Z rogu pomieszczenia wyłoniła się masywna sylwetka, której podłużne źrenice wpatrywały się w Grimesa z nieukrywaną niechęcią. Porucznik od razu rozpoznał paskudną twarz argonianina, gdyż zaledwie kilka dni temu dokładał wszelkich wysiłków aby go wytropić. Morderca, awanturnik, jeden z najgorszych bandytów w okolicy. Pomimo, że światło pochodni dawało ciepły blask, całkowicie zanikało docierając do czarnych łusek, nadając przestępcy wyjątkowo ponurego wyglądu.
- Gruk Smoczy Kieł... - westchnął Grimes, patrząc jaszczurowi prosto w oczy.
- Grimes Angra, co za miła niespodzianka - wysyczał przez zęby Gruk, po czym splunął w stronę porucznika. - Nie sądziłem, że tak szybko się za mną stęsknisz. Nie minął dzień, a Ty już mnie potrzebujesz?
Słowa jaszczura zawisły w powietrzu, jakby czekając na odpowiedź, która nie nadchodziła. Wydawało się jakby Grimes przez chwilę walczył z własnymi myślami. Wiedział, że jaszczur jest nawet bardziej niż wykwalifikowany, jednak w końcu doszedł do wniosku, że nie byłby mu w stanie zaufać nawet w minimalnym stopniu.
- Zabierzcie go stąd, będzie tylko przeszkadzał! - krzyknął porucznik, całkowicie ignorując pytanie przestępcy.
- Jacyś inni chętni? - zapytał po chwili Grimes spoglądając w kierunku khajiita oraz skulonej w kącie, trzęsącej się z zimna ludzkiej postaci, gdy w oddali można było usłyszeć cały potok przekleństw zakutego w łańcuchy jaszczura, którego strażnik odprowadzał do innej celi.
W końcu obelgi Gruka całkiem ucichły, a słowa porucznika spotykały się z martwą ciszą. Biorąc pod uwagę fakt, że Grimes przychodził do nich po pomoc, nie trudno było się domyślić z czym mają do czynienia. Gdyby chodziło o zwykłą misję, zapewne wziąłby własnych ludzi, ponieważ może im zaufać. W tym wypadku ryzykował zdradę, ucieczkę, a przy odrobinie nieostrożności i złej woli nawet własne życie.
- Blackreach. Prosty rekonesans. - dodał Grimes, jakby chcąc zachęcić więźniów do współpracy.
Słysząc słowo Blackreach kocie oczy podskoczyły wystraszone, a ich właściciel odsunął się w głąb pomieszczenia, jakby dając do zrozumienia, że stracił resztki zainteresowania, które zresztą już wcześniej było niewielkie. Zdając sobie sprawę z własnego błędu Grimes westchnął głęboko. Kto przy zdrowych zmysłach pakowałby się z własnej woli do miejsca o tak wybitnie złej reputacji? Pomimo, że przestępcy przed porucznikiem czekali na wyrok śmierci, to w porównaniu do szumowin z Blackreach można ich nazwać zaledwie dziećmi bawiącymi się w piaskownicy... tak, nawet w przypadku Gruka.
Grimes spojrzał jeszcze raz na zwój z raportem dotyczącym zadania. Nie wyglądało to ciekawie. Zniknięcia w Greymoor najprawdopodobniej są związane z jakimś mrocznym rytuałem. Nie wykluczone, że w grę wchodzą wampiry, magowie, a w najgorszym wypadku nawet jedni i drudzy. Jednak to wszystko tylko spekulacje, a przyczyna Morowych Burz może być dużo bardziej skomplikowana i przerażająca.
Zniechęcony porucznik odwrócił się i powoli zaczął kierować swoje kroki w stronę wyjścia. Widząc w oddali wracającego Grimesa, sierżant Gutrim uśmiechnął się z nieskrywaną satysfakcją. Wtedy jednak zza krat dobiegł cichy i niepewny głos.
- Być może ja mogłabym pomóc? - zapytała jakby wciąż wahając się ostatnia z osób znajdujących się w celi.
Grimes spojrzał w kierunku celi. Światło pochodni nie było na tyle mocne, aby oświetlić całe wnętrze celi, dlatego dopiero w tej chwili dostrzegł wyłaniającą się z ciemności sylwetkę. W przeciwieństwie do pozostałej dwójki więźniów, to nie on umieścił ją w celi, dlatego był lekko zaskoczony widząc ludzką kobietę.
- Nie znam cię... - odpowiedział porucznik, jakby oczekując, że osoba się przedstawi.
- Też cię nie znam.
- Ehhh... kim jesteś i za co siedzisz?
- Lilianne, bretonka, 26 lat...
- A za co siedzisz? - zapytał ponownie Grimes, starając się ukryć zniecierpliwienie.
- Zabiłam kilkadziesiąt osób... - porucznik spojrzał na kobietę niepewnie, jakby nie do końca wierząc w to co powiedziała. Jednak zanim zdążył zadać kolejne pytanie, Lilianne wyczuwając jego wątpliwości kontynuowała…
- Jestem beznadziejna w kontrolowaniu swoich emocji... - zatrzymała się na chwilę, chcąc odwlec nieuniknione - ...i przy okazji swojej magii.
- Chciałam postraszyć swojego prześladowcę... no i postraszyłam go, ale przy okazji wysadziłam w powietrze całą gospodę. Ścigali mnie tysiące kilometrów, aż w końcu złapali i wsadzili do więzienia w Greymoore - dodała ze skruszoną miną.
Grimes z trudem powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. Zachowując kamienny wyraz twarzy spojrzał jeszcze raz w zwój trzymany w ręce, a następnie zwrócił się do dziewczyny.
- A więc morderstwo.
- Tak, morderstwo. - potwierdziła spuszczając głowę.
- Dziś twój szczęśliwy dzień. Jak powiedziałem, tak zrobię, będziesz miała szansę odpokutować swoje winy. - odrzekł po chwili namysłu Grimes, uśmiechając się pod nosem.
Ciężko stwierdzić, czy porucznik cieszył się z faktu, że znalazł nieświadomą osobę, która zdecydowała się z nim wyruszyć, czy może z tego, że znajdując się w skutych lodem górach, mogą zginąć od niekontrolowanego wybuchu. W każdym razie poczuł cień sympatii do „niewinnej” dziewczyny, która oszczędziła mu kłopotu, w końcu alternatywą był nieobliczalny Gruk, bądź któryś z jego podopiecznych.
- Chodźmy coś zjeść i się ogrzać - i miejmy nadzieję, że to nie będzie nasz ostatni normalny posiłek, dodał w myślach otwierając celę.