lepiej wypij tę miksturę. Chcę, żebyś poszedł na zwiady do drugiej sali – wtrącił, stając między złodziejem i nekromantką.
Kocur stał nieruchomo przez kilka chwil, aż w końcu skinął i wypił eliksir. Od razu się też skrzywił, jednak nie skomentował smaku mikstury. Zasalutował jedynie z typowym dla siebie uśmieszkiem i pomknął w stronę pomieszczenia.
Angra zwrócił się do towarzyszek:
– Jeśli natkniemy się na więcej problemów, nie walczcie, dopóki nie będzie innego wyboru.
Na jego słowa Micareth uniosła brew.
– Mamy sobie stać i czekać aż nas zabiją? Nie lepiej pozbyć się ich zanim wezwą kolejnych?
– Łatwo ci mówić – rzekła Vera. – Nie mam nieskończonej ilości tych eliksirów. Magii wiecznej też nie. Nie wiem jak ty, ale ja wolałabym przetrwać.
Wojowniczka wyglądała, jakby chciała coś odpowiedzieć, jednak w tym momencie podbiegł do nich Khajiit.
– Panie marszałku! Sha’anks znalazł coś ciekawego – wydyszał.
Grimes rzucił kobietom przelotne spojrzenie, po czym polecił kocurowi, aby prowadził. Znaleźli się w ogromnej “komnacie” przypominającej jaskinię, w której znaleźli się na początku. Tutaj jednak ruiny cywilizacji Dwemerów były o wiele lepiej zachowane, wyglądały niemalże na zamieszkałe.
– Tędy.
Łotrzyk poprowadził ich do ruin jednego budynku, jednego z najlepiej zachowanych.
– Tutaj nas nie zobaczą.
– Kto nas nie zobaczy? – spytała Micareth. Grimes zauważył, że jej dłoń sięgnęła ponownie po rapier.
– Sha’anks nie wie. Sha’anks wie tylko, że to źli, źli, źli. Sha’anksowi udało się zwędzić ich książkę, chyba sami pisali.
Khajiit wyciągnął mały dziennik i podał go Grimesowi. Porucznik przez chwilę przyglądał się skórzanej okładce, obracając przedmiot w dłoni. Kiedy nie znalazł nic, co mogłoby wskazać mu autora dziennika, otworzył go i zaczął czytać. Z każdą kolejną minutą mocniej zaciskał zęby i siłą powstrzymywał się, aby nie rozedrzeć notesu.
“Pojmany Falmer nie wykazuje żadnych oznak, że nas słyszy. Potrzebne będzie schwytanie kolejnego zanim będziemy mogli poczynić kolejne kroki.”
“Dzisiaj przywieźli pierwszego pojmanego mieszkańca Greymoor. [...] Nie mówi za wiele. Cały czas płacze i odmawia posłuszeństwa.”
“[...] Kolejna porażka. Kontrolowanie tych istot może się okazać niemożliwym, jednak za wcześnie, aby to stwierdzić. [...] Potrzeba pochwycić kolejnych.”
“Wciąż nie jest pewne, w jaki sposób Dwemerom udało się podporządkować sobie Falmerów. [...] Z każdym dniem dowiadujemy się więcej. Możliwe, że niedługo uda nam się osiągnąć ten sam efekt.”
“Pierwsza udana próba. Wampir słucha naszych komend. Nie waha się zabić. [...] Jutro przywiozą kolejnych więźniów. Dzisiejszy dzień uznajemy za zwycięstwo dla Obrońców.”

Angra zamknął dziennik.
– Co tam jest napisane?
Grimes spojrzał na trójkę podwładnych. Miał ochotę po prostu rzucić im notes i powiedzieć, żeby sami go przeczytali, jednak powstrzymał się. Nie mógł dać ponieść się emocjom.
– Tworzą armię wampirów – rzekł wreszcie. Gestem ręki uciszył jakiekolwiek pytania. – Wygląda na to, że zainspirowały ich działania Dwemerów przed tym, jak zniknęli. Zamieniają ludzi w wampiry i robią z nich niewolników. Nie jest sprecyzowane, dlaczego. Chociaż, znając tych dupków, może chodzić tylko o jedno.
– Kogo? – spytała Elfka.
– Obrońców świtu. Wygląda na to, że zmienili metody działania. Pewnie chcą, aby ich nowa armia i pozostałe wampiry powybijały się nawzajem.
W ruinach zapadła cisza przerywana jedynie przez ich oddechy. Angra zacisnął pięści. To po to złapali Miltena? To po to zniszczyli tego chłopaka? Żeby mieć jakieś szanse? Żeby poczuć się panami światła?
– Cholera...

17.06.2020 23:04
halleyshiro
odpowiedz
halleyshiro
2

Do krat podeszła grupka ludzi. Żaden z nich nie wyróżniał się niczym szczególnym, zresztą, nawet gdyby ktoś miał nie wyglądać jak brudny pies, dla Grimesa nie miało to większego znaczenia. Szukał jedynie ludzi do poświęcenia, a nie nowych znajomych.
Rozejrzał się po więźniach. Podeszło do niego zaledwie pięć osób, reszta jedynie się przyglądała. Marna to drużyna, szczególnie złożona z tak wychudzonych, mizernie wyglądających łajz.
– To już wszyscy chętni?
W celi rozległy się szepty, jednak nikt więcej nie podszedł. Rozsądne łajzy.
Angra odwrócił się.
Stracił już wystarczająco dużo czasu. Lepiej było brać chętnych zanim się rozmyślą. Pięciu ludzi to jednak lepiej niż żaden, nawet jeśli nie wyglądali na szczególnie kompetentnych.
– Ludzi to ty nie umiesz werbować, złotko – stwierdził nieznany mu, kobiecy głos.
Porucznik spojrzał przez ramię. O żelazne pręty oparła się wysoka, ciemnoskóra kobieta w szatach należących do maga. Pozostało zapytać tylko, czy należały do niej, czy zostały skradzione. Wyglądała na niezwykle rozbawioną całą sytuacją. Angra musiał ugryźć się w język, aby nie zapytać, czemu tak szczerzy zęby. Sam nie widział w tej sytuacji nic zabawnego.
– Niech zgadnę; powinienem błagać na kolanach, ofiarując wam wszystkie skarby świata – prychnął, zakładając ręce na piersi.
Nieznajoma roześmiała się, jednak jej wzrok pozostał czujny. Wyglądała na inteligentną istotę.
– Przyznam, miło by było to zobaczyć, ale nie. Powiedz mi, po co mamy ci pomagać? Nic z tego nie będziemy mieć.
Angra miał ochotę przewrócić oczami. Oczywiście.
– Chcesz pieniędzy.
– Widzę, że posiadasz jednak jakieś zdolności dedukcji. Może cię jeszcze polubię. – Redgardka ewidentnie świetnie się bawiła. Jej roześmiana twarz mówiła sama za siebie. Angrę denerwowała jej wesołość.
– Zgłaszasz się czy nie? Nie mam zamiaru stać tu cały dzień.
Z jej twarzy zniknęły wszelkie ślady dobrego humoru. Grimes niemalże mruknął z zaskoczenia. Nie spodziewał się tak szybkiej zmiany nastroju.
– Zależy. Najpierw nam powiesz, gdzie masz zamiar nas wysłać. Nie mam zamiaru pchać się gdzieś na ślepo – mówiąc to, zwróciła wymowne spojrzenie miedzianych oczu na piątkę chętnych.
Osoby znajdujące się w tej grupie nie odpowiedziały, jedynie posłały jej ostrzegawcze warknięcia. Kobieta wydawała się nie zwracać na nie uwagi, zwróciwszy ponownie wzrok na porucznika.
Grimes przez chwilę myślał, czy powinien zdradzić im tę informację. Ryzykował utratę dotychczasowych chętnych, jednak równie dobrze mógł zyskać uzdolnionych “rekrutów”. Poza tym, później mogliby narzekać, że nie zgadzali się na śmierć w tamtym miejscu.
W końcu westchnął i odparł:
– Blackreach.
Twarz kobiety wykrzywiła się w kpiącym uśmiechu, który wydawał się rozciągnąć szpecącą jej twarz bliznę. Porucznik podążył za jej wzrokiem, który zatrzymał się na dwóch członkach jego dotychczasowej “drużyny”. Dwoje elfów wyglądających na rodzeństwo patrzyło na Grimesa ze strachem wypisanym na twarzach. Widząc jego spojrzenie na sobie, mniejsza z nich pisnęła i schowała się w cieniu. Jej towarzysz jedynie skinął głową nim do niej dołączył.
Świetnie. Jeszcze tego mu brakowało.
– Zadowolona? – spytał.
– Bardzo. Przynajmniej mniej kłód się będzie plątało pod nogami.
– Czy mam przez to rozumieć, że zdecydowałaś się dołączyć?
– Tak, złotko, to właśnie masz rozumieć. Mądry z ciebie chłopiec.
Grimes poczuł jak drga mu brew. Naprawdę, ta kobieta prosiła się o odcięcie jej języka. Szkoda, że nie mógł tego zrobić. Przynajmniej byłoby ciszej.
Nieznajoma zmrużyła oczy. Wyglądała przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiała. W końcu obróciła głowę i machnęła ręką w stronę kilku postaci skrytych w cieniu. Do kobiety podeszło trzech mężczyzn, każdy z nich z nieufnym grymasem na twarzy. Jednym z nich był Nordem, dwaj kolejni – Khajiitami. Wszyscy trzej wyglądali na dość silnych osobników. Najpewniej dopiero niedawno trafili do więzienia. Możliwe, że chociaż im uda się przeżyć pierwszy dzień w Blackreach.
– To już wszyscy? – zapytał ponownie.
Nikt się nie odezwał. Porucznik westchnął i zwrócił się do strażnika:
– Wypuść tę siódemkę z celi.
Mężczyzna wyglądał, jakby chciał zaprotestować, jednak spełnił rozkaz i otworzył drzwi celi. Pierwsi dwaj – Breton i Dunmer – wyszli powoli, jakby obawiali się, że zaraz nastąpi ich egzekucja. Trzecia, Argonianka, dostała po głowie, gdy spróbowała zwędzić strażnikowi sakiewkę. Redgardka wraz ze znajomymi kroczyli z podniesionymi głowami, nie zwracając najmniejszej uwagi na obserwujących ich mężczyzn. Angra musiał przyznać, że ciekawiło go, jak długo będą w stanie utrzymać ten spokój.
Porucznik machnął ręką, aby gromada podążyła za nim i skierował się ku wyjściu. Cała siódemka podążyła za nim, zachowując dystans przynajmniej jednego metra. A przynajmniej do momentu, w którym nie skręcili za róg – wtedy pojawiła się obok niego ciemnowłosa kobieta, która tak bardzo go irytowała.
– Jest jakiś szczególny powód, dla którego wysyłają cię na śmierć?
Grimes spojrzał na nią kątem oka. Patrzyła przed siebie ze znanym mu już uśmiechem na twarzy. Nie był w stanie stwierdzić, czy to szczery uśmiech, czy jedynie maska.
– Rekonesans – odparł krótko, decydując się nie zdradzać jej zbyt wiele. Niektóre informacje mogły zostać użyte przeciwko niemu, a tego wolałby uniknąć. – Tak właściwie po co się zgłosiłaś?
Przez długą chwilę panowała cisza przerywana jedynie odgłosami ich kroków.
– Nie mam nic do stracenia – odparła wreszcie, po czym obróciła głowę w jego stronę. Jej uśmiech, o ile to fizycznie możliwe, rozszerzył się. – I tu, i tam czeka mnie śmierć. Tam przynajmniej mam szansę na jakąś rozrywkę zanim to nastąpi!
Grimes Angra słynął ze złych pomysłów. Miał wrażenie, że to był jeden z jego najgorszych.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl