Ludzie, którzy twierdzą, że laptopy nadają się do gier, są z pewnością mądrzy inaczej.
Dajesz dwa razy tyle za bebechy upchane tak ciasno, że po roku czy dwóch użytkowania laptopa do gier, będziesz mógł go wyrzucić do kosza. Nie wspominając o tym, że przy większej temperaturze powietrza, to będziesz miał z 20 FPS z przegrzania i nie pomoże ci tu nawet podstawka za 400zł.
Widzę, że mam do czynienia z geniuszami, którzy między wierszami czytać nie potrafią.
Laptopy nie nadają się do gier. Laptop "gamingowy", to oksymoron i abstrakcja. Teoretycznie da się na nim grać, ale w praktyce jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Graj sobie na Alienware, w którym wszystko się gotuje i po dwóch latach laptop nadaje się do kosza.
@12dura
Nowy God of War, to przecież jeden wielki reskin i kalka tytułów modnych w ostatnim czasie. Typowy średniak, którym idzie zanudzić się na śmierć.
Żal mi tych ludzi, którzy się tak podniecają tymi samymi przeciwnikami, którym deweloperzy przez cała grę zmienili tylko kolory, bo nawet modeli nie chciało im się podmieniać.
W tej grze nie ma nic odkrywczego, a wiele elementów jest wyciętych z innych tytułów i zaimplementowanych po macoszemu. A ludzie krzyczą, że arcydzieło. Co ten hajp robi z typowymi zjadaczami chleba. No ale właśnie na nich deweloperzy zarabiają, bo ci łykają wszystko. Bez słowa sprzeciwu i krytyki. Klienci idealni.
@planeswalker
Cóż za arcydzieło, o, panie! Te wspaniałe klisze, powycinane z kilku innych tytułów, bo są akurat modne i na topie. Osoba towarzysząca w postaci chłopca - jest! Kamera nad prawym ramieniem bohatera - jest. Choć tylko przeszkadza w grze. Tylko kilka rodzajów przeciwników, którzy bardzo szybko zaczynają różnić si od siebie jedynie kolorami, bo twórcom nie chciało się choćby trochę przerobić ich modeli, i włożyć jednemu czy drugiemu trollowi innej broni do rąk. Przeto wszystkie biegają z tak samo wyglądającymi, wielkimi głazami - jest!
Co jeszcze...
Beznadziejny boss...
spoiler start
Który jest zarazem pierwszym i ostatnim. Bez żadnego zwrotu akcji, bez żadnych ciekawych sekwencji i tej epickości. Ot, okładanie go po pysku, aż nie padnie. To już ten gigant wiszący nad głową Kratosa był ciekawszy...
spoiler stop
Cliffhanger na koniec też jest, za co deweloperom należy się klaps.
Gra robiona na kolanie, wykorzystująca gotowe assety ze zmienionymi modelami i doklejonym znaczkiem God of War, żeby się sprzedała.
Nowy God of War jest taki sobie. W skali growej, to typowy średniak, przynajmniej, jak na dzisiejsze standardy.
Gra jest wykonana poprawnie, stanowiąc zlepek klisz z kilku innych tytułów, modnych w ostatnim czasie. I to w zasadzie wszystko.
Fabuła jest dość przewidywalna i wcale nie porywa. W wielu miejscach jest też trochę wydłużana, by dostosować ją do gameplayu.
Na wielki minus wypadają generyczne walki i przeciwnicy, którzy bardzo szybko zaczynają się powtarzać, zmieniając tylko kolory. O ile w poprzednich częściach - które były siekaninami - mi to nie przeszkadzało, jak i nie przeszkadza w typowych H&S, tak tutaj jest to irytujące. Zwłaszcza, że wszystko doskonale widzimy, a kiedy po raz kolejny wyskakuje na nas troll, dokładnie taki sam jak wszystkie inne, z tym samym kamulcem, którego używa jako broni, tylko mając inne kolory, to ze śmiechu, zażenowania i nudów można po prostu puścić bąka. No ale dzieciaki i tak to kupią i będą się tym zachwycać, więc po co dbać o unikalne modele przeciwników, albo chociaż zmieniać im pewne szczegóły? Żeby trolle miały różne bronie czy coś, no ale poco. Lepiej przemalować i to się wyklepie. To już większą różnorodność miałem w Castlevanii Aria of Sorrow na konsolę Gameboy Advance.
Kamera umieszczona nad prawym ramieniem bohatera jest pomysłem całkowicie idiotycznym. Przez to protagonista wydaje się jeszcze bardziej niezgrabny i ociężały. Taka kamera zasłania pole widzenia i przeszkadza w grze.
No i ostatni boss...
spoiler start
Ostatni boss, który jest również pierwszym, jak i samo zakończenie gry, którego tak naprawdę nie ma, to już szczyt chamstwa. Nie znoszę gier, w których zakończenia nie ma. Równie dobrze twórcy mogli wyświetlić napis: "Kup sobie DLC, bo na pewno będzie, a jak nie będzie, to kup God of War 2".
Pomijając już fakt, że ostatni boss jest równie generyczny i nudny, jak te trolle, które spotykamy po drodze. Najgorsze jest to, że starcie jest do bólu jednowymiarowe. Zwykłe okładanie go i nic poza tym. Człowiek miałby nadzieję na to, iż twórcy zaserwują mu jakąś zmianę perspektywy. Że trzeba będzie walczyć z gigantem, że coś... Ale nie. Tylko parę razy po mordzie i cliffhanger.
spoiler stop
Chwilę pograłem i się zanudziłem. Resztę obejrzałem na youtube, utwierdzając się w przekonaniu, że nie straciłem nic.
Nie polecam.
niektórzy lubią patrzeć w niebo bo im FPS skaczą do góry ;)
Chyba tylko w Minecrafcie. U yadina na konsolach przy spojrzeniu w niebo, a nie daj boże, jeszcze złapaniu lens flare, to FPS'y rwały z tych ledwo wyciśniętych trzydziestu, do dwudziestu pięciu. W takiej sytuacji też bym unikał patrzenia w niebo.
@Gerr
Jesteś, jak widzę, kolejnym piewcą teorii o płaskiej ziemi, na co dzień chodzącym w foliowym kapeluszu. Tyko pogratulować.
Wybacz, ale odpowiadanie na te idiotyzmy, które wypisujesz jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Przestań się ośmieszać.
Admin: Prosimy o uspokojenie emocji i zaprzestanie wzajemnego się obrażania. W przypadku niedostosowania się do tej prośby Administracja lub Moderacja podejmie przewidziane Regulaminem Forum -> https://www.gry-online.pl/regulamin.asp?ID=2 działania.
A po cóż Cyberpunk miałby stawać w szranki z serią, z którą nie ma nic wspólnego? Przecież to zupełnie inny typ gry.
Samo GRA miało swoje wzloty i upadki. Na youtube jest seria filmów porównujących elementy składowe GTA IV i GTA V. Na przykład R* W GTA V całkowicie schrzanili movement postaci, która potyka się o własne nogi i nie potrafi chwytać się krawędzi, a przy szturchnięciach staje się nagle bezwładna na kilka chwil. Choć to jeden z elementów, bo samo GTA V, to była wydmuszka. Zrealizowana z ogromnym rozmachem, pieczołowicie wykonana wydmuszka, która nie oferowała graczowi absolutnie nic ciekawego. Nie licząc infantylnej fabuły i wyświetlanych w singlu reklam, ile to sobie za realną kasę nie kupisz bajerów w GTA Online.
@Piratka88
Zapoznaj się z pojęciem, którego znaczenia najwyraźniej nie znasz. Twój post nie był sarkastyczny. Raczej infantylny. Czyżbyś miała dziesięć lat, iż oczekiwanie na coś jest dla ciebie aż tak irytujące, żeby trzeba było fakt istnienia tegoż przed tobą skrzętnie ukrywać? Ekhem!
Najwyraźniej moja żartobliwa, ociekająca sarkazmem wypowiedź nie wystarczyła, byś się potrafiła zorientować. Ba! Nawet pozostawiona przy niej emotikona okazała się dla ciebie jedynie nic nieznaczącym hieroglifem. Także z nas dwojga doskonale widać, kogo przerasta czytanie ze zrozumieniem, oraz dostrzeganie wcale nie ukrytych treści.
Nie zawsze warto mierzyć innych miarą swojej niekompetencji.
Jeżeli ty pracujesz w marketingu, to na pewno ta firma długo nie pociągnie. Chyba, że na dno.
Dark Shadow of Assassin's Souls?
Nieważne, czy to będzie zrzynka. Ważne, czy to będzie grywalne. Jeżeli Egipscy deweloperzy wyrwą to co najlepsze ze wspomnianych przeze mnie produkcji, dorzucając trochę ciekawych pomysłów (a przynajmniej niczego nie spieprzą), to może być po prostu dobra siekanina.
@Piratka88
Wolałabyś Early Access, Pre-Order i Season Pass? Oraz - okazjonalnie - trochę mikrotranskacji, jak w Borderlands 2?
Weź już nie dramatyzuj...
@Gerr
Nie wygaduj bzdur.
Po pierwsze, w wypadku widoku FPP nie ma mowy o ruchach wirtualnego ciała. Porusza się tylko kamera i "przyklejona" do niej ewentualna broń. Właśnie dlatego te ruchy mogą być tak dynamiczne, bowiem nie biorą pod uwagę fizyki ciała. Jednak sama dynamika tegoż jest już kwestią odpowiedniego zaprogramowania. Zależnie od tego, jak dobra jest fizyka i w jaki sposób programiści skonstruują algorytmy odpowiadające za poruszanie się postaci, ta może być bardzo zwrotna i reagować na polecenia przyrządów jak należy, lub wręcz przeciwnie. Zatem precyzja sterowania nie ma tu nic wspólnego z kamerą. Zależna jest jedynie od kunsztu programisty i wykorzystanego silnika.
Równie dobrze można zaprogramować postać w grze, której ruchy celowo będą mozolne, niezgrabne i bardzo ograniczone. Można również zwyczajnie spaprać sterowanie.
O zmyśle przestrzennym nie może być mowy w wypadku braku czucia ciała (bo to niemożliwe) wirtualnego bohatera, oraz widzeniu tunelowym, ograniczonym i nie mającym nic wspólnego z widzeniem człowieka. Żadna gra FPP nie jest w stanie oddać realnie tego, jak widzi człowiek. Przypomina to bardziej człowieka z założonymi szorami z każdej strony.
Zmysł przestrzenny człowieka opiera się na wzroku. Załóż sobie szory i kołnierz ortopedyczny, to przekonasz się, jak bardzo ograniczy to twój zmysł przestrzenny, kiedy nie będziesz w stanie zobaczyć własnego ciała. To świadomość własnego ciała, które możesz w każdej chwili zobaczyć, oraz widzenie obwodowe i ogólnie szeroki kąt widzenia pozwala ludziom tak dobrze się orientować. Podobnie jest z dźwiękiem. Jeżeli stracisz słuch, to istnieje duża szansa na to, że staniesz się niemy, a na pewno będziesz miał poważne problemy z mówieniem, bowiem poprawne wysławianie się wymaga słyszenie własnego głosu, co pozwala dostosować jego ton, natężenie i inne rzeczy. Nie słysząc własnego głosu, nie potrafisz się zorientować, czy mówisz tak, jak chcesz to robić.
Oczywiście świadomość ciała wymaga też jego czucia, tak samo jak prowadzenie pojazdu również opiera się na czuciu go przez nasze ciało. Tego w grze nie mamy, więc tym bardziej musimy opierać się na zupełnie innych rzeczach. Na wyczuciu mechaniki gry i sterowania
Trolle lubujące się w sianiu wiatru i rozpętywaniu gównoburz znajdą się zawsze i będą konstruować problemy z niczego.
To nie oni są problemem, tylko ci, którzy ich karmią. Gdyby ludzie takowych olewali, to by nie było sprawy.
Tak jak był problem w związku ze Smugą - bohaterką gry Overwatch Blizzarda - tak będzie problem z Cyberpunkiem zapewne i z każdą inną grą. Dawniej takich problemów nie było. Media i co poniektórzy znachorzy, oraz szarlatani ograniczali się do wieszania psów na grach, jakie to są złe i wyżerają mózgu, robiąc z dzieci morderców. Z tym nie za bardzo wyszło, więc musieli wymyślić coś na miarę naszych czasów. Czasów absurdu i wszechobecnej dezinformacji, oraz propagandy i zidiocenia zaszczepianej w ludziach, by mieli o co bić się między sobą, podczas gdy rząd będzie mógł ich wtedy należycie wykorzystywać.
Jest mnóstwo korzyści płynących z wyboru kamery FPP, wśród nich możemy wymienić bycie bliżej bohatera i uczucie przywiązania do niego. (…) Idź zagrać w grę z widokiem trzecioosobowym, na przykład Wiedźmina 3, i spójrz w niebo. Po prostu spójrz prosto do góry. Zdasz sobie sprawę, że imersja niezbyt dobrze działa w tym wypadku. Nie czujesz bowiem, że to TY patrzysz w niebo, a jedynie poruszasz kamerą.
Źródło: https://www.gry-online.pl/newsroom/cyberpunk-2077-bedzie-poruszal-tematy-polityczne/z21af73
Jestem po prostu zażenowany tym, iż jakikolwiek deweloper growy może powtarzać te bzdury. Toć od dawna wiadomo, że to jest nieprawdziwa nieprawda. Widok FPP wcale nie wspomaga żadnej immersji, a widok TPP z kolei jej nie umniejsza. Wręcz przeciwnie. Widok FPP jest nienaturalny, bowiem nie pozwala na odwzorowanie realnego spojrzenia ludzkiego. Z kolei widok TPP pozwala lepiej wczuć się w "ciało" bohatera, oddając nam większą nad nim kontrolę. Tak jak w rzeczywistości. To właśnie widok FPP jest tym fałszywym, bo bardziej przypomina widzenie tunelowe. Tyle, że świetnie nadaje się do strzelanek, jednak w wypadku tak bogatego świata jak Cyberpunk będzie to strzałem w stopę.
Bardzo dobrze widać tą różnicę w wyścigach samochodowych. Widok z wnętrza kabiny jest okropny, bo nie da się odwzorować tego natychmiastowego ruchu gałek ocznych i widzenia obwodowego, kiedy mamy w realnym świecie możliwość spojrzenia gdzie chcemy w każdej chwili. Dlatego widok TPP w wyścigach pozwala na większą kontrolę otoczenia i świadomość ciała/pojazdu, ogólnie - wspomaga wyobraźnię przestrzenną.
Nie wyobrażam sobie stosowania wszystkich tych nowinek technologicznych bez patrzenia na to, jak to się odbywa. A na to się własnie zanosi, jeżeli REDzi nas widoku TPP pozbawią. Chyba, że ten będzie się włączał tylko w określonych momentach, jak to miało miejsce w Deus Ex: Human Revolution.
Koniec końców, każdy normalny gracz zdaje sobie sprawę, że to tylko gra i on tylko porusza kamerą, co wcale nie przeszkadza się mu zatracić w wykreowanym świecie i zachwycić kunsztem artystycznym projektanta. Liczą się wszystkie szczegóły, elementy składowe.
Co do poprawności politycznej, to nie liczyłbym na to, iż gra obejdzie się bez cenzury. Doskonale znamy te absurdy dzisiejszych czasów, gdzie krew i flaki mogą latać w ilościach przekraczających hurtowe, ale opięta leginsami pupa Smugi (Overwatch) urasta do rangi problemu pierwszego świata i już robi się z tego medialną aferę...
Nie wspominając o tym, że na youtube trzeba cenzurować byle sutek, choćby najmniejszy, jeśli tylko w grze się pojawia, ale Sexmasterka może wymachiwać wibratorami ile wlezie, bo przecież robi to w celach edukacyjnych.
@A.l.e.X
Ciekawe, jaki ty byś chciał rozwój postaci w grze nastawionej typowo na dynamiczną walkę...
O ile pamiętam, to w Wiedźminie III były też umiejętności, które miały wpływ na pojawienie się dodatkowych opcji dialogowych, więc nie rozumiem narzekania. Tym bardziej niezrozumiały jest dla mnie zarzut odnośnie ekwipunku. Wiedźmin miałby zbierać roślinki i je sadzić czy co?
Pomyliło ci się coś chyba solidnie. To nie rozwój postaci decyduje o RPG'owości danego tytułu. Z Wiedźmina dobrego RPG'a uczynił rozbudowany, wiarygodny świat, oraz dialogi na bardzo wysokim poziomie. Walka, to istotny dodatek, tak samo, jak rozwój postaci, który również do tej walki jest dodatkiem, by gracza czymś zająć. Bowiem siekanie wrogów jest równie atrakcyjne i ciekawe, co śledzenie całej historii i rozwiązywanie kolejnych zadań.
Samo się to nie nabija. Trzeba grać, co ci zapewne umknęło. Przy takim systemie rozwoju zawsze istnieje szansa, że umiejętności nie będą nabijały się wystarczająco szybko (albo w ogóle) wraz z postępami w grze i trzeba je będzie sztucznie farmić, by można było je sensownie wykorzystać w miejscach, które tego wymagają.
Zawsze też istnieje szansa, iż bohater będzie kaleką poprzez nadmierne wyspecjalizowanie się w jednym typie walki, podczas gdy gra wymagać będzie różnorodności. Tutaj jednak sporo zależy od zorganizowania tego systemu i tego, na jakie kategorie i umiejętności zostanie on podzielony.
W Mass Effect strzelając z broni, której nasza klasa nie potrafiła obsługiwać (nie mieliśmy do niej skilli) miała problemy z trafieniem z niej czegokolwiek z kilku metrów. Przez to pojedynki wyglądały czasami kuriozalnie, kiedy skracając dystans, chcieliśmy użyć strzelby, czy pistoletu, no ale nie można było tego zrobić, bo nasza postać nie była w stanie trafić z niej kogokolwiek z powodu braku skilla.
W Mass Efect BARDZO duży wpływ na trafienie miały właśnie umiejętności. Zagraj, zanim się zaczniesz wypowiadać. Ja osobiście w to grałem i wiem, jak to wyglądało.
Muj Borze! Toż to szok!
Gdyby to była jedyna gra na Steamie, która wykorzystuje Minery, to jeszcze można byłoby się dziwić. Problem w tym, że używanie Minerów przez gry czy różne programy stało się normą od czasu, kiedy zaczął się boom na kryptowaluty.
W tej chwili Minery różnego rodzaju są dosłownie wszędzie. W co drugim pop-upie na większości stron. W grafikach w Google. W odtwarzaczach filmów na stronach internetowych. No i w grach. I to nie tylko tych darmowych.
A pamiętacie aferę klienta ESEA, który też kopał kryptowaluty? No właśnie... Ten proceder ciągnie się już od dawna. I nikt nie robi z tym absolutnie nic.
Brzmi to bardzo źle, ale jest szansa, że wszystko jeszcze się całkowicie zmieni. Skoro to dopiero pre-alpha, to nie ma co zbytnio narzekać.
System rozwijania i maksowania cech a'la Skyrim nie jest dobrym pomysłem. Dlaczego? dlatego, że będzie się opierał na bezsensownym marnotrawieniu czasu poprzez klikanie jak największą ilość razy, jak najmniejszym kosztem, zamiast zdobywania doświadczenia dostosowanego do postępów w grze.
Na papierze taki system się sprawdza, ale w grze otwartej na pewno nie ma szans. Kto grał w Skyrim, ten doskonale wie o czym mówię.
Jakże nudne i głupie było skillowanie craftingu, byle tylko zdobyć kolejne punkty umiejętności, które i tak można było sobie wydać na dowolne perki, czyli niezwiązane z dziedziną, dzięki której je zdobyliśmy. Zwłaszcza porywającym było to, jeżeli ktoś grał bez modów, i te dwie godziny na mozolnym przenoszeniu materiałów do miejsca, w którym się je zużywało. Albo szkolenie sobie magii iluzji. To było można zrobić łatwo, bo w Gildii Magów wystarczyło stanąć w studni many i raz za razem rzucać zaklęcia za darmo. Po jakimś czasie (już nie pamiętam, po godzinie czy dwóch?) mieliśmy całą magię iluzji nabitą na maks. Tylko jaki to ma sens, takie stanie i klikanie?
Druga sprawa, to system rozwoju postaci i walki. Jeżeli walka będzie wyglądała jak w Fallout, albo Mass Effect, to na pewno w to nie zagram.
Nie wyobrażam sobie dynamicznej strzelaniny w świecie cyberpunk'a (czyl idefacto nafaszerowanego bronią, wszczepami, mechami, pancerzami wspomaganymi etc.) rozgrywanej na zasadzie rzutu kością. Zwłaszcza, jeżeli celność naszej postaci ma być zależna od statystyk, a nie naszego refleksu.
Po cyberpunku spodziewałbym się dynamicznej gry RPG akcji w stylu Deus Ex. Mnóstwo strzelania, ale i dialogów. Mnóstwo możliwości ze względu na gadżety i rozwój postaci. Albo robimy rozróbę, rozwalamy wszystkich, zastraszamy etc, wbijamy się w pancerzu wspomaganym do siedziby korporacji, albo negocjujemy na charyzmę. Albo włamujemy się do systemu i przejmujemy drony ochrony. A może przekradamy się a'la ninja? Tak to powinno wyglądać. Wolność wyboru w działaniu, ale działania zależne od zręczności gracza.
Osobiście uważam, że zafundowanie graczom loterii RNG w połączeniu z widokiem TPP i światem Cyberpunku byłoby całkowitą herezją.
Miejsce takiego systemu walki jest w starych, dobrych RPG'ach z rzutem izometrycznym. A i to nie do końca, bo przecież już nie raz udowodniono, iż można zrobić grę z rzutu izometrycznego z dynamicznym systemem walki, nieopartym na RNG.
Zapomniałeś o Ruskich i Tureckich Cheaterach. To oni w dzisiejszych czasachstanowią większość graczy tego typu gier. Chińczycy trzymają się swoich MMO i produkcji typowo azjatyckich, lub przynajmniej dostosowanych do ich nietypowego gustu. Za to Rosjanie i Turcy pchają się do Europy nawet, jeśli mają swoje własne serwery, na potęgę wykorzystując VPN by psuć wszystkim rozgrywkę.
Dziwi mnie to narzekanie na optymalizację czy inne bolączki, kiedy przyczyną upadku PBUG będzie ten sam czynnik, który przyczynił się do upadku CS:GO. Cheaterzy. Przy tym syfie wszelkiego rodzaju inne bolączki tracą jakiekolwiek znaczenie. PBUG był drugą, najpopularniejszą grą po CS:GO, którego potem wyprzedził. Swoją popularność zaskarbił sobie oczywiście dzięki propagowaniu go przez wszelkiego rodzaju streamerów. Wiadomo, jak to się kończy. Każda popularna gra ściąga do siebie Rosjan i turków, a te narodowości grają w sposób zero-jedynkowy. Albo nie czitują, przez co na duługo w grze nie pozostają, albo cheatują na potęgę, w ogóle się z tym nie kryjąc.
Tak CS:GO jak i PBUG miały problem zcheaterami, bo ci mogli przez długie miesiące cheatować do woli w sposób całkowicie jawny - bez żadnego bana. To nie jest przypadek, że większość graczy, na koncie Steam miała CS:GO w zestawie z PBUG i praktycznie żadnych innych gier. Za to w tych dwóch przegranych stki godzin, w czasie których zwyczajnie psuli zabawę innym graczom.
Gry online nastawione na PvP już się skończyły. Grają w nie jeszcze tylko cheaterzy, osoby, które są w tym nieuświadomione, lub sadomasochiści, którym nie przeszkadza to, że są na każdym kroku rozwalani przez ruskich haxów, którzy nie ponoszą za to żadnych konsekwencji, bo i tak im nie zależy, że dostaną tego bana po kilku miesiącach, skoro mają po kilkadziesiat dodatkowych kont i na każdym cheatują.
W starych, dobrych czasach cheaty były rzadkością, bo trzeba było się postarać o to, by je zdobyć, a potem jeszcze zainstalować i skonfigurować. Większość była łatwo wykrywalna. Dzisiaj to jest pandemia. Problem osiągnął salę globalną, gdzie praktycznie do kadej gry online nastawionej na PvP natychmiast powstają całe strony sprzedające cheaterskie oprogramowanie. Ba! Są nawet firmy, które zajmują się sprzedażą nośników z zakodowanymi cheatami. Pomijam już "legalne" wspomagacze zainstalowane w sprzęcie gamingowym, tak szeroko propagowanym i rozpowszechnianym przez znane firmy.
Ja osobiście byłem zmuszony zrezygnować z grania w gry online PvP przez cheaterów właśnie. I dzięki temu jestem o wiele zdrowszy, bowiem takie granie nie przynosi nic, prócz frustracji i bezradności. Bowiem i tak zawsze obrywa uczciwy gracz. Czy to od samych cheaterów, czy od korporacji - deweloperów, którzy na wszelkie sposoby starają się uciszyć tych, którzy mówią prawdę.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że europosłowie znienawidzonego PiSu głosowali za odrzuceniem tych chorych artykułów a 'obrońcy demokracji" z PO byli za. To tylko pokazuje hipokryzję polskich polityków, którzy mówią jedno a robią drugie.
Nihil novi sub sole?
Przecież to jest oczywiste dla każdego myślącego człowieka, iż partie polityczne są efektem stosowania przez rząd starej zasady "divide et impera" i mają one na celu dzielić społeczeństwo, podczas gdy wszyscy politycy żrą z jednego koryta. To jest teatr na potrzeby ludu. Oni się wykłócają, drą koty i grzmią z ambony jeden na drugiego, a po obradach wszyscy idą razem na wódkę.
Podział na partie ma stwarzać złudzenie wyboru, a jednocześnie obciążać winą za zły wybór społeczeństwo (jak głosowaliście, tak macie!).
Nie wiem, kto pisał te bzdury w ramce dotyczącej Deus Ex i tego, jakoby ten tytuł miał być rzekomo konkurencją dla Cyberpunk 2077.
Zacznijmy od tego, że pierwsza część Deux Ex wyszła w 2000 roku, czyli osiemnaście (sic!) lat temu, a ostatnia część w 2016 roku (Deus Ex: Mankind Divided). Zatem o konkurencji nie może być mowy. Jednak - co ważniejsze - Deus Ex nie jest Cyberpunkiem. A już na pewno nie jest to świat wzorowany na settingu Cyberpunk 2020, na którym opiera się Cyberpunk 2077. To dwie są zupełnie różne wizje świata, zatem ich porównywanie nie ma żadnego sensu.
Jeśli zaś chodzi o bycie korporacyjną marionetką, to i dosłownie i w przenośni tak Deux Ex jak i Cyberpunk 2020 eksplorują ten temat udowadniają, że każdy jest taką marionetką, bowiem korporacje rządzą światem i każdy korzysta z ich technologii, będąc uzależnionym od tego, z czym walczy. A walczy właśnie dlatego, że jest uzależniony. Z punktu widzenia filozoficznego, anarchizm to w zasadzie nihilizm, który nie ma żadnego sensu.
Korporacje są naturalnym produktem rozwoju cywilizacyjnego; rozwinięciem instynktu gniazdowania i przynależności grupowej.