Czyli jakoś się da. Dzięki za info, znalazłem sklep w którym jest do kupienia wersja tylko angielska, mam nadzieję, że to zadziała. Ech, nie rozumiem, czemu ostatnio przeprowadzają takie dziwne zabiegi. Mógłbym nawet zapłacić kilka dodatkowych złotych za paczkę języków, ale takiej możliwości też nie ma. Przy Titanfall 2 byłem niemile zaskoczony, kiedy wreszcie włączyłem grę i usłyszałem zupełnie niepasujący głos Bliska bez możliwości zmiany. Tytany moim zdaniem w oryginalnej wersji też brzmiały dużo lepiej.
Hmm, a kupienie klucza do gry w zagranicznym sklepie i wklepania go do konta origin, którego używam na co dzień coś pomoże?
No dobra, to jak to jest z tym polskim dubbingiem? Będzie tak samo, jak w przypadku Titanfall 2, gdzie w grze kupionej w Polsce był tylko i wyłącznie polski dubbing, czy da się zmienić głosy jak np. w Battlefield 1? Każdy ma swoje zdanie i moje zdanie jest takie, że w Battlefronta wolałbym grać z oryginalnymi głosami. Ot choćby, żeby usłyszeć Boba Fetta mówiącego głosem aktora, który grał jego ojca i wzorzec dla wszystkich klonów w filmie (i który podkładał też głos Bossowi w Republic Commando)
Zawsze można też poszukać w historii swoich własnych postów - jak dla mnie najwygodniejszy sposób.
Dia8el - Nie chodziło mi akurat o Ciebie, miałem na myśli tych, którzy wystawiają słabe oceny ,,bo nie tak straszne jak kultowe horrory, żenada" itp. Wspomnienie przeze mnie Amnesii i Outlast było przypadkowe, nie odnosiłem się do Twojego postu.
Widzę, że sporo osób zniechęciło się grając w demo. Pierwsze lokacje rzeczywiście mogły trochę rozczarować, ale im dalej się szło, tym bardziej otoczenie się zmieniało. Końcówka w przekręconym przez wyobraźnię dzieciaka domu była naprawdę niezła, tym bardziej, że przeciwnicy czyhali na nas dosłownie na każdym kroku - wystarczyło stłuc walającą się gdzieś pod nogami butelkę, żeby straszydła momentalnie wynurzyły się zza rogu.
Twórcy nieźle zagrali też na naszych odczuciach - dorosły gracz powoli zauważał przykrą rzeczywistość, która kryła się za tym dziwnym światem widzianym oczami dziecka. Zakończenia można było się domyśleć, ale mimo to trochę poruszało.
Przy okazji, porównywanie tej gry z takimi tytułami jak np. Amnesia czy Outlast to idiotyzm - kto spodziewał się, że senny koszmar z dwulatkiem w roli głównej będzie naprawdę straszny?
MATNIA - Macierz Aglomeracyjna Taumaturgicznego Nadzoru i Analizy
,,Wpadając w naszą sieć wpadasz w lepszy sposób życia"
Nie grałem we wszystkie co do jednego, ale zetknąłem się ze zdecydowaną większością. Faworytami u mnie są Republic Commando i obie części KOTOR. Wcielenie się w członka, a nawet dowódcę oddziału słynnych komandosów na długo zostało mi w pamięci i wielokrotnie wracałem do tej gry. Od zawsze liczyłem cicho na kontynuację.
The Old Republic też jest całkiem niezłe, spędziłem wiele godzin grając jednocześnie kilkoma postaciami z obu stron galaktycznego konfliktu. Przede wszystkim spodobała mi się tam fabuła tych głównych misji klasowych oraz liczne nawiązania do wydarzeń z serii KOTOR (chociaż według mnie TOR spaprało trochę legendarną postać Revana.)
Patch zainstalowałem od razu, boję się wyobrazić sobie, jakby się grało bez niego
Długo już nie grałem w tak zabugowaną grę. Wszystko ogólnie super, przyjemnie wrócić po tylu latach do Zony, ale nawet grać nie idzie. Wczytuję zapis - crash. Otwieram PDA - crash. Daję komuś apteczkę - crash. Bałem się konserwę otworzyć, żeby mnie do pulpitu nie wywaliło. Więcej czasu spędzam na ponownym uruchamianiu i wczytywaniu niż na graniu. Chętnie bym pograł dłużej, ale nie mam tyle cierpliwości.
Odkąd dowiedziałem się, że powstanie Dark Souls II - a w szczególności z wyczekiwanym, porządnym portem na PCta - spędziłem całe miesiące podejmując nauki u Tybetańskich Mnichów, przygotowując się psychicznie na ogromny napis ,,Nie żyjesz" znany z pojawiania się, gdy tryumf zdawał się być tuż tuż.
A na poważnie, czekam przede wszystkim na genialny klimat i kolejne wyzwania. Nic nie daje takiej satysfakcji, jak pokonanie bossa w samotności, po wielu próbach wyczajenia wszystkich jego sztuczek i słabych punktów - tym bardziej, jeśli weterani blaszaków nie będę już musieli męczyć się z padem. Mam też mały niedosyt po słynnej złotej parze z Anor Londo, której wszyscy tak się bali, a z którą poradziłem sobie w pojedynkę w trzecim podejściu. Nie mogę doczekać się epickich starć z kolejną bandą złodupców, które wyryją mi się w pamięci na długie lata.
Pomijając te najbardziej absurdalne - w ogóle nie mogę zrozumieć idei cenzurowania gier brutalnych, wulgarnych itp. Nie wiem, czy to prawda ale podobno w South Park: The Stick of Truth wycięto kilka scen właśnie ze względu na cenzurę. Według mnie twórcy gier nie powinni pozwolić sobie na coś takiego. Rozumiem, że czasami mogą trochę przesadzić, ale nikt nikogo nie zmusza do grania w tego typu tytuły, a ostrzeżenia od pegi przecież są na każdym pudełku i w każdej zapowiedzi.
Mam nadzieję, że tutaj wszystko będzie wyglądało tak, jak wyglądało w Wordzie...
,, Huk błyskawicy, przecinającej nocne niebo wyrwał go z uśpienia. Pierwszym, co pojawiło się po odzyskaniu przytomności był tępy, pulsujący ból, ściskający mu czaszkę. Starając się go zignorować, Garrett dźwignął się na nogi i rozejrzał uważnie. Otoczenie nie zmieniło się, wciąż był w tej samej bocznej alejce. Basso najwyraźniej nie pojawił się.
Przeklinając swoją nieuwagę, Garrett zaczął szukać śladów, pozostawionych przez napastnika. Nie trwało to długo. Nawet odór z pobliskich kanałów nie stłumił woni różanych perfum, która unosiła się w powietrzu.
,,Wyślij złodzieja, by złapać złodzieja” – przeszło mu przez myśl.
Choć ból wciąż przyćmiewał mu umysł, szybko ułożył sobie plan działania. Skoro Maggie była złodziejem, musiała mieć swoją kryjówkę i pewnie tam zatrzyma się, zanim zaniesie Formułę swojemu paserowi. Wystarczyło tylko znaleźć ją i ukraść łup. Po raz drugi.
Niewielkie mieszkanko na szczycie skrytej w głębi miasta kamienicy było odciętym od świata i niedostępnym dla zwykłych ludzi schronem. Ale nie dla Mistrza Złodziei. Jego zdolności i zmysły przez lata doprowadzane do perfekcji szybko poprowadziły go po ledwie zauważalnych śladach. Strzała z liną oraz skok z pobliskiego dachu otworzyły mu drogę do uchylonego okna.
Garrett nie mylił się. Maggie rzeczywiście zatrzymała się w swojej kryjówce. Brała akurat kąpiel w dużej drewnianej balii. Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu była mała świeczka, stojąca tuż obok.
Przysiadłszy na parapecie, Garrett zlustrował dokładnie pomieszczenie w poszukiwaniu swojej zguby. Była tam, leżała na stole parę metrów od niego, między oknem a balią. Formuła niemal lśniła, przyciągając uwagę jego oczu. Niemniej przyciągały ją także delikatne ramiona oraz plecy, wystające ponad poziom wody.
Garrett powoli i ostrożnie postawił stopę na podłodze. Akcja w posiadłości nie poszła do końca po jego myśli i kosztowała życie dwóch strażników. Nie było to dla niego problemem, ale mijało się z jego powołaniem. Był złodziejem, a nie zabójcą.
Tym razem zamierzał rozegrać to jak na Mistrza Złodziei przystało. Kolejne bezszelestne kroki skracały dystans, jaki dzielił go od łupu.
-Ach Garrett, Garett – szepnęła Maggie. Garret zamarł w bezruchu, po chwili jednak uśmiechnął się. Maggie bynajmniej nie zauważyła jego obecności – zwyczajnie mówiła do siebie na głos.
-Może nie powinnam zostawiać cię w tej alejce samemu sobie. W końcu gdyby nie ty, nigdy nie wydostałabym Formuły poza posiadłość. Gdybym miała dość serca, może nawet odpaliłabym ci coś z mojego łupu.
Wsłuchując się w jej słowa i delikatny, beztroski śmiech, Garrett dotarł wreszcie do stołu i jednym zwinnym ruchem porwał z jego powierzchni zwój.
Kiedy ponownie przysiadł na parapecie i przygotował do skoku na zewnątrz, zawahał się. Ten jeden jeszcze raz postanowił tej nocy dać znać o swojej obecności.
Niby od niechcenia potrącił ręką szklany flakon z perfumami, stojący na parapecie.
Gdy hałas tłuczonego szkła wyrwał ją z zamyślenia, Maggie szybko obróciła się w stronę okna. Jedyne, co zdążyła zauważyć to bezkształtny cień, duch, zsuwający się bezszelestnie z jej parapetu i znikający gdzieś wśród innych cieni, oplatających rozciągające się pod nocnym niebem miasto.”