Eivor, najlepszy z najlepszych.
Stał właśnie naprzeciw swojego największego wroga, mierzący 8 metrów i szeroki na prawie 80 centymetrów, zwał się on Jodłek, pospolity. Tak zaczyna się jego najtrudniejszy pojedynek. Wiking chwycił swoimi masywnymi rękoma „pogromcę choinek ” tak bowiem nazwany był jego najlepszy przyjaciel, wielki topór ostrzony dzień w dzień przez samego właściciela.
Eivor trzymając go oburącz wziął szeroki zamach i ruszył, od choinki dzieliło go około 1,5 metra, już wtedy wiedział, że będzie ciężko, pierwsze uderzenie trafiło, a przynajmniej tak mogło się wydawać jednak choinka pod wpływem wiatru wygięła się robiąc tym samym unik. To jednak nie był koniec, lecz początek, pomyślał. Nagle doszło do drugiego uderzenie, rozległ się wielki huk. Tym razem cios doszedł. Masywne gałęzie uchroniły drzewo przed pełną siłą uderzenia. Jednakże zapłaciły za to własną skóra, połowa z nich została połamana. Tak oto doszło to trzeciego uderzenie, tym razem topór został ustawiony pod kątem, aby łatwiej wbić się w korę przeciwnika, to też nie pomogło, ponieważ ostrze się wyszczerbiło. Wiking nie ukrywał rozgoryczenia cała tą sytuacją. Postanowił sięgnąć po miecz, który w przeciwieństwie do poprzedniej broni wykonany był z lepszej jakości żelaza.
Ruszył, cios wyprowadzony z pół obrotu sięgną kory jednak nawet na sekundę się nie zatrzymał, parł dalej przecinając przez 100-letni pień jodły, a wióry leciały w każdą stronę świata. W końcu stało się po 4 godzinach walka dobiegła końca, drzewo padło. Rozgrzmiał się wielki okrzyk wojownika. On sam okrył się wielka sławą. Legendy o nim będą żyć wiecznie, a Valhalla poczeka na tak znamienitego wojownika.