Jesteśmy ze znajomymi dobrymi, prawymi obywatelami. Stronimy od wszelkich nieleganych środków przeprowadzający mózg na drugą stronę galaktyki. Wszelkie substancje wyskokowe ograniczani to legalnych procentów zwanych alkoholem. ALE (zawsze musi być jakieś ale) noc sylwestrowa to ten piękny dzień w roku, kiedy zasady są łamane, bo to co działo się na przełomie grudnia i stycznia, pozostaje przykryte płachtą milczenia. Jak więc skosztować czegoś innego i dostrzec fajerwerki na ekranie monitora? LSD: Dream Emulator to właśnie ta gra, dzięki której poczujemy się jak gwiazda rocka na imprezie sylwestrowej (i nie mówię o sylwestrze z TVP i tamtejszych gwiazdkach!). Festiwal, fajerwerki buchające z ekranu, no to trzeba pokazać znajomym! I kiedy, jak nie podczas sylwka? Legalnie i kolorowo.
2020 był chyba najgorszym rokiem tego wieku. Od pandemii, poprzez lockdown aż do ciosu zadanego w ostatni bastion graczy - cyberpunka. Do dziś mam nadzieję, że te ostatnie miesiące to tylko bug, który naprawi jakaś solidna day one łatka, którą naczelny programista Pan Stwórca Wszechrzeczy wypuści pierwszego stycznia.
Cokolwiek zaproponujesz jako utwór wprowadzający w nowy rok zepsuje się. Taki to już kosz pełen 365 zgniłych jabłek. Nie można dać tam niczego dobrego, bo się popsuje, zamieni w jakiegoś Martyniuka czy inny Weekend. Dlatego do tego 2020 wrzucam utwór z Pokemon - lavender town. Tego nic nie zniszczy, bo owiane jest legendą, a muzyka pochodzi z miasta duchów. Pogrzebać żywcem 2020 w tych dziwnych, niepokojących dźwiękach? Jak najbardziej. A na tym truchle wyrośnie piękna liczba 2021. Do boju!
Postanowień jest kilka. Po prostu chcę być lepszym człowiekiem dla wszystkich istot, które napotykam na swojej drodze - tych zbudowanych z zer i jedynek oraz tych z krwi i kości. Moja lista jest dość długa i mam nadzieję, że nie skończy się tak, jak z siłownią z zeszłego roku (miesiąc ćwiczeń, karnet dalej aktywny, sześciopak tylko w lodówce).
Moje postanowienia prezentują się następująco:
- przestanę campić z shotgunem w nowym Modern Warfare;
- nie będę zmuszać dziewczyny do gry we Fifę, a jak już, to pozwolę jej strzelać gole (czasami);
- po przegranym meczu tylko myślę o tym, że ktoś miał farta, a ja laga. Nie będę tego komunikować. Chociaż tak pewnie było, bo inaczej bym nie przegrał (nie kiedy campie z shotgunem);
- nie bede gonić uciekających oddziałów w Heroes III;
- nie muszę przypominać na każdym forum, kanale YT, na mszy w kościele, na FB, w tramwaju, że Fortnite jest dla dzieci i powinni zamknąć grę;
- nie zabije żadnego szczura w żadnej piwnicy karczmy. Chrońmy środowisko i zwierzęta;
- nie będę wdawać się w romanse w grach, bo to też zdrada;
- przejdę Postala bez zabijania;
- moim Simom nigdy nie zabiorę drabinki z basenu.
Nostalgia posiada wiele odcieni. Jeśli wszystkie ze sobą wymieszamy, to otrzymujemy prawdziwą, surową szarość. Z jednej strony biel wspomnień, a z drugiej czarna rozpacz, bo przecież „kiedyś było lepiej”, a my już nigdy nie wrócimy do naszej przeszłości. Kontynuacje znanych serii i rebooty mają to do siebie, że potrafią przenieść na w czasie. Czasami wehikuł myli się i wyrzuca nas w jakieś wykrzywionej rzeczywistości, ale innym razem trafi w punkt - i mam nadzieję, że kiedyś tak się stanie z serią Jedi Knight. Jeśli nie pod postacią kolejnej odsłony, to może chociaż jakiś duchowy spadkobierca.
Mam piękne wspomnienia związane z Jedi Academy. Multiplayer pochłonął mnie na 9 długich lat, a dziś, kiedy patrzę na puste servery, po których hula już tylko wiatr, to coś we mnie po prostu pęka. Czasami przypominam sobie niektóre z tych tysięcy godzin spędzonych z mieczem świetlnym w dłoni, gonitwy z przyjaciółmi (przyjaźnie przeniosły się do świata realnego!), długie rozmowy i snute opowieści, klanowe rytuały, pasowania na kolejne stopnie w naszej akademii, wszystkie glorie, ale i porażki, na kanwach których rodziły się przyszłe sukcesy. Możecie się śmiać, ale po prostu łezka kręci się w oku.
Jestem już graczem starej daty, nie mógłbym pozwolić sobie na spędzenie drugiej połowy życia w wirtualnym światku Gwiezdnych Wojen. Ale i tak chciałbym nowej odsłony Jedi Knight’ów z całym tym bagażem, który ta gra oferowała. Jeśli nie dla mnie, to dla przyszłych pokoleń graczy. Niech poczują prawdziwą Moc.
Jak to mawiam każdego dnia w pracy (usprawiedliwiając wrodzone lenistwo): pracować trzeba mądrze, a nie dużo i intensywnie. Dlatego, aby zbytnio się nie namęczyć, po prostu zatrzymałbym bałwany w czasie - tak jak w TimeShift - a potem poczekał, aż nadejdzie wiosna. Na końcu, zaiste zadystycznie, nakarmilbym moje kórliki raymanowe marchewkami z nosów bałwanów.