"Na przykład to, że Vita... się żegna" <3 ta subtelnie przemycona błyskotliwość Heda mnie urzekła :)
Faktycznie słabiutko... Zalatuje ignorancją i skrajnym dyletanctwem. Najpierw bzdury o B. Cooperze - aktor jednej roli? Może dla tych, którzy oglądali tylko "Kac Vegas". Pomijając już wspomniany "Silver Linings Playbook", to warto jednak zapoznać się chociażby z świetną rolą w "Place Beyond the Pines", całkiem niezłym "Jestem Bogiem" czy "Między wierszami". Natomiast tekstów o Goslingu w kontekście kryzysu "egzystencjonalnego" (powinno być "egzystencjalnego", ale nie będę się na siłę czepiał :)) też nie da się słuchać - "Fanatyka" widział? "Miłość Larsa" widział? Wygląda na to, że nie... Gosling to dobry aktor, a "przystojniaczkiem" jest tylko dla tych, którzy ugrzęźli na "Pamiętniku". Sorka Jordan, ale łapa w dół.
Bardzo dobry material Jordan. Spoilerow zadnych nie bylo (Wieska wymaxowalem juz dawno, MGSa dopiero zaczynam), bylo za to rzeczowo i sprawiedliwie. Choc musze przyznac ze z poczatku obawialem sie braku obiektywizmu, znajac Twoje zamilowanie do produkcji Kojimy ;) zwracam honor!
Pozwolę sobie dorzucić swoje 3 grosze do tematu, ponieważ zgadzam się w całej rozciągłości, że gra jest bardzo trudna do oceny. Przede wszystkim na plus po stronie Mad Maxa trzeba zapisać bardzo ładną grafikę i świetną optymalizację, co dzisiaj nie jest przecież standardem (na GTX 960 gra trzyma 50-60 FPS w najwyższych ustawieniach i przy zastosowaniu technologii DSR). W dodatku gra posiada wbudowany edytor umożliwiający swobodne ustawianie kamery, nakładanie filtrów i robienie w ten sposób screenshotów (coś jak w Mordorze). Niezły jest też voice acting. Główny minus to oczywiście powtarzalność czynności, do których wykonywania gra zmusza i pojawiająca się po pewnym czasie monotonia. Trzeba jednak oddać grze, że aktywności jest naprawdę dużo i są one dość zróżnicowane (wyścigi, niszczenie wrogich baz, walki z konwojami, zbieranie surowców i rozwój projektów etc.), a niektóre z nich potrafią naprawdę wciągnąć. Odrobinę urozmaicenia wprowadzają także elementy rozwoju postaci. Fabuły nie oceniam bo póki co za mało jej poznałem. Jak na razie jest po prostu OK - ni mniej, ni więcej. Mając zatem na uwadze powyższe oraz to, że grę można kupić za ok. 70 zł, nie wybrzydzałbym. Gra jest warta tej ceny, nie żałuję zakupu i bawię się przy niej naprawdę nieźle. Zresztą, jak zdecydowana większość graczy na Steamie - sami zerknijcie, jakie otrzymała recenzje.
Masz rację Jordan - starają się, ale to wszystko to tylko "nowinki i drobne zmiany"... A żeby naprawdę odświeżyć serię, przydałaby się prawdziwa rewolucja... W sumie to mogliby zacząć od napisania naprawdę dobrej historii ;)
Jeśli voice acting głównego bohatera będzie taki jak w trailerze, to ja wysiadam... Naprawdę każdy "badass" musi brzmieć jak Vin Diesel? Bardziej to śmieszne niż poważne. A, o zgrozo, dotyczy to już prawie wszystkich wychodzących obecnie tytułów, nawet Wiedźmina w angielskiej wersji...
Po zapoznaniu się z zaprezentowanymi przez Ubi materiałami, mam dokładnie takie same przemyślenia jak Krystian... Ogólnie jest nadzieja na parę ciekawych tytułów, ale przysłowiowej dupy mi nie urwało i na pewno na nic nie będę się napalał.
A jednak restart. I dlatego wygląda młodziej. Zresztą, spójrzcie na potylicę Agenta47. Ponownie widzimy na niej kod kreskowy. W Hitman: Absolution obserwowaliśmy plaster bo przecież... nastąpiły pewne okoliczności (nie chcę spoilować osobom, które nie miały okazji pograć :)).
Osobiście, wysokie wymagania bardzo mnie cieszą - uważam bowiem, że rozwój wymaga poświęceń. Muszą wreszcie pojawiać się tytuły, które wycisną ostatnie soki z najlepszego dostępnego obecnie sprzętu, by granica możliwości przesunęła się wyżej. Ostatecznie tylko na tym skorzystamy :)
Porzućmy na chwilę idealistyczne wyobrażenia, jakoby wybór okładki winien być podyktowany wyłącznie chęcią dostarczenia odbiorcom silnych doznań artystycznych i skupmy się na tym, co dla Was, drodzy producenci, najważniejsze - na sukcesie komercyjnym. Tak, to właśnie aspekt finansowy, winien moim zdaniem odgrywać w tym przypadku główną rolę. Bo choćbyście włożyli w produkcję gry całe swoje serce (co, nie wątpię, miało miejsce) i nawet jeżeli finalny produkt będzie prezentował bardzo wysoki poziom (wyższy niż góry Uralu), to nie gwarantuje to w bezpośredni sposób odpowiednio wysokich zysków. A te potrzebne są nie tylko Wam, producentom, na opłacenie rachunków za drożejący gaz, lecz i całej społeczności graczy. Bo wysokie zyski są motorem napędowym dla tworzenia kolejnych produkcji - a przecież wszyscy chcemy, by zdolni twórcy tworzyli jak najwięcej i żeby dzięki temu nasze półki (no dobra, konta steam) uginały się pod ciężarem kolejnych pudełek z tytułami pochłaniającymi resztki wolnego czasu. Skoro tak, to okładka powinna po prostu przyciągać wzrok potencjalnego konsumenta. Wyróżniać się na tle innych. I dlatego wybór jest oczywisty - okładka numer 1. Bo gdybym przechadzał się alejkami sklepowymi, to okładki spod numeru 2 w ogóle bym nie zauważył. Nie ma w niej nic, co automatycznie przyciągałoby wzrok, żadnego wyrazistego elementu; nawet barwy są mdłe i nijakie. Ot, taka sobie, sklecona naprędce grafika (autora najmocniej przepraszam, po prostu staram się wygrać klucz do gry). Natomiast pierwsza okładka, najprościej rzecz ujmując, rzuca się w oczy. Jest punkt zaczepienia - może czacha, a może wzgórze z drzewami - i są emocje, "coś" z okładki krzyczy w naszym kierunku. Tak, zdecydowanie, to przy tej okładce zatrzymałbym się, by przeczytać o grze parę słów.