Generalnie mam taką zasadę, że serie gier przechodzę w całości od początku do końca. Nie inaczej jest w tym przypadku. Aktualnie jestem w trakcie grania w DA: The Veilguard i w sumie pierwsze moje spostrzeżenia nie napawają mnie optymizmem.
O ile DA: Origins i DA II wciągnęły mnie na długie godziny, w trakcie których ciężko było mnie odciągnąć od monitora. Wciągająca fabuła, która sprawiała, że chciało się dalej i więcej poznawać towarzyszy i uniwersum Fereldenu, ciekawe misje, dialogi, itd.
Inkwizycja również mimo wszystko dała radę. Jednak Straż Zasłony jest kolejnym - niestety - przykładem na to, że markę można rozwijać bardzo dobrze i z wielkim sukcesem. Do momentu, gdy nawiąże się współpracę z ludźmi z Electronic Arts. Wówczas możemy być prawie pewni, że ci ludzie rozłożą tytuł na łopatki, prędzej czy później.
Jeśli chodzi o samą grę, to na gigantyczny plus zaliczyć można wykonanie wizualne lokacji, które przychodzi nam przemierzać. Co do reszty, to niestety mało już tu ducha i klimatu Dragon Age. Niewiele również zostało z samego gatunku RPG. Tą grę bardziej można zaliczyć do zręcznościówek. Mało klimatu, maksimum akcji.
Postacie również takie jakieś miałkie i bez wyrazu. O ile we wcześniejszych częściach każdy z towarzyszy spotkanych po drodze był na swój sposób styrany i zmęczony wydarzeniami świata o tyle tutaj mamy wesołków przekonujących się nawzajem, że "mimo wszystko fajno leci" (takie to do przesady amerykańskie). To jednak w jakiś sposób podkręcało klimat świata, w którym przyszło nam podróżować. Tu niestety kompletnie brak jakiegokolwiek klimatu.
Zresztą nie mam pojęcia kto i dlaczego wymyślił wygląd postaci jakby były żywcem wyciągnięte z jakiejś japońskiej bądź koreańskiej anime. Wszyscy śliczni i piękni, nawet mimo sińców na gębach. Po prostu cukierkowo i słodziutko.
Notę dla samej gry dałem mimo wszystko 6,5 chyba ze względu na sentyment, Jednak podejrzewam, że po pierwszym razie zapomnę o tej produkcji bardzo szybko, mimo że wcześniejsze pamiętało się latami.