Tak czytam te niektóre brednie i włosy stają dęba od bzdur jakie można tu przeczytać. Nabywając legalnie grę w sklepie nabywamy wieczyste prawo do jej użytkowania. Stajemy się zatem uwaga właścicielem nie tylko nośnika, czyli fizycznego potwierdzenia naszego zakupu (w parze z z dowodem zakupu) ale UWAGA - klucza, który jest niepowtarzalny i jest tylko naszą własnością a od nas zależy jaki będzie jego los w przyszłości. Dlatego mamy pełne prawo do odsprzedaży nośnika i klucza za który zapłaciliśmy. Do pełni formalności powinniśmy wraz z wymienionymi wyżej przekazać dowód zakupu i wszelkie dane (w tym przypadku konto lub e-mail) pozwalające uruchomić grę. Zarzucacie odsprzedaż własności intelektualnej. Mam przed sobą filmy DVD, które też niejako są nośnikiem wraz z zawartością intelektualną. Nie ma tam ani słowa o zakazie odsprzedaży. Nie wolno jedynie wypożyczać, kopiować, publicznie wyświetlać i UWAGA - odsprzedawać POZA terytorium Polski - co jest akurat zrozumiałe ze względu na regionalizację DVD. A co do prawa międzynarodowego to nie jest tak jak myślicie - nie stoi nad polskim prawem handlowym. Producent w każdym kraju musi dostosować się do obowiązujących w nim przepisów. Za przykład niech służy Diablo III i Korea.
Moja osobista rada - kupując gry, które kiedyś planujecie odsprzedać rejestrujcie każdą na oddzielnym koncie, mailu itp. Przekazując te dane nie pozostawiacie śladu po sprzedaży. W końcu w danych konta nikt nie wpisuje numeru PESEL, imienia i nazwiska, które trzeba później zmieniać. Legalna odsprzedaż to przekazanie nośnika, licencji, indywidualnego klucza i dowodu zakupu oraz całkowite odinstalowanie gry/programu na swoim komputerze.
Nie zapominajcie o jednym - skoro producent zobowiązuje się do świadczenia nam rozrywki, ma ją nam świadczyć kiedy i ile razy nam się chce. Jeżeli grę odsprzedajemy przestajemy korzystać z rozrywki, która nam się formalnie i prawnie należy. Prosty rachunek - kupując grę za 120zł i użytkując ją przez 10 lat mam rozrywkę za 12zł rocznie. Jeżeli odsprzedam po miesiącu grę za 100zł, to nie producent traci tylko ja. Producent zarobił za świadczenie usługi rozrywki i nie może mi tego zarzucić. A ja sprzedając 20zł taniej zapłaciłem niejako 20zł/miesiąc za świadczenie rozrywki o wartości 12zł rocznie. Jestem 8zł w plecy lub jak kto woli 11 miesięcy rozrywki mniej. Dodatkowo dzięki mnie producent zyskuje kolejnego klienta, który w ciemno nie kupiłby za 120zł produktu X a po jego bliższym poznaniu być może zdecyduje się na przyszły produkt X2 kupując go w sklepie.
Czy ja produkując narzędzie Y o kształcie i zastosowaniu objętym patentami mam prawo żądać za niego kilka razy zapłatę? To jak to można nazwać sprzedażą skoro zamienia się w opłatę wypożyczeniową? Bo przecież inaczej tego nazwać nie można skoro legalnie używać narzędzia może tylko jedna osoba naraz.