Moje najwspanialsze Święta chciałabym spędzić wraz z Ezio w przecudownym świecie Guild Wars 2. Może i to połączenie dwóch różnych światów - włoskiego i typowego fantasy, na papierze nie ma racji bytu. Jednak w rzeczywistości sprawdziłby się idealnie podczas świątecznego maratonu. Świat Guild Wars 2 oferuje przeciekawe eventy świąteczne, w których co roku uczestniczę. Znaleźć się wśród tego rozgardiaszu na żywo, wraz z najlepszym assassynem z całej serii, stworzyłoby dla mnie najlepsze i najciekawsze, pełne atrakcji Święta. Ezio wtopiłby się w barwny tłum uczestników i wraz z nim wzięłabym udział w licznych konkursach, zawodach i eventach. Niekrwawa, ale jakże wciągająca bitwa na śnieżki, wygrywanie melodii kolęd, szukanie prezentów, ubijanie świątecznych przeciwników. To i wiele więcej dostarczyłoby mi radości na cały świąteczny czas
Życzę im i sobie
Żeby nowowydane gry zawsze sprostały ich oczekiwaniom,
I każda z nich była jednym wielkim marzeniem,
Pełnym niezapomnianych przygód i bohaterów,
Który przyciągnie na wiele godzin przed ekrany konsol i komputerów.
Dyskusje niech będą merytoryczne i z rozmówców poszanowaniem,
Nie róbmy dymu, ale uczmy się od siebie nawzajem.
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain to nie tylko wspaniałe bronie i budowanie swojej bazy. Dostaliśmy tam dwójkę wspaniałych zwierzęcych przyjaciół: konia i psa DD. Ile o naszym psiaku można się rozpisywać wiele, o tyle konik często jako towarzysz jest pomijany, i to niesprawiedliwie. D-horse towarzyszy nam niemal od samego początku, zawiezie nas we wszelkie niedostępne miejsca a na dodatek posiada tajną broń odciągającą uwagę wrogów - potrafi na zawołanie postawić swoją śmierdzącą "minę". Takiego poświęcenia ze strony zwierzaka w żadnej innej grze nie spotkamy.
Myślę, że Wiedźma Chaosu z Dark Souls nadałaby się do sprzątania mojego mieszkania idealnie. Wieloręczność to prawdziwy atut przy tego typu zadaniach. W godzinkę mogłaby ogarnąć wszystkie pomieszczenia i jeszcze ugotować obiad. Do tego jest kobietą więc zmysł estetyczny ma o wiele lepszy niż jakikolwiek inny złoczyńca płci męskiej.
Ikona Heroes III of Might and Magic. Piękna, lśniąca tarcza ze złotym gryfem na środku symbolizującym dynastię Gryfie Serce. Niczym Gwiazda Betlejemska wskazuje drogę uciemiężonemu ludowi Erathii. No i oczywiście wyglądałaby super w 3D
Jak świąteczny festyn to tylko w nocy. Wiadomo - światełka, lampki na choinkach i inne bajery dają wtedy największe wrażenie. A jaka postać najbardziej lubi noc i w ciemnościach czuje się jak ryba w wodzie? Oczywiście skrytobójca. W LOL najlepszym skrytobójcą jest Apheliois. Jego wadę (jest niemową) można zamienić w prawdziwy atut. Byłby jedynym niemym konferansjerem o jakim słyszał świat. Festyn świąteczny byłby wypakowany widzami jak choinka prezentami. Do tego zrobi jakieś swoje akrobacje z bronią i widownia oszaleje.
Większość tutaj obecnych zakrzyknęłaby pewnie chórem CYBERPUNK!
Ja natomiast największych fajerwerków doświadczam w Borderlands 2.
Niektóre bronie, którymi się tam posługujemy zasługują na miano "kolorowego bombardowania". Jedna, która (o zgrozo!) najbardziej zapadła w pamięć wystrzeliwuje pociski w kształcie jednorożców, które z kolei dzielą się na mniejsze jednorożce i po wybuchu zostawiają prześliczną, kolorową tęczę. Po co komu Cyberpunki skoro można znaleźć takie cuda
Na melodię z Last Christmas
Mieeeej potion zawsze w swej sakiewce
By na walkę być gotowym gdy będziesz atakowanym
Tego unikaj, by ocalić życie
Nie miej nigdy pustych flaszek
Z czym kojarzą nam się Święta? Z luzem, odpoczynkiem, śniegiem i prezentami. Wszystkie te elementy znajdziemy w dodatku do Borderlands 2 pt. "How Marcus Saved Mercanery Day. Chyba właśnie on nadaje się na oficjalną świąteczną strzelankę. Piękna Pandora została wypełniona śniegiem, paczuszkami, choineczkami, biegającymi maniakami (Psycho) w czapeczkach i głównym złym - ogromnym bałwanem, który niczym Arctos (ktoś pamięta kreskówkę Tabaluga?) próbuje nam zamrozić nasze 4 litery. Tam naprawdę czuć ducha Świąt
Komandorze Shepard wystąp!
Oto nadszedł ten dzień. Dzień, w którym staniecie na polach chwały i dostąpicie zaszczytu pokierowania armią dzielnych bałwanów. Niestety są to prawdziwe bałwany (w przenośni też) więc rozumu u nich za grosz. Potrzebują twardej ręki, jasnych poleceń i przywódcy takiego jak ty! Misja jest trudna, śniegu u nas w tym roku jak na lekarstwo, dlatego szeregi mamy znacznie przetrzebione. Wróg ma do swojej dyspozycji piekielnie gorącą broń – słońce i ciepło.
Wiem, że już nie raz wychodziliście cało z patowych sytuacji dlatego wybieram do tego samobójczego zadania właśnie ciebie.
Czy podołasz tej misji i obejmiesz dowodzenie?
Taka gra musi spełnić kilka punktów, żebym mogła zaczynać za każdym razem „goła i wesoła”, a jednocześnie żebym czerpała z tego radość.
1. Nieliniowość – Jest wiele dróg do celu. Rozgrywka za każdym razem jest inna, nieliniowa.
2. Można ukończyć w kilka godzin – w większości gier celem jest zobaczenie napisów końcowych, dotarcie do endgamu, usieczenie Wielkiego Złego itd. Dlatego wszelkie tasiemcowe sandboksy wciągające na miesiące, z bazylionem zadań niestety odpadają.
3. Odkrywanie nowych treści – z każda nową rozgrywką odkrywam w grze coś nowego co dotąd mi umykało, docieram do ukrytych opcji, ciekawych dialogów, sekretów. Jest to coś dla czego warto zawsze próbować od nowa.
Znam jedną gierkę, odkrytą niedawno, która spełnia te kryteria. Jest to Hades - piękna, ciekawa i śmieszna historia o synu władcy podziemia, który usiłuje się wydostać z tytułowego Hadesu. Tak, ją zaczynałabym chętnie od nowa po wielokroć
Jest jedna gra, o której myślę jak o wielkiej, ciepłej i bardzo słonecznej przygodzie. Uncharted 3: Oszustwo Drake’a. Po zimowych i nepalskich przygodach w drugiej części, sterany przez życie złodziej, po wielu bojach i oczywiście przypadkowo rozbitym samolocie, ląduje pośród piasków pustyni. Tam to już programiści uraczyli nas masą obłędnych widoków. Cudowne, zapomniane miasto wygląda niczym z gier o Księciu Persji, a krystalicznie czysta woda (miejscami tylko wywołująca halucynacje) zachęca do uzdrowiskowych kuracji. To takie piękne, odległe i bardzo ekskluzywne SPA
Jest taki jeden kandydat, który z bombkami będzie obchodzić się jak z jajkiem. Bohater gry Unravel – włóczkowa maskotka, jest mięciutki, puszysty i oczywiście zręczny (mimo, że prawdziwych, ludzkich rąk jako takich nie posiada). Każdą spadającą, niczym Kevin Costner w filmie Bodyguard, osłoni swoim ciałem. Jego superdługie i rozwijające się ręce pozwolą z niezwykłą zręcznością wymalować nawet najbardziej finezyjne wzory. Kawałek sznureczka jako zawieszkę też chętnie użyczy.
Eivor to zwinny człek. A choinka to kawał drewna, sztywniak. Niby nie zdąży uchylić się przed uderzeniem topora, ale to łańcuch będzie tu znakomitym orężem. A połączenie tych dwóch to dopiero będzie odlot. Dwa topory Eivor połączył znalezionym łańcuchem. Teraz tylko pozostało wykazać się celnością. Pierwszy topór w lewą dłoń, drugi w prawą, mocny zamach i bronie poszybowały w kierunku drzewa. Dokładność rzutu była dosłownie powalająca, o czym przekonała się olbrzymia choinka, kiedy topory przeleciały obok pnia a łańcuch owinął się wokół niego. Siła rzutów była tak wielka, że choinka złamała się tuż przy ziemi, a Eivor musiał tachać wielkie drzewko do swojej meliny.
Krasnoludy, bo są najbardziej spokrewnione z gnomami. Są znane z ciężkiej pracy, pieczołowitości i dokładności. Może i są gburowate i toporne, ale zapakowane przez nie prezenty byłyby bezpieczne przez cała drogę, a samo rozpakowywanie byłoby niezłą frajdą i dałoby mnóstwo radochy, bo przecież krasnoludy nie zapakują prezentu w papier.
Szary. Jest taki … nijaki. Ni to biały, ni to czarny. Nie wiadomo, którą stronę trzyma – dobrą czy złą. Z tego powodu jest najbardziej podejrzany, bo nie wiadomo czego można się po nim spodziewać. Zdradzi czy będzie sojusznikiem, pomoże czy będzie zgrywał neutralną Szwajcarię ?
Moim kompanem będzie dr Mario. On wiedział, jak zabijać wirusy i poradzi sobie z wszelkiego rodzaju mikrobami, zarazkami i roztoczami. Także sprzątanie mam, załatwione. On jest najlepszym strategiem jeśli chodzi o planowanie. Układanie kolorami wymaga logicznego myślenia, które wykorzysta przy planowaniu moich przedświątecznych zajęć. Z nim żadna zupa nie będzie przesolona, a uszka w barszczu nie będą surowe.
Święta się zbliżają wielkimi krokami,
Już niedługo, już widać je przed nami.
Dla wszystkich graczy czekających na ten świąteczny czas,
Niech zaskoczy wielkim dobrem Was.
Niech Wasze życie będzie zawsze pełne mocy,
By nie brakowało Wam energii do zarywania nocy.
Aby światło dnia rozjaśniało wasze drogi,
Czasem splątane, czasem bez odnogi.
I by z każdej strony czekało coś nowego,
Nieprzewidywalnego i pięknego.
By każda nowa gra zapewniała nowe doznania,
Niezapomniane historie gotowe do odkrywania.
Aby energia świata Was zaskakiwała,
I swojej mocy w tym radosnym czasie Wam użyczała.
Moje noworoczne gamingowe postanowienie to stosować Kodeks gracza, które jest niczym bushido dla samuraja. Dla prawdziwego gamera punktem honoru jest jego przestrzeganie, a zasada tylko jedna ale jakże treściwa, przyjmij porażkę z godnością nawet, gdy w pył cię wróg zamienia.
Planeta Bastion jest idealna na spędzenie ferii zimowych,
Nadaje się dla zmarzluchów, którzy nie lubią kończyn odmrożonych,
Zamiast tego pasjonują się książkami i zdobywaniem wiedzy,
Gdyż właśnie tam najsławniejsza biblioteka czytelnictwo szerzy.
Dla mnie nie ma nic wspanialszego niż zatopienie się w lekturze,
Ale niestety tylko 2 tygodnie spokoju przy książkach mogłoby trwać dłużej,
Spędziłabym tam chętnie całe miesiące i lata,
Cały pozostały czas do końca świata.
Finałowa piosenka z Guild Wars 2 „Fear Not This Night” zaśpiewana przez kolędników sprawiłaby, że otwarłabym im drzwi na oścież i jeszcze rozwinęła czerwony dywan oraz poczęstowała świeżo upieczonymi piernikami. Jest to piękna piosenka o prawdziwym Bożonarodzeniowym klimacie, bez wstawek o wojnie, zabijaniu itd. Może melodia niezbyt kolędowa, ale idealna do zaśpiewania acapella z dodatkowym chórkiem małych rozrabiaków.
Prince of Persia zasługuje na świetlany powrót z zapomnienia,
Kilka lat przerwy dało tej serii trochę wytchnienia,
Bo ostatnia część z 2010 r. nie powalała oryginalnością,
Była łatwa, bez zagadek i charakteryzowała się ogromną bezbarwnością.
Książę powinien powrócić w chwale na tron gier zręcznościowych,
Przykuwać historią, dostać multum mechanik nowych.
To właśnie Piaski Czasu i Dusza Wojownika przyciągnęły mnie do monitora na długie godziny,
Na takie zaskoczenie i emocje czekam wśród innej growej dłubaniny.
Bowser już od Wielkanocy knuje jak by tu zepsuć święta. Ciągle spotykają go same porażki. Z księżniczką Peach mu nie wyszło, Zając Wielkanocny znalazł swoje pisanki, to teraz (o zgrozo!) spróbuje ukraść wszystkie upieczone pierniczki. Święta to dla graczy czas intensywny, bo wiadomo, że tyle gier jest do ogrania a tak mało tego wolnego… Tę właśnie okazję wykorzystałby Bowser. Wysłałby swoich małych pomagierów z podrobionymi ciasteczkami, które niepostrzeżenie zostałyby zamienione na te właściwe. Zapracowany gracz nie zwróciłby uwagi, że ciasteczka zostały zamienione na tekturowe podróbki… Nastrój Świąt prysłby w jednej chwili, bo co to za Święta bez pierniczków
O to jest pytanie w sam raz dla mnie,
bo uwielbiam ostre danie.
Więc może coś bardzo pikantnego,
choć oczywiście odżywczego i postnego?
Koktajle wielowarzywne z sambalem
będą doskonałym dla graczy wieczerzy zwieńczeniem.
Bo każdy gracz przy minimalnej dawce aktywności ruchowej,
Musi dbać o zdrowe odżywianie, skupienie i dzienne zażywanie takiej ognistej bomby witaminowej.
Dwanaście tradycyjnych potraw i jedna o mocy godnej bomby zapalenia
może doprowadzić Wigilijne spotkanie do wrzenia;)
To nic, że danie zgotuje anielskim Świętom prawdziwe piekło … na podniebieniu ;)
I znajdą się pewnie zwolennicy tradycjonalizmu
Goście z pewnością nie będą ospali
gdy sambal w ustach kubki smakowe „podpali”;
będzie większa motywacja i chęć do śpiewania kolęd,
i wszyscy zabrzmią jednym zgodnym tonem
Sztylet czasu z gry Prince of Persia Piasku czasu byłby bronią do tego zadania idealną. Posiada on magiczne moce pozwalające właścicielowi cofnąć czas i sprawić, by niektóre wydarzenia nie miały miejsca. Jednak na bałwany znalazłam specjalny sposób. Cofnęłabym czas do momentu, aż zamieniłyby się w parę wodną, z której powstały. Jest to sposób niezawodny, mało brutalny i bez przelewania bałwaniej „krwi”.
Jest taki pan, białowłosy, lecz nie stary
Pan, co na plecach ma, dwa miecze nie od parady.
Jest taki pan, samotny, bo wyklęty
Pan, który mimo to, pozałatwia wszystkie męty.
Gra The Sims 4 byłaby idealnym tytułem do sprezentowania rodzicom. To idealny symulator życia rodzinnego, który z przymrużeniem oka pokazałby im jak „obchodzić” się ze swoją latoroślą. Znaleźliby tam kilka ważnych wskazówek, które powinni wziąć sobie do serca, m.in.:
- nie można żyć samą nauką. Bez rozrywek człowiek zginie
- nawet przyrządzanie zwykłych kanapek może powodować straty materialne w kuchni
- jak mówię, że przez UFO nie odrobiłam pracy domowej to tak było
Myślę, że po poprowadzeniu tej wirtualnej rodziny, z większą życzliwością spoglądaliby na moje wyczyny.
Pierwsza stanęłabym w kolejce do sklepu po ruchomy fotel gamingowy, który będzie współgrał z muzyką i akcją w grze. Na przykład, hasając sobie Geraltem na Płotce fotel podskakiwałby jak podczas konnej przejażdżki. Walcząc mieczem fotel wibrowałby i obracał się w stronę, w którą robię unik. A pływając w Wielkim Morzu fotelik falowałby w rytm morskich bałwanów. Taki kompatybilny fotel dostarczyłby graczom nie lada atrakcji i pozwoliłby przeżywać grę w 100 %.
Grupa przestępcza o nazwie „Joker” dzięki informacjom od kreta w szeregach policji dowiedziała się, że w tajnym rządowym laboratorium odkryto antidotum na śmiercionośnego wirusa, który rozpylony w powietrzu byłby nie do powstrzymania. Osobą, która stworzyła lek była młoda pani doktor - Vivienne. Terroryści chcąc wykorzystać wirusa do swoich celów za wszelką cenę chcieli zniszczyć lek i jego wynalazczynię. Porwali więc lekarkę i jedyną próbkę serum. Po kilku dniach porywacze zażądali uwolnienia brata jednego z terrorystów [foto 9], który odsiadywał dożywocie za zabójstwo 3 oficerów FBI. W razie niespełnienia ich żądań zagrozili rozpyleniem trucizny w mieście, zabiciem Vivienne i zniszczeniem leku. FBI musiało działać błyskawicznie. Agenci nie negocjują z terrorystami, dlatego na czele oddziału poszukiwawczego stanął niezastąpiony Peter [ foto 16 ]. Peter to agent po przejściach – w trakcie jednej z akcji stracił ukochaną i wycofał się ze służby [ foto 14 ]. Szef namówił go na jednorazowy powrót, gdyż stawką było życie wielu ludzi. Po namyśle Peter zgodził się. Stworzył najlepszy zespół zaufanych i wyszkolonych ludzi: Greta – specjalistka od ładunków wybuchowych [ foto 24] i Nicki – snajperka [foto 26]. Po kilku godzinach zespół Petera namierzył terrorystów w starej szopie za miastem. Czas uciekał, a życie wielu ludzi, w tym Vivienne, wisiało na włosku. Jeden z agentów zakradł się do środka i znokautował strażnika [ foto 27 ]. Następnie wkroczyła reszta grupy [ foto 29 ] i rozbroiła kolejnych zbirów [ foto 28]. Podczas przeszukiwania stodoły Greta zauważyła w oddali bombę i to bardzo sprytnie skonstruowaną [ foto 18]. Wszystkie kabelki były tego samego koloru i trudno było odgadnąć, który należy przeciąć. Ryzyko było zbyt duże dlatego Peter popędził na górę i znalazł zakneblowaną Vivienne. Kobieta na szczęście żyła, ale była ranna. Część zbirów zdążyła uciec, ale nie to było w tej chwili najważniejsze. Do łokcia kobiety była przymocowana druga bomba, która w razie majstrowania przy niej w każdej chwili mogła wybuchnąć [ foto 12 ]. Podczas, gdy Greta zdołała rozbroić prowizoryczną bombę na dole stodoły [ foto 21], Peter starał się uspokoić spanikowaną Vivienne. Znał się na bombach, ale te przymocowane do ludzi są najbardziej zdradliwe. Nie było jednak innego wyjścia, trzeba było ją rozbroić i to szybko, bo czas uciekał. Spojrzał Vivienne głęboko w oczy [ foto 6] i powiedział, żeby mu zaufała. Kobieta nie mając nic do stracenia kiwnęła tylko głową i zamknęła oczy. Wszystko trwało dosłownie kilka sekund. Peter rozciął mocowanie bomby, porwał w ramiona Vivienne i puścił się czym prędzej do wyjścia [ foto 7]. Bomba eksplodowała kilkanaście sekund później jednak FBI zdołało ich bezpiecznie wyprowadzić [foto 34]. Niestety terroryści zabrali jedyną próbkę antidotum. Nie przewidzieli tylko jednego. Lekarka zapamiętała całą formułę i z łatwością ją odtworzyła. Musiała jednak działać bardzo szybko, ponieważ lek należy podać maks. do 6 godzin od rozpylenia trucizny. Z pomocą ruszyła grupa Petera, która rozprowadzała serum wśród mieszkańców. Akcja się udała, a po kilku dniach terroryści trafili do sąsiedniej celi, którą zajmował brat jednego z nich. Vivienne w ramach wdzięczności za uratowanie życie zaprosiła Petera na drinka i tak nasz bohater zaczął powoli wychodzić na prostą. Wrócił do służby w policji i awansował na szefa biura. Nie rajcowała go jednak praca za biurkiem więc został szefem ochrony laboratorium, w którym pracowała Vivienne. Chciał chronić kobietę, którą pokochał