Najlepszym zastępcą dla Świętego Mikołaja byłby Tyrael z Diablo.
Kto jak kto, ale on rozświetliłby niebo, jadąc na saniach, byłoby wiadomo kiedy się zbliża; zresztą renifery mogłyby wziąć trochę wolnego w tym czasie (na pewno doceniłby ten mały gest).
Wyobraźmy sobie również jak Tyrael wypowiada swoje słynne "Witaj, śmiertelniku...", a później pyta ", Czy byłeś grzeczny w tym roku?", z mieczem skierowanym w naszą stronę.
Kto śmiałby skłamać przed Archaniołem Sprawiedliwości.
Z przyjemnością przyjąłbym zaproszenie od Aloy z Horizon Zero Dawn. Przepiękny nasz świat ( po małej katastrofie:), gdzie można być bliżej natury.
Właśnie w tych dzikich ostępach Święta miałby magiczną moc. Mamy górę, gdzie na pewno będzie śnieg. Ulepiłbym bałwana z Aloy, a na dokładkę stoczylibyśmy wojnę na śnieżki z Czujkami.
Mali spryciarze napewno chcieliby nas dopaść. Gdy byłoby nam już zbyt zimno, to poszlibyśmy do dżungli dla odtajania. Znalezienie dużego świerku nie byłoby problemem. Jastrząbłyski zawiesiłby łańcuchy i bombki.
Dodałby również trochę sopli, dzięki swojej mrożącej umiejętności. Na sam koniec czekałby na nas gwóźdź programu - pokaz świateł wykonany przez Nękaczy. Po prostu coś wspaniałego. W przyszłym roku zaproszę i was na tę Świąteczną przygodę.
Nasz Kevin w końcu został sam w domu. Czekał na to cały rok, aby odpalić tę jedną grę, o której dużo słyszał.
Jest to Die Hard Trilogy. Dlaczego zapytacie? No cóż, rodzice Kevina, zawsze oglądali ten świąteczny film Die Hard: Nakatomi Plaza (Szklana pułapka).
Kevin jest bardzo zainteresowany, jakie będzie tam nawiązanie do Świąt, a dodatkowo może poćwiczyć eliminację niepożądanych "gości".
Do mojej ekipy sprzątająco-kupującej zrekrutowałbym Agenta 47 i chochlika Cespenara (BG2).
Nie mam wątpliwości, że z Agentem 47 u mojego boku nie miałbym problemu z żadnym nieporządkiem. Podejrzewam nawet, że bałagan zniknąłby sam w podejrzanych okolicznościach.
Cespenar i jego świecuszka. Ten chochlik zna się na rzeczy, zakupy z nim nie zajęłyby tak długo jak zawsze. Dodatkowo mógłby jeszcze coś ulepszyć np. zwykłą choinkę w choinkę +2 do identyfikacji prezentów.
Sam nie jestem wielkim śpiewakiem, dlatego potrzebowałbym dużego wsparcia, przy śpiewaniu kolęd. Mój wybór padł na Lelianę z Dragon Age (w szczególności Origins).
Dlaczego zapytacie? No cóż, jest ona delikatną osobą, która lubi uzewnętrzniać się poprzez śpiew. Jej główna piosenka na pewno mogłaby być przekształcona w nową kolędę.
Zresztą z takim głosem za ścianą to i nawet sąsiedzi chcieliby przyjść i się przyłączyć do kolędowania. W świątecznym duchu radości, cały blok byłby rozśpiewany.
Ach, rzewnie wspominam te stare czasy spędzone na czytaniu i oglądaniu materiałów na GOLu. I po drodze urodziły się dzieci, włosy jeszcze mam, ale zmieniają kolor :) Życzę wam sukcesów na przyszłe lata i radości z tego co robicie.
Chciałbym wszystkim życzyć przede wszystkim spokojnych i radosnych Świąt. Świąt, które dadzą nadzieję i odpoczynek. Dużo zdrowia w tych niepewnych czasach. Nie zapominając o naszej pasji, chcę życzyć wielu "achievementów", naprawienia bugów w Cyberpunku. Na koniec po prostu, abyśmy czerpali radość z grania w gry. Wesołych Świąt
Zwierzęcym towarzyszem, którego wspominam najlepiej jest mabari z Dragon Age: Origins. Ten ogar zostaje przeze mnie uratowany w czasie oblężenia Ostagaru. Już wtedy wywiązuje się nić porozumienia między nami. Uratowany pies jest nam wdzięczny i "oferuje" swoje usługi. Muszę powiedzieć, ze taki towarzysz jest na całe życie (przygodę). Mabari nie tylko pomaga nam w walce, ale również wywęszy od czasu do czasu ciekawy przedmiot w okolicy. Mój towarzysz jest inteligentnym zwierzęciem, które również lubi się połasić. W zanadrzu zawsze miałem zestaw kości, które mabari uwielbia. Łatek był i jest moim ulubionym zwierzęcym towarzyszem.

Moim zdaniem najlepiej nadającym się logiem będzie to z gry Diggles (u nas znanej pod nazwą The Wiggles). Mały wiercipięta z gry idealnie nadaje się jako zastępstwo dla gwiazdki. Mały karzełek ma nałożoną świąteczną czapkę, a w dłoni trzyma triumfalnie swój "prezent". Wpasowuje się to świetnie w klimat Świąt, dawania prezentów i czasu radości. Już słyszę komentarze rodziny
- "Widzę, że zastąpiłeś gwiazdę tym słodkim elfem, w czapce Mikołaja z ładnym parasolem w dłoni".
- "Tak ciociu, to parasol świąteczny i chroni tego "elfa" przed śniegiem"
Pomruki aprobaty od reszty rodziny gwarantowane.
W międzyczasie Wigglesy dostaną zadanie odszukania gwiazdy. Poradziły sobie z "psem" Fenrisem to i gęś im niestraszna.
Ach to teraz pokażemy młodszemu rodzeństwu, co to znaczy prawdziwa gra. Z szafy wyjmę grę planszową, o tak planszową. Jest to Mage Knight, gra, w którą można grać samemu, klasyczny singiel. Na pewno z początku byłoby dziwne spojrzenie i kręcenie nosem, ale już po otworzeniu pudełka byłby zachwyt. I to niedowierzanie - "To tu są pomalowane figurki, a nie pionki?" ; "Oj tak drogi małolacie, levelować też można". To wystarczający magnes, aby odciągnąć rodzeństwo od ekranu. W Mage Knight możesz questować, rzucać czary, walczyć z potworami, levelować postać, power gaming jest mile widziany. Zadań jest kilkanaście i starczy to na długi czas, a i może zachęci do odkrycia świata gier planszowych.
Gdy już załatwię rodzeństwu zajęcie, sam usiądę do "kompa" (w końcu ja też muszę skorzystać na braku internetu:). Włożę do napędu płytę (kto teraz to robi?) i odpalę klasykę - Baldur's Gate 2. Znów usłyszę te zapadające w pamięć słowa "Ach dziecię Bhaala się przebudziło. Czas na kolejne... eksperymenty." Tak, sentyment przeze mnie przemawia, ale ta historia, grywalność, postaci niezależne i oczywiście główny antagonista; stworzyły przepiękne arcydzieło.
Kończę już, bo muszę wydostać Minsca z klatki.
Ach ta nasza GLaDOS, wzięła sobie za punkt honoru zrobienia z redakcji GRY-OnLine i TVGRY sportowców zimowych. Zobaczmy, co z tego wyszło.
Na pierwszy ogień poszedł Gambrinus i skoki narciarskie. Dzierżąc swoją niezawodną podkładkę na dokumenty i notując wszystko o skoczni narciarskiej, Gambri doszedł do wniosku, że nie jest to takie trudne zadanie. Po zanotowaniu najważniejszych parametrów i wykonaniu stosownych obliczeń był gotowy do skoku. Już na samym szczycie, gdy zapaliło się zielone światło, Gambri ruszył i nagle chciał skonsultować notatki - jaki kąt wyskoku, siła odbicia etc. Wyleciał niczym orzeł i nawet wylądował cały. Maszyny mierzące odległość zwariowały, tak krótkiej odległości pozazdrościłby nawet Robert Mateja. Gambri wpisał się obok niego do historii skoków. Sam Eddie Eagle wysłał list z gratulacjami.
Drugi w kolejności był Hed i jego "przygoda" z biathlonem. Oj co tu dużo mówić Hed nawet nieźle strzelał, czy to pozycja leżąca, stojąca, czy też jedząca (banana). Jednak nasz drogi redaktor zapomniał, że w biathlonie się też biega i tutaj wzorem polskich biatlonistek po wspaniałym strzelaniu powoli Hed spadał w odmęty ostatniego miejsca. Cóż to jednak jeden z Niemców poślizgnął się na skórce od banana, skąd ona się wzięła na torze, tego nikt nie wie. Hed niesiony muzyką z "Chariots of Fire" dotarł do mety, nie będąc ostatnim. Krystyna Pałka i Magdalena Gwizdoń zaczęły słać gratulacje.
GLaDOS miała już powoli dość, ale dała jeszcze szanse Araszowi i Jordanowi w wyścigu bobslei. Obaj panowie ubrani i gotowi do wyścigu ruszyli. Jordan jako pilot zaczął popychać bobslej i w całym swym zaangażowaniu zapomniał o Araszu. Ten tylko strzelił face palma i mógł się modlić o kolegę. Trzeba powiedzieć, że Jordan dojechał do końca (kilka razy musiał wyjść i popchać bobslej), jedynie zdziwił go brak Arasza. Bobsleiści z Jamajki ślą pocztówki z gratulacjami.
To już było za dużo dla GLaDOS, uznała, że z tej redakcji to za wiele nie wyciśnie w sportach zimowych. W ramach pocieszenia zaprosiła wszystkich na tort.
Najlepszą bohaterką do tego typu zadanie jest Lux. Pani Światła, rozświetli (dosłownie) cały festyn. Jej moce przydadzą się na festynie jak żadne inne. Taka pryzmatyczna bariera rozweseli każdego uczestnika zabawy - dzieci ją uwielbiają. Dzięki swojemu życzliwemu nastawieniu i uśmiechowi, który stopi nawet najtwardsze serce, Lux świetnie poradzi sobie z prowadzeniem festynu.
Gwoździem programu będzie pokaz iluminacji zakończony ostatnią iskrą. Będzie to zdarzenie wspominane jeszcze długo po zakończeniu festynu.
Moim zdaniem gra, która zapewniłaby największe fajerwerki, jest Magicka. Ach, łączenie różnych elementów w celu otrzymania różnych efektów czarów. Kule ognia, błyskawice, tornada, zamiecie, promienie śmierci — fajerwerków tu ile dusza zapragnie. Oglądania i podziwiania na całą noc.
Wszystko to możemy doświadczyć z naszymi bliskimi, którzy mogą stworzyć swój własny pokaz "fajerwerków". Wyobraźcie sobie te wybuchy, jeśli tylko dać popuścić wodze fantazji. Ku naszej radości przeciwnicy również zamieniają się w fontannę "fajerwerków" na sam koniec "zabawy".
Jedyne, na co trzeba uważać to, aby unikać dużych ilości szyderczego śmiechu, gdy "przypadkowo" trafimy "fajerwerkiem" naszego znajomego. Bawmy się odpowiedzialnie.
Mariah Carey "All i want for Christmas is You"
Nie chcę wiele na te Święta,
Tylko w gry sobie grać,
Wiedźmina, Nioha i Cyberpunka
wszystkie je sobie ograć.
Tak sobie zacząłem marzyć
gdy będę miał czas wolny
Geraltem potwory naparzać,
gdy śnieg za oknem pada.
Chcę Cię mieć tylko dla siebie
Cyberpunku mój zbugowany
Tak chcę Cię mieć
Wszystko, czego chcę w te Święta to gry
Spróbowałem to zaśpiewać, w linku próbka. Nigdy nie miałem talentu, ale posłuchać możecie :P
No cóż, trochę się już postarzałem i cierpliwość, i chęci nie te, co kiedyś. Moim wyborem będzie gra, którą znam dobrze i nie zaskoczy mnie wieloma niespodziankami. Równie ważne jest to, aby dało radę przejść tę grę w jeden dzień (tak z 5-6 h), bo nie wyobrażam sobie siedzenia po nocach (te czasy już minęły:). Tą grą jest Half-Life: Opposing force, bardzo miły i trochę niedoceniony dodatek do przełomowego Half-Life. Brak zapisu i wczytywania, spowodowałby jeszcze większe emocje. Już wyobrażam sobie te potyczki z bossami (w szczególności z pit wormem, o jak ja zawsze się z nim męczyłem). Zaczynające rozgrywkę od nowa doszedłbym do perfekcji i może nawet pobiłbym jakiś rekord speedruna :P
Miejscem, które bardzo polecam to Cytadela z Mass Effecta. W prezydium można podziwiać piękne widoki w parku i ogrzać się siedząc na ławce. Jeśli mamy odpowiedni poziom autoryzacji (przecież znamy pierwsze ludzkie widmo) to możemy doświadczyć estetyki wieży Cytadeli, siedziby Rady Cytadeli. Jak już się wygrzejemy i nacieszymy widokami, to zawsze możemy się "nasłonecznić" w Czyśćcu lub kasynie Srebrne Wybrzeże.
Moim pomocnikiem do tak delikatnej roboty byłby Garrett z Thiefa. Jego ręce są wprawione w zręcznej i precyzyjnej „pracy". Spędził wiele godzin z wytrychami, majstrując przy zamkach.
Takie doświadczenie jest nieocenione w malowaniu bombek. Garrett wiele rzeczy widział w swoim życiu i to pomogłoby z urozmaiceniem motywu świątecznego na bombkach.
Jego krycie się w cieniu również by się przydało. Wyobraźcie sobie taką sytuację.
Wchodzicie do pokoju, siadacie spokojnie i zaczynacie malować bombkę. Gdy już skończyliście, nagle z ciemnego kąta wyłania się Garrett z tuzinem pomalowanych bombek, mówiąc jeszcze: „Wesołych Świąt". Emocje w Święta gwarantowane.
Jeśli miałbym polecić grę kooperacyjną na Święta i to jeszcze dla dwóch takich urwisów to byłby to Wasteland 3.
Jest tutaj wszystko, czego potrzeba na Święta. Jeśli za oknem nadal jest zielono tutaj mamy mróz i śnieg.
Jeśli ktoś ukrywał się ze swoimi zachciankami, w tej grze może je spełnić. Nie lubisz kóz, idealnie dla Ciebie stworzono zabójcę kóz, możesz być również nerdem lub włóczykijem. Dla każdego znajdzie się coś miłego nawet dla tych bardziej wstydliwych (mam na myśli cyrkowe dziwadło, żeby nie było) :p.
Jak już stworzymy swoje alter ego i wyruszymy w drogę (po zebraniu drużyny :), możemy natrafić na fabrykę świętego Mikołaja. Właśnie sam Mikołaj pofatygował się w te mroźne ostępy, a my możemy jeszcze pomóc jego elfowi. Jak się okazuje, Mikołaj za bardzo przycisnął swoje elfy, a my możemy się wykazać jako twardziel, lizus lub w trochę mniej wyrafinowany sposób.
Podsumowując Wasteland 3:
-śnieg - jest
-wybór postaci, jaką zawsze chcieliśmy być -jest
-elfy - sa
-Mikolaj - jest
-pomoc uciśnionym - jest
Czegóż chcieć więcej w ten świąteczny wieczór spędzony w kooperacji? Dobrego towarzystwa do wspólnej gry. Tego wszystkim życzę.
Stara mądrość ludowa mówi: nie wszystko złoto, co się świeci; dlatego wybieramy złoto.
Gra Heroes of Might and Magic 3 dają dużą możliwość do popisu. Już po siedmiu turach można mieć Kapitol, który generuje 4000 złota na turę. I tak mówimy tutaj o szczerym złocie, twardej walucie, a nie o jakiś tam pieniądzach z Monopoly. Przy dzisiejszych kursach złota daje to niebotyczne pieniądze na dzień. W takim tempie po tygodniu można by kupić ten warsztat i Mikołaj mógłby mieć następne naprawy za darmo.
To Mei w zeszłym roku dostarczyła mój prezent. Żaden mróz nie jest jej straszny, dzięki jej kriostazie.
Prezentem, jakim obdaruję Mei będzie bombonierka w kształcie serca. Chciałbym, aby dzięki temu poczuła się doceniona oraz, aby zrobiło jej się trochę cieplej. Dlaczego cieplej powiadacie? Po to, aby mogła na chwile zrzucić z siebie to grube futro, usiąść w fotelu i cieszyć się chwilą gdy będzie konsumować słodkie czekoladki. No i oczywiście pomyśleć o swoim wielbicielu.
Jako że Mei walczy o uratowanie świata natury, wszystkie materiały użyte do produkcji bombonierki można recyklingować i zostały pozyskane odpowiedzialnie i uczciwie (posiadają wszelką certyfikację)
Eivor skorzystałby z mądrości ludowej, która mówi, że ... no cóż, Eivor nie ma najlepszej pamięci.
Idąc spokojnie w stronę lasu w pewnej odległości od siebie, zauważył dwóch osobników zbliżających się dosyć szybko w jego stronę. Nie tracąc czasu, schował się w pobliskie sosny. To dwóch berserkerów z ogromnymi toporami i choinką szło drogą. Eivor przez chwilę rozważał możliwości, ale uznał, że berserkerzy nie mają gustu i zostawi ich oraz choinkę w spokoju.
Niedługo po tym znów ktoś pojawił się na drodze, ruchu co niemiara o tej porze. To Ivarr bez Kości z kilkoma wikingami niosą swoja zdobycz. Wielką choinkę, która rzeczywiście będzie piękną ozdobą. Eivor uznał, że jest za wielka, a z Ivarrem rozmówi się później. Ruszył dalej.
Po dosyć długich poszukiwaniach znalazł to czego szukał, choinkę, która pasowałaby idealnie na jego statek nie za duża i nie za mała. Był tylko jeden problem, w pobliżu dwóch wikingów rozbiło obóz. To tak naprawdę żaden problem dla Eivora, który już zaczął się skradać. Znalazł się wystarczająco blisko swojego celu, wysunął ostrze z nadgarstka i już miał zadać cios. Gdy zauważył pod choinką trzy prezenty, dwa z nich miały imiona wikińskie, a na jednym było napisane dla nieznajomego. Ujęło to Eivora tak, że nie zauważył, że został spostrzeżony. Jednak jeden z wikingów, zamiast ruszyć na niego, podał mu róg do picia.
Eivor dołączył do dwóch towarzyszy i spędzili cały dzień na opowiadaniu heroicznych historii.
Eivorowi przypomniała się również mądrość ludowa: Nie to, co jest pod choinką, jest najważniejsze, a to, kto jest wokół niej.
Stare powiedzenie ludowe mówi, że jak coś działa to lepiej tego nie zmieniać, jednak w tym przypadku zrobiłbym wyjątek. Dlaczego? Biedne elfy są zawsze zapracowane i przydałaby się im pomoc.
Rasę, którą wybrałbym do tak wymagającej i precyzyjnej pracy, są Bystrzaki (Giants: Citizen Kabuto).
Ta niepozorna rasa małych ludzików jest mistrzami budowania i tworzenia. Udowodnili to wiele razy, budując bazy na wyspie. Dzięki ich kreatywności wszystkie prezenty nabrałyby tej świątecznej magii.
Miś grający świąteczną melodyjkę, właśnie tą, o której myślałeś.
Kula śnieżna, gdzie śnieg zawsze spada w jedną stronę (łamiąc wszelkie prawa fizyki).
To ciepło Świat wydobywające się z każdego prezentu wykonanego przez Bystrzaki zmiękczyłoby nawet najtwardsze serce.
Trzeba tylko uważać, aby jakiś Gigant nie zaczął zjadać naszych Bystrzaków :)
Korzystając z mądrości ludowych, moja babcia zwykła mówić, że kolor nijaki jest najgorszy ze wszystkich. Właśnie tego koloru powinniśmy się wystrzegać w Święta, bo co gorszego może być niż usłyszenie: ta choinka jest taka nijaka, a ta gwiazdka taka blada, nijaka. Ten kolor może również zaatakować sferę smakową - ta zupa jest jakaś taka nijaka.
Mój głos dostałby kolor nijaki jako najgorszy ze wszystkich, który może zepsuć Święta. Jak najszybciej trzeba go wyrzucić przez śluzę.
Do komentowania turnieju Czterech Skoczni wybrałbym Jona Ireniusa z Baldur's Gate 2.
Ze swoją charyzmą oczarowałby wszystkich widzów, a jakby to nie wystarczyło to czar „Zauroczenia”, rozwiąże problem.
Jak wiemy, czasami jest problem z dziećmi, które się strasznie nudzą, ale i tutaj czar „Uśpienia” pomoże strudzonym rodzicom. Gdy Niemcy będą skakać to czar „Grozy”, doda niemałych emocji, a naszym czar „Szczęścia” dopomoże a, jak i on nie wystarczy to „Wzmocnienie siły".
Z tak przygotowanym konkursem można by się już tylko wsłuchiwać w komentarz:
„Ach, skoczkowie się przebudzili. Czas na kolejną serię skoków. Wiatr będzie przejściowy, raczej przezwyciężą ten żywioł”
Tuż przed skokiem Dawida Kubackiego
„Ciekawe. Jest w nim wiele niewyzwolonej mocy”
Przed skokami Niemców
„Działają szybciej niż się spodziewaliśmy. Nieważne spowodują tylko chwilowe opóźnienie zwycięstwa Polaków”
Na widok Noriakiego Kasai
„Ty... Ty jeszcze skaczesz. Pomimo tylu lat jesteś w stanie dalej stawiać wiatrowi opór"
Niektóre z epickich komentarzy Irenicusa wejdą do kanonu skoków i będą powtarzane przez następne pokolenia.
Ze skoczni z Bischofshofen żegnają was Jon Irenicus i Czy jest na sali lekarz?
No tak wybory... Znając trochę związek Geralta i Yennefer z książek to ona jest jedynym słusznym wyborem w mojej opinii.
Jakby nie patrzeć książki opisują nie tylko poszukiwania Ciri, ale również burzliwy związek Geralta z Yen.
Nieważne ile razy się zdradzają i jak często się kłócą, tak naprawdę ich miłość jest ponadczasowa (dosłownie:) i wewnątrz czują, że są stworzeni dla siebie; mogliby nawet umrzeć w swoich ramionach (sic!), aby wieczność ich nie rozdzieliła.
Nie musiałbym popychać wiedźmina, tylko skinąłbym mu ze zrozumieniem i powiedział „wiesz, gdzie iść".
To byłby jeden z tych słonecznych, lecz mroźnych styczniowych dni; siedzę sobie w moim śnieżnym okopie, czekając na nieuniknione. Cała redakcja GOLa czeka z 20 metrów dalej na znak Heda do ataku. Typowy sowieckim sposobem będzie to frontalne natarcie z krzykiem „Urra” na rozgrzanie.
Hed kiwnięciem głowy daje znak, dzisiaj nie będziecie brać jeńców; natarcie rusza. Ja tylko lekko wychylam głowę i widzę rozwścieczoną redakcję Gry Online biegnącą w moją stronę (przypominacie trochę listonoszy z Nagiej Broni 33 i 1/3), pierwsze kulki śnieżne dolatują w moją stronę, chowam się w okopie i zastanawiam się, że przecież mogłem zostać w domu i pić gorącą herbatę; a tak poza tym, gdzie mój towarzysz broni?
Wtem znikąd leci kulka, jakby niesiona na skrzydłach archanioła i Hed dostaje heda, zdezorientowany upada na miękki śnieg; następna kulka trafia Jordana w nogi, który potyka się o nie i ląduje w zaspie; Gambrinus rzuca swoją kulkę, ale w przeciwnym kierunku leci następna, która w nią uderza, tworzy to wielki rozprysk, oślepiając nie tylko Gambrinusa, ale i kilku innych atakujących.
Atak się załamuje, redakcja się wycofuje, kulki śnieżne trafiają kolejnych redaktorów, którzy byli zbyt wolni, śnieg powoli opada nad polem bitwy, zostałem tylko ja i Garrus „Archanioł” Vakarian, który jak prawdziwy snajper przyczaił się za pobliskim drzewem i powoli wybierał swoje cele. Wygraliśmy, chociaż było blisko.
Ja: „Trochę Ci to zajęło, rozumiem, że ja odwracałem uwagę”
Garrus: (Lekki uśmiech w kąciku ust)
Ja: „Idziemy na herbatę, ja stawiam”
Odchodzimy w stronę zachodzącego słońca.
No tak postanowienie noworoczne, moja opinia może być trochę niepopularna, ale szczerze chciałbym na przyszły rok bardziej ograniczyć granie w gry.
Głównym powodem jest spędzenie więcej czasu z rodziną, ale również poświęcenie czasu innym przyjemnościom jak gry planszowe i czytanie książek. To nie tak, że chciałbym w ogóle wyeliminować gry, ale aby stały się przyjemnością dawkowaną po równo z innymi, w końcu czas to jest to, czego brakuje nam najwięcej i chciałbym go szanować bardziej i wykorzystać lepiej.
To tyle w temacie.
Ferie zimowe kojarzą się ze śniegiem, zimnem, dlatego wybrałbym się w ciepłe miejsce, gdzie jest co zwiedzać. Moim wyborem byłaby planeta Mustafar.
Na tej planecie mamy dużo lawy, czyli nie musiałbym się martwić o to, że zmarznę lub się przeziębię (nie ma nic gorszego niż choroba w czasie ferii).
Również nie jest to najpopularniejsze miejsce do zwiedzania, więc nie martwiłbym się o tłok, kolejki czy innych wścibskich turystów (wszyscy polecieliby na Naboo czy inne bardziej turystyczne planety).
Wypoczynek byłby zorganizowany przez niezawodną agencję „Zwiedzaj razem z Darth Sidiousem” w planach byłoby odwiedzenie twierdzy Vadera, Imperialnej bazy czy też świątyni Sithów. Z takim repertuarem (i towarzystwem) nie byłoby nudy; może rekreacyjnie jakieś lekcje szermierki mieczem świetlnym z Lordem Vaderem, na pewno nie będzie nudno, a i będzie co pokazywać na zdjęciach znajomym i rodzinie.
Mustafar odwiedź i ty.
To musiałby być główny utwór z Baldur's Gate 2, zawsze kiedy go słyszę to przypominają mi się heroiczne czyny, kopanie tyłków w dobrej sprawie, oddanie i poświęcenie. Tak właśnie ten utwór spowodowałby otwarcie moich drzwi i może kolędnicy zauważyliby nawet łzę w kąciku oka doświadczonego podróżnika, który przeżył niejedno. Dla mnie dobre wspomnienia i sentyment wylewają się z tego utworu, dziękuję, idę po chusteczkę, bo coś wpadło mi do oka.
https://www.youtube.com/watch?v=i38_6oNPE24

Jest wiele strzelanek i poważnych strategii, które zasługują na drugie życie, ale jak tak pomyślę o grze, której kontynuację chciałbym zobaczyć to są to The Wiggles.
Mam bardzo miłe wspomnienia z tą grą jako nastolatek, przypominają się wieczory, kiedy zaganiałem moje skrzaty do nie tak ciężkiej roboty (skrzaty są pracowite, więc mogą dłużej pracować) i z jaką radością patrzyłem, jak rozrasta się moje mała osada. Ach, the małe wiercipiętka pozostawione same sobie uciekały w każdy kąt (trochę jak dzieci w czasie Świąt po spożyciu za dużej ilości cukru), aż łezka się kręci.
Ten sentyment pcha mnie właśnie do tego wniosku, że to jest gra warta kontynuacji, no bo któż by nie chciał takiego małego skrzata :)
Jednym z tych, którzy by chcieli zepsuć Święta graczom, są Saren i Suweren.
Saren mając „dobre” zamiary w swoim mniemaniu, chciałby, aby wszyscy gracze spędzili Święta z dala od ekranów komputera.
Jego planem jest zaatakowanie dostawców prądu w newralgicznych punktach przesyłu; chce tego dokonać z pomocą armii Gethów.
Suweren ma swój ukryty cel jak zatrzymać wspólne świętowanie. Brak prądu to nie tylko ciemne ekrany komputerów, ale również brak świecących światełek i innych świątecznych ozdób; również brak prądu spowoduje brak możliwości przygotowania jakichkolwiek dań na świąteczny stół (można użyć gazu, ale jaki to komfort gotować po ciemku).
Taki wyrachowany plan wymaga działania, my gracze nie możemy na to pozwolić, ale to już opowieść na inną okazję.
Skoro śnieżne bałwany zaatakowały, to najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby użycie płomieni do ich dezintegracji, jednak wyczuwam tu podstęp. Bałwany na pewno przyszły przygotowane i mają tarczę odporności na ogień, która ich ochroni i w swym szyderczym śmiechu rozerwałby mnie na strzępy, gdybym jeszcze próbował się otrząsnąć po tym szoku, nieskuteczności mojej broni.
Oczywiście bałwany nie przewidziały, że użycie tarczy ochrony przed ogniem obniży ich odporność na ogień, co też wykorzystam.
Bronią, którą użyję do eksterminacji wrażych bałwanów, będzie miotacz chemikaliów (chemical thrower) z Bioshock.
Na początku broń miałbym załadowaną napalmem, ale po tym, jak już widziałbym usmieszki w końcikach ust bałwanów, zmieniłbym amunicję na ciekły azot i zabrał się do roboty. Największa ironia tej zimy stałaby się prawdą, bałwany zostałyby zamrożone, ich przerażone i zdziwione miny zostałby na zawsze zatrzymane w bezruchu. Nic tylko zaczekać do odwilży lub po prostu rozbić „bałwanowe” rzeźby. Inwazja odparta pora na ciepłą herbatę.
Na melodię "Przybieżeli do Betlejem":
Przybieżeli do Lordaeron rycerze,
Przed Arthasem wystawiając swe pancerze.
Nieumarli nas atakują, nieumarli nas atakują,
A orkowie nie odstępują
Walczą ostatkiem sił już na noże
Temu zdrajcy przebić serce, hoże!
Nieumarli nas atakują, nieumarli nas atakują,
A elfy nie odstępują
No tak rodzice jak wiemy, potrzebują gry nie za skomplikowanej i takiej, w której jest łatwe sterowanie. Oczywiście na samym początku takie rzeczy jak fabuła czy grafika nie mają znaczenia, bo najważniejsza jest grywalność. Biorąc te wszystkie elementy pod uwagę, wybrałbym dla nich grę: Kurka Wodna 2: Zemsta Pana Franka.
Jest to gra ze wspaniałą grywalnością oraz wspaniały odstresowywacz. Teściowa ma przyjść na Święta, nie ma problemu trochę Kurki Wodnej przed i po spotkaniu, i już stresu nie ma. Pieczeń się przypaliła albo zupa za słona, znowu Kurka Wodna i stresu nie ma. Taka gra przekona rodziców i otworzy drogę to wprowadzenia bardziej skomplikowanych produkcji później.
Tak to pytanie przypomina mi pewną scenę ze znanego i lubianego filmu (Monty Python święty Graal), która odbywała się na „Moście Śmierci". Wiedząc, że na to pytanie nie ma poprawnej odpowiedzi, użyłbym taktyki króla Artura.
-Czy chodzi Ci o Trzecie Cesarstwo z drugiego stulecia, czy też trzeciego stulecia, a Gromowładni tuż po incydencie Markarckim czy tuż po wybuchu wojny domowej?
W takim momencie mój rozmówca by się zawahał i wpadł w otchłań Mostu Śmierci, a gdyby nie było mostu pod ręką, to bym po prostu pokiwał ze zrozumieniem i zapytał, aby lepiej mi powiedział, gdzie mogę zawrócić.
Nowy Rok to żegnanie tego, co było i witanie nowych wyzwań. To, co za nami to - różne przygody, wyzwania, radości, niepowodzenia, a czasami straty. To, co przed nami to również niewiadoma czasami wręcz epicka przygoda; dlatego pamiętną sceną, którą bym wyświetlił w Sylwestra, byłaby ostatnia scena pożegnania z Baldur's Gate Tron Bhaala, w której wieńczyliśmy naszą przygodę, poznając losy naszych kompanów i jak sobie radzili oraz dowiadując się, że przed nami byłoby równie niełatwe zadanie uzależnione od naszego wyboru (w tym przypadku uznałbym wybór zostania śmiertelnikiem jako najwłaściwszy). Ta scena wywołuje chęć przypomnienia sobie, czego to nie robiliśmy razem i jakie przeciwności pokonaliśmy, i jaki był ten ostatni rok. Patrząc w przyszłość, widzielibyśmy wyzwania, ale i nadzieję na lepsze jutro. I oczywiście przyświecałby nam złota myśl na Nowy Rok- Skopać tyłki w dobrej sprawie!!!
Jak dla mnie najbardziej świątecznym klockiem z Tetrisa jest "L". I choć nad kominkiem, z którego dobywa się miłe ciepło wisi skarpeta z cukrowymi laskami w kształcie "L" to nie to sprawia, że Święta są Świętami.Jak wiemy, w Święta dzielimy się miłością i to miłość jest najważniejszym elementem Świąt - słowo LOVE zaczyna się od naszego tetrisowego kształtu "L".
W tak nagłym przypadku musiałbym sięgnąć po ostateczny środek transportu, a byłaby to Kula Sfer z Baldur's Gate 2.
Dzięki podróżom między różnymi planami zwerbowałbym wielu pomocników — kamienne golemy, które niezmordowanie dostarczałyby prezenty przez cały dzień;
łupieżcy umysłów pomogliby ze zmianą „zdania”, gdybym wylądował komuś w ogródku i oczywiście dla niegrzecznych miałbym przygotowane Niziołki kanibale, które przekonałby niejednego do bycia grzecznym.
Jako że Kula Sfer porusza się między planami, czas nie miałby dla mnie znaczenia i mógłbym spokojnie zaplanować i rozdać prezenty wszystkim oczekującym; nawet demony, których serca są używane jako paliwo coś by dostały (miecz między żebra i topór w plecy:)
Kula Sfer daje mi możliwość podróży do każdego miejsca oraz elastyczność czasową. Zakapturzeni byliby dumni.
Bohaterką, którą bym wysłał na tą misję będzie Mei za jej tolerancję na mróź oraz uśmiech, który roztopi każde serce. Oto, krótkie uzasadnienie dlaczego będzie ona najlepszym wyborem:
Mei z mym listem wysłać muszę
gdy listonosz wyzionął duszę
Jej kriostaza się przyda,
gdy Laponia będzie jak Antarktyda
Swoją ścianą lodu powstrzyma,
gdy elfów nadchodzi zadyma
Jej zamieć skuteczną jest bronią,
gdy reniferów zastępy ją gonią
Kiedy już Mrocznego Dominium się pozbędzie,
to swój miotacz endotermiczny dobędzie
Aby Mikołajowi uświadomić,
że ma się z moim listem dobrze zaznajomić
Na dowidzenia uzyje swoje natarcie,
aby Mikołaj zapamiętał to starcie.
To tyle na dzisiaj, do jutra, do następnej rymowanki.
Oto krótki opis Mrocznego Dominium i wybranych jednostek
W Mrocznym Dominium gdzieś w Laponii
Święty Mikołaj od szkolenia swoich jednostek nie stroni.
Armia elfów na żądanie
zacznie dzieci prezentami obrzucanie,
świąteczne bombki pójdą w ruch
aż z wszystkich pociech wyzionie duch,
zastępy reniferów w boju zaprawione
przez generała Rudolfa wyszkolone
Ich nosy rozświetlone
na jeden cel nastawione
biednych rodziców portfele
rozłożyć na elementów wiele
O Pani Mikołajowej nie zapominając
i jej wdziękach wspominając,
swojemu mężowi pomaga
i jego armie smaga
W Mrocznym Dominium,
gdzie Święty Mikołaj ma swoje officium.
Pozdrawiam
Ok, ciekawe, że jeszcze nikt nie wspomniał, ale dla mnie najzimniej było w Skyrimie w The Chill, a o to, dlaczego:
The Chill w Skyrimie
w tej mroźnej krainie,
gdzie Nordowie mieszkają
i groźne smoki latają,
Atronachy mrozu
powodują ogrom zamrozu
Zimo tu,
że hu-hu
No to tyle na mroźne dzisiaj.
Myślę, że Kratos powinien występować w biathlonie, a to dlatego, że:
Kratos to nasz sztos
Nie straszny mu Hefajstos
W biathlonie biega
i z ostrzy chaosu celnie strzela
W tej dyscyplinie wspaniałej
zdobywa medale dla Grecji całej.
Po prostu kawałek wspaniałej zimowej (poniżej zera:) poezji
Brawo Albania, oby przeszli z trzeciego miejsca. Rumunia wielkie rozczarownaie tego turnieju zaraz po Portugali
Witam
oto moja propozycja (zatwierdzona przez Rudobrodego:)
Pirackie Rozmowy
-Beczka po pokładzie się już toczy.
-Toooczyy... to czy pijemy?
-Każdy z nas dzisiaj w trunkach coś zamoczy
-Nie tylko oczy?
-Nalej rumu kapitanie, kapitanie
by me opowiadanie nie zmieniło się w pląsanie.
-Pląs w vanie?
Gadaj druhu nikt z Tobą się nie droczy,
mimo tego, że masz takie dziwne oczy.
-Bo ja pirat jestem zły,
chciałem pójść na łupy do tv-gry
miałem ich pokonać na szpadel i łzy.
Oni mnie wyśmiali gry mi nie dali,
jak się teraz spełnią rozbójnickie sny?
Co o mnie pomyślą inni chojracy,
wróciłem z tej wyprawy nawet bez gaci*
-To tam grasują tacy rozrabiacy,
gorsi niż nasi dzielni piraci?
-Nalej rumu kapitanie, kapitanie
by me opowiadanie nie zmieniło się w pląsanie.
-Pląs w vanie transmisyjnym tv-gry?
-Chyba tym razem pójdziesz tam TY.
*gacie w slangu pirackim oznaczają gadżety
Pozdrawiam