No dobra, ostatni raz, od początku. Do wszystkich broniących scalperów przez pryzmat wolnego rynku i kapitalizmu. Może ten prosty przykład pozwoli wam zrozumieć czemu powinno się piętnować to zjawisko? Wyobraźcie sobie, że stoicie w kolejce przed sklepem, czekając na jego otwarcie. Sklep otworzą o 8:00,, ale już teraz przez szklane drzwi widzicie towar, po który przyszliście. O 7:50 pojawia się osobnik, który otwiera sobie boczne drzwi do sklepu. Nie jest to pracownik sklepu i nie powinien posiadać klucza którym się posługuje. Jednak zdobył go, prawdopodobnie nielegalnie, płacąc za niego znaczącą sumą cebulionów.
O 7:53 obserwujecie, jak w/w osobnik spaceruje po sklepie z wózkiem i pakuje do niego towar, który chcieliście kupić, wszystkie sztuki. O godzinie 8:00 automatycznie otwierają się główne drzwi i kasy. Kiedy wy dopiero wchodzicie do sklepu, on właśnie płaci za towar i wychodzi z nim ze sklepu.
Po wszystkim ustawia się na zewnątrz i proponuje wam produkt za wielokrotność ceny sklepowej. Wspomina przy tym, że dzięki niemu masz ułatwiony dostęp do towaru, bo przecież nie musisz chodzić już po sklepie (pod którym już i tak staliście). Poza tym on to i tak mały pikuś, bo musi przychodzić rano, kiedy już robi się widno, a niektórzy to mają taki kluczyk z latarką diodową, dzięki czemu mogą wchodzić do sklepu w nocy i już wtedy zbierać towar. Do nich to on w ogóle nie ma podjazdu. Bieda panie!
Bardziej łopatologicznie chyba nie da się wyjaśnić.