Z szeregu wystąpił średnich rozmiarów Nord, o długich blond włosach i solidnej postawie. Pomimo brudu i złego karmienia, które są nieodłącznym elementem każdego więzienia, postawa i wygląd młodego mężczyzny były wręcz nienaganne. Tylko to jego... niepokojące, wręcz dzikie oblicze, wywoływało o Grimesa pewien niepokój.
- Ja się zgłaszam. -powiedział krótko więzień i stanął na baczność, jak dobrze wytrenowany żołnierz.
- Ha! I to ja rozumiem. -zakrzyknął zachwycony porucznik. - Jak cie zwą i za co tu siedzisz?
- Wołają mnie Garjon Nocny-Łowca. A siedzę za... powiedzmy, że trochę narozrabiałem w tutejszej karczmie i się kapitanowi za bardzo to nie spodobało. Miałem odsiedzieć tylko kilka dni, aby ochłonąć, ale kara coś się przedłuża.
Grimes wypowiedział szeptem kilka obelg pod adresem kapitana i jego poczucia sprawiedliwości, po czym wrócił do przesłuchiwania ochotnika.
- Kim ty tak w zasadzie jesteś? Bo nie kojarzę, abyś służył w moim oddziale. A też nie wyglądasz mi na jednego ze strażników. A zachowujesz się jak żołnierz.
- Przed wojną pracowałem jako najemnik i poszukiwacz przygód. Złaziłem ładny szmat Zachodniego Skyrim. Rok temu wstąpiłem do armii Paktu. Służyłem pod kapitanem Rythe w Cyrodiil. Brałem udział w walkach o Arrius i Cropsford. Byłem też obecny w czasie nieudanej próby przeprawienia się przez jezioro Rumare do Cesarskiego Miasta.
Porucznik spojrzał na więźnia mocno zszokowany. Spodziewał się, że będzie mieć jako towarzysza podróży sprzedajnego strażnika albo zwykłego zbója. A nie doświadczonego wojaka!
- Na Shora, Akatosza i Alduina! To co ty tutaj w ogóle robisz!? -wykrzyknął Grimes nie ukrywając zaskoczenia.
- Dowództwo wysłało mnie na swego rodzaju odpoczynek w zamian za zasługi, w czasie zwiadu w okolicach Brumy. Przyjechałem do rodzinnej Białej Grani. No ale szybko mi się znudziło siedzenie w jednym miejscu i ruszyłem na wycieczkę. Przyjechałem do fortu, poszedłem do karczmy... i skończyłem tutaj. Niestety, kapitan Beinard nie był skory uwierzyć w mój związek z armią i zamknął mnie.
Grimes zaczął się gorączkowo zastanawiać. Z jednej strony planował zabrać jednego z rzezimieszków, aby zrobić Beinardowi na złość i trochę ulżyć temu nieszczęsnemu posterunkowi. Z drugiej strony... ten mlekożłop kapitan, może trzymać tego chłopaka ile chce, a szkoda by było aby zgnił w lochu.
- Zrobimy tak... -Angra odezwał się po chwili zastanowienia.- Pojedziesz ze mną na pewną misję. Jeśli przeżyjemy, to gwarantuje ci, że będziesz wolny i będziesz mógł wrócić do armii lub udać się w swoją stronę. Jak zginiemy... to przynajmniej dla chwały Paktu. Wchodzisz w to?
- No jasne że tak! -Garjon odpowiedział niemal od razu.
- Doskonale. -porucznik uśmiechnął się.- Wyśpij się a jutro z rana czekasz na mnie obok głównej bramy.
***
Poranek był chłodny i mglisty. Prawie cały fort było pogrążone w głebokim śnie. Tylko nieliczni strażnicy i żołnierze, czuwali nad bezpieczeństwem swoich towarzyszy broni. Garjon i Grimes załadowali niewielkie plecaki podróżne na wóz po czym sami usadowili się w pojeździe. Lekko skacowany woźnica leniwie machnął batem i równie nieprzytomny koń ruszył bardzo wolnym stępem.
- Tak w zasadzie, to co to za misja? -Garjon spytał dosyć niespodziewanie.
- Jedziemy do miejsca znanego jako Czarna Przystań.
Na dźwięk tej nazwy, młody Nord wręcz pobladł, a jego spojrzenie stało się jakby nieobecne. Widząc reakcje kompana niedoli, Angra uśmiechnął się ni to przyjaźnie, ni to wrednie.
- Czyli słyszałeś o tym miejscu? -porucznik spytał z zaciekawieniem.
- Tylko w legendach. -odpowiedział z pewnym zawahaniem.- Ale... czyli, to historie o miastach pod ziemią i jaskiniach, gdzie wszystko chce cie zabić to prawda?
- Nie wiem. -odpowiedział porucznik- Nigdy tam nie byłem, a nasze jedyne źródło informacji, to raport sporządzony przez naszych magów.
- I co z niego wynika? I jaki tak w zasadzie jest cel naszej misji?! -Garjon dopytywał się. Przez chwilę porucznik miał wrażenie, jakby miał do czynienia z młodzikiem, a nie z wojownikiem. Owszem, młody wyglądał na 20, może 22 lata, ale zdawał się być... bardziej dojrzały, niż wskazywał jego wiek.
- Cóż... od dłuższego czasu, na terenie Zachodniego Skyrim, grupa magów z Pogranicza tworzy dziwne... zjawiska, nazywane przez nas Morowymi Burzami. Nie wiadomo co to jest, ani jak działa. Zwiadowcy podają różne, często sprzeczne informacje. Jedni twierdzą, że jak ktoś był w sercu tej burzy, to zmienia się w potwora. Inni natomiast, że się od tego umiera. A jeszcze inni, że to coś wywraca rozum na lewą stronę.
- Brzmi dosyć niepokojąco. Ale i ciekawie...
- Brzmi jak brzmi, i jak dla mnie to gadania zrozpaczonych panienek. Bardziej niepokojące jest to, że kilka tych burz zaobserwowano w pobliżu naszej granicy. Dowództwo postanowiło ustalić co się dzieje, a raczej... kazało nam ustalić o co chodzi na własną rękę.
- A co z tym wspólnego ma Czarna Przystań?
- Nie wiem. Raport jest dosyć niejasny w tej kwestii. Podobno nasi zwiadowcy widzieli jak Pogranicznicy tworzą te całe burze przy użyciu czegoś, co przytargali z podziemi. Osobiście liczę, że na miejscu dowiemy się więcej.
- Też mam taką nadzieję, tylko... jak dostaniemy się do Czarnej Przystani?
- O to się już nie martw. Nasi zabezpieczyli jedno z wejść na południe od Gwiazdy Zarannej. Tam zorientujemy się w sytuacji i zobaczymy co dalej.
Wóz niespiesznie jechał na północ. Trzeszczenie jego kół, oraz zimny wicher z północy, zdawały się zwiastować burze... i zgubę.