Uuuu, Arthur Morgan. Ale ten Arthur Morgan, który zwierza się siostrze zakonnej, dobry człowiek starający się naprawić swoje błędy. Myślę, że kolędy w jego obecności nabrałyby nowego znaczenia, i wzruszyły tak jak kiedyś. Widzi mi się sceneria w Saint Denis, zimą, i Arthur pomagający komuś, tym razem czymś innym niż strzelaniną czy groźbą. Aż się ciepło na sercu robi.