Deadinside

Deadinside ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

22.06.2020 19:43
odpowiedz
Deadinside
1

Wampiry, dysponują martwym ciałem. Zadziwiająco różnym od ciał większości innych nieumarłych - tj. przykładowo róznym od zombie. Ciało wampirów, choć martwe, nie rozkłada się - wręcz przeciwnie: regeneruje. Wiecznie się regeneruje i prawie nie możliwe jest tą regenerację powstrzymać. Regeneracja ta jest punktem centralnym całego jestestwa wampira. Przykładowo, łowcy wampirów lubią używać srebrnych broni - dlatego, że ranę od srebra, trudniej jest wampirowi zregenerować.

A są wampiry (te starsze, doświadczone w regeneracji), które z odciętej jeno głowy, potrafią po jakimś czasie zregenerować całe ciało.

Sama odcięta głowa takiego wampira prawdopodobnie pozostaje świadoma, choć ruszać się, czy mówić, może dopiero po (częściowej) regeneracji ciała - jeśli w ogóle taka zajdzie.

Zatem przy pochówku z podejrzeniem o wampiryzm, lub grzebiąc wampira najlepiej jest - uniemożliwić regenerację. Grzebiąc głowę osobno, lub chociaż kładąc ją w przeciwną stronę niż ciało. Lub pozostawiając kołek drewniany (najlepiej z topoli drżącej - tj osiki), w sercu, by owo serce się nie zregenerowało. Można dodatkowo napchać usta owych zwłok czosnkiem, a zamiast grzebać można umieścić trumnę na stałe, we płynącej wodzie tj. w rzece, nie np. w jeziorze. Można uczynić wszystkie powyższe. Alternatywnym sposobem jest spalić zwłoki na popiół.

~fragment "Rzecz o pochówku". ~ Nieznany kapłan Arkaya.

- Psiakrew. - zaklęła Micareth - znowu ten sam błąd. Znowu przypięłam do pasa mikstury leczenia, zamiast osikowych kołków... widziałam kołki w zbrojowni garnizonu. Na półeczce. I oczywiście, wolałam wziąć mikstury leczenia. Jeszcze wąpierz, parzydlakasyn, wstanie jak go tu zostawimy. Ja je... - Wojowniczka chciała zakląć, ale w monolog wtrąciła się nekromantka.
- Odetniemy głowę i pochowamy daleko od reszty ciała. To też hamuje regenerację. Jak kołek tkwiący w sercu.
- Sha'anks jest zaciekawiony, skąd to przyjaciółka wie.
- Po prawdzie, z książki traktującej nekromancję jako największe bluźnierstwo... I jak się okazuje bardzo prawdziwej.

Serce Grimesa nadal ściskał żal. Prawie ze łzami w oczach przebiegł spojrzeniem po uzbrojeniu drużyny. Rapier, krótkie ostrza, gołe ręce.

- Zdaje się, że tylko ja mam jak to zrobić - pogładził ręką ostrze oburęcznego topora. - Powiem tylko "kilka słów".

Grimes zastanowił się z pięć sekund.

- Milten, szczeniaku. Lubiłem cię, kurde. Chciałbym powiedzieć więcej ale czas nas nagli.

Porucznik uniósł topór.

-To tyle? - Parsknęła wojowniczka.
-Tak.

Precyzyjnym cięciem zdekapitował Wampira. Zdziwiło go , że z szyi nie trysnęła fontanna krwi. Wampir jak to wampir - krew w nim nie krąży.

- Nie mamy za wielu opcji Drużyna. Zaraz będziemy tu mieli piekło. - Grimes otarł przedramieniem pot z czoła. - A już, na chwile obecną ledwo żyjemy.
- Sha'anks wykop dołek. Zwoje wyraźnie mówią żeby "pogrzebać". Ja w tym czasie rozszyfruje napis. - rzuciła Veranque.
- Faktycznie, już po nas. - Stwierdziła Micareth. - Widzę błyszczące ślepia ze strony z której przyszliśmy. W oddali. Może tylko kilka par oczu, ale wysoko. Idziemy dalej czy przebijamy się z powrotem?

Sha'anks oderwał się od kopania grobu i spojrzał w tunel.

- Sha'anks widzi dobrze. To jakieś duże, grube robaki.
- Chaurusy. - Na twarzy Grimesa pojawił się strach.
- Czyli co? - Zaciekawił się lekkodusznie khajit, dokańczając właśnie grób.
- Czyli jesteśmy w dupie. - wcięła się w rozmowę wojowniczka. - Odgryzą rękę jednym precyzyjnym ukąszeniem. Acha i najpierw oplują nas trucizną.
- Przyjaciele. I ty też Micareth... - Zaczęła Veranque, dziwnie optymistycznym głosem.
- Wielkie dzięki. Ubaw po pachy. W sam raz do sytuacji...
- Po prostu chodź za mną.

***

U wilków jest samiec alfa. W roju nie. W roju każdy chaurus jest postrzegany wedle stadium. Każda w pełni dorosła forma robala jest równa. Robal jak to robal, stadnym zwierzęciem nie jest. Ale komunikuje się - głównie językiem feromonów - z innymi robalami. Bywa, że kilka chaurusów idących za zdobyczą tworzą rój. Pomyślunku w głowie nie mają tyle, żeby bić się o jedzenie jak wilki. Chaurusy idą za zdobyczą i co upolują, to upolują, ile zjedzą to zjedzą. Wszystkie na równi. Niemniej rój ma to do siebie, że jeden robal potrafi wspierać drugiego. Jakby same chaurusy nie miały krzty oleju w głowie... ale gdy polują razem zdają się być jedną "inteligencją zbiorową" - inteligencją roju. Żadna rasa rozumna, nie potrafi tak genialnie wspierać współczłonków drużyny.

W Blackreach zawiązał się mały rój tropiący drużynę czterech ofiar. Z początku trzy dorosłe chaurusy. W miarę pościgu dołączały po kolei jeszcze trzy. Wiedziały, że są już blisko. Zapach odbierany owadzimi receptorami w końcu przerodził się ze zapachu śladu ofiar, w faktyczny zapach żywych kąsków. Gdy tylko tak się stało, owadzi rój, normalnie tropiący ostrożnie, teraz puścił się biegiem "ile fabryka dała". Zanim owady dobiegły, czuły jak cztery kąski po kolei znikają. I znowu został tylko zapach śladu po nich. Ale urwany.

Chaurusy nie wiedziały co robić. Troche porzucały się w te i we w te, w miejscu gdzie zapach się urywał, szukając zdobyczy. Ostatecznie zjadły truchło od dawna nieżywego kąska. Pokręciły się jeszcze zdezorientowane, aż się rozeszły. Nieszczęśliwe. Na tyle na ile robak może być nieszczęśliwy.

***
Wyższość magii iluzji nad magią przywołania przejawia się w tak zwanej "twardej iluzji". Co to jest "twarda iluzja"? To na pewno coś więcej, niż iluzja dodatkowo dotykowa. Wyobraźmy sobie talerz, na którym można coś położyć. Który ma kolor, refleksy od światła, ciężar gdy weźmiemy go w dłonie... ale jest iluzją. Zniknie jak iluzja, bo nigdy go tak na prawdę nie było. Jak to się ma do przywołania? Po pierwsze, nikt jeszcze nie stworzył zaklęcia przywołującego talerz. Po drugie, należałoby jednocześnie wytworzyć zaklęcie tenże talerz odwołujące. Gdyby w ogóle było możliwe. Co więcej, mimo podobnego efektu te dwie dziedziny magii są piramidalnie różnymi drogami. Przywołanie a twarda iluzja nie są nijak do siebie - dla magika - podobne. A wręcz są przeciwne. Mimo podobnego efektu - co podkreślam. Ważne jest też zauważyć, że twardą iluzję pożywienia można zjeść, ale ni jak się nie można nią najeść - w przeciwieństwie do dajmy na to "przywołanych jagód", Przywoływacza Martensa. We wszystkich innych aspektach iluzja góruje tak nad przywołaniem, jak nad każdą inną dziedziną sztuki magicznej.

~"Podręcznik Tańczących Świateł, czyli o subtelności iluzji dla średniozaawansowanych studentów" ~ profesor doktor habilitowany Stąpający-w-Cieniach.

Komnata była foremna. Nie była naturalną częścią jaskini. Ściany z białych, dużych pustaków. Układanych zwyczajnie, jak w murze albo ścianie ludzkiego domostwa. Na środku każdej ze czterech ścian był jednak pas metalu. Pasy łączyły się na suficie i na podłodze. Powiedzmy, że przypominały kształt tasiemki na prezencie, ale w tym przypadku: wewnętrznej. Pasy metalu opisane były dwemerskimi runami. Między jednym okrągłym łączeniem metalowych dwemerskich pasów - na środku sufitu i drugim łączeniem - na środku podłogi - a więc w samym środku komnaty, lewitowało kilka czarnych klejnotów.

Grimes spojrzał za siebie. Dopiero weszli do komnaty. Po prostu przeszli przez ścianę - uciekli przed szarżą roju chaursów.
- Nie wejdą za nami?
- Nie. Takiego majstersztyku zaklęcia jeszcze nie widziałam. - Stwierdziła Veranque. Blefowała. Nie była pewna czy nie wejdą.

Przez ścianę przez którą przeszli co jakiś czas przebijało się do ich nowej komnaty odnóże chaurusa. Były w stanie przejść... ale nie wiedziały, że mogą. Słyszeli owadzie popiskiwanie. Drużynę trzymało to w napięciu. Ale zdezorientowane robale w końcu - sądząc po popiskiwaniu, zaczęły się rozchodzić.

- co to kurwa było? - zapytała wymęczona strachem Micareth.
- takie duże robaki - stwierdził z powagą Sha'anks.- chaurusy.
- To wiem. Tylko nie rozumiem co się stało. Jak nas nekromantka przez ścianę przeciągnęła.
- długo by tłumaczyć.
- wytłumacz, to może być istotne. - Rozkazał Angra, rozglądając się po komnacie.

Vera uśmiechnęła się szczerze. Wiedziała, że odwaliła kawał dobrej roboty.

- To spróbuję wytłumaczyć... Bez problemu odczytałam napis wampira. Smocze runy, które wydawały mi się glifem strażniczym. Pamiętam, że odpowiedział "to dużo bardziej skomplikowane". I miał kurde rację. Sam napis, to raczej przestroga, niż glyph. Głosił: "Jeśli jesteś już martwy, idź dalej".

Sha'anks był zaciekawiony jak zwykle. Ale tym razem nawet Micareth zdawała się słuchać z zainteresowaniem. Porucznik wpatrywał się w lewitujące kryształy. Zarządził tylko, żeby nie ruszać się bez potrzeby, bo "tu mogą być pułapki". I chcąc nie chcąc też skupił się na głosie Veranque. W końcu to mogło być istotne.

- "Jeśli jesteś już martwy, idź dalej" - kontynuowała Vera - założyłam, że to wampir ma iść dalej - jakaś przestroga. Ale największym odkryciem było rozpoznanie farby. Farba iluzoryczna - można nią pisać w powietrzu. Przez taki napis można przejść jakby go nie było. Po co na ścianie pisać taką farbą? Otóż proste - tej ściany nie ma.

Veranque zaniosła się kaszlem.

- Jednak nie bardzo istotne. - Skrzywił się porucznik.
- Czekaj jeszcze dokończę. Komnata emanuje jakąś siłą, jakby palącym światłem. Znacząco tu osłabłam, szczególnie w momencie przejścia przez ścianę. To nie jest zwykła iluzja, ani twarda iluzja. To jakaś iluzja pełna mocy. Pewnie o tym ten nasz wampir mówił "bardziej skomplikowane". To komnata do której wampiry nie mają wstępu. A i mnie wypala jako nekromantkę.

- a te kamienie?
- kryształy duszy. czarne, wiec trzymają dusze istot rozumnych.

Veranque pochyliła się i zakasłała mocno.

- Nie wiem kto w nich siedzi, nie znam dobrze Dwemeris. Tych run na metalowych pasach. Jakbym miała strzelać, to myślę, że jakieś bardzo stare wampiry zostały tak pochowane - normalne ucięcie głowy u pradawnych nie ma sensu. Albo z drugiej strony, może jacyś potężni łowcy wampirów, żeby kiedyś powrócić. Lub po prostu są to potężne dusze w klejnotach... Tak czy siak mamy przesrane.
-Jak to? - zapytał Sha'anks, lekkodusznie, jak na szczęśliwego, albo może niezbyt mądrego przystało. - To są jakieś potężne świecidełka, a nie widzę żadnej pułapki!
- A to, że ludzie giną, jak już wiemy - przez wampiry. Nie znaleźliśmy porwanych ludzi - pewnie żyją jako tak zwane "bydło". Może nie, nie wiem. Ale zdaje mi się, że chodziło o to żeby ściągnąć tu ludzi, którzy mogą wziąć kamienie dusz. I jestem prawie pewna, że nie wyniesiemy ich żywi z Blackreach.
-Osz... - Micareth zaczynała wiązkę przekleństw.
- Jest jeszcze jasna strona tej sytuacji.
Sha'anks i Grimes spojrzeli po sobie.
- Doprawdy? - Zapytał porucznik. - jaka?
- Mogę się mylić.

Po ściskającej za gardła chwili ciszy, Grimes Angra pozwolił sobie na nadzieję. I jako przywódca drużyny zepchniętej - być może - w kozi róg, wydał rozkazy co do działania.

- Miałem w swoim życiu nie jedną sytuację, w której to pomyłka uratowała mi skórę... na prawdę, myliłem się i dzięki temu wychodziłem cało. - tłumaczył, bardzo zdenerwowany.

Urwał. Odczekał chwilę. Uspokajał się biorąc kilka dużych wdechów, powoli wydychał. Dokończył już stanowczo:

- Sha'anks, wyjdź przez ścianę, zrób rekonesans. Co do reszty, zarządzam chwilę na modlitwę.

post wyedytowany przez Deadinside 2020-06-22 19:59:07
17.06.2020 17:46
Deadinside
1

szkoda że nie moge edytować posta :/ oprócz błędów stylistycznych (pewnie tylko niektóre zauważyłem), dodałbym na końcu zamiast trzech kropek " - takie zwalczanie ognia ogniem".

i już grimes jako prawy tj nieprzekupny bohater wygladalby bardziej na prawego nieprzekupnego bohatera.

post wyedytowany przez Deadinside 2020-06-17 17:51:07
17.06.2020 17:15
odpowiedz
1 odpowiedź
Deadinside
1

Z mrocznej celi, wspólnej dla około tuzina sylwetek, wyłoniła się niska i szczupła, jakby chłopięca. Gdy podeszła do krat, światło pochodni częściowo oświetliło to chuchro. Leśny elf. Z potarganą jasną czupryną, niski i szczupły nawet jak na elfa.
- Co do Malog Bala leśny elf robi na ziemiach paktu? - wyraził zaskoczenie Grimes.
Elf oparł się luzacko o kraty. Dłuższą chwilę badał Grimsa bystrym wzrokiem, aż stwierdził:
- Po pierwsze, to sam jesteś "łajza". Po drugie, co ważniejsze, możesz się wypchać swoją propozycją. Zaraz po tym jak się nią podetrę. Rasisto.
Grimes'a zbiło to z tropu. Słychać było wyraźnie, że większość współwięźniów miało ubaw.
- Porucznik wybaczy. - Z kąta celi dobiegł beznamiętny, wręcz metaliczny głos. - Hidi wpadł za cukier. Przemyt i nadmierną degustację. Ludzie tego pokroju nie lubią mundurowych.
Bosmer prychnął głośniej niż nie jeden Khajit potrafi, ale nie znalazł innej, trafnej riposty.
- Pokaż się. - zażądał Grimes.
Sylwetka z kąta zebrała się i podeszła do krat, do światła pochodni. Dunmer o przystojnej twarzy, w sile wieku. Oczy czerwone, głowa z farbowanym, krótkim irokezem i delikatna, naturalnie srebrna kozia bródka. I ręce skute za plecami.
- Nitrin Dumweld. - Rozpoznał niesławnego czarodzieja Grimes.
- Grimes Angra. Kope lat.
- Więc wylądowałeś w lochu. Zakładaliśmy się o to z chłopakami. Wróć. To że wylądujesz w lochu uznaliśmy za pewnik. Zakładaliśmy się czy na długie lata, czy na dożywocie, czy śmierć przez powieszenie, czy ugotują cię, utopią, czy spalą na stosie. Ktoś nawet rzucił, że ciebie to poćwiartują żywcem.
- Ironia losu. Żadna z tych opcji. Chcą mnie rzucić wygłodniałym bestiom. Kapłan Arkaya powiedział, wyobraź sobie, że to "przeciwieństwo pochówku na który zasługuje każdy prawy człowiek"...
- Nitrin. Mam zwerbować kogoś na... prosty rekonesans. Na pewno chciałbyś zdjąć z siebie brzemię przeszłych grzechów...
- Żeby zrobić miejsce na nowe, pewnie by chciał - rzucił leśny elf, zwyczajowym sarkazmem.
- Oczywiście. - Nadal niezmiennym głosem potwierdził obie te wypowiedzi dunmer.
- Musisz wiedzieć dwie rzeczy. Pierwsza: Nie zaufam ci.
- Norma. Spiszemy magicznie obowiązującą umowę, jak tylko rozkuejcie mi ręce.
- Tak. I nie masz nic przeciwko, żeby kiedy będziemy rozwiązywać ci ręce, trzech strażników mierzyło do ciebie z kuszy?
- Oczywiście - niezmienny metaliczny głos, czarodzieja psychopaty.
- Druga rzecz...
- Poruczniku Grimes. Może jestem zwyrodnialcem i było: łapałem dusze deadrycznym książętom, składałem krwawe ofiary, gwałciłem, odcinałem różne części różnych ciał, ale, po pierwsze: nie jestem głupi. Dlaczego szukasz ochotników w lochu?
- To misja w jedną stronę.
- Zdało mi się oczywiste. - tu Nitrin zrobił wymowną pauzę. - Ale po drugie, Ironia losu: jestem dość potężny, by zrobić "rekonesans" i wrócić.
Promień nadziei przedarł się przez mrok umysłu Grimes'a, który jescze przed chwilą uważał, że idzie na pewną śmierć.
- Ide po strażników, napiszemy umowę.
- Czekam. Jak zawsze. Pająk czeka cierpliwie, ale zawsze jest czujny.

To mogło się udać. Grimes wiedział, że pomaga złemu. Ale hej - "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem". Może wypuszczą Nitrina, ale niech zło walczy z większym złem, a on - Grimes Angra, może jescze z tego wyjdzie żywy. Będzie tylko musiał później zbalansować straty, jakie społeczeństwo poniesie przez wypuszczenie "Pająka" Dumwelda, którego w końcu i tak nie minie loch i śmierć. jak mówią "co ma wisieć, nie utonie". Tak, moralnie, nie było to aż tak złe - wmawiał sobie Grimes...

post wyedytowany przez Deadinside 2020-06-17 17:18:39

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl