Nie, ludzie nie krytykują Xbox ponieważ są niecnymi fanatykami Sony. Gracze krytykują model biznesowy Microsoft. Firmy, która, przynajmniej na amerykańskim rynku idzie drogą monopolizacji i właściwie masowego skupu wszystkiego co tam się znajduje. Argument o powodzie tak agresywnej polityki w postaci przegrywania z Sony, mało kogo, prócz fanatyków Xbox przekonuje. Bo ludzie jako gatunek, wolą underdogów, od Kerkesów. Bo z jednej strony Microsoft w urzędach pozuje na ofiarę i biedaka, którego prześladuje japońska korporacja, a z drugiej popisuje się tym, jak to ocieka złotem. No i skupuje co się tylko da. Gdy urząd antymonopolowy ma obiekcje, to biegnie do sądu (każdy kto zna model prawny US, wie, że hajs bardzo pomaga w tamtejszych sądach). No i na koniec, gdy dopina swego prezentuje całą listę średniaków. Gier, które swoimi często topornymi i przestarzałymi mechanikami, mocno kłócą się z tym obrazem króla królów, do jakiego Microsoft bardzo aspiruje.
Model subskrypcyjny jaki zaproponował w gamepassie Microsoft, wg trzech z czterech prezesów największych wydawców w US, jest kompletnie nieopłacalny. Model w którym w abonamencie dostajemy gry na premierę. To się nie zwraca. Stąd cięcie kosztów w Xbox, aby zachować ruch i reagować na oczekiwania użytkowników tej usługi. Bo wbrew temu, co twierdzi autor powyższego artykułu, MS nie ma nieograniczonych środków. GP to projekt, w który zainwestowano wielkie pieniądze, i z którego akcjonariat oczekuje jeszcze większych zysków. Jednak tych zysków nie ma. Dowodem na to, są coraz dziwniejsze wypowiedzi pracowników MS, i wręcz publiczne dyskuje jakie ostatnimi dniami obserwujemy. Wysoko postawiony menadżer nie wyskakuje nagle z tekstem, że Microsoft chce wejść z wydawaniem gier na platformy Sony i Nintendo, dlatego, że jest jakąś ukrytą opcją japońską ??, tylko dlatego, że budżet się nie spina. Następnie wychodzi szef studiów Xbox i kompletnie dementuje słowa menadżera. Następuje lekka konsternacja, bo obiorcy widzą jakieś tarcia wewnatrz firmy, wyciagane na zewnątrz. No ale Saint Phil, którego klienci Xbox i Gamepass uważają za władcę w Xbox, a może nawet MS. Tylko, że po chwili wychodzi realny zarządca Microsoftu i enigmatycznie ogłasza, niby mimochodem, że Micro chce wydawać gry na wszystkich konsolach dostępnych na rynku. To się nie spina, ale jasno nas informuje, że finanse w Xbox, po gigantycznych zakupach, nie wygladają tak, jak akcjonariat sobie życzy i oczekuje.
Koniec końców, następuje wielki pokaz, hypowany w branży jako rozjechanie wiadomej konkurencji, który okazuje się serią z kapiszonu. Ogółu graczy, również tych związanych z Xbox i gamepass, zbytnio nic nie powala. Nastroje są minorowe. Bo podstępne Kajiu, które niby nie ma zapowiedzianych na ten rok żadnych first party, i miało być rozniesione na strzępy przez pieniądze Microsoftu, ma w tegorocznych zapowiedziach remaster opus magnum horrorów, remake gry, które na nowo zdefiniowała jRPG, i kolejną bardzo solidnie zapowiadającą się produkcje o samurajach.
Reasumując, to nie jest tak, że krytykują aby krytykować, jacyś fanboje Playstation. Krytykują ci, którzy nie dają Xbox taryfy ulgowej, bo ta marka istnieje od 20 lat i wciąż, mimo chociażby zakupu ZeniMax z całymi jej bibliotekami IP, nie stworzyła swojego stylu i nie jest w stanie rzucić rękawicy, ani Sony, ani Nintendo.